Narodowe Forum Kresowe- USA

Narodowe Forum Kresowe- USA

Share

Contact information, map and directions, contact form, opening hours, services, ratings, photos, videos and announcements from Narodowe Forum Kresowe- USA, Education, Westfield, MA.

Narodowe Forum Kresowe to nieformalna organizacja społeczna, stanowiąca sieć osobistych powiązań członków grupy, działających na rzecz wolnej, niepodległej i suwerennej Rzeczypospolitej oraz pamięci o Kresach.

02/24/2025

List do Donalda Trumpa, którego nie wyślę

Wzorem prof. Witolda Modzelewskiego, który zatytułował swój felieton jako: „List do władzy, którego jednak nie wyślę” zamieszczam napisany przeze mnie w imieniu Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” w Domostawie tekst zaproszenia Donalda Trumpa do Domostawy, którego – po przemyśleniu – także nie wyślę. Zaproszenie brzmiało by następująco:
„W imieniu Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” mam zaszczyt zaprosić Pana Prezydenta do Domostawy, gdzie znajduje się Narodowy Pomnik Rzezi Wołyńskiej upamiętniający ludobójstwo dokonane przez Ukraińców na polskich mieszkańcach południowo - wschodniej części Polski w latach 1939 – 1947. Członkowie zbrodniczych ukraińskich formacji OUN i UPA wraz ze zwykłymi Ukraińcami dokonywali przerażających swoim okrucieństwem morderstw na ludności polskiej. Przy pomocy narzędzi gospodarskich, takich jak: siekiery, widły, noże obdzierali swoje ofiary ze skóry, odrąbywali kończyny, wydłubywali oczy, rozpruwali kobietom w ciąży brzuchy, małe dzieci nabijali na widły a ich odcięte głowy nasadzali na sztachety w płotach. Autorem pomnika w Domostawie był znany w USA twórca Pomnika Katyńskiego w Jersey City Andrzej Pityński, polski rzeźbiarz posiadający amerykańskie obywatelstwo. Pomnik ukazując prawdę o zbrodni ukraińskiego ludobójstwa stanowi przestrogę dla przyszłych pokoleń, do czego prowadzić może wyznawanie zbrodniczych ideologii. Rzeźba ufundowana przez Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej (SWAP) z Nowego Jorku jest darem dla Narodu Polskiego od Polonii Amerykańskiej.
Jednym z celów Putina rozpoczynającego tzw. „Specjalną Akcję Wojskową” była denazyfikacja Ukrainy. Celu tego nie osiągnął. Wprost przeciwnie. Ludobójcom na Ukrainie w dalszym ciągu stawiane są pomniki, są oni patronami głównych ulic, placów i obiektów. Doszło tam do niesłychanego zakłamywania historii, rozwinięcia państwowego kultu ludobójców, a co najgorsze edukacji najmłodszych w tym duchu. Odpowiedzialni za ludobójstwo Polaków i współsprawcy holokaustu Żydów zostali bohaterami narodowymi współczesnej Ukrainy …..i świat milczy w tej sprawie. Łatwo sobie wyobrazić, jak zareagowałaby międzynarodowa opinia, gdyby w Niemczech postawiono pomniki Hitlerowi, Himmlerowi, Goebbelsowi. Można sobie zadać pytanie: czy znajdzie się jakaś siła, która dokona procesu denazyfikacji Ukrainy, tak jak było w przypadku Niemiec nazistowskich. W Polsce w środowiskach patriotycznych panuje przekonanie, że to właśnie Amerykanie wspierali odrodzenie się w XXI wieku banderyzmu na Ukrainie aby wykorzystać go do rozgrywki z Rosją. Wszystkie ofiary niemieckiego i sowieckiego bestialstwa na terenach obecnej Polski były w jakiś sposób upamiętnione. Zostały pochowane na cmentarzach, po przeprowadzonych ceremoniach pogrzebowych. Nie można tego powiedzieć o ofiarach ludobójstwa na polskich Kresach Wschodnich. Ponad 100 tys. ofiar w dalszym ciągu leży w zbiorowych dołach śmierci na niepoświęconej ziemi i wciąż czeka na godne upamiętnienie. Ukraina jest jedynym państwem na świecie, które zabrania przeprowadzać ekshumację szczątków w celu godnego ich pochówku. Władze Ukrainy w swojej bezczelności posuwają się nawet do tego, że uzależniają zgodę na ekshumację polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa od upamiętniania w postaci stawiania na polskiej ziemi pomników swoich oprawców. Przedstawiciele 2 głównych sił politycznych rządzących na przemian w Polsce P*S i PO aby nie urazić Ukraińców bojkotują pomnik w Domostawie. Tylko L**h Wałęsa odważył się przyjechać pod ten pomnik aby złożyć hołd osobom bestialsko pomordowanym przez banderowców. Dzięki ofiarności Polaków w Polsce i zagranicą na terenie gdzie 14 lipca 2024 roku odsłonięto i poświęcono pomnik kontynuowane są prace zmierzające do zakończenia I etapu inwestycji. Jeszcze w tym roku powstanie ogrodzenie, chodniki i alejki wokół pomnika oraz umieszczone zostaną na Ścianie Pamięci nazwy ok. 4500 miejscowości, gdzie Ukraińcy dokonywali rzezi na polskich mieszkańcach. W planach mamy jeszcze kontynuowanie prac w ramach II etapu polegającego na wybudowanie muzeum, dokumentującego tragiczne losy mieszkańców wsi na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Jesteśmy przekonani, że Pański przyjazd do Domostawy doprowadziłby do przełomu w trudnych relacjach Polski i Ukrainy, położyłby kres gloryfikowaniu ludobójców z OUN – UPA i przyczynił się do tego, że Ukraina stałaby się w pełni cywilizowanym państwem europejskim.”

Wprawdzie pojawiło się z inicjatywy Akcji Wyborczej Polonii w przestrzeni medialnej nagranie – zaproszenie prezydenta Donalda Trumpa do odwiedzenia pomnika w Domostawie oraz sugestia aby Społeczny Komitet także wystosował je od siebie , ale po przemyśleniu sprawy postanowiłem odstąpić od jego wysłania do adresata. Uważam, że zwracanie się do obcych potęg w sprawach, których rozwiązanie nie leży poza naszymi możliwościami jest niewłaściwe. To polskie społeczeństwo powinno przyjść do rozumu i zabronić rządzącym wspieranie neonazistowskiego, wrogiego nam państwa. Bo jak inaczej nazwać państwo, które czci oprawców i katów Polaków i nie pozwala ekshumować ich szczątków w celu godnego, chrześcijańskiego pochówku. Społeczny Komitet Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” świata nie zbawi. Rolą Społecznego Komitetu było przełamanie wieloletniego impasu w kwestii wzniesienie pomnika. Zrobiliśmy (i zrobimy jeszcze) więcej niż pierwotnie zakładaliśmy. Okazuje się, że pomnik autorstwa Mistrza Pityńskiego jest doskonałym papierkiem lakmusowym dla środowisk uważających się za patriotyczne, doskonale oddziela ziarno od plew, sługi narodu polskiego od sług narodu ukraińskiego.

Zbigniew Walczak – prezes Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” w Domostawie

02/13/2025

POLOWANIE NA RZEŹNIKA POLAKÓW

80 lat temu...

Był 12 lutego 1945 roku. Las koło wołyńskiej wsi Susk był przysypany śniegiem i, choć na świecie toczyła się szaleńcza wojna, to o tym lesie zdawała się już zapominać. Front przetoczył się wiele miesięcy temu. Porucznik Chabibulin, dowódca plutonu z 233. batalionu 20. brygady Wojsk Wewnętrznych NKWD wciągnął zimowe powietrze nosem. Nie, jednak wojna nie zapomina i o tym lesie. Czuć było zapach dymu.

Chabibulin wiedział, że dym ten jest sprawką celu operacji ''Szczur''. Niedługo wcześniej on i jego ludzie widzieli wyraźne ślady na śniegu, zmierzające na północ. Kazał im się udać tym tropem i był to dobry traf: znaleźli ślady małego ogniska. Chabibulin podzielił pluton na trzy grupy, które miały osaczyć uciekających. Sam na czele kilku żołnierzy szedł dalej tropem.

W końcu dostrzegli trzy ubrane w kożuchy postaci, brnące przez śnieg. Na plecach mieli pepesze, na głowach zaś czapki z daszkiem. Lejtant ryknął na cały głos:

- Stajat'! Brasajtie arużje!

W odpowiedzi na to, ''leśni'' otworzyli ogień i zaczęli uciekać w głąb lasu. Serie z pepesz przecięły powietrze, zastukały po pniach, zrzucając śnieg. Sowieci odpowiedzieli ogniem. Uciekinierzy wpadli jednak na jedną z dwóch grup oskrzydlających. Jeden z mężczyzn został trafiony i upadł, brocząc krwią. Dwaj pozostali kontynuowali ucieczkę. Jeden z nich został i wyraźnie osłaniał odwrót drugiego. I on zginął na miejscu, jednak wcześniej zabił jednego z NKWD-istów. Gdy Sowieci zbliżyli się do trzeciego uciekiniera, ten odwrócił się i strzelał do upadłego. Żołnierze NKWD nawoływali, by się poddał, ale ten nie słuchał. W końcu Sowieci ostrzelali go z dwóch stron, zabijając na miejscu. Przy zabitych znaleziono po trzy pistolety maszynowe i pistolety, sowiecki Order Czerwonego Sztandaru, odznaki Gwardii RKKA i torbę z dokumentami UPA.

Sowieci wiedzieli już, że dopadli jednego z najkrwawszych katów UPA. Taki był cel ich operacji - schwytać lub zabić ''Kłyma Sawura''.

* * *

Gdy Polacy myślą o Ludobójstwie Wołyńskim, pierwszym winnym, jakiego dostrzegają, jest Stepan Bandera. Jednak prawdziwymi mózgami tej upiornej operacji byli także inni ludzie.

Przede wszystkim - Dmytro Kłaczkiwski.

Ten urodzony w Zbarażu w 1911 roku student prawa z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, był wręcz modelowym członkiem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Większość swojego krótkiego, ledwo ponad 33-letniego życia, przeżył w II Rzeczpospolitej. Jak wielu ukraińskich nacjonalistów, uważał, że żyje pod okupacją. Nie przemawiała do niego ani współpraca z Polakami, ani kompromisy. Uznawał jedynie drogę terroru i zabójstw, zafascynowany m.in. irlandzką IRA, walczącą z Brytyjczykami i włoskim faszyzmem. Wśród osób go znających uchodził za energicznego, zdolnego organizatora i upartego dowódcę. Gardził pokoleniem swoich rodziców, które uznawał za ''zbyt miękkie''.

W 1937 roku trafił pierwszy raz do więzienia. W 1939 roku, po agresji sowieckiej na Polskę, natychmiast włączył się w pracę konspiracyjną pod sowiecką okupacją. OUN od początku przygotowywała się do powstania na wypadek wybuchu wojny, ale nim ukształtowały się poważniejsze struktury, NKWD rozbiło siatkę. Efektem były słynne procesy pierwszej i drugiej Egzekutywy OUN w 1940 i 1941 roku. Wówczas to Kłaczkiwskiego skazano po raz drugi. W śledztwie nikogo nie wydał i do niczego się nie przyznał. Ze względu na młody wiek, zamieniono mu karę śmierci na 10 lat więzienia. Tej nigdy nie odbył. 22 czerwca 1941 roku Wehrmacht rozpoczął operację ''Barbarossa'', która skruszyła mury więzień NKWD.

Kłaczkiwskiemu nie zapomniano postawy w śledztwie. Latem 1941 roku został mianowany szefem OUN-B we Lwowie, co było potwierdzeniem jego awansu. Zbiegło się to w czasie z aresztowaniami czołowych przywódców OUN i rozpędzeniem rządu Jarosława Stećki przez Niemców (co opisywałem, link w komentarzu). Kłaczkiwski i jemu podobni, mniej znani działacze, zyskali swoją szansę. Pozbawieni realnej konkurencji, zaczęli piąć się po szczeblach kariery. W styczniu 1942 roku na II. konferencji OUN Kłaczkiwski został prowidnykiem (przywódcą) OUN-B na terenach Wołynia i Polesia.

Ta decyzja okazać się miała brzemienna w skutkach.

Kłaczkiwski cały rok 1942 poświęcił na rozbudowę państwa podziemnego na Wołyniu i Polesiu, oraz na eliminowaniu konkurencji - przede wszystkim partyzantów powiązanych z Siczą Poleską Tarasa Bulby-Borowecia i OUN-M Andrija Melnyka, nie popierających metod banderowców. Aresztowanych konkurentów torturowano i mordowano skrycie. Organizowano nabór do sił wojskowych. Te nazywały się ''Samooboronni Kuszczowi Widdiły'' i stanowiły samoobronę ukraińskich wsi. Z 3-4 wsi formowano ''sotnię'' (kompanię), a z 3-4 sotni - ''kureń'' (batalion). 14 października 1942 roku powstała UPA - Ukraińska Powstańcza Armia. Kłaczkiwski miał w tym ogromną łatwość - niemiecki aparat policyjny był bardzo słaby na Wołyniu, w dodatku oparty głównie o ukraińskich policjantów.

* * *

W dniach 17-23 lutego 1943 roku k. Oleska odbyła się III konferencja OUN. Ta odbywała się po niemieckiej klęsce pod Stalingradem, co dawało wrażenie, że wojna skończy się niemiecką porażką. By zdołać wywalczyć ''samostijną Ukrainę'', zdecydowano o podjęciu działań zbrojnych przeciwko Niemcom i wywołaniu ogólnoukraińskiego powstania. To miało uwiarygodnić OUN-B w oczach Aliantów - Amerykanów i Brytyjczyków - i dać im poparcie. Przygotowaniem do powstania była masowa dezercja ukraińskich policjantów z batalionów Schutzmannschaft, trwająca od 15 marca do 10 kwietnia 1943 roku. Zdezerterowało wówczas ok. 4-5 tys. policjantów z ogólnej liczby 11 tysięcy. Ci nierzadko zabijali niemieckich przełożonych, zabierali broń i wypuszczali ukraińskich aresztantów. W ciągu kilku tygodni UPA z kilkuset ludzi zebranych z samoobrony, urosła do 6-8 tysięcy. Banderowcom było to na rękę: ukraińscy policjanci dotąd brali bardzo aktywnie udział w ludobójstwie Żydów i większość z nich zamordowała osobiście przynajmniej po kilka osób, głównie kobiet i dzieci. Mieli jako takie przeszkolenie wojskowe i nadawali się ''świetnie'' do pacyfikacji wsi, szczególnie, że nie mieli już oporów przed zabijaniem.

Terenowymi dowódcami UPA w tym czasie byli Kłaczkiwski i szef sztabu UPA, Wasyl Iwachiw ps. ''Sonar''. Ten drugi jednak zginął w maju 1943 roku w walce z Niemcami. Po jego śmierci Kłaczkiwski - występujący pod pseudonimem ''Kłym Sawur'' - panował niepodzielnie na Wołyniu i Polesiu jako dowódca Grupy (HWO) UPA-Północ (jednej z trzech grup UPA).

Mychajło Stepaniak, jeden z przywódców OUN-B, pisał później: ''W późniejszym czasie pod wpływem R. Szuchewycza polityka OUN w kwestii walki zbrojnej odeszła od postanowień konferencji i poszła w kierunku, który w praktyce zastosował na Wołyniu dowódca UPA , Dmytro Kljaczkiwśkyj ps. »Kłym Sawur« — tzn. walki przeciwko czerwonym (radzieckim) partyzantom i Polakom''.

Zbrodnie na Polakach nie były żadną nowością: pierwszego mordu UPA dopuściła się już 9 lutego 1943 roku w kolonii Parośla I, dwa tygodnie przed III konferencją OUN. Wspominałem to kilka dni temu. Do lipca 1943 roku UPA spaliła i wymordowała 56 polskich wsi.

Jednak to Klaczkiwski zdecydował o podjęciu zorganizowanej, skoordynowanej akcji przeciwko Polakom. Od początku herszt UPA na Wołyniu nie uważał za swoich wrogów Niemców, ale Polaków, Rosjan i Żydów. Swojej nienawiści do Polski nigdy nie ukrywał i na III. konferencji wielokrotnie podkreślał, że to Polacy są wrogami ''samostijnej Ukrainy''.

Zanim wydane zostały rozkazy o mordowaniu Polaków, ''Kłym Sawur'' rozpoczął bardzo szeroko zakrojoną akcję propagandową. Wskazywano, że Polacy ''bratają się z Sowietami i Niemcami'', rzekomo ''napadają na ukraińskie wsie'', a przede wszystkim ''ciemiężą Ukraińców od stuleci''. Obiecywał im bogactwa w polskich wsiach: plony, inwentarz, ziemię, narzędzia.

Jednocześnie watażka groził surowymi karami: w UPA za dezercję, odmowę wykonania rozkazu, współpracę z ''wrogiem'' karano bezwzględnie śmiercią. ''Kłym Sawur'' rozbudował też solidnie bezpiekę OUN - Służbę Bezpeky, która miała kontrolować nastroje wewnątrz organizacji. SB była niezależna od UPA, kierowano tam najbardziej fanatycznych nacjonalistów, najlepiej wykształconych. Wielu z nich kierowano na kursy doszkalające w szkołach oficerskich UPA. Wysyłano też informatorów do oddziałów UPA, którzy mieli zbierać informacje o sytuacji w oddziałach. Bojówki SB (BSB) były dobrze uzbrojone w broń maszynową i granaty. Posiadali także własne, ukryte więzienia i areszty, gdzie stosowali tortury na schwytanych wrogach "narodu ukraińskiego". Wykonywali też wyroki śmierci i służyli jako jednostki specjalne. W efekcie w UPA doszło do prawdziwej szpiegomanii. SB OUN dokonywała wielu skrytobójczych mordów, likwidując wszystkich podejrzanych - nie tych, którzy zdradzili, lecz tych, którzy mogli zdradzić.

W czerwcu 1943 roku Klaczkiwski wydał dyrektywę przeprowadzenia eksterminacji wybranych Polaków od 16. do 60. roku życia: „Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. (…) Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi”.

Na dzień rozpoczęcia akcji wybrano niedzielę 11 lipca 1943 roku - celowo, gdy Polacy będą w domach, lub kościołach. Mimo, że mówiono o mordowaniu mężczyzn, to w praktyce eksterminowano wszystkich, w tym kobiety i dzieci. Zwłaszcza je.

Celem Klaczkiwskiego było wyłącznie wyrzucenie Polaków z Wołynia raz na zawsze. Wszelkie ślady polskości tych ziem miały zostać zatarte, wliczając w to kapliczki, kościoły i cmentarze. Ziemia i dobytek Polaków - rozparcelowane, miały trafić w ręce ukraińskiego chłopstwa. Ukraińskie chłopstwo w zamian miało czynnie uczestniczyć w zbrodniach, nawet pod groźbą śmierci. Miało to zjednoczyć naród w zbiorowym bestialstwie. Miała to być ''nowa koliszczyzna'' - rzekomo chłopski bunt, w nawiązaniu do powstania z XVIII wieku.

Co wydarzyło się upiornego 11 lipca 1943 roku - wiemy wszyscy.

* * *

Na pewną metę działania Klaczkiwskiego przyniosły skutek. Wieś faktycznie stała się bazą i oparciem UPA, będąc jej zapleczem i schronieniem w zamian za nadaną przez Klaczkiwskiego ziemię, zabraną zamordowanym Polakom. Wsie dostarczały banderowcom żywności, informacji, wozów, odzieży i nowych rekrutów. Stały się też ufortyfikowanymi obozami warownymi, w których istniała uzbrojona samoobrona. Jednocześnie na Wołyniu powstawały ukraińskie samorządy, szkoły, domy ludowe.

Wizytujący tereny Wołynia dowódca UPA, Roman Szuchewycz ps. "Taras Czuprynka", był pod wrażeniem tego, jak funkcjonuje region i nakazał ''kontynuowanie działalności'' - tym razem w Galicji. Klaczkiwski ''w nagrodę'' za swoje ''zasługi'' został 27 sierpnia 1943 r. na III. nadzwyczajnym zjeździe OUN mianowany szefem Głównego Dowództwa UPA i awansowany na majora UPA.

Nie wszyscy w OUN-B podzielali jego światopogląd i metody. Mykoła Łebed i Mychajło Stepaniak metody Klaczkiwskiego i jego kamratów nazwali ''bandyckimi''. Ale w obronie ''Kłyma Sawura'' stanął sam Szuchewycz.

* * *

Jednak ''wołyński eksperyment'' nie przetrwał długo. Wiosną 1944 roku na Wołyń wlała się Armia Czerwona: w lutym zajęła Równe, w kwietniu Kowel i Tarnopol, w lipcu Lwów i Stanisławów. Klaczkiwski, czując, że grunt osuwa mu się spod nóg, zaczął w kwietniu 1944 roku pisać memoranda do Niemców, żądając od nich wsparcia i uzbrojenia. Próbował z nimi dyskutować jak równy z równym. Żądał m.in. zwolnienia Bandery, niewtrącania się w działania UPA, dostarczenia dużej ilości broni i amunicji, oraz zaprzestania okupacji Galicji i Wołynia. Jednak Niemcy nie zamierzali spełniać zachcianek jakiegoś leśnego watażki i nie odpowiedzieli na jego apele. Także plany Klaczkiwskiego o powołaniu "antysowieckiego bloku" z Ukraińców, Tatarów, Azerów, Ormian i innych narodów w ramach UPA, spełzły na niczym.

Dla Sowietów pokonanie UPA stanowiło priorytet, a Wołyń był najtrudniejszym polem walki dla NKWD. Dzięki zdecydowanym działaniom kontrwywiadowczym Służby Bezpeky, Sowieci długo nie mogli przeniknąć w głąb UPA. Zostawało im tylko powolne przegryzanie się przez leśne bastiony banderowców, co zajęło im większość 1944 roku. Walki pod Hurbami, Urmaniem, Pniatyniem i Leszczawą Górną były dla NKWD kosztowne i wymagające. Ponadto trwały deportacje, ale póki trwała wojna, Sowieci nie mogli ich przeprowadzić ''całościowo''. Wiadome było, że pokonanie UPA na Wołyniu zależne jest od rozbicia jej kierownictwa. Dane Klaczkiwskiego udało się ustalić dopiero latem 1944 roku i Sowieci wiedzieli już na kogo polują. ''Sawur'' dostał kryptonim ''Szczur''.

Zadecydował przypadek.

26 stycznia 1945 roku koło wsi Jajno na Wołyniu 9. kompania 169. pułku NKWD natknęła się na kolumnę UPA. W walce zginęło 17 banderowców i jeden NKWD-zista. Jednak najistotniejsze było pojmanie żywcem Jurija Stelmaszczuka ps. ''Rudyj'', dowódcy Okręgu Wojskowego ''Turiw'' z HWO UPA-Północ, jednego z reżyserów ludobójstwa na Wołyniu.

Stelmaszczuk, podróżujący na saniach, chory na tyfus, próbował się ostrzeliwać, ale został ranny i pojmany. Była to bardzo cenna zdobycz - nie schwytano dotąd tak wysoko postawionego dowódcy UPA. Zdradził sowieckiej bezpiece, że spotkał się z Klaczkiwskim 30 listopada 1944 roku. Podał, że ''Kłym Sawur'' ukrywa się w rejonie Klewania i że unika on leśnych schronów. Opisał, że Klaczkiwski porusza się w towarzystwie 2-5 osobistych ochroniarzy, a ok. 1-1,5 km od niego zawsze znajduje się tzw. ''Oddział Specjalnego Przeznaczenia'' Wasyla Pawłoniuka ps. ''Uzbeka'', liczący 30-50 partyzantów.

Informacje te zelektryzowały sowiecką bezpiekę. 10 lutego rozpoczęto szeroko zakrojoną ''operację klewańską''. Tego dnia oddziały 20. i 24. brygady WW NKWD wykryły i zniszczyły oddział ''Uzbeka''. Zginęło 22 partyzantów. Następnego dnia funkcjonariusze NKWD zabili lub schwytali jeszcze 260 osób.

Wreszcie, 12 lutego wspomniany na początku pluton 233. batalionu NKWD dopadł samego ''Kłyma Sawura''. Śmiertelny strzał miał oddać sierżant Danilejczenko, Ukrainiec z Donbasu.

Pośmiertnie awansowano Klaczkiwskiego do pułkownika i nadano Złoty Krzyż Zasługi UPA. Ciała Klaczkiwskiego nigdy nie odnaleziono.

Stelmaszczuk złożył obszerne zeznania, zidentyfikował też ciało Klaczkiwskiego. Trzy dni po jego śmierci wydał odezwę do członków UPA, nawołując do ujawniania się.

Niewiele mu to dało. W listopadzie 1945 roku, gdy przestał już być potrzebny NKWD, został powieszony w Kijowie.

Ten jeden z niewielu razy, złowrogi miecz i tarcza - emblemat NKWD - symbol śmierci, krzywd i cierpienia milionów ludzi, niczym zepsuty zegar pokazujący właściwą godzinę - uczynił przypadkiem coś dobrego.

Pozbawiając życia bandytów, odpowiedzialnych za tysiące zamordowanych bestialsko ofiar.

* * *

Odtąd UPA na Wołyniu, utraciwszy dwóch najważniejszych dowódców, z każdym tygodniem stawała się coraz słabsza, i choć walka trwała aż do lat 50., to już rok po śmierci ''Kłyma Sawura'' UPA zaczęła dogorywać wskutek sowieckich masowych deportacji i akcji pacyfikacyjnych, a nader wszystko - Wielkiej Blokady Zimowej, obejmującej szczelnym kordonem sowiecką Ukrainę.

Ironią losu jest to, że osobnik, odpowiedzialny za mordowanie tysięcy ludzi, by wymazać ich istnienie, sam nie posiada dziś grobu. W zamian za to ma swoje liczne pomniki, aleje i place, m.in. w rodzinnym Zbarażu.

Na zdjęciu: Dmytro Klaczkiwski (w środku) na zebraniu OUN przed wojną. Koloryzacja: Kolor na froncie. Jeśli podobał Ci się ten wpis, zachęcam do udostępnienia i wspierania mnie przez Patronite lub BuyCoffee pod adresem "wojnawkolorze".

Myśl Polska | Najstarszy polski tygodnik - ukazuje się od 1941 roku 09/18/2023

Kto jest beneficjentem 17 września?
Opublikowano przez Marucha
Jak co roku propagandowe media inspirowane tzw. polityką historyczną, naciskiem na politykę, epatują nas łzawymi relacjami z miejsc pamięci, gdzie wygłasza są dęte przemówienia pełne sloganów i zaklęć, i rozważaniami na temat „rosyjskiego imperializmu”.

Od dłuższego czasu 17 września zdaje się nawet przykrywać 1 września, a wojna na Ukrainie dała tej tendencji nowy impuls. Historia staje się tylko okazją do uprawiania współczesnej polityki.

Zrównywanie w i 17 września jest oczywiście oszustwem historyczny, bo liczba poległych polskich żołnierzy w walce z Niemcami to 66.000 a w starciach z Sowietami (mimo rozkazu Rydza „Z Sowietami nie walczyć”) – to rząd wielkości do 3.000, choć dane te wydają się przesadzone. Pomijam już notoryczne zawyżanie liczby deportowanych w latach 1940-1941 Polaków, a precyzyjniej obywateli RP (według ostatnich badań historyków z Białegostoku prawie połowa wywiezionych to byli Ukraińcy, Białorusini i Żydzi), co było samo w sobie straszne, ale pomnażanie liczby wywiezionych o kilka razy (z prawdziwej liczby ok. 300.000 do 1,5 mln a nawet 2 mln) jest zwyczajną propagandą.

Ale jest druga strona tych obchodów i narracji z tym związanej. Otóż wszystkie polskie obchody 17 września odbywają się w nielicznych miejscowościach na terenie obecnej Polski, tam, gdzie dotarła armia sowiecka. Nie odbywają się na trenie Ukrainy, tym bardziej Białorusi i na Litwie.

Dlaczego? I o tym jakoś u na się nie mówi, że to bynajmniej nie Rosja jest w dłuższej perspektywie czasowej beneficjentem paktu Ribbentrop-Mołotow. W hurrapatriotycznym zadęciu zdajemy się zapominać, że beneficjentami paktu Ribbentrop-Mołotow były i są: Litwa, Białoruś i Ukraina. Jakoś nie słychać, by w tych krajach lano razem z nami krokodyle łzy – na Białorusi i Ukrainie 17 września to „dni zjednoczenia”, a Litwini siedzą cicho, bez Ribbentropa i Mołotowa nigdy by nie dostali Wilna, a tak to je mieli już w 1940 roku – od Sowietów!

Rosja nie ma dzisiaj ani piędzi ziemi, które zajął ZSRR w 1939 roku – te ziemie mają nasi „partnerzy strategiczni”. Owszem, ponarzekają na terror NKWD, ale żeby potępiać terytorialne następstwa 17 września – to już nie. U nas na ten temat milczy się od lat, bo to jakoś nie pasuje do histerycznie antyrosyjskiej otoczki tej rocznicy. Problem 17 września polega na tym, że praktycznie cały świat, w tym nasi zachodni sojusznicy – zaakceptowali owe „przekształcenia” terytorialne, o których mówił tajny protokół paktu niemiecko-sowieckiego.

Winston Churchill był wręcz zachwycony nową linią graniczną, bo dawała szansę na konflikt między Niemcami a Rosją. Jak wynika z najnowszych badań, Brytyjczycy dali Moskwie do zrozumienia, że akceptują zdobycze terytorialne ZSRR, a brytyjskie gwarancje dla Polski dotyczą wyłącznie granicy polsko-niemieckiej. Wszystkie tajne raporty wywiadu brytyjskiego z lat 1939-1941 mówiły o słuszności zajęcia przez Rosję ziem dawnego Imperium Romanowych! Kresy były stracone już w 1939 roku, nie było szansy na ich utrzymanie, bo nikt nas w tej kwestii nie popierał.

Zresztą uznanie granicy ryskiej przez mocarstwa zachodnie w 1923 roku było tylko uznaniem faktów dokonanych, w opinii polityków zachodnich te ziemie się nam nie należały. Niebezpieczeństwo polegało na tym, że przyszła Polska mogła być znowu kadłubowa, w granicach dawnego Królestwa Kongresowego. Jednak Churchill i Stalin (w końcu 1943 r.) postanowili inaczej – Polska miała być przesunięta na Zachód i dostać ziemie po Niemcach, po Odrę.

Nie pojmuję, dlaczego u nas się o tym w ogóle nie mówi. Prawda jest brutalna – przeciwko Polsce na Kresach wystąpiły zgodnie wszystkie inne narodowości: Litwini, Żydzi, Ukraińcy i Białorusini. To było straszne doświadczenie, ale nie wolno o tym zapominać i koncentrować się wyłącznie na opisach zbrodni sowieckich.

Pomijam już gigantyczne uproszczenia historyczne, starające się przekonać nas, że pakt Ribbentrop-Mołotow i 17 wrzenia to ustalony zawczasu plan inwazji na Polskę. Po pierwsze, Moskwa nie była poinformowana, że Niemcy uderzą na Polskę już w tydzień po podpisaniu paktu. Niemcy od samego początku, tj. od 3 września, usilnie naciskali na Stalina, by zaczął wypełniać ustalenia paktu i zajął „swoją” część terytorium Polski. Jednak Moskwa zwlekała aż do 17 września. Dlaczego? Bo czekała na rozwój wypadków, na to, czy Zachód jednak nie ruszy do walki, a wtedy zapewne nie podjęłaby akcji.

Dopiero ok 15 września, kiedy stało się pewne, że Zachód nie ruszy, a Niemcy zagrozili, że jeśli ZSRR nie weźmie „swojego”, to uruchomi plan B, czyli budowę państwa ukraińskiego w Galicji Wschodniej – Stalin wydał rozkaz do zajęcia wschodniej Polski. To wszystko powinno być przedmiotem spokojnej analizy historycznej a nie histerii motywowanej politycznie.

Takie rocznice jak ta powinny służyć nie tylko oddaniu hołdu poległym, ale i ogólniejszej refleksji, np. takiej, że nie można doprowadzać do posiadania u swoich granic dwóch wrogów, i to znaczenie od nas potężniejszych! Jednak tej refleksji nie ma – nawet ludzie inteligentni powtarzają niczym mantrę kupę sloganów i formułek, które nic nie wnoszą.

Ta rocznica przekształca się powoli w trudne do zniesienia misterium polskiego mesjanizmu, w którym wykorzystuje się wizerunek Polski na krzyżu (Polska mesjaszem narodów), w czym widać echo romantycznych szaleństw rodem z XIX wieku. Tak nie można wychować normalnego narodu, bo większa jego część odwraca się od tego z odrazą, popadając w nihilizm, a mniejsza część żyje niczym w malignie.

Jan Engelgard

Myśl Polska | Najstarszy polski tygodnik - ukazuje się od 1941 roku Myśl Polska - Najstarszy polski tygodnik - ukazuje się od 1941 roku.

Want your school to be the top-listed School/college in Westfield?

Click here to claim your Sponsored Listing.

Location

Category

Telephone

Website

Address


Westfield, MA
01085