08/07/2026
1990 rok. Mam prawie 8 lat na tym zdjęciu.
Pamiętam ten dzień. I każdy inny na scenie.
To było na Orawie, podczas Konkursu Kapel Ludowych, wróciłam z pierwszym miejscem.
Gram na skrzypcach w rozmiarze 4/4- pełny rozmiar dla dorosłego, smyczek też był za długi.
Od początku nauki bez żeberka, bez podbródka, bez tasiemek na gryfie szyjki, bez bow grip, bez prowadnicy do smyczka, bez metronomu, bez tunera, bez pulpitu na nuty, bez żadnych udogodnień. Nie miałam nawet futerału.
Przez długi czas nosiłam skrzypce w reklamówce, owinięte kawałkiem flaneli.
Kalafonię pożyczałam od instruktora na lekcji przez 2 lata.
Spałam z tymi skrzypcami!
Każdego ranka, wychodząc do szkoły, przypominałam mamie:
„Pamiętaj, żeby Janusz nie dotykał moich skrzypiec i nie wchodził do mojego pokoju.”
Nie miałam książek z nutami do nauki folku.
Nie miałam żadnych materiałów do nauki.
W każdą sobotę uczyłam się nowej piosenki, przez godzinę z instruktorem, wracałam do domu na piechotę i nuciłam melodię, a przez cały tydzień, każdego dnia grałam ją z pamięci, aby być przygotowaną na kolejną lekcję.
Dopiero gdy miałam 10 lat i rozpoczęłam naukę w szkole muzycznej, dostałam tam pierwszą książkę i gąbkę pod skrzypce. Nauczyli mnie prawidłowej postawy skrzypka.
Rodzice kupili mi wtedy futerał oraz teczkę na nuty w ‚Pandzie”, w Nowym Targu.
Nuty wieszałam na meblach w swoim pokoju. Przyklejałam je do szyby gumą do żucia.
Chciałam i nauczyłam się grać.
Byłam najlepsza spośród tamtych dzieci i nie mówię tego z pychy, lecz z wdzięczności za lata ciężkiej pracy.
Dziś nadal gram. Jesteśmy właścicielami LMA i wiemy, co robimy.
Wiemy, ile kosztuje prawdziwa nauka, cierpliwość i codzienna praca.
Dlatego z jeszcze większym przekonaniem mogę powiedzieć, że współczesne dzieci mają niemal wszystko, a czasem nie doceniają.
To tylko wspomnienie dziewczynki, która miała niewiele, a czuła, że ma cały świat!