21/08/2026
Kończysz sesję, dyżur czy zmianę i niby wychodzisz z pracy, ale praca nie zawsze wychodzi z Twojej głowy?
Marta, jedna z uczestniczek procesu “BHP (współczesnej) Szeptuchy”, pracowała z ludźmi i naprawdę kochała to, co robiła.
Potrafiła słuchać, wyczuwała to, czego druga osoba jeszcze nie umiała nazwać. I zawsze bardzo zależało jej na tym, żeby klient po spotkaniu wyszedł z czymś ważnym.
Pewnego dnia prowadziła trudną sesję.
Klient opowiadał o relacji, w której od lat nie potrafił postawić granicy.
Marta słuchała, zadawała pytania i dzieliła się tym, co czuła. Spotkanie zakończyło się dobrze. Klient podziękował i powiedział, że wiele zrozumiał.
Drzwi się zamknęły. Tylko że dla niej ta sesja wcale się nie skończyła.
Robiąc kolację, nadal myślała o tym, co usłyszała. Pod prysznicem zastanawiała się, czy powinna była powiedzieć coś jeszcze.
Wieczorem wracała do fragmentów rozmowy i analizowała, czy dobrze odczytała sytuację.
„Może powiedziałam mu za mało?”
„Może powinnam napisać i sprawdzić, jak się czuje?”
„A jeśli po sesji zostało w nim coś trudnego?”
Położyła się spać zmęczona, ale jej głowa nadal pracowała.
Następnego dnia rano zobaczyła w kalendarzu trzy kolejne spotkania. I choć przecież lubiła swoją pracę, przez chwilę miała nadzieję, że ktoś odwoła sesję.
A wraz z tą myślą, od razu zaczęła się za to oceniać.
Przecież chciała mieć więcej klientów. To była jej misja.
Dlaczego więc teraz na samą myśl o kolejnym spotkaniu czuła ciężar?
Bo klient wyszedł z gabinetu, ale Marta nadal niosła w sobie jego energię.
Niosła jego emocje w napiętym brzuchu. Jego historię w zaciśniętej szczęce. Odpowiedzialność za jego zmianę w zmęczeniu, którego nie potrafiła odespać.
Podczas pracy z procesem “BHP (współczesnej) Szeptuchu”, zobaczyła dwie rzeczy:
Po pierwsze: Jeżeli po zakończeniu spotkania nadal prowadzisz sesję w swojej głowie, analizujesz, martwisz się i próbujesz znaleźć jeszcze lepszą odpowiedź, Twój system nie dostał informacji, że proces został zakończony.
Ciało jest już w domu, ale Twoja uwaga i energia nadal pozostają przy kliencie.
Po drugie: Jeśli regularnie płacisz za każdą sesję własną energią, z czasem Twoje ciało i podświadomość zaczną chronić Cię przed kolejnymi klientami.
Marta zaczęła rozumieć, dlaczego odkładała publikowanie swojej oferty, zwlekała z odpisywaniem na wiadomości i odczuwała ulgę, gdy ktoś odwoływał spotkanie.
Wcześniej nazywała to blokadą przed widocznością, pieniędzmi albo sukcesem.
Tymczasem jedna część jej chciała docierać do większej liczby ludzi, a druga doskonale pamiętała, ile kosztowała ją każda współpraca.
Bo praca z ludźmi nie wymaga tylko empatii, intuicji i otwartego serca.
Wymaga również:
- umiejętności postawienia sobie energetycznych granic,
- świadomości, gdzie kończy się Twoja odpowiedzialność, a zaczyna odpowiedzialność klienta,
- umiejętności domykania procesu, odzyskiwania swojej uwagi i wracania do własnego centrum, bez poczucia winy, że robisz za mało.
Chodzi o to, żeby nie tracić siebie w tym, co poczujesz.
Właśnie tego uczymy w procesie „BHP (współczesnej) Szeptuchy”, świadomej i bezpiecznej pracy z energią.
Takiej, w której możesz wspierać innych bez noszenia ich historii, emocji i odpowiedzialności długo po zakończeniu spotkania.
Jeżeli pracujesz z ludźmi słowem, dotykiem, ruchem, intuicją albo energią i czujesz, że klient czasem wychodzi z sesji, ale nie wychodzi z Ciebie, ten proces może być właśnie dla Ciebie.
Wpisz w komentarzu SZEPTUCHA po szczegóły.
Do zobaczenia w procesie,
Sylwia