02/01/2026
Wchodzi do klasy. Fizycznie jest, ale mentalnie nie.
Siada przy ławce, rozkłada plecak, temperuje kredki, wyciąga wszystkie przybory, sprawdza notesy, wycina, przykleja, rysuje. Co chwilę wstaje, idzie do kosza, podchodzi do kolegi po coś. Cały czas coś robi. Jest w ruchu, w działaniu, w zajęciu.
Tyle że nie w lekcji.
Nie ma tu mowy o krótkich wstawkach, regulujących aktywnościach czy momentach rozproszenia, które zdarzają się każdemu uczniowi. To dziecko w żadnym momencie nie wchodzi w treść. Wychodzi z zajęć bez notatki, bez śladu wysiłku poznawczego, często bez najmniejszego pojęcia, czego dotyczyła lekcja. Zapytane - nie potrafi przywołać żadnej informacji, bo nie było obecne umysłem.
Dla nauczyciela to jedna z trudniejszych obserwacji. Widzi energię, widzi aktywność, widzi potencjał działania, a jednocześnie całkowity brak kontaktu z procesem uczenia się. Pojawia się bezradność, czasem złość, czasem pytanie: dlaczego nic nie działa? Dlaczego wszystkie znane strategie zawodzą?
Psychologia i pedagogika opisują to zjawisko jako zaburzebia funkcji poznawczych. Dziecko fizycznie uczestniczy w lekcji, ale jego procesy poznawcze są skierowane poza nią. W psychologii kognitywnej funkcjonuje pojęcie mind wandering - wędrowania uwagi. Badania Smallwooda i Schoolera pokazują, że umysł może być bardzo aktywny, a jednocześnie całkowicie nieprzyswajający informacji z otoczenia. U części uczniów to nie epizod, ale stały sposób funkcjonowania.
Taki obraz często towarzyszy dzieciom z ADHD, zaburzeniami przetwarzania sensorycznego, podwyższonym napięciem emocjonalnym, lękiem szkolnym, ale też dzieciom, które nie potrafią samodzielnie regulować uwagi i wejść w zadanie bez bardzo wyraźnych ram.
To jednak nie jest problem tylko tego jednego ucznia. Jego funkcjonowanie wpływa na całą klasę. Inne dzieci próbują pracować, słuchać, notować, a obok nich ktoś nieustannie się rusza, chodzi, wyciąga przedmioty, szura, szuka, odkłada. Dla części uczniów staje się to poważnym zakłóceniem koncentracji. Pojawia się irytacja, rozproszenie, czasem konflikty. Nauczyciel zaczyna dzielić uwagę pomiędzy prowadzenie lekcji a nieustanne reagowanie na zachowania, które nie są jawnie agresywne, ale systematycznie dezorganizują pracę grupy.
W tym sensie nieobecność poznawcza jednego ucznia staje się obciążeniem dla całego zespołu klasowego. Jednocześnie to dziecko często nie doświadcza sukcesu szkolnego. Nie buduje wiedzy, nie utrwala treści, nie czuje sprawstwa. Jego aktywność nie przekłada się na kompetencje oceniane w systemie szkolnym. Może być postrzegane jako „ciągle przeszkadzające”, „niezaangażowane”, „trudne”, choć w rzeczywistości mierzy się z barierą, której samo nie rozumie i nie kontroluje.
Co w takiej sytuacji można zrobić, by spróbować przywołać uwagę, choćby na moment?
Nie ma jednej metody i nie ma gwarancji sukcesu.
Z mojego doświadczenia pedagogicznego sprawdzają się:
–l bardzo krótkie, jednoznaczne komunikaty i zadania o jasno określonym początku i końcu,
Z wyraźne sygnały przejścia w tryb pracy, które pomagają „wejść” w lekcję,
- ograniczenie liczby bodźców na ławce i w otoczeniu,
- powierzanie drobnych, celowych ról związanych z lekcją, by energia miała związek z treścią,
- częsty, ale neutralny kontakt wzrokowy i obecność nauczyciela w przestrzeni dziecka,
- współpraca z psychologiem szkolnym i rodzicami, jeśli trudność jest stała i głęboka.
Warto próbować stworzyć warunki, w których umysł dziecka ma szansę choć na chwilę pojawić się na lekcji.
Ten typ ucznia przypomina nam coś bardzo ważnego: szkoła nie jest jednorodnym doświadczeniem. Dla jednych lekcja jest przestrzenią uczenia się, dla innych tłem, dla jeszcze innych - miejscem, w którym ciało jest obecne, a umysł nie potrafi do niego dołączyć.
I dopóki tego nie zauważymy i nie nazwiemy, będziemy rozmawiać o koncentracji wyłącznie w kategoriach „braku chęci”, a nie realnych mechanizmów funkcjonowania dziecka w klasie.
Tekst " Polski Rulez
---
Grafika: AI
---