07/06/2026
Jest taka jedna roślina, która od lat rozbudza moją wyobraźnię. Bardzo lubię o niej opowiadać podczas warsztatów dzikiego gotowania.
Wystarczy wyjechać za miasto, by dostrzec ją przy drogach, miedzach i starych zagrodach. Jeszcze zanim zobaczę jej kremowobiałe baldachy, wiem, że jest blisko — zdradza ją zapach. Słodki, miodowy, odurzający. Zapach początku lata.
🌱CZARNY BEZ 🌱
Dawni Słowianie nie traktowali go jak zwykłego krzewu. Wierzono, że zamieszkują go tajemnicze istoty, a pod jego gałęziami przenikają się światy ludzi i duchów. Mówiono, że w bzie mieszka opiekuńcza Pani Bzu — strażniczka domostw, pól i rodzinnego szczęścia. Dlatego nie wolno było ścinać go bez potrzeby ani łamać jego gałęzi bez uprzedniego ukłonu i prośby o wybaczenie.
Jednocześnie był rośliną pełną sprzeczności. Przypisywano mu moc ochronną, ale i budzącą respekt. Był siedliskiem bogów, czarodziejek, elfów, a według niektórych podań także istot mniej przyjaznych człowiekowi. Sadzony przy domu miał chronić gospodarstwo przed piorunami, chorobami i złymi mocami. Z jego drewna wykonywano amulety, a gałązki zawieszano nad drzwiami, wierząc, że zatrzymują wszelkie nieszczęścia.
Skąd jednak brały się te wierzenia?
Prawdopodobnie z niezwykłych i silnych właściwości tej rośliny. Czarny bez od wieków pomagał ludziom przetrwać choroby. Kwiaty i owoce stosowano przy przeziębieniach, gorączce i osłabieniu. Działa napotnie, wspiera odporność i pomaga organizmowi walczyć z infekcjami. Dla naszych przodków, którzy nie znali jeszcze współczesnej medycyny, taka skuteczność musiała wydawać się niemal magiczna.
A sam krzew również ma w sobie coś niezwykłego. Jego gałęzie posiadają miękki rdzeń, który łatwo usunąć, tworząc naturalnie pustą rurkę. Z tego powodu wykonywano z nich fujarki, gwizdki i piszczałki, wierząc, że ich dźwięk potrafi odstraszać złe moce. Co ciekawe, w wielu częściach Europy bez był także symbolem odrodzenia, ponieważ nawet mocno przycięty potrafi szybko odzyskać siły i wypuścić nowe pędy.
Dziś czarny bez ma, mam wrażenie, tyle samo zwolenników, co przeciwników. Jedni z utęsknieniem wypatrują jego kwitnienia i zacierają ręce na myśl o kulinarnych eksperymentach. Inni kręcą nosem na jego charakterystyczny aromat, który niektórym kojarzy się z mydłem lub... sikami kota. 😉
Tak czy inaczej, właśnie teraz jest najlepszy moment, by skorzystać z darów tej niezwykłej rośliny. Delikatne kwiaty są pełne pyłku, aromatu i letniej magii. Za kilka tygodni pozostanie po nich już tylko wspomnienie i obietnica ciemnych, jesiennych owoców. Pamiętajmy tylko, by zarówno kwiaty, jak i dojrzale owoce czarnego bzu poddać obróbce termicznej, by uniknąć kłopotów trawiennych, które może wywołać śladowa ilość toksycznej substancji w nich zawartej.
Jeśli macie ochotę na małą przygodę z czarnym bzem, zapraszam Was do spróbowania go na co najmniej 5 sposobów:
🌿 konfitura z truskawek i kwiatów czarnego bzu;
🌿 pąki kwiatowe w zalewie octowej;
🌿 smażone baldachy w cieście naleśnikowym;
🌿 susz kwiatowy na herbatę;
🌿 syrop z kwiatów i cytryny.
A to dopiero początek. Na bazie kwiatów bzu możecie przygotować także domowy napój musujący przypominający szampana, galaretki, kremowe desery, lody, ciasta, ciasteczka, lemoniady i wiele innych sezonowych smakołyków.
Może właśnie dlatego tak trudno przejść obok niego obojętnie. W jego zapachu jest coś z dzieciństwa, coś z dawnej zielarskiej wiedzy i coś z baśni, które nasi przodkowie opowiadali sobie przy ogniu.
A Wy? Macie już swoje ulubione sposoby na wykorzystanie kwiatów czarnego bzu? 🌿✨