24/03/2026
🌲 Nasza historia o drzewach, które były domem 🌲
Od pierwszych dni działania naszej wioski każdego dnia wychodzimy w teren. W deszcz, śnieg, wiatr, upał. Wiosną, latem, jesienią, zimą.
Przez trzy lata naszym najukochańszym miejscem był skrawek dzikiego lasu obok toru wyścigów konnych — polanka wśród starych drzew, z przewalonym pniem pośrodku. Ponad dwa lata temu dzieci zaczęły zbierać tam duże, leżące gałęzie. Najpierw nieśmiało: małe konstrukcje, małe szałasy. A potem każdego dnia coraz więcej.
Z czasem powstał duży, solidny szałas, tak wysoki, że mogło w nim swobodnie stanąć kilkoro dzieci. A gdy ktoś go zniszczył, odbudowywały go uparcie, z troską i wytrwałością.
Powstała też druga baza, napis z naszą nazwą, ozdoby dopasowane do pór roku.
🎒 To tam odbywały się adaptacje i pożegnania.
🌿 To tam jedliśmy pikniki i leżeliśmy w namiocie, na kocach, hamakach, jak na wakacjach na wsi.
☀️ Drzewa dawały cień latem,
🍃 jesienią robiłyśmy porządki,
❄️ zimą szałasy otulały ciepłem,
🌸 a wiosną zachwycała nas budząca się przyroda.
Tam toczyły się gry terenowe, czytanie książek, malowanie, granie, rozmowy o życiu i przyjaźniach, które właśnie tam się rodziły.
Niedaleko stały nasze „drzewa koalowe”, tak rozłożyste, że potrafiły przygarnąć kilkoro dzieci jednocześnie.
Aż do pewnego dnia. Dnia, w którym zobaczyliśmy ekipę mierzącą teren i rysującą wielkie kropki na naszych drzewach. Na naszym szałasie. Na naszym ukochanym miejscu.
— „Co robicie?” — zapytały dzieci. Choć baliśmy się odpowiedzi.
— „Tędy będzie obwodnica. Te drzewa idą pod wycinkę. To kwestia dni.”
Zapadła cisza. Dzieci poczuły złość, smutek, bezradność.
Planowały protesty, chciały tulić drzewa, stać na straży, nie dopuścić do wycinki.
I choć wierzymy w dziecięcą sprawczość, wiedzieliśmy, że protesty dorosłych niewiele tu zmieniły.
Od tego dnia codziennie chodziliśmy do bazy. Dzieci wspinały się na „koalowe drzewa”, siedziały cicho na pniach, pytały:
— „Co ze zwierzętami, które tu mieszkały?”
— „Czy drzewa coś czują?”
Wpadły na pomysł, który poruszył nas wszystkich: przeniosą część bazy tam, gdzie wycinka nie dotrze, żeby nowe miejsce miało w sobie choć trochę starego.
Zabierały też do wioski gałęzie, fragmenty konstrukcji, każdy wybrał małą pamiątkę dla siebie — patyczek, szyszkę, liść. A reszta została w sercu.
Kiedy maszyny w końcu odjechały, jedno dziecko powiedziało cicho, patrząc na pusty teren:
— „To cmentarz drzew…”
Od wycinki minął ponad rok. Prace nad drogą intensywnie trwają. Obserwujemy je codziennie. Temat ciągle w dzieciach żyje, wraca w rozmowach, rysunkach, zabawach. Dzieci szukają kolejnych miejsc, które będą choć trochę dzikie i choć trochę ich. Budują, sadzą kwiaty, troszczą się.
Wspieraliśmy je książkami: „Drzewołaski”, „Drzewo życzeń”, „Drzewo do samego nieba” , w których bohaterowie też mierzą się z wizją utraty miejsca, które kochali.
Dziecięca wrażliwość jest jak delikatny liść. Widzi więcej, czuje głębiej, przejmuje się mocniej. W ich pytaniach, złości i smutku jest ogromna troska o przyrodę, o przestrzeń, o relacje ze światem natury. Troska, której świat bardzo dziś potrzebuje.
Bo łatwo coś ściąć. Wystarczy decyzja, linia na mapie, kilka maszyn.
A takich dzikich, wolnych miejsc zostało już tak niewiele.
Dlatego chcemy je chronić w realnym świecie i w sercach dzieci. Bo jeśli zachowamy w nich miłość do natury, to może kiedyś to one będą decydować inaczej.
Blisko I Wioski I żłobki I przedszkola I relacja