14/09/2026
Kiedy rozumienie odbiera nam prawo do własnych uczuć...
Z perspektywy dorosłego łatwo znaleźć wiele powodów, dla których nasi rodzice byli tacy, jacy byli. Znamy już trochę ich historię. Wiemy, w jakich domach sami dorastali, czego im brakowało, czego nikt ich nie nauczył. Czasem widzimy też, że naprawdę starali się dać nam więcej, niż sami dostali.
I to wszystko może być prawdą.
Problem pojawia się wtedy, kiedy to dorosłe rozumienie zaczyna przykrywać doświadczenie dziecka, którym kiedyś byliśmy.
„Mama nie potrafiła inaczej.”
„Ojciec sam miał trudne dzieciństwo.”
„Wtedy tak wychowywano dzieci.”
„Przecież chcieli dobrze.”
Za każdym z tych zdań może stać bardzo prawdziwa historia rodzica. Ale może też stać dziecko, które nadal nie miało tego, czego potrzebowało.
Bo ono nie potrzebowało rozumieć, dlaczego mama była emocjonalnie niedostępna. Potrzebowało jej bliskości. Nie potrzebowało wiedzieć, skąd brała się złość ojca. Potrzebowało czuć się przy nim bezpiecznie.
I chyba czasem potrzebujemy zobaczyć odpowiedzialność tam, gdzie wtedy rzeczywiście była – po stronie dorosłego. Nie po to, żeby po latach urządzać rodzicom proces. Ale żeby przestać wymagać od dziecka, którym byliśmy, że będzie ich usprawiedliwiało. Bo jeśli za każdym razem, kiedy pojawia się żal, odpowiadamy sobie: „ale przecież mama nie umiała inaczej”, to być może wcale tego żalu nie przeżywamy. Jeśli na złość natychmiast nakładamy zrozumienie dla ojca, możemy nigdy nie dopuścić do siebie tego, że naprawdę byliśmy na niego źli.
A z perspektywy pracy z ciałem to ma znaczenie.
Dziecko nie zawsze może zrobić to, do czego przygotowuje je emocja. Nie może odepchnąć rodzica, odejść, krzyknąć „nie”, zaprotestować. Czasem nie może nawet swobodnie płakać albo wyciągnąć rąk po bliskość. Dlatego dopuszczenie po latach złości, żalu czy smutku nie musi oznaczać pielęgnowania krzywdy. Może być raczej pozwoleniem sobie na reakcję, na którą kiedyś nie było miejsca.
Można dzisiaj rozumieć swoich rodziców i jednocześnie uznać, że czegoś nam nie dali. Że coś zrobili źle. Że coś bolało. Jedno nie musi unieważniać drugiego. I być może zanim naprawdę przyjdzie zrozumienie i wybaczenie, czasem potrzebujemy najpierw pozwolić tamtemu dziecku być złym, mieć żal, płakać, nie rozumieć.