16/08/2026
WITAM SERDECZNIE WSZYSTKICH, KTÓRZY NIE ZAPOMNIELI O MNIE 😉
( Będzie długo. W dobie obrazków i migawek, informacji, które jednym okiem/uchem wpadają, a drugim wylatują, warto zadbać o mięśnie oczu, wyobraźnię przestrzenną, oraz o tworzenie nowych połączeń neuronalnych, które w trakcie pisania i czytania ze zrozumieniem powstają rozwijając naszą korę przedczołową, intelekt, neuroplastyczność mózgu, wraz ze zwiększeniem poziomu białka BDNF. Taki żarcik 😉. Wiem, że są ludzie, którzy lubią jeszcze czytać. Jeszcze nie wymarliśmy.😉Tak więc zapraszam wytrwałych 😉)
Trochę wody upłynęło od czasu, kiedy moja stopa zatopiła się w cyber glebie FB., a ręka skreśliła jakieś zdanie sensowne na forum.
Ważne kwestie natury osobistej, zawodowej, jakoż i zwyczajny, potrzebny detoks, odciągnęły mnie od wirtualnego świata na ładnych kilka lat. Odciągała też mocno świadomość iluzoryczności tego narzędzia i jego uproszczeń, "plastiku" i nierzeczywistości, którą serwuje nam coraz bardziej rozpasana AI. Podpowiadając już niemal wszystko, od tego jak zrobić kogiel - mogiel z dwóch jajek i pod jakim kątem wbić gwóźdź w deskę, żeby było "dobrze"😉, po rozbudowane traktaty i porady filozoficzno - egzystencjalno - duchowe, dostarcza nam praktycznie komplet. W przeważającej mierze jednak, to potężny rynsztok informacyjny w którym pereł ze świecą szukać - co nie znaczy, że ich nie ma. No i tu chyba właśnie zakłada się problem współczesności i nowoczesności. Żeby mądrze szukać i znajdować, trzeba wiedzieć na co nawijać swoją rzeczywistość, co jest jej głównym pulsem, rdzeniem, więc automatycznie przekierowuje to nas w obszar samopoznania - oczywiście zakładam tę tezę, wobec ludzi poszukujących czegoś większego i głębszego na swój i świata temat. Zresztą od tego jest i zawsze była ta strona.
Tak więc gdzie jeszcze, w tym nienaturalnym coraz bardziej świecie, wszechobecne algorytmy i podróbki AI nie są w stanie nas okłamać, mapować i ubezwłasnawalniać? Otóż póki co, nie są w stanie wniknąć w Istotę ducha i serca człowieka, choć próby podrabiania i tworzenia hiper- super form odwołujących się do tychże nie ustają. Nie mają władzy zmapować Istoty Rdzenia, i zasadniczo..., nigdy nie będą miały.🌞Dlaczego? Bo ON jest pierwotny wobec tych wszystkich przejawień i dzięki niemu może w ogóle do nich dochodzić. Rdzeń jest od TREŚCI, a SI( w tym kontekście) od formy, i choć wspina się ku mistrzostwu w naśladownictwie, to jednakże nie jest w stanie czuć, "myśleć" sercem ani kreować rzeczywistości. Może ją generować, ale nie stwarzać u podstaw : z czystej, autorskiej intencji, wyobraźni i refleksji. Jest więc to swoisty taniec i gra, której zadaniem jest głównie opóźnienie i odwlekanie tego, co nieuchronne, a mianowicie budzenia ludzkości jako takiej. I kwestia zasadnicza nie leży w tym, że coś zagraża ludziom, którzy już wiedzą Kim/Czym Są, ale raczej w nieustannym okłamywaniu i wykorzystywaniu tych, którzy jeszcze błądzą i nie wiedzą( a tych jest nadal za dużo). Zakładając jednak, że wszystko i tak idzie swoim tempem, a przyrost świadomości w ostatnich latach jest szybszy i na szerszą skalę, to główna lekcja i zadanie tych pierwszych ( wiedzących i świadomych ), polega głównie na tym, aby oporni na wiedzę szybciej się inspirowali dzięki nim, ładowali baterie, budzi i brali swe życie we własne ręce. Ot, taka ochrona, trampolina przed systemem i jego poplecznikami, oraz "mrocznymi" umocowaniami w przestrzeniach astralnych, które ssają energię z tych, którzy na początku drogi.
Ale wracając do samej SI jeszcze, która jako narzędzie ( tylko i wyłącznie), jest ok, a zwłaszcza w rękach świadomych podmiotów i ich świadomych wyborów takim się staje, choć w tzw. ogóle, bywa to rzadkością i raczej z wolna/szybka staje się "bronią" masowego rażenia i ogłupiania. W tzw. ogóle też " broń AI" nie po to została skonstruowana i zaimplementowana człowiekowi przez zwolenników transhumanizmu i globalistycznych idei, aby mu służyć. Rozmycie granic i odciąganie od Rdzenia, jakie dokonuje się dzięki tej hiperstymulacji ( przeciążenie sensoryczne) umożliwia swobodną eksplorację wszelkich zasobów ludzkich, od materialnych, na psychologicznych i duchowych kończąc, i manipulację za tym podążającą. W rezultacie zaś, punktem docelowym ku któremu zmierza ta cała fala, jest hybrydyzacja gatunku ludzkiego i jego cyber transformacja, dająca przez czas jakiś złudne poczucie władzy nad tym światem gronu elit powyższych. Oczywiście to proces rozpisany na lata, dziesięciolecia...Jest to jeden z możliwych, choć bardzo prawdopodobnych, bo już się dziejących, scenariuszy. Ale są też inne, bardziej elitarne i szlachetne, choć wymagają głębszych zmian w Nas, a co za tym idzie w Świecie później.
Każdy kij ( podobnie każda ideologia) ma dwa końce jednak, więc po okresie hurra optymistycznego zatruwania i ogłupiania świata, przychodzi zazwyczaj konstatacja nad tym do czego doprowadziła taka polityka, ekonomia, ideologia i gospodarka. "Po owocach poznacie ich". Tak więc po przejrzeniu na oczy, zaczyna się proces "zbawiania" i powrotu do podstaw, do natury, do źródeł, odkrywania na nowo tego, co zawsze było tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Odchodzimy od czegoś co było dobre, na rzecz czegoś niby lepszego, po to aby później, na zgliszczach krótkodystansowej nowoczesności, oswajać na powrót, niejako transcendentnie już, z "szeroko otwartymi oczyma", to co podeptaliśmy i zniszczyli. Cel osiągnięty, ale ile drzew narąbanych po drodze...?I po co to było? Takie pytanie jednakże zada sobie tylko ten, który już WIE!!! Reszta dojrzeje dopiero, kiedy zatrzęsie ich posadami, a i to niepewne do końca. W każdym bądź razie dobrze, jeśli "na końcu" jest jeszcze do czego wracać. Bo choć uszkodzone, zniekształcone, to można to uzdrowić, naprawić. Gorzej jeśli już nie ma do czego...
Tak więc praktycznie każda sfera naszego życia i funkcjonowania podlega już temu procesowi mutacji. Całokształt wiedzy i zasobów informacyjnych został już w pełni, za naszą hurra optymistyczną zgodą zazwyczaj, zmapowany przez AI. Jedyne czego algorytmy nie potrafią złamać jeszcze, do czego dotrzeć, to właśnie owa niepodległość ducha w Nas, niepodległość serca i owa niezłomność w dążeniu do autonomii i Wolności. I to z tego poziomu powinniśmy dokonywać wyborów w życiu; z tego poziomu jesteśmy nienaruszalni w Istocie. I jak już było wyżej wspomniane, pierwej trzeba do tego w sobie dotrzeć i odkryć to, co nadaje życiu Sens. Niestety cały system pracuje tak, aby Nas od tego odciągać, reżyserując życie i podając na tacy "gotowczaki", które miast służyć życiu, otumaniają ludzkość. Jak więc wyjść z tego błędnego koła, nie mając uprzednio utrwalonego i wypracowanego wzorca postaw i głęboko zakorzenionej świadomości rozróżniającej? Jak się wyalienować z rozentuzjazmowanego tłumu, nie wiedząc KIM JESTEŚMY W ISTOCIE?
Czas okołocovidowy, który zda się dziś echem przeszłości już ( nierozliczonym i nieodżałowanym należycie ), był potężnym testem dla ludzkości, sprawdzianem z owej niezłomności wewnętrznej, i trzeba dziś jasno to powiedzieć, że w przeważającej mierze niezdanym przez ludzi. Kiedy 6 lat temu trąbiłem mocno w róg świadomości, podpierając się przy tym moją muzą - Astrologią, jak to jesteśmy jawnie i bezczelnie "dymani" przez możnych świata tego, dobro ludzkości leżało mi głęboko na sercu( ♒ ze szczytu nieba). Po Covidzie coś się zmieniło. Zobaczyłem bardzo wyraźnie, że pewnych procesów w świadomości ludzkiej się nie ponagli, że choćbyś miał jak najlepsze intencje, to wyżej dupy nie podskoczysz, jeśli grunt nie jest przygotowany. Nie piszę o bliskich, przyjaciołach czy znajomych, którzy mają podobną optykę widzenia rzeczywistości i tę "grę" od początku demaskowali, piszę o gatunku ludzkim w ogóle, który nie potrafi funkcjonować normalnie w trybie podwyższonego i przedłużającego się w bliżej nieokreślonym czasie ( chyba to jest właśnie najdotkliwsze, ta niewiedza - ile to jeszcze potrwa?) napięcia i stresu, w trybie adrenalinowym i współczulnym. Nie jesteśmy jako ludzie - w przeważającej mierze - stworzeni do życia w ekspozycji na długi, permanentny stres - to raz, i to jest zrozumiałe. Ale już mniej zrozumiałym jest, kiedy niewiedzą wykazują się ludzie, którzy po pierwszej fali covid niby zrozumieli w co się tu gra, niby przejrzeli na oczy, a później ponownie dali się zastraszyć i omamić. Gdzie ta świadomość rozróżniająca, no i gdzie podstawy logiki. I doprawdy nie trzeba było być oświeconym mędrcem, zdystansowanym do wszystkiego, a jedynie w miarę uważnym obserwatorem rzeczywistości, aby samemu w sobie osadzić się w zdroworozsądkowym wentylu bezpieczeństwa. Nadto byli też ludzie wokół, którzy wiedzieli od początku "co tu się wyprawia", więc zawsze istniało wsparcie i konkretne koło ratunkowe. No ale to już przeszłość, choć nikt nie odpowie za około 250tys. ofiar okołocovidowych i innych tragedii, dramatów, bankructw osób uwięzionych w kleszczach i niewydolności systemu. Tylko czekać, kiedy znowu "coś się wykluje", a ludkowie obostrzeni kolejnym absurdem - Lex Szarlatan - nie będą już mieli wentyla bezpieczeństwa w postaci samoleczenia, propagowania i wspierania zdrowia naturalnymi metodami, sposobami. I choć wszystko zaczyna się niby niewinnie i dla naszego dobra, to naprawdę nie trzeba być prorokiem i geniuszem przewidywania, aby sięgnąć okiem wyobraźni ciut dalej. Kaganiec, jaki zostanie założony na usta ludzi parających się naturalnym podejściem do zdrowia, ludzi z "powołania bliższych prawdzie, naturze", za którymi stoją wieki całe, ba - tysiąclecia doświadczenia i tradycji przodków, którzy całe życie propagują naturalne i holistyczne podejście do zdrowia( nie piszę o oszołomach, którzy wykorzystują maluczkich, tudzież wciskają kit byle swoje udoić ), z czasem przekształci się w ponowne "polowanie na czarownice" bo tak to działa i tak uczy historia - niestety. Tak więc jeśli prezydent klepnie tę ustawę na dniach, to będziemy mieli początek końca naturalnego leczenia w kraju. A przecież w innych krajach można wybierać alternatywne sposoby leczenia i są one oficjalnie i w pełnej zgodzie z prawem, jako metody równoważne i komplementarne wzg akademickiej medycyny, traktowane. W takiej Japonii np stosuje się od 1982r. tzw. kąpiele leśne ( Shinrin - toku), że o medycynie Kampo ( japońskie ziołolecznictwo), akupunkturze, balneoterapii i onsenach, shiatsu, reiki itp nie wspomnę. Ale żeby daleko nie szukać... W Niemczech np. istnieje oficjalny zawód : Heilpraktiker ( nielekarski terapeuta naturalny. Osoba z państwowym pozwoleniem na leczenie bez dyplomu lekarskiego), zaś pacjenci mają dużą swobodę wyboru metod takich jak : ziołolecznictwo, homeopatia, akupunktura, akupresura, irydologia, medycyna anthroposoficzna itd. Koszty terapii alternatywnych pokrywają głównie prywatne ubezpieczenia, choć niektóre metody, niestety w dość wąskim zakresie - o ile stosuje je lekarz konwencjonalny z dodatkowym certyfikatem - podlegają finansowaniu z kasy chorych. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy człowiek ma prawo wyboru o ile zapłaci. Za naszą wschodnią granicą, prawo medyczne w tym zakresie jest surowsze niż w Niemczech. Osoba bez dyplomu lekarza musi uzyskać oficjalne, państwowe zezwolenie od regionalnego ministerstwa zdrowia, wykazując się skutecznością swoich metod i przejściem szczegółowej weryfikacji. Po takim "egzaminie" może jednak czynić swoje...
Osobiście widzę to tak, że oficjalna medycyna akademicka, czyli Rockefeller'owska, panującą nam niezmiennie od 1910r. i systematycznie rugująca medycynę naturalną (tak na szczeblu edukacyjnym, jak i użytkowym ) służącą ludzkości przez wieki, zawiodła potężnie w naszym kraju podczas "ostatniego kryzysu". Sporo ludzi przejrzało na oczy i zaczął się dość obfity odwrót od sprzedajnych kukiełek służby zdrowia. Pomimo iż " branża " zarobiła krocie na tym cyrku, zaś pensje lekarzy wzrosły do absurdalnych kwot ( gdzie tu służba w imię dobra i zdrowia ludzkości? Gdzie ukłon w stronę Hipokratesa? ) od tamtego czasu, to jednak rączkę na pulsie trzeba trzymać i zdusić konkurencję, a tym bardziej jeszcze jakieś próby samoleczenia - bo ku temu to będzie zmierzać. Łatwo sobie wyobrazić - jak już nadmieniałem, co się wydarzy, kiedy pojawi się kolejna " pandemia", a wszystkie boczne furtki i wentyle bezpieczeństwa zostaną oficjalnie zablokowane. Ludzie pójdą bezwolnie na rzeź, pod topór wymogu szczepienia, czy zażycia "innej tabletki". A kto się postawi, ten...W czasach, kiedy praktycznie wszystkie kraje, w tym i nasz, podpisały już dawno lenno względem WHO dotyczące narzucania sposobu leczenia w "razie awarii" 😉 ( a nie trzeba przecież Ameryki odkrywać, aby dojść do informacji na temat głównych fundacji sponsorujacych ten twór, co się zowie Światowa Organizacja Zdrowia ), naprawdę niewiele już trzeba aby wykosić konkurencję. Lex Szarlatan zmierza właśnie w tym kierunku. Prawdziwy cel medycyny akademickiej, finansowanej przez Big Pharmę = rozpisana na lata zagłada medycyny naturalnej. Dlaczego? Powód jest prosty, to co leczy przyczyny, jest tanie i nie da się tego opatentować, czytaj zarobić na tym. Są jeszcze inne powody ciągnięcia za te lejce przez system, ale to wychodzi poza ramy tego, i tak bardzo obszernego, artykułu. I doprawdy bardzo naiwnym jest ten, który myśli, że ta ustawa i " takie " prerogatywy Rzecznika Praw Pacjenta, mają służyć naszemu dobru. Takiego gniota ustawowego świat nie widział dawno. Zero zabezpieczeń i wentyla dla naturoterapeutów, jeśli powinie im się noga, a nawet dla konwencjonalnych lekarzy wyspecjalizowanych również w jakiejś z dziedzin naturalnych i stosujących je równoległe; zero przewidywania i wyobraźni a propos konsekwencji nadużyć systemowych; wreszcie przecież cały system edukacji medycznej jest tak skonstruowany, że zielarz tudzież homeopata itd., itp., nie ma możliwości uzyskania w naszym kraju oficjalnego tytułu magistra np. fitoterapii, i tym samym ląduje na cenzurowanym z automatu. Nawet lekarz, który ma tytuł doktora, profesora, nie może zrobić oficjalnej specjalizacji w jakimś z powyższych kierunków. Może się nimi wspierać, jeśli ma certyfikat, ale przedkładając "metody naukowe" ponad zdrowie pacjenta. O czym my tu więc rozmawiamy, skoro prawo edukacyjne w tym zakresie jest skrojone typowo pod Big Pharmę i medycynę Rockefeller'owską. Taki tytuł, mgr np. homeopatii, można zdobyć poza granicami naszego kraju, ale on u nas nie będzie honorowany, podobnie jak dyplomy i certyfikaty uzyskanych szkoleń, czy w końcu mistrzostwa w danej dziedzinie, np. ziołolecznictwie, wydane przez prominentne Cechy czy Stowarzyszenia Polskie. Tak więc niby zielarze, i inne branże paramedyczne nie stracą pracy, mogą dalej doradzać profilaktycznie, ale tak naprawdę zamknie im się usta i stopniowo, z czasem, będzie eliminowało. No masakra.
Ale wracając...
Dopóki narzędzia są tylko narzędziami, dopóty jest dobrze. Ale żeby taki status i prymat podmiotu nad przedmiotem, ducha nad materią, trwał, musi istnieć OŚ na którą nawija się doczesność, nie pozwalając zarazem - poprzez dobre wybory i stawianie granic, aby doczesność i system przejmowały totalnie kontrolę nad naszym życiem. I prawdą jest, że ta granica zaciera się coraz bardziej, że nośnik z którego utkany jest ten matrix, pochłania wszelkie drgnienia umysłu, ale świadomość, że to jest tylko zasłona, oprawa, papierek w który zawinięty jest mój/twoj "cukierek", naprawdę zmienia perspektywę. Czego wszystkim życzę.
Jest czas milczenia i czas mówienia, siania i zbierania. Czas więc coś posiać znowuż. Mój post od FB trwał 6 lat, i jeśli ktoś pyta czy można, czy da się w tych czasach nie angażować w ten rodzaj aktywności, zależności i zniewolenia od systemu i jego "polubień ", to jak widać - da się😊. Niestety minus powyższego jest taki - tak jest ten świat skrojony - że działa się wówczas bardzo niszowo, co ma swoje zalety i wady, zależnie od potrzeb i oczekiwań w danym momencie życia. Czas jednak wzywa na powrót, bo sytuacja na świecie i w naszym kraju nie wygląda różowo.
Bardzo się zmieniły socjal-media w ciągu tych 6 lat ( na gorsze ma się rozumieć...). Byle Jędrek( nie obrażając Jędrków, bo to fajne chłopaki😉) bez szkoły doradza na Tik-Toku co i jak zrobić, żeby się nie narobić a zarobić, albo jak zamanifestować "obfitość" w życiu bez używania szarych komórek ( że o sumieniu nie wspomnę). Tak, jakby można było pójść do przodu ot tak, z dnia na dzień, bez konsekwencji swoich poczynań, bez rozliczenia z programami historii własnej, rodowej, bez rozliczenia przeszłości ( nawet jeśli jej nie ma w istocie 😉, to musi zostać rozliczona, odgruzowania. Przeszłość znika, kiedy morale i sumienie jest transparentne i czyste, na tyle wolne i wysokie, że nie zakotwicza się, nie osiada już na mieliźnie. Wtedy przeszłość staje się towarzyszem Jestestwa i nie zawraca człowieka do krainy cierpienia. W Istocie zawsze jest tylko teraz, a wszelkie wycieczki do przeszłości i przyszłości odbywają się z Tego punktu, ale żeby to było naturalne i neutralne, zdrowe, pozwalające cieszyć się życiem, to musi zostać zobaczone i uzdrowione, o ile zalega. Jak to mówią - ból jest częścią życia i jego nie unikniemy, ale cierpienie jest opcjonalne, a w każdym razie czas jego trwania powinien być ). Ale ludkowie boży nie chcą przejść tej drogi serca, sumienia i zrozumienia, myśląc, że na skróty sobie zwizualizują obfitość, miłość i inne kolorowanki, podczas gdy d**a zawsze z tyłu, a podświadomość w kawałkach. Boli trochę, że "sekcja" 😉 ezoteryczna i tzw. " duchowa" pod**adła znacząco przez te 6 lat, bo o ile słodkie pierdy "różowej duchowości" zawsze były, to teraz jest pogrom już. Spustoszenie jakiego dokonała plaga niskiego Pop New Age, wróżek i wróżów, szamanków i innych, zahacza o mega banał, który trąci głównie mamoną i robieniem wody z mózgu maluczkim. Smutne to, choć na szczęście jest jeszcze parę oaz Spokoju, Sensu i Zrozumienia.
W ostatnich latach trzy doniosłe ingresy planet znaczących dla ludzkości i jej pokoleniowej aktywności ( Uran, Neptun, Pluton ) miały miejsce. Trzy transsaturniki zmieniły swoją pozycję, zmieniły znak. Uran wniknął w znak Bliźniąt, Neptun do Barana, zaś Pluton zagnieździł się na stałe w listopadzie 2024r w Wodniku, gdzie sukcesywnie ogranicza i "mieli" nasze prawa i wolności. Nadto Jowisza mamy teraz w znaku Lwa, zaś Saturna od pół roku mniej więcej w znaku Barana. Ten też robił/robi długofalową koniunkcję z Neptunem właśnie i śmiało można wpisać ten aspekt w tygiel Lex Szarlatan, którego obecnie doświadczamy. Dlaczego? Bo Neptun jak najbardziej związany jest z tymi wszystkimi nieoficjalnymi i niekonwencjonalnymi podejściami do życia i zdrowia, z tym wszystkim co nieuchwytne, niedefiniowalne, "duchowe", niematerialne, albo inaczej - materialne subtelnie, precyzowania czego jednak nasze aparaty poznawcze dopiero się uczą. Oczywiście w wodach Neptuna unosi się więcej mułu i paprochów niż pereł i klarowności, więcej złudzeń niż czystego świata idei, ducha, zaś tranzytowy Saturn próbuje to "przecedzić", odsiać plewy od ziarna, niestety robi to skrajnie nieudolnie, "agresywnie" , wylewając dziecko z kąpielą pod płaszczykiem dbania o dobro obywateli. Saturn w Baranie jest zdegradowany( wywyższenie i klarowność uzyskuje w znaku opozycyjnym - Wagi), ale nie zmienia to faktu, że działa mocno - jak to Baran, i w tym właśnie ferworze dopuszcza się zaniedbań, nadmiarów, nieobliczalności, a bywa i okrucieństwa. Planeta, która stanowi klasycznie i archetypowo, w pozytywie, o mądrości, rozwadze, skrupulatności, rozsądku i dyscyplinie, w tym układzie( w Baranie i z Neptunem), po prostu wykazuje się skrajnym nadużyciem i niekompetencją. Z poziomu siły systemu i straszenia zabiera głównie głos. Dobrze choć, że w retrogradacji jest w tym momencie Sati ( i znowuż : nie ma w tym zjawisku niczego nadzwyczajnego, to jego naturalny rytm, choć artykułów ostrzegających i straszących pojawiło się na ten temat co nie miara ostatnio. No po co to?Saturn w swym rocznym przemarszu przez zodiak ok 4,5 miesiąca jest w retrogradacji, a resztę czasu w ruchu prostym. I tak rok w rok!!! Dużo ciekawsze są już momenty jego stacjonarności, kiedy bardzo zwalnia i przechodzi z dynamiki wstecznej ku ruchowi prostemu, lub odwrotnie. Wówczas niejako pozornie się zatrzymuje, a orba ( zakres) jego oddziaływania się rozszerza i działa mocniej. I w sumie dotyczy to każdej planety, która zmienia swą dynamikę i ruch. Zastyga jakby w punkcie ZERO kumulując zarazem większą moc, która aż się rwie ku "nowemu" doświadczeniu, ale jeszcze nie ma tej możliwości, tej prędkości i siły niesienia. Kiedy przechodzi z ruchu prostego we wsteczny to się "przygotowuje" niejako, skupia i wytęża moc ku wewnętrznemu procesowi bardziej, "zawija się ku sobie", natomiast wychodząc z retrogradacji, skupia swą moc przed startem ( niczym krótkodystansowiec w blokach, choć w przypadku Saturna przypomina to raczej bieg na 3000m z przeszkodami 😉) i na ekspansji w świat, na zewnątrz. Takie to doświadczenie. Nadto każda planeta czyni to w sposób charakterystyczny dla swojej energii, symboliki i "atrakcyjności". Inaczej zachowuje się Merkury czy Wenus wchodząca, bądź wychodząca z (R), a inaczej Jowisz, Uran czy Saturn właśnie. Ponadto niektóre planety wchodzą w retrogradację kilka razy do roku (Merkury), a niektóre, jak Mars, raz na dwa lata z okładem. Tak więc naprawdę nie ma co bić piany przy (R) Saturna, która rozpoczęła się 26.07.26.
W nawiązaniu do wcześniejszego wątku, a propos "Lex Szarlatan", to nawet dobrze, że Saturn jest w retrogradacji teraz. Przed ostateczną decyzją prezydenta, jest czas na refleksję, namysł, skorygowanie pewnych postaw, jest wreszcie czas na przegrupowanie sił i zorganizowanie się tych, którzy walczą o swoją wolność, zdrowie, samostanowienie w doborze metod leczenia, a niektórzy o swoje być albo nie być w zawodzie( uwzględniając dalekosiężne konsekwencje ustawy ), służbie i pasji, która jest ich sensem i źródłem utrzymania. Saturn w (R) zmienia swoją naturę, jest głębszy, bardziej refleksyjny, mądrzejszy, spokojniejszy, wyważony, choć jego sprawczość jest mniejsza tym samym, co jest logiczne ze wszech miar, kiedy energia zawija się do środka bardziej i "hibernuje". Śmiem sądzić, że ta ustawa, o ile przejdzie, będzie długofalowo największym ( po cyrku covidowym) sprawdzianem dla "zdrowia" naszego narodu. I wielkim sprawdzianem dla prezydenta Nawrockiego zarazem. To by było coś, zawetowanie tego gniota. Z drugiej strony to powinien być zwykły obowiązek głowy narodu, strzec ludzi i wolności wyboru leczenia. No zobaczymy, choć naiwny nie jestem. Warto też wspomnieć, że Saturn w Retrogradacji jest planetą wolnej woli ( w sensie ludzkich wyborów, a nie filozofii czy wierzeń), choć dotyczy ta zasada bardziej horoskopii indywidualnej, urodzeniowej, a nie mundalnych procesów ( astrologia polityczna ). Tak, czy owak, jest pole do mądrego i szlachetnego wyboru przez prezydenta. O ile ten wybór już dawno nie zapadł...? Przecież lobby Big Pharmy nie śpi. Możliwa też jest gra na przeczekanie niestety. Mianowicie, teraz jeszcze zawetujemy ustawę, albo odwołamy się do Trybunału Konstytucyjnego, żeby uciszyć ludzi, uspokoić klimat, a później kiedy temat przycichnie, klepnie się go w bardziej "komfortowych warunkach". Oby NIE!!! Oby każdy obywatel zawsze i wszędzie miał święte prawo decydowania o wyborze swego leczenia i dbania o swoje zdrowie. I oby każdy rozsądny, pełen troski, wiedzy i doświadczenia, naturoterapeuta czy lekarz o szerszych horyzontach podchodzący holistyczne do człowieka, profesjonalista specjalizujący się w TCM, akupunkturze, homeopatii, fitoterapii, czy innych jeszcze, wielowiekowych i sprawdzonych tradycjach leczenia, nigdy nie pozwolił sobie zamknąć ust.
Co się tyczy samych transsaturników : Urana, Neptuna i Plutona, to tutaj mamy sytuację bardzo znaczącą, jak to przy zmianie znaków przez planety okupujące je kolejno przez 7( Uran), 14( Neptun), wreszcie 20 lat ( Pluton - w Wodniku, bo w innych znakach bywa dłużej lub krócej, jego orbita jest bardzo spłaszczona, a pełny obieg wokół Słońca trwa 248 lat ). Nadmienić należy również, że początki każdego znaku mają swoją określoną dynamikę i przyspieszenie, a nadto planety te są w harmonijnym wzajemnym układzie wobec siebie. Uran w Bliźniętach tworzy Trygon do Plutona w Wodniku, zaś między nimi usadowił się Neptun w Baranie, odbierając dwa sekstyle i stając się niejako ogniskową tego układu zwanego bisekstylem też. Jeśli dorzucimy więc do tego jeszcze tranzyty szybszych planet, od Merkurego do Marsa, wraz ze znaczącą dynamiką pozycji świateł : Słońcem i Luną, to bardzo często dochodzi na niebie do dopełnienia tegoż bisekstylu np. o Wielki Trygon Znaków Powietrznych ( kiedy szczyt Wagi jest/będzie aktywny), a tym samym o figurę Latawca rozpiętego na Neptunie w Baranie ; o Trapez, zwany też kołyską, kiedy szczyty znaków ognistych ( Lwa i Strzelca) zostaną poruszone szybszymi tranzytami. Ostatnio miało to miejsce, kiedy Jowisz wniknął w znak Lwa.
Co czyni te konfiguracje tak ważne, wraz z całą pozytywną potencjalnością układu bisekstylu, który czuwa teraz nad naszymi głowami? Jako, że jest to proces rozpisany na lata i obostrzony przez trzy najwolniejsze planety naszego uk.słonecznego ( dygresja : tak, Pluton nadal jest w naszym układzie słonecznym i "działa", nawet jeśli tak zwana oficjalna nauka w swojej pysze "wyrzuciła " go z grona planet i nadała miano planety karłowatej - do grupy tej zalicza się też Ceres, Eris, Makemake oraz Haumea. Niby nie spełnia wszystkich ( 3) kryteriów, którym przysługuje dopiero prawo nadania miana Planety : ma odpowiedni kształt i trajektorię, ale nie pasuje "im" jego masa, która jako zbyt mała, nie pozwala sile grawitacyjnej Plutona usuwać z jego orbity innych ciał niebieskich. Piszę o tym, bo nb. mija właśnie - 24.08, 20 lat od czasu kiedy naukowcom z ( IAU) coś się zmieniło w planach😉, i nie zapytawszy się Plutona o zdanie😉, wyrzucili go z panteonu. Oj, chyba mitologii nie znają😉. Pluton ich znajdzie w ich horoskopach i każdemu pokaże jaki to on malutki i jak " nie działa". Tak, on nie usuwa ze swojej trajektorii innych obiektów, nie odpycha ich, on je pochłania 😉🤣 ), to właśnie owe pieczętujące długofalowo zmiany odgrywają tu kluczową rolę. One przetransformowują nasze myślenie i czucie, odklejają od starych wzorców, które wiodły prym przez wieki. Upadają stare modele funkcjonowania i paradygmaty, a w ich miejsce pojawia się "nowa" świadomość i "nowe" idee ( nowe w cudzysłowie, bo nie dla każdego są nowe. W istocie wszystko już było i jest w Potencjale zapisane. Nowość polega na tym, że zmieniają się zabawki i narzędzia, zmienia się forma i oprawa w której poszukiwanie sensu się odbywa )Faza przejściowa=dezintegracja i chaos informacyjny zwłaszcza. No, ale zakładamy przecież, idąc za Kazimierzem Dąbrowskim, że będzie to ostatecznie dezintegracja pozytywna.
Oczywiście każdy kij ma dwa końce i przejawia się to boleśnie i prymitywnie nierzadko( wracając do tematu SI i negatywu Plutona w Wodniku), jednakże z drugiej strony rozszerza się świadomość i przepływ ( Uran w Bliźniętach), oraz zdolność subtelnego i silnie skanalizowanego wpływania na doczesność dzięki mocy ducha i uczuć ( Neptun w Baranie). Ogółem to Neptun jest tu znacząco uwydatniony w całym bisekstylu, gdyż odmierza środkową całości, jest w centrum, w skupieniu trygonu Urana z Plutonem, a przy tym w znaku Barana, inicjatora Nowego Impulsu Życia (w tym wypadku Idei - Neptun ), który działa ogniście, żywiołowo i z przytupem. W tym układzie chodzi o nowy rozdział, o początek, o zręby paradygmatu, który będzie niósł ludzkość przez kolejne dziesięciolecia... Duchowość, która się rodzi na naszych oczach i która zdejmuje maski i obnaża nakładki umysłu implementowane na twardych dyskach naszej pamięci, przeszłości i podświadomości przez wieki i tysiąclecia chorych, wypaczonych tradycji, dogmatów i wierzeń, nie wylewa jednakże "dziecka z kąpielą", tego, co było/jest dobre, szlachetne, wzniosłe, godne podróży zwanej Życiem. Nie zabiera nam czystości idei, które wypełniły swoje zadanie na przełomie wieków, nie zabiera nam "boskości" mistrzów ducha, ich doświadczenia, wiedzy i serca, nie zabiera tego, co się sprawdziło.Wręcz przeciwnie - wszystko to, co było celowo przekręcane, zmanipulowane, przekłamywane i skrywane przed ludźmi po prostu się ujawnia, wypływa, jak "oliwa, która zawsze sprawiedliwa", a przez to człek uzyskuje dostęp do większej mocy, wiedzy i samostanowienia o sobie. Neptun w Baranie nie okopuje się na stołkach ideologii, jest raczej żywą Ideą w działaniu ( oczywiście istnieje na naszej planecie polaryzacja stała i nie brak też zwulgaryzowanych form tej energii - fanatyzmy, obsesje, uzależnienia i inne splamienia umysłu, odrealnienia...), ale u podstaw energia Neptuna w Baranie raczej "czyści" niż się okopuje, wykluwa i działa a nie buduje. Fundamenty pod ten bieżący zryw, stawiane będą dopiero za 12/13 lat, kiedy Neptun wejdzie w znak B*ka i będzie chciał zabezpieczyć swoje nowe dziedzictwo, nadać mu kształt, formę, zapieczętować trwale. Od tego bowiem jest znak B*ka, od potrzeby tworzenia, budowania, konkretu, nadawania kształtu i zabezpieczania emocjonalnego z tym związanego. Energia Neptuna dobrze stroi z naturą znaku B*ka ( sekstyl ze znakiem Ryb, gdzie Neptun u siebie). Umożliwia pełniejsze ucieleśnienie i uziemienie potencjału zawartego w mglistej nierzadko i nazbyt subtelnej energii Neptuna, pomaga jej po prostu wydobyć na powierzchnię potencjał twórczy drzemiący w wyobraźni, idei czy planach. Nadto natura i duchowość znaku B*ka ma często oblicze panteistyczne, więc zwraca nas automatycznie ku duchom przyrody, ku naturze, ku prawdzie nie tyle wykoncypowanej, co praktycznie działającej, doświadczanej i funkcjonalnej. B*k to znak stały, żeński pierwiastek, gdzie króluje planeta Wenus. No zobaczymy, jak to się wszystko potoczy i co przez te 13 lat jeszcze narozrabiają poplecznicy transhumanizmu, zanim zreflektują, że bez natury i stojącej zań prawdy, nie ma życia w Istocie. Oby szybciej ta świadomość rosła, oby nie trzeba było od podstaw wszystkiego zaczynać.
To może tyle tej pierwszej, po latach ciszy, odezwy😉 astrologicznej ( i nie tylko), do przyjaciół, bliskich, znajomych i nieznajomych z FB. Pozdrawiam i zapraszam do regularnych odwiedzin.