26/07/2026
Sezon ogórkowy w pełni, a tu jakże aktualny wpis o jakże (wciąż, chyba nawet bardziej) aktualnym orzeczeniu sądu.
Kto jest odpowiedzialny za wyniki osoby uczącej się?
Od kilku lat odnoszę wrażenie, że zarówno Ministerstwo Edukacji, jak i coraz większa grupa rodziców oczekują od nauczyciela jednego - pełnej odpowiedzialności za sukces edukacyjny ucznia. Jeżeli dziecko osiąga słabe wyniki, nie zda egzaminu albo nie wykorzysta swojego potencjału, bardzo szybko pojawia się pytanie: „Co zrobił nauczyciel?”. Zdecydowanie rzadziej słyszę inne, znacznie ważniejsze pytanie: „Co zrobił sam uczeń?”
Mam wrażenie, że doszliśmy do momentu, w którym odpowiedzialność ucznia za własną naukę staje się tematem niewygodnym. Znacznie łatwiej jest przenieść ciężar odpowiedzialności na szkołę i nauczyciela, niż powiedzieć wprost, że bez systematycznej pracy, wysiłku i zaangażowania nie da się osiągnąć dobrych wyników. Wiedza nie pojawia się sama. Nie wystarczy być zapisanym do szkoły ani siedzieć na lekcji. Trzeba jeszcze chcieć się uczyć.
Kilka dni temu otrzymałem informację o pewnym orzeczeniu sądowym. Co prawda ma ono już swoje lata, ale mam wrażenie, że dziś jest równie aktualne, a może nawet bardziej niż w dniu jego wydania. Warto je sobie raz jeszcze przypomnieć.
To orzeczenie bardzo precyzyjnie pokazuje granicę odpowiedzialności nauczyciela. Jego obowiązkiem jest stworzenie uczniowi realnej możliwości nauki, udzielenie pomocy i wsparcia wtedy, gdy jest ono potrzebne. Ale nie można oczekiwać, że nauczyciel będzie ponosił odpowiedzialność za brak pracy ucznia. To byłoby nie tylko niesprawiedliwe, ale przede wszystkim oderwane od rzeczywistości.
Od trzydziestu lat przygotowuję uczniów do matury i wiem jedno. Sukces nie zależy wyłącznie od nauczyciela. Widziałem uczniów niezwykle zdolnych, którzy ponosili porażki, bo zwyczajnie nie chciało im się pracować. Widziałem też takich, którzy na początku mieli ogromne braki, ale dzięki konsekwencji osiągali wyniki, których sami się po sobie nie spodziewali. To nie nauczyciel był tutaj czynnikiem decydującym. Decydująca była postawa samego ucznia.
I właśnie dlatego od dawna mam ogromny problem z działalnością wielu organizacji określających się jako prouczniowskie. Za każdym razem, gdy przeglądam ich profile i komunikaty, widzę przede wszystkim jeden przekaz - prawa ucznia. Oczywiście, prawa ucznia są ważne i nikt rozsądny tego nie kwestionuje. Problem polega na tym, że niemal całkowicie zniknęła druga strona medalu - obowiązki i odpowiedzialność.
Co więcej, odnoszę wrażenie, że te organizacje bardzo chętnie zabierają głos w sprawach łatwych, medialnych i chwytliwych. Tam, gdzie można szybko zdobyć popularność i pokazać się jako obrońca uczniów. Natomiast gdy przychodzi do tematów naprawdę trudnych i mających realny wpływ na przyszłość młodych ludzi, zapada cisza.
A przecież jeśli ktoś rzeczywiście chce działać dla dobra uczniów, to powinien rozpocząć poważną dyskusję o egzaminach zewnętrznych. O jakości zadań maturalnych. O błędach pojawiających się w arkuszach egzaminacyjnych. O sposobie oceniania odpowiedzi. O procedurach wglądów do prac i odwołań. O sytuacjach, w których uczniowie otrzymują lakoniczne, często identyczne uzasadnienia, mimo że walczą o punkty decydujące o dostaniu się na wymarzone studia. Powinien również pytać, dlaczego instytucje odpowiedzialne za egzaminy tak często sprawiają wrażenie, jakby głos uczniów i nauczycieli był dla nich jedynie niewygodnym dodatkiem.
To są prawdziwe problemy uczniów. To od nich zależy często ich dalsza edukacja, wybór studiów i przyszła kariera. Tymczasem o nich mówi się zdecydowanie za rzadko.
Dlatego uważam, że część organizacji prouczniowskich, choć zapewne kieruje się dobrymi intencjami, w praktyce wyrządza więcej szkody niż pożytku. Wpisują się bowiem w narrację, że uczeń ma przede wszystkim prawa, natomiast o obowiązkach i odpowiedzialności lepiej nie mówić. A przecież wychowanie odpowiedzialnego człowieka polega właśnie na zachowaniu równowagi między jednym a drugim.
Edukacja od zawsze była oparta na współpracy. Nauczyciel ma uczyć najlepiej, jak potrafi. Ma wspierać, wyjaśniać i pomagać. Ale uczeń również ma swoje obowiązki. Bez jego pracy i zaangażowania nawet najlepszy nauczyciel nie będzie w stanie osiągnąć sukcesu.
Dlatego zamiast nieustannie zastanawiać się, co jeszcze powinien zrobić nauczyciel, może warto wrócić do pytania, które dziś pada zdecydowanie zbyt rzadko:
Czy uczeń zrobił wszystko, co należało do niego?
www.biologia.szkolnastrona.pl