11/08/2026
Od dwóch miesięcy moja pracownia żyje Bolesławcem. ❤️
Lepię, szkliwię, wypalam, otwieram kolejne piece, robię kwiaty, kubki, patery, biżuterię… i wszędzie jest ceramika. Naprawdę WSZĘDZIE. 😂
Jestem zmęczona? No jestem.
Ale jednocześnie jestem potwornie szczęśliwa, bo robię dokładnie to, co kocham.
I kiedy przychodzi ten moment, że pakuję cały ten ceramiczny majdan i jadę do Bolesławca, wiem, po co były te dwa miesiące pracy.
W tym roku jadę tam po raz 15. ❤️
I chyba najbardziej czekam nie na samo rozstawienie stoiska, ale na Was.
Na te momenty, kiedy ktoś podchodzi i mówi:
„Mati, ja Cię obserwuję!”
Kiedy spotykam kursantów sprzed kilku lat, możemy chwilę pogadać, pośmiać się, poprzytulać i zobaczyć, dokąd każdego z nas zaprowadziła ceramika.
I właśnie wtedy myślę sobie: kurczę, warto było.
Jeżeli będziecie w Bolesławcu, koniecznie mnie znajdźcie. Przyjdźcie powiedzieć „cześć”, pokażcie mi, co upolowaliście na targach, pogadajmy chwilę. ❤️
A do tego czasu obserwujcie moje Stories, bo będę Wam pokazywać przygotowania bez lukru: otwieranie pieców, nowe prace, pakowanie i ten mój piękny przedtargowy bajzel. 😂
A jeśli chcecie dostać ode mnie informacje o Święcie Ceramiki, napiszcie w komentarzu:
👉 BOLESŁAWIEC
i wszystko Wam podeślę.
No dobra — kto z Was się ze mną widzi w Bolesławcu? ❤️
28/07/2026
Większość osób nie rezygnuje z ceramiki dlatego, że się nie nadaje.
Nigdy nawet nie daje sobie szansy, żeby sprawdzić, jak wiele mogłaby im dać.
A szkoda.
Bo za każdym razem, kiedy widzę pierwsze prace moich kursantów i porównuję je z tym, co tworzą po kilku miesiącach czy latach, utwierdzam się w jednym – nie chodzi o talent. Chodzi o odwagę, żeby zacząć.
❤️ Jestem ciekawa...
Pamiętasz, co sprawiło, że po raz pierwszy usiadłaś przy glinie? Napisz o tym w komentarzu. Może właśnie Twoja historia doda komuś odwagi, żeby zrobić ten pierwszy krok.
14/07/2026
Wiecie co...
Czasami sobie myślę, że gdybym 20 lat temu wiedziała, w co ja się pakuję... 😂
To pewnie i tak zrobiłabym dokładnie to samo.
Bo nikt mi nie powiedział, że ceramika to nie tylko lepienie kubeczków i miseczek.
To także godziny sprzątania pracowni, dźwigania worków z gliną, zamawiania materiałów, odbierania paczek, planowania kursów, prowadzenia firmy, robienia zdjęć, odpisywania na wiadomości... i czasami wychodzenia z pracowni o pierwszej albo drugiej w nocy.
Nikt mi też nie powiedział, że piec potrafi zweryfikować najlepszy humor, szkliwo zrobi dokładnie odwrotnie, niż sobie wymyśliłam, a praca, nad którą spędziłam wiele godzin, po wypale może po prostu... pęknąć.
Ale wiecie co?
Po ponad 20 latach nadal kocham ceramikę dokładnie tak samo jak pierwszego dnia.
A może nawet bardziej.
Bo zakochałam się nie tylko w glinie.
Zakochałam się w całej tej drodze. W ludziach, których spotkałam. W emocjach. W ciągłym uczeniu się. I chyba właśnie za to kocham ceramikę najbardziej.
❤️ A teraz oddaję głos Wam.
Jestem ogromnie ciekawa Waszych historii.
Jak zaczęła się Wasza przygoda z ceramiką?
Pamiętacie swoją pierwszą pracę? A może dopiero marzycie o tym, żeby pierwszy raz usiąść przy glinie?
Napiszcie mi swoją historię w komentarzu.
Naprawdę przeczytam każdą. Bo mam przeczucie, że za każdą z nich kryje się coś wyjątkowego. ❤️