19/08/2026
Ostatnio kilka osób napisało do mnie z podchwytliwym pytaniem - jakie zabawy integracyjne zaproponowałabym na pierwsze dni września. Teoretycznie powinnam od ręki sypnąć pomysłami. Przez lata pracy teatralnej zebrałam pokaźny repertuar ćwiczeń grupowych: od prostych działań pomagających ludziom się poznać i oswoić ze sobą, przez ćwiczenia budujące uważność, zaufanie i komunikację, aż po znacznie bardziej złożone zadania wymagające współdziałania, podejmowania decyzji, negocjowania, brania odpowiedzialności za innych czy radzenia sobie z napięciem. Budowanie zespołów teatralnych było przez lata częścią mojej pracy i właśnie tam nauczyłam się czegoś wyjątkowo ważnego.
Integracja i budowanie zespołu są skomplikowanymi zadaniami. W teatrze widać to wyjątkowo wyraźnie. Grupa ludzi, którzy świetnie się ze sobą czują, dużo rozmawiają i znakomicie się bawią podczas ćwiczeń, nie zawsze będzie potrafiła razem pracować. Zespół zaczyna powstawać dopiero wtedy, kiedy trzeba przestać koncentrować się wyłącznie na sobie, zauważyć innych, zareagować na ich działanie, zrezygnować z własnego rozwiązania, jeśli cudze lepiej służy całości, przejąć inicjatywę, kiedy jest potrzebna, ale także umieć się wycofać, kiedy przestrzeni potrzebuje ktoś inny.
Dlatego nie przekonuje mnie wrześniowa praktyka dni integracyjnych.
Znamy to wszyscy. Pierwsza godzina wychowawcza.
„Znajdź kogoś, kto ma psa”.
„Powiedz trzy rzeczy o sobie”.
„Dobierzcie się w pary”.
Trochę rozmów, trochę śmiechu, kilka nowych informacji o kolegach. Nowi uczniowie zaczynają kojarzyć imiona i nawiązują pierwsze kontakty. Ci, który już się znają, odkrywają wspólne zainteresowania i mają okazję pogadać o wakacjach. Napięcie rzeczywiście się zmniejsza, a dystans między ludźmi staje się nieco mniejszy. Oczywiście, takie działania są potrzebne. Tyle że to jeszcze nie jest budowanie zespołu.
W wiedzy dotyczącej team buildingu od dawna rozróżnia się samo tworzenie okazji do kontaktu od procesu, w którym grupa stopniowo wypracowuje sposoby współdziałania. Klasyczny model rozwoju grupy Bruce’a Tuckmana opisuje przechodzenie od forming, czyli etapu orientowania się, poznawania i szukania swojego miejsca, przez storming, w którym ujawniają się różnice, napięcia i walka o wpływ, do norming, czyli tworzenia zasad i norm współpracy. Dopiero na końcu osiągamy performing - etap, na którym grupa potrafi rzeczywiście wykorzystywać potencjał swoich członków i skutecznie działać razem.
Z punktu widzenia budowania zespołu to właśnie te dalsze etapy są szczególnie interesujące. Niestety, w szkole w ferworze zadań i kolejnych wyzwań roku szkolnego, często już nie poświęcamy im należytej uwagi. Kiedy po miłej wrześniowej integracji pojawiają się pierwsze konflikty, tworzą się podgrupy, ktoś zaczyna dominować, ktoś inny się wycofuje, uczniowie kwestionują ustalenia albo nie potrafią dojść do porozumienia, zadaniowo gasimy pożary, zamiast poświęcić czas na budowanie zespołu. Tymczasem to właśnie jest moment, w którym najwięcej możemy dowiedzieć się o grupie i najskuteczniej nią pokierować. To wtedy ujawniają się role, pozycje, sposoby zdobywania wpływu, strategie reagowania na napięcie, gotowość do współpracy i poziom bezpieczeństwa psychologicznego. Uczniowie sprawdzają, często zupełnie nieświadomie, na ile mogą sobie pozwolić, czy wolno się nie zgodzić, czy można powiedzieć „nie wiem”, co dzieje się z osobą, która popełnia błąd, czy głos mniej przebojowego członka grupy zostanie zauważony i czy proszenie o pomoc oznacza słabość, czy jest naturalną częścią wspólnej pracy. Z punktu widzenia budowania zespołu są to informacje znacznie ważniejsze niż wiedza o tym, kto ma psa, kto lubi pizzę i kto spędził wakacje nad morzem.
Ćwiczenia służące poznaniu się, którym poświęcamy tyle uwagi na początku września, są ważne. Jednak ich funkcja jest ograniczona: pomagają rozpocząć kontakt, obniżyć napięcie, zwiększyć liczbę interakcji i stworzyć pierwsze połączenia między ludźmi. Nie wykonają natomiast pracy, która wymaga czasu, wspólnych doświadczeń i przejścia przez mniej komfortowe momenty funkcjonowania grupy.
Jeszcze inną kwestią jest świadomość tego, na jakim etapie są nasi uczniowie. Fundowanie im rokrocznie podobnych ćwiczeń dedykowanych dla nowych grup, większego sensu nie ma. Nie tylko nie wspiera budowania zespołu, ale wręcz osłabia grupę. Uczniowie albo "nie wchodzą" w aktywności, albo się wygłupiają. Tak czy owak tracimy czas i często nieświadomie utrwalamy dysfunkcje w grupie.
Teatr nauczył mnie jeszcze jednej rzeczy: ćwiczenie samo w sobie nie ma większego znaczenia. Nieważne, czy zaproponujemy uczniom oklepany icebreaker czy wyszukamy unikatową aktywność znanej grupy performatywnej. Można przeprowadzić dokładnie to samo ćwiczenie z dwiema grupami i zobaczyć dwa zupełnie różne procesy. W jednej ktoś natychmiast przejmie dowodzenie, pozostali podporządkują się jego pomysłowi. W drugiej uczestnicy będą negocjować, sprawdzać różne rozwiązania, zapraszać do działania osoby mniej aktywne i modyfikować strategię, kiedy okaże się nieskuteczna. Formalnie obie grupy wykonały to samo zadanie. Jednak z punktu widzenia procesu grupowego wydarzyły się w nich dwie zupełnie różne rzeczy.
Dlatego nauczyciel prowadzący działania integracyjne nie powinien koncentrować się na wymyślaniu oryginalnych ćwiczeń. Nie może być animatorem, który zna dużo atrakcyjnych zabaw. Musi świadomie dobierać aktywności i projektować warunki do budowania zespołu, a następnie obserwować, co dzieje się pomiędzy ludźmi: kto zabiera przestrzeń, kto ją oddaje, czy grupa potrafi korzystać z różnorodności, jak podejmuje decyzje, jak rozwiązuje spory, co robi z niepowodzeniem, czy potrafi zmienić strategię i czy odpowiedzialność za wspólne działanie rozkłada się pomiędzy uczestników, czy spoczywa stale na tych samych osobach. W team buildingu nie chodzi przecież o to, żeby ludzie robili coś razem, ale żeby stopniowo uczyli się działać jak jeden organizm.
Dlatego zamiast pytać: „Jaką zabawę integracyjną zrobić na pierwszej godzinie wychowawczej?”, proponowałabym zacząć od pytania, jakich doświadczeń potrzebuje ta konkretna grupa, żeby stopniowo stać się zespołem? Być może wcale nie potrzebuje bezpiecznych okazji do poznania się. Może warto na początku września zafundować jej doświadczenie współzależności, czyli sytuacji, w której sukces nie jest możliwy bez wykorzystania zasobów różnych osób albo zadań wymagających komunikacji, negocjowania, podejmowania decyzji i radzenia sobie z różnicą zdań. Możliwe, że nasza klasa nie wymaga już lodołamaczy, lecz przestrzeni do przyglądania się własnemu sposobowi działania i świadomego ustalania, jak chc ze sobą pracować.
Proces budowania zespołu nie kończy się po 45 minutach ani po pierwszym tygodniu września. Każda grupa potrzebuje czasu, żeby przejść od „wiemy już trochę o sobie” przez „próbujemy razem działać” i „zaczynamy rozumieć, co nam pomaga, a co przeszkadza”, aż do „wiemy, jak chcemy ze sobą pracować i potrafimy brać za to współodpowiedzialność”.
Dlatego w tym roku proponuję Wam trochę inne spojrzenie na tzw. "integrację". Przez najbliższe dni będę o tym tutaj trochę pisać, bo mam poczucie, że zanim zaczniemy wymieniać się kolejnymi pomysłami na integracyjne zabawy, warto najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie, co właściwie chcemy dzięki nim zbudować.