30/10/2025
Zima to nie pora roku. To warunki pracy.
Nie ma w Polsce kierowcy, który nie wie, że zimą trzeba uważać. Ale ilu z nas naprawdę traktuje jazdę samochodem jako element pracy – i to pracy w warunkach szczególnego ryzyka?
W Kanadzie w okresie od listopada do lutego niemal co piąty wypadek przy pracy z przerwą w obowiązkach ma związek z prowadzeniem pojazdu. W Polsce nie prowadzi się takich statystyk, ale wystarczy kilka zimowych dni z kolizjami służbowych aut, by zobaczyć, że skala problemu jest znacząca.
To nie jest kwestia śniegu. To kwestia przygotowania – kierowców, pojazdów i pracodawców.
1. Zima obnaża braki w systemie
Każda firma ma swoje procedury BHP. Ale czy obejmują one realnie jazdę samochodem w trudnych warunkach? Czy kierowcy wiedzą, kiedy mają prawo nie ruszyć w trasę? Czy przełożeni mają świadomość, że wysłanie pracownika w delegację przy oblodzonych drogach to decyzja z ryzykiem zawodowym?
Pracodawca ma obowiązek ocenić zagrożenia i dostosować środki bezpieczeństwa. W praktyce oznacza to tyle, że plan „zimowej pracy w terenie” powinien zawierać:
ocenę ryzyka jazdy zimą (trasy, pogoda, pojazdy, doświadczenie kierowców),
procedury dotyczące odwołania lub przełożenia wyjazdu,
obowiązkowe kontrole stanu technicznego i ogumienia,
krótkie szkolenia przypominające kierowcom, jak reagować w poślizgu, jak planować dystans i jak nie dać się zaskoczyć.
2. Kierowca to nie tylko operator maszyny – to człowiek w zmiennym środowisku.
Zimą zmienia się wszystko: przyczepność, widoczność, koncentracja, czas reakcji. Przy 0°C droga hamowania potrafi być dwa razy dłuższa niż przy +10°C, nawet na suchej nawierzchni. Zmęczenie pojawia się szybciej, a stres i pośpiech potęgują błędy.
Wielu kierowców w firmach wciąż traktuje siebie jak „doświadczonych”, a swoje auta jak „niezawodne”. Dopiero analiza zachowań pokazuje, że przy pierwszym lodzie, w stresie i ograniczonej widoczności – to przekonanie o własnych super mocach nie wystarcza.
Dlatego właśnie zimowe przypomnienie zasad defensywnej jazdy nie jest luksusem. To inwestycja w prewencję.
3. Co może zrobić dział BHP
Nie trzeba tworzyć od razu nowego programu bezpieczeństwa flotowego. Czasem wystarczy prosty plan na zimę:
komunikat do pracowników z zasadami jazdy zimą,
checklista dla kierowców przed sezonem (opony, płyny, akumulator, światła, czyste szyby),
krótki webinar lub warsztat o zachowaniach za kierownicą,
przypomnienie, że odmowa wyjazdu w niebezpiecznych warunkach to nie lenistwo, tylko odpowiedzialność (czy Twoja firma jest na to gotowa?).
Tego typu działania mają nie tylko wymiar praktyczny – pokazują, że firma traktuje bezpieczeństwo drogowe poważnie, nie tylko „na bramie” czy w hali, ale też na drodze między oddziałami.
4. Edukacja działa tylko wtedy, gdy jest żywa
Z mojego doświadczenia wynika, że żadne prezentacje PowerPointa nie zastąpią rozmowy z kierowcą. Dlatego coraz więcej firm decyduje się na warsztaty lub webinary poświęcone zachowaniom w ruchu drogowym – w tym także tematom jazdy zimowej.
To przestrzeń, w której można przećwiczyć sytuacje, o których nikt nie mówi w biurze: – co robić, gdy ABS „pulsuje” na lodzie, – jak rozpoznać czarny lód, – kiedy przerwać jazdę, bo warunki są zbyt trudne, – jak planować odległość i jak reagować na błędy innych. I wreszcie - czym jest awaryjne hamowanie?
To nie są „atrakcje” – to narzędzia do życia i pracy.
5. Zima nie zaskakuje. Zaskakuje brak przygotowania.
Najbliższe tygodnie to ostatni moment, by przygotować firmę i kierowców do sezonu zimowego. Można to zrobić samemu – z checklistą, komunikatem i rozmową. Albo wspólnie – podczas szkoleń, które pomagają połączyć teorię z praktyką i realnie zmienić zachowania.
Ważne, by zrobić cokolwiek, zanim zrobi to za nas pogoda.