Mama nie od wszystkiego - Bebetalent

Mama nie od wszystkiego - Bebetalent MANA NIE OD WSZYSTKIEGO | BEBETALENT
Nie wszystko musi przechodzić przez mamę. Pokazuję, dlaczego rodzina zaczyna działać przez Ciebie i jak to zmienić.

Pedagog • Mentorka mam. Autorka „Więcej niż wystarczająca” i „Gdy Twoje dziecko marzy o psie”.

Najłatwiej byłoby powiedzieć: Sama ich przyzwyczaiłaś. Tylko że to bardzo płytkie wyjaśnienie. Bo prawdopodobnie nie był...
23/08/2026

Najłatwiej byłoby powiedzieć: Sama ich przyzwyczaiłaś. Tylko że to bardzo płytkie wyjaśnienie. Bo prawdopodobnie nie było dnia, w którym usiadłaś i postanowiłaś: Od dzisiaj będę pamiętać za wszystkich, przewidywać za wszystkich i pilnować, żeby wszystko działało.

Były za to setki zwyczajnych sytuacji.

Zauważyłaś, że dziecko nie spakowało stroju. Przypomniałaś.
Wiedziałaś, że jeśli nie zaczniecie się zbierać, będziecie spóźnieni. Uruchomiłaś procedurę wyjścia.
Przewidziałaś, że czegoś zabraknie. Kupiłaś wcześniej.
Ktoś czegoś nie dopilnował. Uratowałaś sytuację.
I za każdym razem wydarzyło się coś bardzo ważnego: Twoja reakcja zadziałała. Nie było spóźnienia, zapomnianego stroju, awantury o siódmej rano. Problem zniknął.

Tylko że kiedy problem znika, zanim inni zdążą go zauważyć, oni nie dostają okazji, żeby przejść przez cały proces:
zauważyć → pomyśleć → zdecydować → zareagować → ponieść konsekwencję → następnym razem pamiętać.

Za to Ty przechodzisz go kolejny raz. I kolejny. I kolejny. Więc z czasem stajesz się coraz lepsza w zauważaniu, pamiętaniu, przewidywaniu i reagowaniu. A rodzina staje się coraz lepsza w funkcjonowaniu w systemie, w którym Ty robisz to wcześniej.

I właśnie dlatego nie kupuję prostego: To przestań im przypominać. Albo: Niech od dzisiaj radzą sobie sami. Bo jeśli pewien sposób działania był ćwiczony przez rodzinę setki razy, jedno postanowienie nie sprawi, że następnego dnia wszyscy automatycznie zaczną działać inaczej.

Najpierw trzeba zobaczyć pętlę.
Gdzie zaczyna się sprawa?
W którym momencie trafia do Ciebie?
Co robisz sekundę później?
I czego dzięki Twojej reakcji ktoś inny nie musi już zrobić?

To właśnie tam zaczyna się zmiana. Nie od szukania winnego, tylko od zobaczenia mechanizmu, który do tej pory był tak skuteczny, że nikt nie miał powodu go zauważyć.

Jeśli chcesz sprawdzić, gdzie najczęściej zaczyna się Twoja pętla, napisz jedno słowo:
ZAUWAŻAM.
PRZYPOMINAM.
URUCHAMIAM.
RATUJĘ.
Jestem bardzo ciekawa, które z nich będzie pojawiało się najczęściej.

Nie wszystko, co robisz dla rodziny, jest miłością. Czasem jest przyzwyczajeniem, czasem odruchem, a czasem czymś, co ro...
21/08/2026

Nie wszystko, co robisz dla rodziny, jest miłością. Czasem jest przyzwyczajeniem, czasem odruchem, a czasem czymś, co robisz od tak dawna, że nikt już nawet nie pamięta, dlaczego akurat Ty.

Ty pamiętasz o stroju na basen.
Ty wiesz, gdzie jest bluza.
Ty przypominasz o treningu.
Ty pakujesz.
Ty sprawdzasz.
Ty masz plan awaryjny.
Ty poprawiasz, bo „tak będzie szybciej”.

I właśnie w ten sposób można zostać mamą od wszystkiego, nawet jeśli nikt nigdy oficjalnie Ci tej funkcji nie przydzielił.

Dlatego coraz bardziej lubię własną antylistę. Rzeczy, których nie zrobię za innych. Ale nie dlatego, że przestało mi zależeć, tylko zaczęło mi zależeć także na tym, jak działa cała rodzina, kiedy ja nie jestem jej pamięcią, kalendarzem, wyszukiwarką, działem logistyki i planem B.

Bo nie każda rzecz, którą możesz zrobić, jest rzeczą, którą powinnaś robić. I czasem jedna z najlepszych rzeczy, jakie możesz zrobić dla swojej rodziny, brzmi po prostu: „𝗧𝗲𝗴𝗼 𝗷𝘂𝘇̇ 𝗻𝗶𝗲 𝗯𝗶𝗼𝗿𝗲̨ 𝗻𝗮 𝘀𝗶𝗲𝗯𝗶𝗲.”

A Twoja antylista dobrej mamy? Co jest pierwszą rzeczą, której najchętniej przestałabyś robić za wszystkich?

Najbardziej podstępne w pomaganiu jest to, że na początku naprawdę pomaga.Odpowiadasz, gdzie leży bluza. Problem rozwiąz...
20/08/2026

Najbardziej podstępne w pomaganiu jest to, że na początku naprawdę pomaga.

Odpowiadasz, gdzie leży bluza. Problem rozwiązany.
Przypominasz o treningu. Problem rozwiązany.
Pakujesz coś za dziecko, bo za chwilę trzeba wychodzić. Problem rozwiązany.
Mówisz partnerowi, o której jest wizyta, zamiast czekać, aż sam sprawdzi. Znowu szybciej.

I trudno mieć do siebie pretensje. Przecież nie robisz tego po to, żeby wszystko kontrolować.
Robisz to, bo kochasz.
Bo widzisz.
Bo pamiętasz.
Bo chcesz oszczędzić komuś stresu.
Bo czasem naprawdę łatwiej odpowiedzieć w pięć sekund, niż urządzać rodzinny eksperyment z samodzielnością o 7:42 rano.

Tylko że pojedyncza sytuacja i system, który powstaje z tysięcy takich sytuacji, to dwie różne rzeczy.
Rodzina nie musi świadomie zdecydować: Od dziś pytamy mamę o wszystko. Wystarczy, że wielokrotnie doświadcza czegoś prostego:
Nie wiem → mama wie.
Nie pamiętam → mama przypomni.
Nie zauważyłem → mama zauważy.
Nie zacząłem → mama uruchomi.
Nie dopilnowałem → mama uratuje.

I z czasem powstaje ścieżka, której nikt nawet nie musiał ustalać.
Sprawa → mama → rozwiązanie.

Dlatego problemem nie jest to, że czasem pomagasz. On zaczyna się wtedy, kiedy pomoc przestaje być pojedynczą reakcją, a staje się sposobem działania całej rodziny. Bo wtedy inni mogą wykonywać naprawdę dużo, a Ty nadal pozostajesz osobą, która zauważa, pamięta, uruchamia, przypomina i domyka.

I właśnie dlatego nie interesuje mnie pytanie: Czy mama powinna pomagać? Oczywiście, że czasem powinna. Znacznie ciekawsze jest inne: W którym momencie pomoc przestaje tylko rozwiązywać problem, a zaczyna uczyć rodzinę, że rozwiązanie jest u mamy?

Jeśli przy którymś slajdzie pomyślałaś: „przecież ja tylko pomagam”, napisz jego numer. Bez poczucia winy. Chodzi o to, żeby zacząć widzieć mechanizm, który wcześniej wyglądał jak seria zupełnie niewinnych sytuacji.

Najtrudniejsze jest to, że na początku to naprawdę działa.Dziecko nie może czegoś znaleźć? Mówisz, gdzie jest.Partner ni...
17/08/2026

Najtrudniejsze jest to, że na początku to naprawdę działa.

Dziecko nie może czegoś znaleźć? Mówisz, gdzie jest.
Partner nie pamięta godziny? Przypominasz.
Widzisz, że rano będzie problem? Rozwiązujesz go wieczorem.
Ktoś robi coś wolniej, niż zrobiłabyś to sama? Przejmujesz i po dwóch minutach sprawa jest zamknięta.

Każda z tych decyzji ma sens. Problem zaczyna być widoczny dopiero później, bo rodzina też się uczy, gdzie najszybciej dostać odpowiedź.
Kto pamięta.
Kto zauważy.
Kto przypomni.
Kto podejmie decyzję, kiedy nikt inny nie wie, co zrobić.
Kto dopilnuje końca.

I po setkach takich małych sytuacji może powstać rodzinny skrót:
Nie wiem → pytam mamę.
Nie pamiętam → mama pamięta.
Nie zauważyłem → mama zauważy.
Nie wiem, co zrobić → mama zdecyduje.

Nie trzeba rodzinnego zebrania, na którym ktoś ogłosi: Od dzisiaj wszystko przechodzi przez mamę. Wystarczy, że przez długi czas właśnie ta droga jest najkrótsza.

I dlatego „mama od wszystkiego” nie zawsze jest kobietą, która fizycznie robi najwięcej. Czasem jest kobietą, bez której inni mają trudność ruszyć ze swoimi sprawami dalej.

To zupełnie inny problem niż długa lista obowiązków. I właśnie temu będę się tutaj teraz bardzo dokładnie przyglądać. Bo jeśli chcemy przestać być mamami od wszystkiego, najpierw warto zobaczyć, jak właściwie nimi zostałyśmy.

Zapisz tę karuzelę. A przez najbliższe dni obserwuj jedną rzecz: ile razy ktoś przychodzi do Ciebie po informację, przypomnienie, decyzję albo rozwiązanie, zanim spróbuje poradzić sobie bez Ciebie.

Możesz siedzieć na kanapie przez godzinę i przez tę samą godzinę ani przez chwilę nie przestać „pracować”.Bo odpoczynek ...
16/08/2026

Możesz siedzieć na kanapie przez godzinę i przez tę samą godzinę ani przez chwilę nie przestać „pracować”.

Bo odpoczynek mamy często wygląda tak:
„Mamo, gdzie jest moja bluza?”
„O której jutro wychodzimy?”
„Miałaś mi przypomnieć.”
„Co mam zabrać?”
„Powiesz tacie, że…?”

A pomiędzy tymi pytaniami sama przypominasz sobie, że jutro trening. Że trzeba odpisać do szkoły. Że ktoś miał coś zrobić. Że kończy się pasta. Że jeśli nie wyjdą za 15 minut, będą spóźnieni.

Z zewnątrz?
Siedzisz.

W środku?
Pamiętasz.
Przewidujesz.
Podejmujesz decyzje.
Pilnujesz czasu.
Przekazujesz informacje.
Sprawdzasz, czy sprawy zostały domknięte.

I właśnie dlatego nie zawsze przekonuje mnie rada: Musisz bardziej o siebie zadbać i znaleźć czas na odpoczynek. Bo czasem problem nie polega na tym, że mama nie ma kiedy usiąść, tylko na tym, że kiedy już usiądzie, rodzina nadal działa przez jej głowę.

Można przecież przestać wykonywać zadania i nadal pozostać osobą, która musi o nich pamiętać. Można oddać komuś obowiązek i nadal pilnować, czy został wykonany. Można mieć partnera, który naprawdę dużo robi, i nadal być tą osobą, do której trafiają pytania, decyzje, wyjątki i rzeczy do zapamiętania.

I wtedy godzina na kanapie nie rozwiązuje problemu. Bo może Twoja głowa nie potrzebuje kolejnej godziny odpoczynku, tylko potrzebuje wreszcie przestać być rodzinnym centrum operacyjnym.

Jeśli podczas tej karuzeli pomyślałaś o konkretnej mamie, wyślij jej ją. A jeśli pomyślałaś o sobie, napisz w komentarzu tylko numer slajdu, przy którym było najmocniejsze: O. To ja.

Najłatwiej zrobić z mamy „mamę od wszystkiego” nie wtedy, kiedy da się jej za dużo obowiązków. Tylko wtedy, kiedy wmówi ...
14/08/2026

Najłatwiej zrobić z mamy „mamę od wszystkiego” nie wtedy, kiedy da się jej za dużo obowiązków. Tylko wtedy, kiedy wmówi się jej, że cała reszta to przecież drobiazgi.

Przypomnieć.
Sprawdzić.
Zauważyć.
Powiedzieć, co trzeba kupić.
Pamiętać o terminie.
Odpowiedzieć na kolejne „mamo, gdzie jest…?”.
Dopilnować, żeby sprawa została domknięta.

Każda z tych rzeczy osobno wygląda niewinnie i właśnie dlatego tak łatwo ich nie zauważyć.

Bo przecież dobra mama pamięta.
Przecież możesz przypomnieć.
Przecież zajmie Ci to minutę.
Przecież partner pomaga.
Przecież dzieci są jeszcze małe.
Przecież inne mamy jakoś dają radę.

Tylko że po latach z tych wszystkich „przecież” powstaje bardzo konkretny system, w którym jedna osoba wie.
Jedna pamięta.
Jedna przewiduje.
Jedna uruchamia działanie.
Jedna podejmuje decyzje.
Jedna pilnuje, czy wszystko się zgadza.
A pozostali mogą naprawdę robić sporo i nadal wszystko może przechodzić przez mamę.

Dlatego coraz mniej interesuje mnie pytanie: 𝗗𝗹𝗮𝗰𝘇𝗲𝗴𝗼 𝗼𝗻𝗮 𝘀𝗼𝗯𝗶𝗲 𝘇 𝘁𝘆𝗺 𝗻𝗶𝗲 𝗿𝗮𝗱𝘇𝗶? Lepszym pytaniem jest: 𝗗𝗹𝗮𝗰𝘇𝗲𝗴𝗼 𝘁𝗮𝗸 𝘄𝗶𝗲𝗹𝗲 𝗿𝘇𝗲𝗰𝘇𝘆 𝘄 𝗼𝗴𝗼́𝗹𝗲 𝘇𝗼𝘀𝘁𝗮ł𝗼 𝘂𝘇𝗻𝗮𝗻𝘆𝗰𝗵 𝘇𝗮 𝗷𝗲𝗷 𝗼𝗱𝗽𝗼𝘄𝗶𝗲𝗱𝘇𝗶𝗮𝗹𝗻𝗼𝘀́𝗰́?

Bo może problemem wcale nie jest to, że mama powinna więcej odpoczywać, lepiej delegować albo jeszcze sprawniej się organizować. Może problem zaczyna się dużo wcześniej, w miejscu, w którym cała rodzina nauczyła się, że kiedy trzeba coś wiedzieć, pamiętać, zdecydować albo uruchomić, 𝗶𝗱𝘇𝗶𝗲 𝘀𝗶𝗲̨ 𝗱𝗼 𝗺𝗮𝗺𝘆.

I dopóki tego nie zobaczymy, będziemy próbowały „odciążać mamę”, nie zmieniając systemu, który cały czas ją przeciąża.

Jeśli podczas czytania pomyślałaś o konkretnej kobiecie, wyślij jej tę karuzelę, żeby mogła zobaczyć, 𝗱𝗹𝗮𝗰𝘇𝗲𝗴𝗼 𝘁𝗮𝗸 𝗱𝘂𝘇̇𝗼 𝘄 𝗼𝗴𝗼́𝗹𝗲 𝗱𝗼 𝗻𝗶𝗲𝗷 𝘁𝗿𝗮𝗳𝗶𝗮.

Najtrudniejsze w byciu „mamą od wszystkiego” jest to, że większość tego „wszystkiego” wygląda zupełnie niewinnie.Jedno p...
13/08/2026

Najtrudniejsze w byciu „mamą od wszystkiego” jest to, że większość tego „wszystkiego” wygląda zupełnie niewinnie.

Jedno pytanie.
Jedno przypomnienie.
Jedno „mamo, gdzie jest…?”.
Jedno „powiedz mi, co mam zrobić”.
Jedno „weź ty, bo szybciej”.

Każda z tych rzeczy osobno zajmuje czasem kilkanaście sekund, dlatego tak długo ich nie zauważamy.

Problem zaczyna być widoczny dopiero wtedy, kiedy zobaczysz, dokąd one wszystkie prowadzą. Do jednej osoby.

To mama pamięta.
Mama wie.
Mama przewiduje.
Mama przypomina.
Mama podejmuje decyzję.
Mama uruchamia działanie.
Mama sprawdza, czy zostało zrobione.

I po jakimś czasie dzieje się coś bardzo ciekawego. Rodzina może wykonywać całkiem sporo obowiązków, a mama nadal pozostaje 𝗰𝗲𝗻𝘁𝗿𝘂𝗺 𝗼𝗽𝗲𝗿𝗮𝗰𝘆𝗷𝗻𝘆𝗺 𝗰𝗮ł𝗲𝗴𝗼 𝘀𝘆𝘀𝘁𝗲𝗺𝘂.

Ktoś robi zakupy, ale pyta ją, co kupić.
Ktoś odwozi dziecko, ale pyta ją, o której wyjechać.
Ktoś pakuje walizkę, ale pyta ją, co zabrać.
Ktoś sprząta, ale pyta ją, od czego zacząć.

Formalnie zadania są podzielone. 𝗢𝗱𝗽𝗼𝘄𝗶𝗲𝗱𝘇𝗶𝗮𝗹𝗻𝗼𝘀́𝗰́ 𝗻𝗮𝗱𝗮𝗹 𝗻𝗶𝗲 𝗷𝗲𝘀𝘁.

I właśnie dlatego nie każdej przeciążonej mamie pomoże kolejny wieczór „dla siebie”. Bo można zamknąć drzwi łazienki, położyć się z książką albo wyjść na spacer, a rodzinny system nadal może czekać, aż wróci jego centrum dowodzenia.

Ja coraz mniej interesuję się więc pytaniem: „Jak mama może robić mniej?” Znacznie bardziej interesuje mnie inne: Co musiałoby się zmienić, żeby tak wiele rzeczy w ogóle przestało do niej trafiać?

Bo może problemem nie jest to, że masz za dużo na głowie, tylko to, że Twoja głowa stała się miejscem, w którym mieszka zbyt duża część życia całej rodziny. I właśnie temu warto przyjrzeć się najpierw.

Jeśli znasz mamę, która przeczyta to i powie: „O matko. Przecież u nas dokładnie tak jest”, wyślij jej tę karuzelę. Czasem zmiana zaczyna się nie od kolejnego sposobu na lepszą organizację, tylko od zobaczenia, jak naprawdę działa rodzina.

Można podzielić wożenie dzieci, zakupy, gotowanie, sprzątanie i wizyty u lekarza. A mimo to nie podzielić tego, co najba...
12/08/2026

Można podzielić wożenie dzieci, zakupy, gotowanie, sprzątanie i wizyty u lekarza. A mimo to nie podzielić tego, co najbardziej obciąża głowę.

Bo ktoś może zrobić zakupy, ale wcześniej ktoś musi zauważyć, że kończy się mleko. Wiedzieć, czego brakuje. Pamiętać, co trzeba kupić na jutro. Odpowiedzieć na wiadomość: „Co mam wziąć?”. I przypomnieć, że przy okazji potrzebna jest jeszcze pasta do zębów.

Ktoś może zawieźć dziecko na trening, ale ktoś inny nadal pamięta godzinę, zmianę sali, strój, bidon i moment, w którym trzeba wyjść z domu.
I właśnie tutaj zaczyna się coś, czego często nie widać, kiedy patrzymy tylko na listę obowiązków.

Wykonanie zostało podzielone.
Odpowiedzialność niekoniecznie.

Dlatego zdanie „przecież on dużo robi” może być absolutnie prawdziwe. I jednocześnie Ty możesz być potwornie zmęczona tym, że wszystko nadal musi najpierw przejść przez Twoją głowę.

Jeśli znasz mamę, która „przecież ma pomoc”, a mimo to nie rozumie, dlaczego ciągle jest wyczerpana, wyślij jej tę karuzelę. Być może pierwszy raz zobaczy, co tak naprawdę ją męczy.

Możliwe, że nie spodoba Ci się to, co tutaj mówię. Bo nie powiem Ci, żebyś kupiła lepszy planer. Nie nauczę Cię skuteczn...
12/08/2026

Możliwe, że nie spodoba Ci się to, co tutaj mówię. Bo nie powiem Ci, żebyś kupiła lepszy planer. Nie nauczę Cię skuteczniej delegować zadań. Nie będę przekonywać, że wystarczy „bardziej odpuszczać”.
I raczej nie usłyszysz ode mnie, że powinnaś po prostu częściej prosić rodzinę o pomoc. Bo mnie interesuje coś zupełnie innego. 𝗗𝗹𝗮𝗰𝘇𝗲𝗴𝗼 𝘁𝗼 𝘄ł𝗮𝘀́𝗻𝗶𝗲 𝗺𝗮𝗺𝗮 𝗺𝗮 𝘄𝗶𝗲𝗱𝘇𝗶𝗲𝗰́, 𝗼 𝗰𝗼 𝗽𝗼𝗽𝗿𝗼𝘀𝗶𝗰́?

Dlaczego to ona zauważa, że kończy się pasta do zębów.
Pamięta, że w czwartek jest trening.
Wie, gdzie leży strój kąpielowy.
Przewiduje, że na wycieczkę trzeba kupić prowiant.
Podejmuje decyzję, co zrobić, kiedy plan nagle się sypie.

I odpowiada na kolejne:
„Mamo, gdzie…?”
„Mamo, kiedy…?”
„Mamo, mogę…?”
„Mamo, pamiętasz…?”

Każda z tych sytuacji osobno wygląda jak drobiazg. 𝗗𝗼𝗽𝗶𝗲𝗿𝗼 𝗸𝗶𝗲𝗱𝘆 𝗽𝗼ł𝗮̨𝗰𝘇𝘆𝘀𝘇 𝗸𝗿𝗼𝗽𝗸𝗶, 𝘇𝗮𝗰𝘇𝘆𝗻𝗮𝘀𝘇 𝘄𝗶𝗱𝘇𝗶𝗲𝗰́
𝘀𝘆𝘀𝘁𝗲𝗺. Taki, w którym jedna osoba staje się rodzinną pamięcią, wyszukiwarką, kalendarzem, centrum decyzyjnym i działem zarządzania kryzysowego.

I najciekawsze jest to, że zazwyczaj nikt tego świadomie nie zaplanował.

To powstaje po cichu. Z troski, z przyzwyczajenia, z „daj, zrobię szybciej”, z „mama będzie wiedziała”, z „przecież tylko zapytałem”. A potem próbujemy rozwiązać problem mamy od wszystkiego, dając jej jeszcze lepsze sposoby na ogarnianie wszystkiego.

Ja chcę zadać inne pytanie.
Nie: Jak mama może lepiej to wszystko udźwignąć?
Tylko: 𝗗𝗹𝗮𝗰𝘇𝗲𝗴𝗼 𝘁𝗼 𝘄𝘀𝘇𝘆𝘀𝘁𝗸𝗼 𝘄 𝗼𝗴𝗼́𝗹𝗲 𝘁𝗿𝗮𝗳𝗶𝗮 𝗱𝗼 𝗺𝗮𝗺𝘆?

Jeśli właśnie tego pytania brakowało Ci w rozmowie o przeciążeniu matek, jesteś w dobrym miejscu. Tutaj nie będziemy naprawiać mamy, tylko 𝗽𝗿𝘇𝘆𝗴𝗹𝗮̨𝗱𝗮𝗰́ 𝘀𝗶𝗲̨ 𝘀𝘆𝘀𝘁𝗲𝗺𝗼𝘄𝗶, 𝗸𝘁𝗼́𝗿𝘆 𝘇𝗿𝗼𝗯𝗶ł 𝘇 𝗻𝗶𝗲𝗷 𝗼𝘀𝗼𝗯𝗲̨ 𝗼𝗱 𝘄𝘀𝘇𝘆𝘀𝘁𝗸𝗶𝗲𝗴𝗼
A jeśli znasz mamę, która potrzebuje zobaczyć swoje zmęczenie z tej perspektywy, wyślij jej tę karuzelę. Może pierwszy raz pomyśli: „𝗖𝗵𝘄𝗶𝗹𝗮. 𝗠𝗼𝘇̇𝗲 𝗽𝗿𝗼𝗯𝗹𝗲𝗺𝗲𝗺 𝗻𝗶𝗲 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝘁𝗼, 𝘇̇𝗲 𝘇𝗮 𝗺𝗮ł𝗼 𝗼𝗴𝗮𝗿𝗻𝗶𝗮𝗺.”

Siedzisz w samochodzie pod treningiem. Masz 47 minut.Za mało, żeby naprawdę gdzieś pojechać. Za dużo, żeby wracać do dom...
11/08/2026

Siedzisz w samochodzie pod treningiem. Masz 47 minut.
Za mało, żeby naprawdę gdzieś pojechać. Za dużo, żeby wracać do domu.

Więc kupujesz kawę.
Odpisujesz na wiadomości.
Scrollujesz.
Może czytasz kilka stron książki.
I myślisz: „Przynajmniej mam chwilę dla siebie.”

Tylko czy naprawdę? Bo za 47 minut trzeba odebrać. Potem zawieźć, pamiętać, co jutro, sprawdzić, o której, odpowiedzieć na pytanie: „Mamo, a gdzie…?”

Cały czas jesteś w gotowości. I chyba właśnie dlatego warto odróżnić dwie rzeczy:
czas, w którym nikt chwilowo niczego od Ciebie nie chce od czasu, który naprawdę należy do Ciebie.

To nie zawsze jest to samo.

Czasem to, co od lat nazywamy „chwilą dla mamy”, jest po prostu dyżurem, podczas którego chwilowo nic się nie dzieje.

I jestem bardzo ciekawa, ile takich „chwil dla siebie” masz w swoim tygodniu.

Adres

Warsaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Mama nie od wszystkiego - Bebetalent umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Mama nie od wszystkiego - Bebetalent:

Skróty

Udostępnij

Kategoria