05/06/2026
A co, jeśli ADHD nie jest ani supermocą, ani codzienną walką o przetrwanie?
Ostatnio trafiłam na artykuły, które zwracały uwagę na to, jak platformy algorytmiczne zamieniły neuroróżnorodność w trend, rolki, podcasty i posty, które często sprowadzają ADHD do zabawnych scenek, chwytliwych haseł, czy zestawu kilku cech. W takim "komediowym" ujęciu ADHD bywa przedstawiane zbyt lekko, zbyt atrakcyjnie i zbyt prosto, jakby było głównie chaosem twórczym, myśleniem poza schematem, zapominaniem o kawie i działaniem na ostatnią chwilę.
W tych artykułach była też mowa o tej drugiej, "mniej fajnej stronie", w której ADHD staje się przede wszystkim cierpieniem, przeciążeniem i codzienną walką o podstawowe funkcjonowanie, jakby nie było w nim miejsca na nic poza wysiłkiem, frustracją i poczuciem, że życie kosztuje więcej niż innych.
A ja coraz częściej myślę, że prawda nie mieści się ani w jednej, ani w drugiej skrajności, tylko gdzieś pomiędzy, w tej mniej efektownej, mniej klikalnej, ale dużo bardziej uczciwej szarości.
Przecież ADHD nie wygląda tak samo u każdej osoby, nawet jeśli istnieją konkretne kryteria diagnostyczne, które pozwalają je rozpoznać i nazwać. To, z czym realnie mierzy się konkretny człowiek, zależy od nasilenia objawów, historii życia, środowiska, wsparcia, doświadczeń, relacji i tego, jak długo musiał funkcjonować bez zrozumienia, co tak właściwie się z nim dzieje.
Dla jednej osoby największym wyzwaniem będzie rozpoczynanie i kończenie zadań, dla innej regulacja emocji, dla kolejnej impulsywność, relacje, przeciążenie bodźcami albo poczucie chaosu, którego z zewnątrz często wcale nie widać.
I tak, ADHD potrafi realnie utrudniać życie, czasem bardzo konkretnie i dotkliwie, ale to nie znaczy, że każda osoba doświadcza go wyłącznie jako cierpienia, ponieważ w określonych warunkach, przy konkretnych zadaniach i w sprzyjającym środowisku pewne cechy związane z tym sposobem funkcjonowania mogą też realnie wspierać.
To nie jest romantyzowanie ADHD, ani udawanie, że trudności nie istnieją. To raczej próba zobaczenia całego obrazu, bez sprowadzania go do hasła „supermoc” i bez zamykania go wyłącznie w opowieści o dramacie.
Od zawsze powtarzam, że diagnoza ADHD powinna być początkiem pracy, a nie jej końcem. Takim początkiem drogi, by lepiej poznać i zrozumieć samego siebie. Nie kartą nietykalności, nie modną etykietą i nie prostym wyjaśnieniem wszystkiego, ale też nie wyrokiem, nie dowodem „zepsucia” i nie powodem do tego, żeby nieustannie tłumaczyć się ze swojego sposobu istnienia.
Diagnoza może być narzędziem, być może jednym z najważniejszych, bo kiedy zaczynasz rozumieć, jak działa Twój mózg, łatwiej przestać prowadzić wojnę ze sobą, a zamiast tego zacząć siebie obserwować, rozumieć i traktować z większą uważnością i nade wszystko, życzliwością. Możesz wtedy patrzeć na swoje trudności bez wstydu, ale też bez rezygnacji, możesz zauważać schematy, które wcześniej wydawały się osobistą porażką, szukać strategii, które naprawdę pasują do Ciebie i prosić o wsparcie nie dlatego, że „sobie nie radzisz”, ale dlatego, że coraz lepiej rozumiesz, czego potrzebujesz.
ADHD nie musi być ani supermocą, ani dramatem.
Co to w ogóle znaczy "romantyzowanie", kiedy ja tak naprawdę widzę wyśmiewanie z się z czyichś trudności....
To co mi dała moja własna diagnoza ADHD, to właśnie możliwość zobaczenia siebie wyraźniej, trochę bardziej szczegółowo. Dała mi także poczucie odpowiedzialności, by za tą wiedzą poszły realne działania i praca nad lepszym zrozumieniem siebie.
Nie sprowadzam swojej diagnozy ani do supermocy, ani do dramatu. Jestem po prostu wdzięczna za wiedzę i większą świadomość samej siebie. Czy bywa czasem w moim życiu super albo bardzo ciężko? Oczywiście, ale na pewno nie będę za wszystko "obwiniać" ADHD. Wszystko co się nam w życiu przydarza powinno być cenną lekcją, z której wyniesiemy doświadczenia, a praca nad sobą powinna być stała i niezmienna - niezależnie od tego czy mamy jakąś formalną diagnozę czy nie.
Izabela Hnidziuk-Machnica, Psycholog - ADHD, spektrum autyzmu