Kalejdoskop Joanny

Kalejdoskop Joanny Kiedys studio terapii holistycznych. Nadal ciekawią mnie ludzie, życie, to, co w nas prawdziwe. Zachwyca mnie natura. Joanna Przybyła

Właśnie sprawdzam, co jest za kolejnymi drzwiami, bo juz po 50, ale co z tego? 😄

16/07/2026

To było tylko kilkanaście godzin bez telefonu.

Zostawiło we mnie więcej refleksji niż niejeden dzień spędzony online.

Zrozumiałam, jak łatwo uwierzyć, że wszystko zależy od nas i dzieje się dzięki naszemu czuwaniu. Tak, tak, musimy być dostępne, odpowiadać, pamiętać, dopilnować, garnąć, ufać ale kontrolować 😉
Pewnie dlatego tak wiele kobiet mówi mi:„Bardzo chciałabym pojechać na taki wyjazd… ale przecież dom, mąż, dzieci, pies, praca…”

Doskonale to rozumiem, b sama czasem łapię się na tym, że trudno mi uwierzyć, iż świat poradzi sobie również beze mnie.

Może największym prezentem, jaki możemy dać sobie i naszym bliskim, jest zobaczyć, że nie musimy nieść wszystkiego same? Dać sobie trochę wolności…

Jestem ciekawa, czy Tobie też trudno zostawić wszystko choćby na chwilę? 💛

16/07/2026

Czasami odkrywanie siebie nie zaczyna się od wielkich życiowych decyzji.

Zaczyna się od czegoś zupełnie zwyczajnego.

Np od chwili, w której po raz pierwszy od dawna zadajesz sobie pytanie:

„A czego ja właściwie chcę?”

Dla mnie to było rodzinne ciasto.
A jaka jest Twoja wersja „ciasta z ananasem, śliwkami i daktylami”?

Co robisz od lat bardziej z przyzwyczajenia albo dla innych niż dlatego, że naprawdę tego chcesz?

Zamknęłam studio (2,5 m-ca temu).Pierwszego dnia PO obudziłam się o 6:00, jak przez ostatnich osiem lat.Mieszkanie było ...
13/07/2026

Zamknęłam studio (2,5 m-ca temu).

Pierwszego dnia PO obudziłam się o 6:00, jak przez ostatnich osiem lat.

Mieszkanie było pełne kartonów po przeprowadzce, które dopiero czekały na swoje nowe miejsce, a gabinetu już nie istniał.

Przez chwilę byłam pewna, że za moment złapię torebkę, kluczyki i pojadę do pracy.

Nie pojechałam.
Zrobiłam kawę i odruchowo sięgnęłam po telefon, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie mam wyciszonych powiadomień.

Miałam wrażenie, że za chwilę ktoś napisze: „Asiu, będę 15 minut wcześniej.”albo „Czy mogę przełożyć wizytę?”

Nie było żadnej wiadomości.

Mimo to przez kolejne dni łapałam telefon co chwilę, jakby moje ciało wciąż czekało na sygnał, że znowu ktoś mnie potrzebuje, że trzeba już jechać, załatwiać, pomagać, ogarniać.

To był pierwszy raz, kiedy dotarło do mnie, że można zamknąć drzwi gabinetu, ale znacznie trudniej jest zamknąć drzwi w swojej głowie i przestać być w ciągłej gotowości.

Zastanawiam się…

Czy tylko ja przez lata tak bardzo przyzwyczaiłam się do bycia potrzebną, że kiedy wszystko ucichło, cisza okazała się bardziej niepokojąca niż ciągły pęd?

Jeśli też kiedyś złapałaś się na tym, że coś już się skończyło, a Ty nadal żyłaś tak, jakby trwało… przeczytam z ogromną ciekawością.

Nie jestem pewna, czy największym wyzwaniem jest samo bycie początkującym.Myślę, że największym wyzwaniem jest być począ...
10/07/2026

Nie jestem pewna, czy największym wyzwaniem jest samo bycie początkującym.
Myślę, że największym wyzwaniem jest być początkującym w miejscu, gdzie wszyscy zachowują się tak, jakby wszystko było oczywiste.

Dzisiaj byłam pierwszy raz na zajęciach na reformerach. Powiedziałam od razu, że jestem nowa i nic o tym nie wiem. Zorientowałam się, że wcale nie szukam idealnych instrukcji, tylko porozumienia, jednego spojrzenia, czy pytania: „Wszystko jasne?”. Jednego sygnału, że mam prawo czegoś nie wiedzieć.

Wracając do domu pomyślałam, że ta historia wcale nie jest o reformerach czy „złej” instruktorce.
Jest o tym, jak łatwo zapominamy, że dla nas coś jest codziennością, a dla kogoś innego właśnie zaczyna się pierwszy raz: • nowa praca • pierwszy dzień na studiach • pierwsza terapia • pierwszy warsztat • siłownia • spotkanie z grupą.

Pierwszy krok prawie zawsze wiąże się z niepewnością i wg mnie, największym prezentem, na dzień dobry, jaki możemy wtedy komuś dać, nie jest kompetencja ale poczucie bezpieczeństwa.

Waśnie dlatego, przygotowując nasz wyjazd dla kobiet, od początku wiedziałyśmy, że najważniejsze nie będzie to, ile wiedzy przekażemy i czy ktoś kiedyś np. tańczył. Najważniejsze będzie stworzenie takiej przestrzeni, w której nikt nie będzie musiał udawać, że już wszystko wie, umie i rozumie. Bo dopiero wtedy naprawdę można się dobrze bawić nowym.

Pomyślałam też o sobie, w kontekście moich 8 lat prowadzenia studia i chciałabym powiedzieć, że ja zawsze pamiętam, jak to jest być pierwszy raz.
🤔 Pewnie nie, ale bardzo chcę pamiętać.

Bo wiem, jak wiele zmienia jedna osoba, która potrafi zobaczyć człowieka, który właśnie robi swój pierwszy krok.

Jestem ciekawa…
Kiedy ostatnio to Ty robiłaś coś „pierwszy raz”? A może dziś to ktoś obok Ciebie stawia właśnie swój pierwszy krok?

Brzmi jak zaprzeczenie samo sobie, ale tak było.Dzisiaj myślę, że kiedy bardzo cierpimy, rzadko szukamy prawdy.Szukamy u...
09/07/2026

Brzmi jak zaprzeczenie samo sobie, ale tak było.

Dzisiaj myślę, że kiedy bardzo cierpimy, rzadko szukamy prawdy.
Szukamy ulgi zapewnienia, że to kiedyś się skończy. Kogoś, kto powie: „Rozumiem, to ma sens, jesteś na dobrej drodze.”

Ja też szukałam.
Od lat fascynuje mnie duchowość i filozofia. Więc kiedy moje życie zaczęło się rozpadać, zrobiłam to, co wydawało mi się najbardziej naturalne, zaczęłam jeszcze intensywniej szukać odpowiedzi właśnie tam. Im więcej ich znajdowałam, tym bardziej czułam, że się wchodzę w większy chaos i się oddalam, ale nie od duchowości tylko od siebie.

🤯 Każda odpowiedź miała sens, była mądra, była lub mogła być prawdziwa.
Ale… każda była opowieścią kogoś innego.
Pomimo wielkiej nadzieji doświadczyłam najtrudniejszego:
NIE DOZNAŁAM OLŚNIENIA 🤦🏼‍♀️
Nie znalazłam nauczyciela, który wszystko poukładał i w końcu zabrakło mi siły, żeby szukać dalej.
Trochę nie mając już wyjścia, zaczęłam słyszeć coś, czego wcześniej nie byłam w stanie usłyszeć - siebie.

Nie przestałam interesować się duchowością. Przestałam oczekiwać, że odpowie za mnie na pytania, na które tylko ja mogłam odpowiedzieć.

Zauważyłam, że ten mechanizm nie dotyczy tylko duchowości. Tak samo można oddać własne doświadczenie psychologii, medycynie, rozwojowi osobistemu, relacjom.
Każda z tych dróg może być ogromnym wsparciem, ale żadna nie przeżyje prawdziwie naszego życia za nas.

Być może właśnie dlatego, tworząc najbliższy wyjazd dla kobiet, nie chciałam budować kolejnej koncepcji, która mówi, jak należy żyć. Bardziej zależy mi na stworzeniu przestrzeni, w której każda z nas będzie mogła po prostu być, żyć, usłyszeć siebie i mieć ten święty czas tylko dla siebie.

Dzisiaj coraz mniej interesuje mnie, kto ma rację, za to coraz bardziej interesuje mnie, czy wśród wszystkich mądrych odpowiedzi świata nie zgubiłam własnego głosu.

Taki to dla mnie paradoks.
Czasem najbardziej duchowym momentem naszego życia nie jest ten, w którym znajdujemy kolejną odpowiedź, tylko ten, w którym przestajemy szukać jej wszędzie poza sobą.

Pewnie jeszcze nieraz złapię się na tym, że znowu szukam. W końcu jestem człowiekiem.

Rozbawił mnie ten obrazek (2 w karuzeli).Jeszcze kilka miesięcy temu pomyślałabym: “ale dobre”.Dzisiaj patrzę na niego t...
07/07/2026

Rozbawił mnie ten obrazek (2 w karuzeli).
Jeszcze kilka miesięcy temu pomyślałabym: “ale dobre”.
Dzisiaj patrzę na niego trochę inaczej.
Widzę w nim siebie sprzed pewnego czasu, ale nie dlatego, że pomagałam za dużo (pomagać nadal chcę). Tylko dlatego, że zapomniałam, iż człowiek pomagający też ma układ nerwowy 🙈💁🏼‍♀️.

Dzisiaj wiem już empirycznie coś, co wcześniej znałam niby tylko w teorii.

> Granice nie ograniczają miłości.<

One pozwalają jej przetrwać, a zdanie: “Dzisiaj nie przyjmuję energii innych. Regeneruję się.” nie jest oznaką egoizmu, jest oznaką odpowiedzialności.

Bo najlepszą wersję siebie mogę dać światu tylko wtedy, kiedy najpierw zadbam o to, żeby sama miała z czego dawać.

Ciekawa jestem, czy tylko ja musiałam nauczyć się tego w taki sposób. 🤔

A Ty? Regenerację traktujesz jako nagrodę… czy jako część swojej pracy? Napisz proszę.

Dopiero teraz widzę, jak bardzo mój układ nerwowy był zmęczony.Siedzę w naturze i czytam książkę 📖 Jeszcze kilka miesięc...
06/07/2026

Dopiero teraz widzę, jak bardzo mój układ nerwowy był zmęczony.

Siedzę w naturze i czytam książkę 📖 Jeszcze kilka miesięcy temu nie było to możliwe. Nie dlatego, że nie miałam czasu.
Mój mózg po prostu nie był w stanie.

Czytałam kilka zdań i po chwili nie pamiętałam, o czym były. Nie potrafiłam utrzymać uwagi. Miałam wrażenie, jakby wszystkie “bezpieczniki” w moim układzie nerwowym były przeciążone.

Przeczytałam już drugą książkę w ciągu miesiąca. Powiesz: „nic szczególnego”, ale dla mnie to znak, że wracam.
Wraca moja ciekawość, spokój, zdolność skupienia, radość uczenia się, przestrzeń na myślenie (nie overthinking).

Dopiero teraz widzę, jak bardzo moje ciało i układ nerwowy potrzebowały czasu. Nie kolejnego sposobu, jak mi się wydawało, ani większej dyscypliny, nie motywacji. Nie większego dociśnięcia.

Tylko bezcennego czasu i bezpieczeństwa, a przede wszystkim odpoczynku.

Może za miesiąc odkryję, że przede mną jest jeszcze kolejny etap tej drogi. Dzisiaj czuję coś, czego bardzo długo nie czułam.
> Jest mi dobrze <
I to jest dziś mój największy luksus.

Jeśli jesteś teraz w miejscu, w którym masz wrażenie, że już nigdy nie wróci jasność myślenia, lekkość, chęć życia czy tworzenia… Chcę tylko zostawić Ci jedną myśl: nie wypadasz z gry (ja tak myślałam). Twój układ nerwowy po prostu robi wszystko, żeby Cię ochronić.

Uwierz, kiedy poczuje, że jest bezpiecznie, wrócić do życia w sposób, którego dziś możesz jeszcze sobie nie wyobrażać. 🤍

Adres

Warszawa
Warsaw
01-249

Telefon

48663742989

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kalejdoskop Joanny umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Kalejdoskop Joanny:

Skróty

Udostępnij