16/09/2025
Ostatnio trafiłem na post nauczyciela, który po trzech latach pracy bez ocen stwierdził, że:
‘Szkoła bez ocen nie działa!’.
Czytając ten post przypomniałem sobie jeden z rozdziałów klasyka klasyków czyli książki Carla Rogersa pt.: Freedom to learn. Ów rozdział nosi tytuł:
‘Some Disappointments in Innovation – A pattern of Failure’.
Rogers choć był jednym z największych orędowników uczenia się opartego na wolności i relacjach – nigdy nie ukrywał, że innowacje w edukacji często nie przebiegają zgodnie z założeniami i zawodzą. Ale co ważne, nie dlatego, że same idee są złe (choć to też możliwe), tylko dlatego, że spotykają się z potężnymi barierami.
Rogers pisał, że rozczarowanie jest nieodłącznym elementem każdej próby zmiany systemu edukacji. To, co na początku brzmi obiecująco, w praktyce ujawnia opór systemu, lęki nauczycieli, przyzwyczajenia uczniów i rodziców. Nierzadko rezultaty są inne, niż zakładaliśmy – często, bardziej chaotyczne, prawie zawsze, mniej spektakularne. Ale to rozczarowanie nie jest dowodem na to, że innowacja była błędem, tylko że zderzyła się z realiami, które wciąż są mocno zakorzenione w starym paradygmacie.
Rogers podkreślał, że uczenie się oparte na autonomii, motywowane wewnętrznie, wymaga nie tylko odejścia od ocen, ale też stworzenia całego środowiska, które daje bezpieczeństwo, relacje, zaufanie i poczucie sensu. Jeśli oceny zostaną zniesione, ale wszystko inne – presja egzaminów, oczekiwania rodziców, brak czasu nauczyciela – pozostaje takie samo, to efekt faktycznie będzie rozczarowujący. Wtedy zamiast wolności rodzi się chaos.
Nauczyciel pisze, że „uczniowie zdolni sobie poradzą, a słabsi się gubią”. – Rogers ponad 50 lat temu miał podobne refleksje. W innowacjach najlepiej odnajdują się ci, którzy już mają silne zaplecze. Niektórzy twierdzą, że można ten poziom społecznego wsparcia, oszacować po liczbie książek, które dana rodzina ma w domu. Nie da się nie zgodzić z tą tezą. Ale jaki z tego wniosek?
Czy fakt, że osoby wywodzące się z uprzywilejowanych warstw społecznych mają większą łatwość w korzystaniu nowych rozwiązań, powinien spowodować rezygnację z prób ich wdrażania? Ci, którzy najbardziej potrzebują nowej jakości, łatwo zostają w tyle. To fakt. W mojej ocenie ta świadomość powinna stać się przesłanką do konkluzji, że do realnych zmian nie wystarczy usuniecie jednego elementu np.: rezygnacja z ocen. Potrzeba głębokiej transformacji kultury szkoły – by każdy uczeń mógł znaleźć w niej swoje miejsce i adekwatne wsparcie.
Rogers zauważał, że oczekiwania społeczne wobec szkoły są potężne. Rodzice i instytucje domagają się „mierzalnych efektów”, bo tego wymaga system rekrutacji i rynek pracy. W takiej rzeczywistości nawet najlepsza innowacja zostaje szybko „wciągnięta” z powrotem w logikę punktów, rankingów i egzaminów. I tu kryje się źródło największego rozczarowania – bo nauczyciel zostaje z poczuciem, że próbował czegoś nowego, ale system i tak zmusił go do starej gry.
Uważam, że te trzy lata pracy bez ocen są cennym doświadczeniem, które pokazuje, gdzie leżą prawdziwe trudności. Jeśli nie będziemy próbować, nie dowiemy się, co działa, a co wymaga dalszego namysłu. Rogers pisał, że każdy krok w stronę większej wolności w szkole – nawet jeśli kończy się rozczarowaniem – jest wkładem w szerszy proces zmiany. To nauczyciele tacy jak autor posta, którzy mają odwagę testować, sprawdzać i szczerze opowiadać o efektach, przesuwają granice myślenia o edukacji.
Ta praca to ważny sygnał dla całego środowiska: sama rezygnacja z ocen nie wystarczy, jeśli nie pójdą za tym inne zmiany – w relacjach z rodzicami, w systemie egzaminów, w metodach pracy. To konkretna wiedza, zdobyta w praktyce, której nie da się wyczytać z teorii. I właśnie dlatego jest tak cenna. Bardzo jestem wdzięczny za ten wkład.
Może więc warto spojrzeć na ten trzyletni wysiłek nie jak na dowód, że „szkoła bez ocen to ślepa uliczka”, ale jak na ważny etap drogi, który odsłonił, gdzie leżą prawdziwe bariery. Bo, jak pisał Rogers, prawdziwa zmiana w szkole nie polega na jednym geście czy reformie. Polega na budowaniu całego środowiska, w którym uczeń uczy się nie dlatego, że musi, ale dlatego, że odkrywa sens. A to jest droga długa, pełna rozczarowań – ale też jedyna, która prowadzi do realnej przemiany.
I na koniec pozwolę sobie na żarcik rodem z help desku IT. Od dziesięciu pracuję w szkole bez ocen. U mnie działa!