27/02/2026
Nigdy nie mieszkałem z ojcem. W miejscach, gdzie przebywałem jako dziecko, nigdy go nie było. Odwiedzałem go raz w roku na święta.
Nie miałem wzoru. Musiałem go stworzyć.
A czasami dostaje takie wiadomości,
bo pokazuje głównie moją teraźniejszość.
Wychowałem się tam, gdzie miłość
była oznaką słabości,
a liczyło się przetrwanie, siła i twardość.
Długo myślałem, że tak wygląda świat.
Dzisiaj pokazuję coś innego, bo już dawno wybrałem swoje własną drogę.
Miłość jako symbol siły, a obecność jako standard. I czułość jako podstawa.
To nie przyszło naturalnie, to była decyzja.
Wybrałem swoją drogę i przerwałem koło.
Nie musisz powtarzać środowiska, z którego pochodzisz, to wymaga stanięcia w prawdzie.
Bez obwiniania kogokolwiek, usprawiedliwiania siebie czy uciekania.
Historia może sporo wyjaśniać,
ale nie zwalnia nikogo z odpowiedzialności.
Jeśli nie miałeś wzoru, to możesz go zbudować.
18/02/2026
Tarcza, miecz i sterta kartek, na których zapisujemy powracające do dziecka/ nastolatka intruzywne myśli, obrazy, czy wspomnienia.
Takie, które przeszkadzają, deregulują, obniżają nastrój, czy możliwość działania.
Zapisane myśli można przeczytać, a następnie pognieść i załatwić je tarczą, mieczem, albo przy pomocy miecza i tarczycy skierować je do śmietnika.
Warto przy tej okazji sformułować myśli bardziej wspierające i sprawdzić, co się zmienia kiedy dziecko dopuszcza tę nową myśl?
Co możesz sobie pomyśleć w zamian?
Jak reaguje wtedy ciało?
Jakie pojawiają się myśli i emocje?
Co staje się nieco bardziej możliwe?
Jak to można spożytkować?
Dlaczego tak wiele dzieci uwielbia ten sposób na intruzywne myśli?
Bo są w nim w ruchu, aktywności, napięcie przekierowują na działanie, dają ujście złości i zniecierpliwieniu, tworzą przestrzeń na nową bardziej użyteczną jakość. Ale mogą przy tym zrobic bałagan i chaos z którego wyłania sie ulga.
Przyda się komuś? Do domu lub gabinetu?
25/01/2026
Najbardziej ignorowana scena z życia Jezusa
Jezus wywracający stoły w świątyni.
Ta scena bardzo nam nie pasuje.
Dlatego często ją omijamy albo mówimy o niej półgłosem.
Łatwiej wierzyć w Jezusa cichego, potulnego, zawsze miłego.
Takiego, który wszystko znosi i nigdy się nie unosi.
Może ten obraz jest wygodny.
Bo usprawiedliwia bierność.
Od dziecka słyszymy:
„Nie awanturuj się.”
„Zachowuj się.”
„Gniew to brak klasy.”
„Dobry człowiek jest spokojny.”
Tylko że Jezus w tej scenie nie był spokojny.
Był stanowczy, bo widział niesprawiedliwość.
I zareagował.
Dlaczego ten obraz tak nas niepokoi?
Może dlatego, że boimy się własnej złości.
Bo jeśli dopuścimy myśl, że czasem grzeczne stawianie granic nie wystarcza,
to trzeba będzie zapytać siebie:
gdzie dziś milczę, choć ktoś mnie albo innych krzywdzi?
Znam to z własnego doświadczenia.
Pracowałem z osobami w kryzysie bezdomności.
Wiem, czym jest łagodność i dialog.
I wiem też, że bywają sytuacje, w których to nie wystarcza.
Są momenty, gdy trzeba stanąć naprawdę twardo,
żeby ochronić siebie albo kogoś słabszego.
To nie jest zemsta ani chęć dominacji.
To obrona granicy.
Może u Ciebie wygląda to tak:
ktoś w pracy regularnie Cię poniża, a Ty milczysz „bo tak wypada”.
Ktoś krzyczy na Twoje dziecko, a Ty nie reagujesz „żeby nie robić sceny”.
Ktoś przekracza Twoje granice, a Ty udajesz, że nic się nie stało.
Mówisz sobie: „nie warto się kłócić”,
„będzie tylko gorzej”,
„muszę nad sobą panować”.
Tylko że to nie zawsze jest miłość.
Często to jest lęk przed konfliktem.
Jezus nie był ani agresywny, ani uległy.
Był odważny.
A czasem odwaga oznacza powiedzenie „dość” tak,
żeby ktoś naprawdę to usłyszał.
Po to, żeby zatrzymać zło.
Jeśli ta scena z Ewangelii Cię niepokoi,
być może dotyka tej części Ciebie,
która boi się własnej siły.
Piszę o tym, bo sam długo bałem się swojej złości.
A dziś wiem, że bez niej nie ma ani spokoju, ani miłości.
Edit: widzę po komentrzach, że to Wasza ulubiona scena, cieszę się 😊😊
Kacper
28/12/2025
Dziś jest Dzień Świętej Rodziny.
I to jest dobry dzień, żeby oddzielić świętość od iluzji.
Bo zbyt często słowo „rodzina” służy dziś do usprawiedliwiania rzeczy, które z miłością nie mają nic wspólnego.
Zbyt często słyszymy: „trzeba wytrwać, bo to rodzina”, „dzieci”, „sakrament”, „Bóg tak chce” - i tymi słowami często przykrywamy przemoc, upokorzenie, strach i chaos.
A to nie jest świętość.
To jest nadużycie.
Dzisiejsza Ewangelia pokazuje Józefa jako głowę domu.
Nie jako tyrana.
Nie jako człowieka sparaliżowanego ego, uzależnieniem czy biernością.
Nie jako tego, który zrzuca odpowiedzialność na Maryję...
Józef działa.
Wstaje w nocy.
Chroni.
Bierze odpowiedzialność.
Ryzykuje własnym komfortem, żeby ocalić rodzinę.
To jest biblijna definicja głowy domu:
odpowiedzialność, czujność, gotowość do poświęcenia.
Nie władza.
Nie kontrola.
Nie strach.
Jeśli „głowa” tonie - w alkoholu, przemocy, ego, manipulacji albo emocjonalnej nieobecności - to dokąd ma iść reszta ciała?
Wiele kobiet i wielu mężczyzn zostaje w przemocowych związkach „ze względu na dzieci”.
Dzieci nie potrzebują przemocy w imię rodziny.
Trwanie w przemocy nie jest cnotą.
Nazywanie jej świętością - jest kłamstwem!
Ojciec poniżający matkę.
Matka wyżywająca się emocjonalnie na ojcu.
Związek, w którym jedno się stara, a drugie „ma to gdzieś”.
Relacja oparta na strachu, ciszy karzącej, wybuchach albo kontroli, gdzie nigdy niewiadomo co się będzie działo...
To nie jest droga.
To nie jest małżeństwo.
To nie jest miłość.
Dziś wielu ludzi jeszcze raz „przyklepie” swoją iluzję świętej rodziny.
Złożą ręce do modlitwy.
Wysłuchają Ewangelii.
Skiną głową.
A potem wrócą do domu i wyładują napięcie na tych, którzy są najbliżej...
Na żonie.
Na mężu.
Na dzieciach.
Religijne gesty nie oczyszczają przemocy w sposób magiczny!
Modlitwa nie usprawiedliwia krzyku, pogardy, manipulacji ani emocjonalnego terroru.
Nie ma świętości tam, gdzie po nabożeństwie nie ma opanowania, odpowiedzialności i pracy nad sobą.
Wiara, która nie zmienia zachowania w domu,
staje się pusta i bezwartościowa.
A z czasem staje się wygodną zasłoną dla ranienia innych.
Małżeństwo to wspólna odpowiedzialność.
Miłość ma dojrzewać i z biegiem czasu wydawać więcej dobrych niż złych owoców- nie ranić się w imię „tak już jest”, "tak już musi być"...
Warto reflektować:
W jakiej atmosferze kąpią się moje dzieci?
Jakie słowa słyszą i jakie gesty widzą?
Jaką definicję miłości przekazuję im każdego dnia?
Czy życzyłabym mojemu synowi, mojej córce relacji takiej, jaką ja tworzę?
Czy naprawdę biorę odpowiedzialność za to, kim się staję jako mąż, żona, ojciec, matka?
02/11/2025
Jak wesprzeć dziecko, które straciło bliską osobę?
Być może te kilka wskazówek okażą się dla Was pomocne.
❤️🩹Zdarza, się, zwłaszcza kiedy strata bliskiej osoby jest nagła, że ostatni obraz jaki został dziecku w pamięci jest przytłaczający, niepokojący.
Warto uznać ten niepokój, dać dziecku do niego prawo, i zwrócić się ku nadziei np. poprzez pytanie: Jak masz nadzieję, że zmieni się ten obraz z czasem? Jaki obraz tej osoby chciałbyś zachować w pamięci?
❤️🩹Zdarza się, że dziecko nie zdążyło powiedzieć bliskiej osobie czego ważnego, albo czekało, że coś od niej usłyszy.
Warto dać dziecku możliwość wypowiedzenia tego, na co nie starczyło czasu:
Co ta osoba chciałby Ci powiedzieć, gdyby była tu z nami?
Co ta osoba mówiła tobie wcześniej co było wspierające?
Co ty chciałbyś jej powiedzieć?
Jak uważasz, co ta osoba chciałaby teraz, żebyś zrobił/ a w swoim życiu?
❤️🩹Pomocny może być rytuał symbolicznego pogrzebu, zwłaszcza przy nagłej śmierci, podczas którego dziecko może powspominać, popłakać, pożartować, podziękować i pożegnać się ze zmarłą osobą.
❤️🩹Użyteczne może być także strzepnięcie napięcia w ruchu, płaczu, a nawet śmiechu.
❤️🩹I jak zawsze, wspierając dziecko, po zranieniach, warto dawać mu przestrzeń do wyrażania emocji, czy wątpliwości, oraz masę akceptacji i delikatności.
Wszystkiego łagodnego
Marta
02/11/2025
"Moja żałoba najczęściej przychodzi jako uczucie słabości ciała.
Ciężko mi wtedy wstać z krzesła, mój chód jest spowolniony, oddech staje się ciężki. Tęsknota zmienia czas na przeszły – bo coś było, a nie jest i nigdy już nie będzie, i nic nie można z tym zrobić. Tkwię w bezsilności...
(...)
W Marcie widzę złość i chęć doświadczenia sprawczości. Jest to niekiedy bardzo potrzebne; Martę wyprowadza to na drogę, prowadzi do szukania odpowiedzi, zrozumienia, sensu. Udaje jej się nawiązać dialog z Jezusem i znaleźć w sobie wiarę: „Wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Zuchwałość, desperacja, postawienie wszystkiego na jedną kartę.
Marto, jak ja cię lubię w tym momencie! Ja, która w żałobie najczęściej, tak jak Maria, próbuję przejść w stan hibernacji i wykonać plan minimum, czyli przetrwać – dziękuję ci, że jesteś właśnie taka!
Chociaż wierzę w Mesjasza równie mocno, wiem, że doświadczę innych cudów wskrzeszenia niż ty. Ale dziękuję, że pokazujesz mi, iż nawet mimo ogromnej straty wyruszenie w drogę – i znalezienie sensu – jest możliwe.
Błogosławieni ci, którzy nie mają już nic do stracenia, bo ich desperacja pozwala im widzieć w Bogu Zbawiciela. I w dialogu z Nim, w rozmowie pełnej szczerości, mimo bólu znaleźć nadzieję."
(fragment książki "Maria i Marta. Jak poczuć się spełnioną mimo wewnętrznych trudności, Wydawnictwo WAM)