11/04/2020
Niezwykła historia na ten czas. Można wykorzystać do opowiedzenia rodzinie albo młodzieży.
Jeremy urodził się z nieuleczalną chorobą, która stopniowo niszczyła jego ciało. Rodzice, chcąc zapewnić mu jak najnormalniejsze życie, posłali go do szkoły. Ale mając dwanaście lat, Jeremy nadal był w drugiej klasie. Zdarzało się, że chłopiec siedział na lekcji cały powykręcany i nieobecny. Wydawał przy tym z siebie dziwne odgłosy i pomruki. Innymi razy - jakby za dotykiem światła przenikającego do głębi jego umysłu - wypowiadał zrozumiałe i poprawne zdania. Nauczycielka Doris Miller często była rozdrażniona z jego powodu. W końcu zdecydowała porozmawiać z rodzicami. "Jeremy powinien być w szkole specjalnej"- powiedziała bez ogródek. "Tu nie jest właściwe miejsce dla niego. Między nim a pozostałymi dziećmi jest aż pięć lat różnicy". Matka chłopca się rozpłakała. "Pani Miller"- odezwał się ojciec - "ale w pobliżu nie ma takiej szkoły. Jeremy bardzo by to przeżył, gdybyśmy stąd go zabrali. Jemu naprawdę się tu podoba."Jeszcze przez długą chwilę po ich wyjściu, Doris tkwiła w zamyśleniu. Próbowała wczuć się w ich sytuację; ich jedyne dziecko było nieuleczalnie chore. "Ale nie mogę go dłużej trzymać w mojej klasie"- przekonywała samą siebie. "Jeremy potrzebuje dużo mojej uwagi, a przecież są jeszcze inne dzieci. Przecież on nawet nie jest w stanie nauczyć się czytać i pisać."Kiedy tak rozważała tę sytuację, ogarnęło ją poczucie winy. "O Boże, ja tu rozczulam się nad sobą, kiedy moje problemy są niczym wobec problemów tej rodziny. Proszę Cię, daj mi więcej cierpliwości do Jeremiego." Od tego dnia bardzo starała się nie denerwować dziwnym zachowaniem chłopca. Przed Wielkanocą nauczycielka opowiadała klasie historię Jezusa. Dla podkreślenia kwestii rodzącego się nowego życia dała uczniom plastikowe jajka. Mieli je zabrać do domu, a następnego dnia przynieść z powrotem do szkoły, ale do środka włożyć coś, co właśnie symbolizuje nowe życie. Tego popołudnia i wieczorem Doris miała mnóstwo pracy w domu i zapomniała zadzwonić do rodziców Jeremiego, żeby wyjaśnić, na czym polega zadanie domowe. Następnego dnia cała dziewiętnastka uczniów ułożyła plastikowe jajka w dużym wiklinowym koszyku na biurku nauczycielki. W pierwszym Doris znalazła kwiatek. "Tak, kwiatek jest symbolem nowego życia. Kiedy rośliny zaczynają wyrastać z ziemi, to jest dla nas znak, że przyszła wiosna. "To moje j***o"- powiedziała pyzata dziewczynka z pierwszej ławki. Następne w środku miało motylka."Wiemy, że gąsienica przemienia się w pięknego motyla, Z pewnością jest on symbolem nowego życia. Bardzo dobry pomysł." Mała Anne z dumą przyznała się do swej własności. Nauczycielka otworzyła kolejne j***o. Na moment zawahała się. Było puste! "To pewnie j***o Jeremiego- pomyślała. "Tak jak przypuszczałam; nie zrozumiał, o co mi chodziło.". W tym momencie pożałowała, że nie zdążyła zadzwonić do jego rodziców. Nie chcąc urazić chłopca, dyskretnie odłożyła j***o na bok i sięgnęła po następne. Wtedy odezwał się Jeremy - "Czy nie powie Pani nic o moim jajku?" - usłyszała. Chłopiec patrzył jej prosto w oczy. - "Ale ono jest puste! - "Tak, ale grób Jezusa też był pusty". Zapadła cisza. W końcu, po dłuższej chwili, Doris zapytała - "Czy wiesz, dlaczego był pusty?" - "O, tak! Jezus został zabity i tam włożony, a potem Ojciec Go wskrzesił". Zadzwonił dzwonek. Kiedy dzieci wychodziły z klasy, Doris siedziała przy biurku, płacząc ze wzruszenia. Trzy miesiące później Jeremy zmarł. Ci, którzy przyszli na pogrzeb prawdopodobnie dziwili się, widząc na trumnie 19 jajek- wszystkie puste w środku.
"Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach (...) Tymczasem Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli" (1 List do Koryntian 15:17, i 20)