21/05/2026
Poznałam kiedyś parę, która na pierwszy rzut oka wyglądała jak spełnienie seksualnej fantazji wielu ludzi.
On dominujący.
Pewny siebie.
Stanowczy.
Ona miękka, kobieca, uległa i bardzo oddana.
Mówili, że na początku działało między nimi wszystko.
Chemia była ogromna.
Seks intensywny.
Napięcie między nimi wręcz uzależniające.
A potem zaczęło się coś zmieniać.
Ona coraz częściej zamykała się podczas bliskości.
Coraz mniej chciała seksu.
Coraz bardziej „odpływała” emocjonalnie.
On próbował jeszcze mocniej przejąć kontrolę.
Myślał, że potrzebują więcej dominacji, mocniejszych bodźców, większego prowadzenia.
Ale… ona już tego nie chciała.
Bo bardzo często ludzie mylą uległość z odcięciem od siebie.
A prawdziwe poddanie rodzi się wyłącznie wtedy, kiedy ciało czuje bezpieczeństwo, wybór i pełną zgodę.
Jej ciało coraz bardziej zamieniało się w napięcie.
Spięta miednica.
Płytki oddech.
Brak czucia.
Coraz większa frustracja i zmęczenie.
Kobiece ciało otwiera się wtedy, kiedy może być prawdziwe.
***
I once met a couple who, at first glance, looked like the fulfillment of many people’s s*xual fantasy.
He was dominant.
Confident.
Decisive.
She was soft, feminine, submissive, and deeply devoted.
They said that in the beginning, everything between them worked.
The chemistry was intense.
The s*x passionate.
The tension between them almost addictive.
And then something started to change.
She began shutting down more and more during intimacy.
She wanted s*x less and less.
Emotionally, she started drifting away.
He tried to take even more control.
He thought they needed stronger dominance, more intensity, more leading.
But… she no longer wanted that.
Because very often people confuse submission with disconnection from oneself.
And true surrender can only exist when the body feels safety, choice, and full consent.
Her body was turning more and more into tension.
A tight pelvis.
Shallow breathing.
Numbness.
Growing frustration and exhaustion.
A woman’s body opens when it is allowed to be real.
18/05/2026
Wiele osób myli chemię z chaosem emocjonalnym.
Jeżeli całe życie kojarzyłeś miłość z niepewnością, odrzuceniem albo walką o uwagę - spokojna relacja może wydawać się „bez chemii”.
Układ nerwowy uzależniony od adrenaliny bardzo często myli stres z pożądaniem.
Dlatego część ludzi wraca do toksycznych partnerów, a przy zdrowych osobach mówi:
„czegoś mi brakuje”.
Ta**raSOMA uczy, że prawdziwa chemia zaczyna się wtedy, kiedy ciało jednocześnie czuje bezpieczeństwo i pragnienie.
Kiedy możesz odpuścić kontrolę,
a jednocześnie nadal czujesz ogień.
I właśnie taka kombinacja zmienia relację w coś żywego. ✨
***
Many people confuse chemistry with emotional chaos.
If all your life you associated love with uncertainty, rejection, or fighting for attention — a calm relationship may feel like it has “no chemistry.”
A nervous system addicted to adrenaline will often mistake stress for desire.
That’s why some people keep returning to toxic partners, while with healthy ones they say:
“something is missing.”
Ta**raSOMA teaches that real chemistry begins when the body feels both safety and desire at the same time.
When you can let go of control,
and still feel the fire.
And that combination is what transforms a relationship into something truly alive. ✨
14/05/2026
Mężczyźni często pytają mnie na warsztatach Ta**raSOMA, dlaczego na początku relacji kobieta była pełna ognia, czułości i pożądania… a po kilku latach coraz częściej mówi, że „jest zmęczona”, „nie ma nastroju” albo „po prostu jej się nie chce”.
Pamiętam jedną parę.
On naprawdę się starał. Organizował wyjazdy, kupował bieliznę, oglądał poradniki o tym, jak lepiej zaspokoić kobietę. Był przekonany, że potrzebują więcej namiętności i mocniejszych bodźców.
A ona podczas sesji powiedziała jedno zdanie: „Ja od miesięcy ani razu naprawdę się nie rozluźniłam.”
I nagle zrobiła się cisza.
***
Kobiece ciało bardzo mocno reaguje na stan układu nerwowego.
Jeżeli kobieta przez cały dzień funkcjonuje w napięciu, presji, kontrolowaniu emocji, obowiązków i ludzi wokół siebie, jej ciało stopniowo przestaje czuć przyjemność w pełni.
I wtedy nawet najlepsza technika seksualna często trafia w ciało, które od dawna potrzebuje czegoś innego: bezpieczeństwa, obecności, miękkości i przestrzeni na odpuszczenie kontroli.
-----
Men often ask me during Ta**raSOMA workshops why, at the beginning of a relationship, a woman was full of fire, tenderness, and desire… and after a few years she increasingly says she’s “tired,” “not in the mood,” or that she “just doesn’t feel like it anymore.”
I remember one couple.
He was genuinely trying. He organized trips, bought lingerie, watched tutorials on how to satisfy a woman better. He was convinced they needed more passion and stronger stimulation.
And during one session, she said just one sentence:
“For months, I haven’t truly relaxed even once.”
And suddenly, there was silence.
A woman’s body responds very deeply to the state of her nervous system.
If a woman spends her days functioning in tension, pressure, emotional control, responsibilities, and managing the people around her, her body gradually stops fully feeling pleasure.
And then even the best s*xual technique often reaches a body that has needed something entirely different for a long time: safety, presence, softness, and space to let go of control.
08/05/2026
Są takie kobiety, które nie wyglądają na zmęczone.
Wszystko u nich działa.
Ogarniają życie, emocje, ludzi.
Są silne.
A jednak coś w nich nie kończy się razem z dniem.
Zostaje w ciele.
Cicho pulsuje.
I wraca w momentach, kiedy robi się naprawdę blisko.
Bo siła, której nas nauczono, często oznacza jedno: kontrolę.
A ciało nie otwiera się w kontroli.
Ciało otwiera się w czuciu.
I kiedy przez lata uczysz je napięcia i „radzenia sobie”… ono zaczyna milknąć.
Aż pojawia się to zdanie:
„Nie wiem, o co chodzi… ale nic nie czuję”.
W mojej pracy to nie są spektakularne momenty, które zmieniają wszystko.
To raczej ta chwila, kiedy kobieta pierwszy raz zauważa, że jej ciało nie potrzebuje więcej kontroli… tylko więcej prawdy.
***
There are women who don’t look tired.
Everything in their lives works.
They manage life, emotions, people.
They are strong.
And yet, something in them doesn’t end with the day.
It stays in the body.
It pulses quietly.
And it comes back in the moments when things get truly close.
Because the kind of strength we were taught often means one thing: control.
And the body doesn’t open in control.
The body opens in feeling.
So when, for years, you train it to stay tense and “handle things”… it slowly goes silent.
Until one day, a sentence appears:
“I don’t know what’s wrong… but I feel nothing.”
In my work, it’s not the spectacular moments that change everything.
It’s that quiet moment when a woman realizes, for the first time,
that her body doesn’t need more control…
it needs more truth.
05/05/2026
Odkąd zaczęłam pracować z kobietami i ich seksualnością (a było to już jakiś czas temu), regularnie spotykam jeden typ historii.
Tę „miłą dziewczynę”.
Taką, która jest świetną partnerką.
Wyrozumiałą.
Otwartą.
„Bezproblemową”.
I zwykle gdzieś między jednym a drugim zdaniem pada coś w stylu:
„Ja właściwie nie wiem, czego chcę…”
albo
„Mi jest wszystko jedno”.
I zawsze wtedy mam jedną myśl.
To nie jest prawda.
To jest wyuczone.
Bo istnieją, przynajmniej w moim doświadczeniu, dwa typy kobiet.
Pierwszy: taki, który naprawdę czuje swoje ciało.
Wie, kiedy chce bliżej, a kiedy potrzebuje przestrzeni.
Wie, jaki dotyk ją otwiera, a jaki zamyka.
I drugi: taki, który nauczył się być „miły”.
Czytać drugą osobę.
Dostosowywać się.
Nie robić problemów.
I bardzo często to właśnie ten drugi typ słyszy później, że „coś z chemią nie gra”.
A ja wtedy patrzę na to trochę inaczej.
Bo chemia znika tylko tam, gdzie wszystko jest wygładzone.
I w tym wszystkim najbardziej porusza mnie jedna rzecz.
Że wiele kobiet naprawdę wierzy, że to właśnie to czyni je „dobrymi partnerkami”.
A tymczasem ciało działa inaczej.
Ciało potrzebuje prawdy.
Reakcji.
Granicy.
Czasem nawet niewygody.
Bo dopiero wtedy zaczyna się coś dziać.
I jeśli miałabym zostawić jedną myśl, to byłaby ona bardzo prosta.
Obyśmy jak najdłużej miały odwagę nie być „łatwe w obsłudze”.
I obyśmy coraz częściej wybierały bycie prawdziwą… zamiast bycia wygodną :)