18/11/2014
Ireneusz Krosny: Nie da się powiedzieć: będę mężem, tylko że mnie nie będzie.
“Gdy po raz pierwszy występowałem w Ameryce poprosiłem organizatorów, by w ramach wynagrodzenia zamiast pieniędzy mój spektakl został zrecenzowany przez zawodowych krytyków. I tak się stało. Występ odbywał się w Chicago i po nim otrzymałem prestiżową “Critics Choice” - nagrodę krytyków gazety “Chicago’s Leader”. Uznali oni, że mój występ był najciekawszym wydarzeniem, jakie odbyło się wtedy w Chicago. Zaowocowało to tym, że podczas moich kolejnych występów teatry zaczęły się wypełniać po brzegi, a ja dostawałem coraz to nowe zaproszenia do Ameryki. Po jakimś czasie pojawiła się propozycja półrocznego tournee po USA, od wybrzeża do wybrzeża. Tyle tylko, że akurat na początku tego tournee miało mi się urodzić drugie dziecko. Miałem więc do wyboru: zostawić żonę na pół roku, z porodem, pierwszymi miesiącami po porodzie oraz dwójkę dzieci do opieki i samemu robić karierę w Ameryce, albo powiedzieć: “niestety, nie mogę teraz pojechać do Ameryki”. Powiedziałem Amerykanom “nie”. A oni się pytają:
- Ale dlaczego nie?
- Nie mogę, bo w tym czasie moja żona będzie rodzić drugie dziecko.
- To zabierzemy ją na Florydę do najlepszego szpitala.
- Ale ona nie będzie tam miała nikogo bliskiego.
- To wynajmiemy jej dwie niańki do dzieci.
- Ale ona nie wychodziła za niańki, tylko za mnie.
- To o co Panu chodzi? O pieniądze
- Nie, nie chodzi mi o pieniądze. Jedynie o to, abym był przy żonie wtedy, kiedy zaczyna się nowe życie, kiedy jest dla niej najtrudniejszy okres.
Nie mogli tego zrozumieć, mówili:
- Proszę Pana, jak Pan zrobi to półroczne tournee, to zarobi Pan tyle, że potem może Pan przez pięć lat siedzieć z żoną w domu.
- Zdaję sobie z tego sprawę, ale ja nie wiem, czy wtedy będę jeszcze potrzebny.
I odmówiłem. Taka okazja po raz drugi oczywiście mi się nie powtórzyła. Mogłem zostać słynnym mimem w Ameryce i kto wie, co by się działo. Nie zostałem. Ale nie żałuję. Moi koledzy artyści, ktorzy w podobnych sytuacjach do mojej dokonywai innych wyborów, co prawda zrobili wielkie kariery, ale przeważnie są już po dwóch czy trzech rozwodach. Czy oni tak planowali? Absolutnie nie. Każdy z nich, gdy obiecywał pierwszej żonie, że zwiąże się z nią na zawsze, faktycznie tak myślał. Tylko co się potem działo? Otóż zwyczajnie, w którymś momencie, pojawiała się jakaś bardzo atrakcyjna propozycja, potem kolejna jeszcze ciekawsza, lepiej płatna i bardziej prestiżowa, potem jeszcze kolejna. I oni za każdym razem kalkulowali sobie: “To już naprawdę ostatni raz, ale jeszcze z tej propozycji skorzystam, nie mogę przecież przepuścić takiej okazji”. Tylko że gdy tak postępujemy, gdy z powodu pracy brakuje nam czasu dla rodziny, to rozwód nie jet już potem życiową tragedią a jedynie potwierdzeniem faktu, że żyjemy osobno. Po prostu takie są bezwzględne fakty, które po pewnym czasie trzeba jedynie sformalizować. Nie da się powiedzieć: będę mężem, tylko że mnie nie będzie. Będę ojcem, tylko że mnie nie będzie. To jest całkowicie niemożliwe”.
Ireneusz Krosny, fragment książki “Laboratorium miłości. Tom 2: Po ślubie”