12/11/2022
Są takie książki, z którymi chodzi się wiele dni: w plecaku, rękach, głowie. Nie pozwalają się uwolnić, nie dają oddechu nawet w przerwie na prysznic czy gotowanie. Jesz i mielesz w ustach słowa, rozgryzasz te historie. Czujesz się po nich jak w transie, to czysty literacki haj. Robi to ze mną "Przesilenie" Katherine May. Nie jestem narratorką tej powieści, ale też jestem nią. Dostałam tę książkę od wydawnictwa Znak (Wydawnictwo Znak), bo jako oligofrenopedagożka zajmuję się neuroróżnorodnością i wiele już na ten temat przeczytałam. Mam za sobą też okres doszukiwania się atypowości u wszystkich, kogo znam i lubię, bo coś musi sprawiać, że będąc na bakier z jakimikolwiek wspólnotami, tutaj udaje mi się utrzymywać kontakty i nie uciekać za często do swojego świata. To moje słowa, ale też bohaterki, która w dorosłości dzięki audycji radiowej zaczyna skłaniać się ku myśli, że jej od dziecka leczone lub nieleczone przez specjalistów depresje są spowodowane autyzmem. Tę drogę do oswojenia się z diagnozą odbywa w najlepszy możliwy sposób: uprawiając filozofię chodzenia i rzucając się w szalony wir wysiłku fizycznego ponad miarę, tylko po to — by przemyśleć swoje życie; odkryć na nowo wszystkie chwile, w których czuła się niedopasowana, uchodziła za arogancką, nieempatyczną, nieromantyczną, przerażoną chaosem macierzyństwa i hałasem wydawanym przez dziecko. (Życie ze słuchawkami wyciszającymi to zbawienie, chętnie powiedziałabym o tym May). Ta powieść drogi to pamiętnik, strumień świadomości i esej filozoficzny, w którym zatapiasz się tak samo, jak May wielokrotnie grzęźnie w błocie podczas wędrówki po drodze mającej 630 mil. To opowieść o frustracji, która sprawia, że jednocześnie współczujesz bohaterce i nie darzysz jej sympatią, bo ma trudny charakter, ale uściśniecie sobie dłonie, bo dobrze wiesz, czym jest maskowanie, chęć bycia hipernormalnym, przy jednoczesnym niedopasowaniu własnych zainteresowań do tych, które ma twoje otoczenie i inne kobiety, to zgadzanie się także na nadużycia seksualne, bo człowiek tak bardzo chce być miły, jak inni ludzie, że nie wie, kiedy zaprasza zboczeńców. Zabawne były wspomnienia z gabinetu ginekologicznego, rozważania o tym, gdzie przebiegają granice intymności, przybijałam jej piątkę, gdy mówiła, że stomatolog jest najlepszym z lekarzy, bo nie chce z nami rozmawiać i wtedy, gdy wspominała, kocha naturę, ale spanie w dziczy jest koszmarem, bo nie można zmyć z siebie całego dnia - znam ten zły sen, do tego ciągłe wołanie mojego imienia, czasami liczba bodźców przekracza wszelkie granice. To książka edukująca o autyzmie, przede wszystkim o kobiecej neuroróżnorodności, ale też powieść o wędrówce, która jest dobra jak chleb i chcesz natychmiast wyjść, zawiązać buty i iść ze sobą i światem w zgodzie.