08/09/2025
Biała willa w sercu zielonego Żoliborza…
Niepozorna z zewnątrz. A jednak — miejsce, w którym przez ostatni rok wydarzyło się dla mnie coś, co kiedyś wydawało się kompletnie niepojęte.
Wchodziłem tam po raz pierwszy z pewną obawą. Było we mnie zdziwienie — to pozytywne, podszyte nadzieją i ekscytacją. Miałem w sobie ciekawość, otwartość na nowe doświadczenia i ludzi. Po pewnym czasie spędzonym poza systemem, po trudnych lekcjach zaufania, po obserwacji jak łatwo obrać kierunki które prowadzą donikąd i zniszczyć zasiane ziarna, zacząłem dostrzegać coś rzadkiego.
Autentyczność.
To, co dzieje się w tej szkole, miało źródło w sercach ludzi, którzy ją tworzyli. Zbudowali mega zgrany i ambitny zespół. Bez przymusu. Bez sztuczności. Bez niepotrzebnego chaosu — a jeśli już był, to taki, który miał swój sens. Emocje? Obecne. I mile widziane. Te małe i te wielkie, te wyrażane przez dzieci i przez dorosłych — zawsze znajdowały przestrzeń, by się wydarzyć. Bez skrępowania, bez oceniania. Zawsze z otwartością. To są jego podstawy.
Pomoc? Zawsze. Gdy poczujesz, że dzieje się coś niezgodnego z Twoim sumieniem. Czasem wystarczy spojrzenie. Albo dźwięk Slacka.
Relacje są tutaj fundamentem. To one są najważniejsze. Każdy — naprawdę każdy — może liczyć na wsparcie. Niezależnie od wieku. Dzięki temu ta przestrzeń pozwala być sobą. A przecież to nie takie oczywiste w świecie, który często oczekuje, że będziemy kimś innym.
Tu nie ma łatek. Nie ma kategorii. Nie ma etykiet.
Jest za to codzienna uważność — na drugiego człowieka i na siebie samego.
Jest miejsce na dobro. Tak po prostu.
I czuję, że to nie jest przypadek. Tak było. Tak jest. I wiem, że tak będzie.
Można by powiedzieć: to tylko praca.
Z formalnego punktu widzenia — może i tak.
Ale serce mówi coś innego: to coś znacznie więcej.
Dzięki tym ludziom, małym i dużym, codziennie wstaję z radością i ciekawością, co przyniesie nowy dzień.
Ta szkoła nie tylko uczy. Ona buduje.
Uczy, że można popełniać błędy.
Daje przestrzeń do wzrastania — małym i dużym sercom.
Tu spotykamy światy, których nikt nie chce zmieniać — tylko poznawać. Niczym Sławosz w kosmosie.
Nikt nie zabiera dzieci w przestrzeń oderwaną od rzeczywistości, ale pozwala im spojrzeć z innej perspektywy.
To tu, każdego dnia, wyruszamy w empatyczne misje — w głąb siebie, ku drugiemu człowiekowi, przez galaktyki emocji i planety pytań, które nie muszą mieć od razu odpowiedzi.
Chaos bywa częścią planu, a szczerość — najważniejszym paliwem.
Silniki tej szkoły napędzane są relacjami, a systemy podtrzymywania życia to uważność, czułość i natychmiastowe wsparcie.
Bez skafandrów. Tu każdy może być sobą — i właśnie w tym tkwi siła tej podróży.
Choć to tylko 10 pomieszczeń w willi przy cichej uliczce, to wewnątrz...
wewnątrz to odyseja. Pełna małych i wielkich odkryć.
Tu uczymy się, że błądzić to część trajektorii, a każde lądowanie — nawet awaryjne — ma sens, jeśli jesteśmy razem.
To nie tylko szkoła.
To codzienna ekspedycja — ku człowieczeństwu, ku wspólnocie, ku temu, co naprawdę ważne.
Niczym Sławosz. Sky is the limit.
I za to — z całego serca — dziękuję.