15/09/2026
We wrześniu odwiedzamy szkoły aby odbyć z dziećmi lekcje pokazowe. Chcemy, żeby zobaczyły na czym polegają nasze zajęcia. Że nie są one skierowane do przyszłych adeptów sztuki aktorskiej, wręcz przeciwnie. To miejsce dla tych, którzy chcą uwolnić swoją kreatywność, eksplorować swoje pomysły, rozwijać się a wszystko to w bezpiecznej atmosferze pełnej aprobaty i intensywnej energii.
Dziś nasz trener po jednych takich zajęciach wyszedł z klasy i jeszcze przez chwilę bawił się z dzieciakami na korytarzu.
Podeszła do niego nauczycielka i zapytała: „czy Pan jest normalny?”. Odezwała się do niego jak do ucznia, którego należy zrugać.
Nasz trener zdziwiony zapytał czy zrobił coś nie tak i czy spowodował jakiś kłopot.
Na co nauczycielka: „bo pan tutaj ich rozkręca, a ja muszę ich upominać. Tu są pewne zasady, proszę się do nich stosować”.
Nasz trener na to, że to jest nasza praca, rozwijamy dzieci właśnie poprzez taką intensywną ekspresję.
Na co nauczycielka: „kończę tą dyskusję, do widzenia”. I poszła.
Oczywiście rozumiemy jej perspektywę: nauczyciel w szkole ma swoje zadania, do których należy pilnowanie porządku a następnie przekazanie dzieciom wiedzy. Z perspektywy pracownika szkoły, dzieci doenergetyzowane przez nas mogą potem być mniej skłonne do siedzenia w ławce.
Pytanie jednak jest takie: wiedza, którą dzieci otrzymują w szkole podstawowej – ile procent z niej dzieciaki wykorzystają faktycznie w swoim dorosłym życiu? A na ile potrzebne im będą pewność siebie, wysoka samoocena i wiara we własne możliwości?
Po całym zajściu do naszego trenera podeszły dzieciaki ze starszej klasy, które widziały jak wygłupiał się z młodszymi uczniami.
„Czy Pan jest tu nauczycielem?” zapytały z nadzieją i niedowierzaniem w głosie.
„Nie, ale będę tu prowadził zajęcia”
„Bo Pan jest bardzo spoko”