SKN Geopolityki i Strategii SGH

SKN Geopolityki i Strategii SGH 🌍Przekształcamy rozumienie polskiej geopolityki
📍Szkoła Główna Handlowa w Warszawie

„Wyborczy” triumf Jednej Rosji. Co naprawdę mówią nam wyniki głosowania?Zwycięstwo Jednej Rosji nie stanowi dowodu powsz...
25/09/2026

„Wyborczy” triumf Jednej Rosji. Co naprawdę mówią nam wyniki głosowania?

Zwycięstwo Jednej Rosji nie stanowi dowodu powszechnego poparcia społecznego dla jej polityki. Pokazuje jednak coś innego: zdolność rosyjskiego systemu władzy do utrzymania kontroli nad instytucjami państwa i samym procesem wyborczym. O czym jeszcze mówią nam wyniki tegorocznego głosowania?

Oficjalnie Jedna Rosja, na której czele stoi były prezydent Dmitrij Miedwiediew, uzyskała 57,83 proc. głosów. Przełożyło się to na 355 z 450 miejsc w Dumie Państwowej, a więc większość konstytucyjną. Kolejne miejsca zajęły Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF), nacjonalistyczna Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji (LDPR), Nowi Ludzie oraz Sprawiedliwa Rosja. Frekwencja (według Centralnej Komisji Wyborczej) wyniosła ponad 59% i była najwyższa od wyborów z 2011 roku.

W systemie demokratycznym taki rezultat można byłoby odczytywać jako przejaw niezwykle szerokiego społecznego poparcia dla dotychczasowego kursu władz. Problem w tym, że rosyjskie wybory parlamentarne w 2026 roku odbywały się w warunkach daleko odbiegających od swobodnej konkurencji politycznej. Co więcej, niezależne analizy wskazują, że osiągnięcie oficjalnego rezultatu mogło wymagać manipulacji na znaczną skalę.

Już sama frekwencja budzi poważne wątpliwości. Podczas gdy oficjalnie do urn miało pójść niemal 60% uprawnionych, niezależni analitycy szacują rzeczywisty poziom uczestnictwa na około 40%. Różnicę tłumaczą m.in. szerokim wykorzystaniem tzw. zasobów administracyjnych - mobilizowaniem pracowników sektora publicznego, a także dosypywaniem kart wyborczych oraz zawyżaniem danych dotyczących frekwencji. Ekspert wyborczy Roman Udot ocenił, że możliwości aparatu administracyjnego zostały tym razem wykorzystane niemal do granic. Nie był to jednak jedyny „cud nad urną”, którego dopatrzyli się analitycy. Według analiz „Nowej Gaziety Europa” i „Ważnyje istorii”, wykorzystujących metodę statystyczną Siergieja Szpilkina, wynik Jednej Rosji w głosowaniu na listy partyjne bez manipulacji mógł wynosić około 34-35 proc., a nie niemal 58 proc. „Ważnyje istorii” oszacowały ponadto, że spośród około 30 mln papierowych głosów przypisanych Jednej Rosji nawet 18 mln mogło być rezultatem fałszerstw.

Do tych liczb trzeba jednak podchodzić ostrożnie. Metoda Szpilkina pozwala wykrywać anomalie poprzez analizę zależności między frekwencją a poparciem dla poszczególnych partii. Gdy wraz ze wzrostem frekwencji gwałtownie rośnie wynik jednego ugrupowania, rozkład zaczyna tworzyć charakterystyczny „ogon komety”. Metoda ma jednak ograniczenia: nie wykrywa wszystkich rodzajów manipulacji, a jej skuteczność zależy m.in. od istnienia odpowiednio dużej liczby komisji, w których głosy policzono prawidłowo. Dlatego 34-35 proc. należy traktować jako oszacowanie, a nie możliwy do jednoznacznego ustalenia „rzeczywisty wynik” wyborów.

Skalę anomalii dobrze pokazują wyniki poszczególnych komisji. Na Kamczatce Irina Jarowaja (kandydatka Jednej Rosji) otrzymała po 97% głosów w dwóch sąsiadujących lokalach wyborczych. W Derbencie w aż 45 komisjach wynik Jednej Rosji mieścił się w niezwykle wąskim przedziale od 93,84 do 95,03 proc. W Krasnodarze komisja informowała z kolei o około 500 osobach głosujących przedterminowo, mimo że na listach miało figurować ich zaledwie 50.

Osobnym problemem pozostaje zdalne głosowanie elektroniczne. Niezależni eksperci nie uwzględnili jego wyników w części analiz statystycznych, ponieważ system nie daje możliwości niezależnej weryfikacji procesu oddawania i liczenia głosów. W praktyce oznacza to powstanie kolejnego obszaru procesu wyborczego, którego prawidłowość jest znacznie trudniejsza do skontrolowania niż w przypadku tradycyjnego głosowania papierowego.

Jeszcze bardziej osobliwy epizod wydarzył się jednak podczas liczenia głosów oddanych na Sprawiedliwą Rosję Siergieja Mironowa. Po przeliczeniu 96% wyników partia wciąż znajdowała się poniżej pięcioprocentowego progu wyborczego. Po przeliczeniu 97,5 proc. głosów sytuacja nagle się odwróciła. W ciągu jednej godziny ugrupowaniu przybyło około 67 tys. głosów i ostatecznie znalazło się ponad progiem. Analityk Boris Owczinnikow zwraca przy tym uwagę na paradoks: jego zdaniem Sprawiedliwa Rosja prawdopodobnie przekroczyłaby próg przy uczciwym liczeniu, lecz część jej głosów mogła wcześniej zostać przypisana Jednej Rosji. Gdy pojawiło się ryzyko wypadnięcia jednej z partii „systemowej opozycji” z Dumy, jej wynik miał zostać skorygowany w przeciwną stronę.

Interesującego punktu odniesienia dostarczają komisje zagraniczne. Nie można oczywiście traktować rosyjskich emigrantów jako reprezentatywnej próby całego społeczeństwa, jednak głosowanie poza granicami kraju jest zwykle mniej podatne na część mechanizmów stosowanych wewnątrz Rosji. Jedna Rosja przegrała w 40 ze 152 państw, w których przeprowadzono głosowanie. W 39 z tych 40 krajów pierwsze miejsce zajęli Nowi Ludzie. Szczególnie słabo partia władzy radziła sobie w państwach będących ważnymi ośrodkami rosyjskiej emigracji antywojennej.

Znaczenie wyniku Nowych Ludzi zwiększa wcześniejsze wyeliminowanie z wyborów Jabłoka - jedynej zarejestrowanej rosyjskiej partii otwarcie sprzeciwiającej się wojnie przeciwko Ukrainie. W sierpniu Sąd Najwyższy anulował rejestrację federalnej listy ugrupowania. Formalne podstawy decyzji obejmowały m.in. kwestie związane z finansowaniem kampanii, publikacjami w serwisach społecznościowych ograniczonych w Rosji oraz zarzutami naruszenia praw autorskich. Jabłoko uznało te argumenty za pretekst polityczny i odwołało się od tej decyzji. Bezskutecznie.

Sama możliwość manipulowania liczeniem głosów jest zresztą dopiero ostatnim etapem procesu. Wynik wyborów można kształtować znacznie wcześniej - poprzez ograniczanie liczby kandydatów, eliminowanie części ugrupowań z rywalizacji czy pozbawianie opozycji możliwości prowadzenia konkurencyjnej kampanii. Z tego powodu nawet prawidłowe policzenie wszystkich oddanych głosów nie wystarczyłoby, aby wybory uznać za w pełni konkurencyjne. Właśnie ten kontekst jest kluczowy dla interpretacji oficjalnych 58% poparcia dla Jednej Rosji. Wynik nie pozwala stwierdzić, że podobny odsetek Rosjan rzeczywiście popiera partię władzy. Nie oznacza to jednak, że wybory nie mówią nam niczego o kondycji rosyjskiego systemu politycznego.

Wręcz przeciwnie. Można je rozpatrywać jako demonstrację sprawności aparatu państwowego w utrzymywaniu istniejącej konfiguracji politycznej. Wybory nie doprowadziły do istotnego przetasowania w układzie partii systemowych: Jedna Rosja zachowała dominację, a pozostałe ugrupowania funkcjonujące w ramach systemu ponownie znalazły się w Dumie. Oficjalny rezultat daje przy tym partii władzy rekordowe 355 mandatów i możliwość samodzielnego przeprowadzania zmian konstytucyjnych.

Dlatego rosyjskie wybory parlamentarne coraz trudniej analizować wyłącznie jako mechanizm przekładania preferencji obywateli na skład władzy ustawodawczej. Są również elementem rytuału politycznego, w którym znaczenie ma nie tylko to, kto oficjalnie wygrywa, lecz także zdolność państwa do kontrolowania kandydatur, mobilizacji wyborców, procesu głosowania, liczenia głosów i ostatecznego składu parlamentu. I być może właśnie to jest najważniejszą informacją płynącą z wyborów 2026 roku…

Autor: Franek Danis
Korekta: Oskar Pawlik
Grafika: Magdalena Kapała
Zdjęcie: AFP - VYACHESLAV PROKOFYEV

✨ Przedstawiamy nowy Zarząd SKN Geopolityki i Strategii ✨ „Bądź dobrej myśli, bo po co być złej” – słowa Stanisława Lema...
21/09/2026

✨ Przedstawiamy nowy Zarząd SKN Geopolityki i Strategii ✨

„Bądź dobrej myśli, bo po co być złej” – słowa Stanisława Lema idealnie oddają nastawienie, z jakim wkraczamy w nowy semestr. Pełni energii, pomysłów i gotowości na wyzwania, z dumą prezentujemy zespół, który w kadencji 2026/2027 zadba o rozwój naszego koła 😌

🔹 Oskar Pawlik - Prezes Zarządu

🔹 Piotr Turek - Wiceprezes ds. Finansów i Administracji

🔹 Jan Woźniak - Wiceprezes ds. HR

🔹 Weronika Kołakowska & Jakub Kowalewski - Wiceprezesi ds. Kontaktów Zewnętrznych

🔹 Jagoda Znyk - Wiceprezeska ds. Promocji

Przed nami intensywny czas… Szykujemy dla Was wyjątkowe wydarzenia, spotkania z politykami, dyplomatami oraz ekspertami w zakresie biznesu międzynarodowego 🌍 Dodatkowo wielkimi krokami zbliża się rekrutacja 🎉👀

Bądźcie czujni i do zobaczenia!


📸 Fot. Igor Demianiuk

Cichy odwrót z Europy? Dlaczego USA przekierowują miliony dolarów do Ameryki Południowej?Departament Stanu wystąpił do K...
18/09/2026

Cichy odwrót z Europy? Dlaczego USA przekierowują miliony dolarów do Ameryki Południowej?

Departament Stanu wystąpił do Kongresu o zgodę na przeniesienie części funduszy w ramach pomocy wojskowej. Waszyngton chce wycofać część środków przeznaczonych dla Słowacji, Macedonii Północnej, Iraku i Tunezji. Decyzja ta nastąpiła po niedawnej wizycie Sekretarza Stanu Marca Rubio w Kolumbii, Ekwadorze i Peru. Biały Dom wyjaśnia, że środki mają pomóc w walce z narkoterroryzmem oraz w ochronie Kanału Panamskiego.

Czy jest to jedyny powód? Otóż nie. Stany Zjednoczone w ostatnim czasie starają się zwiększyć swoje wpływy w Ameryce Łacińskiej. Jest to związane z nasilającą się w tym rejonie ekspansją gospodarczą i polityczną Chin.

Dalszy wzrost gospodarczy Chin wymaga ogromnych ilości zasobów. Ameryka Południowa dysponuje natomiast dużymi złożami miedzi i litu. Surowce te mają kluczowe znaczenie dla produkcji baterii, w której Chiny są światowym liderem. Znajdujące się w tym regionie złoża ropy naftowej również są atrakcyjne dla Pekinu. Wraz z rozwojem gospodarczym Chin rośnie bowiem ich zapotrzebowanie energetyczne.

Ameryka Łacińska jest też chłonnym rynkiem dla chińskich technologii. W ramach inicjatywy „Pasa i Szlaku” Chiny inwestują w potężne projekty infrastrukturalne, które ułatwiają transport między Ameryką Południową a Azją.

Waszyngton, obserwując ruchy Chin, postanowił znacznie wzmocnić swoje wpływy w Ameryce Południowej. USA próbują na przykład zaoferować alternatywę dla ogromnych inwestycji chińskich poprzez zachęcanie firm do nearshoringu oraz wzmacniania łańcuchów dostaw.

Ameryka Łacińska jest regionem, w którym jedyną stałą jest ciągła zmiana. A eksperci wciąż spierają się, czy reakcja Stanów Zjednoczonych na rosnące wpływy Chin nie jest czasem spóźniona…

Autor: Karolina Wojciuszkiewicz
Korekta: Michał Świtała
Grafika: Weronika Wodarczyk

🌍 W ubiegłym tygodniu jako SKN Geopolityki i Strategii, we współpracy ze Stowarzyszeniem Dialectis, mieliśmy okazję wzią...
14/09/2026

🌍 W ubiegłym tygodniu jako SKN Geopolityki i Strategii, we współpracy ze Stowarzyszeniem Dialectis, mieliśmy okazję wziąć udział w ###V Forum Ekonomicznym w Karpaczu!

Wydarzenie stworzyło świetną przestrzeń do wymiany poglądów, dyskusji oraz nawiązania wartościowych kontaktów. Drugiego dnia konferencji wzięliśmy udział w zamkniętym spotkaniu z Prezydentem Andrzejem Dudą oraz władzami naszej uczelni, Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, za co raz jeszcze serdecznie dziękujemy! 🩵

Co najważniejsze, wyjazd przyniósł nam mnóstwo nowych pomysłów i inspiracji do dalszego rozwoju naszego SKN-u. Bądźcie czujni… efekty już niebawem! 😌

Nepal tonie dwa razy: w błocie i w biurokracjiKiedy pod koniec sierpnia Nepal nawiedziły katastrofalne powodzie błyskawi...
12/09/2026

Nepal tonie dwa razy: w błocie i w biurokracji

Kiedy pod koniec sierpnia Nepal nawiedziły katastrofalne powodzie błyskawiczne, oczy całego świata zwróciły się w stronę Himalajów. Jednak analizując z bliska to, co dzieje się na miejscu, trudno nie odnieść wrażenia, że obok tragedii humanitarnej trwa tam równie niszczycielski kryzys strukturalny. Państwo znalazło się w decyzyjnym martwym punkcie, a polityczne przepychanki kosztują ludzkie życie.

Największym absurdem pierwszych, kluczowych dni po uderzeniu żywiołu była opieszałość władz w Katmandu. Mimo setek ofiar i tysięcy zaginionych pod zwałami mułu, nepalski rząd biurokratycznie blokował przyjęcie zagranicznych misji ratunkowych. Zamiast natychmiastowej koordynacji, wygrał strach przed utratą wizerunkowej kontroli. Odpowiednie zgody wydano dopiero pod gigantyczną międzynarodową presją dyplomatyczną, bezpowrotnie tracąc czas na ratowanie uwięzionych.

Podobnie wygląda kwestia wczesnego ostrzegania, którą pogrzebała przestarzała infrastruktura i geopolityka. Systemy monitorujące rzeki zostały zmyte, zanim zdążyły wysłać sygnał alarmowy. Z kolei transgraniczny przepływ informacji kryzysowych został sparaliżowany przez polityczne napięcia – m. in. ścisłą cenzurę Pekinu na granicy z Tybetem, co praktycznie uniemożliwiło sprawną ewakuację zagrożonych dolin.

Obecnie wchodzi w życie kolejny akt tego dramatu: konflikt o pieniądze. Koszty odbudowy szacuje się na 4-5 miliardów dolarów. Rząd centralny próbuje zmonopolizować zarządzanie zagranicznymi funduszami pomocowymi, traktując to jako swoją wyłączną kompetencję. Z kolei lokalni samorządowcy, widząc potrzeby na miejscu, domagają się sprawczości i grożą otwartym buntem administracyjnym.

Zamiast zjednoczyć się w obliczu tragedii, nepalskie instytucje systematycznie przerzucają się odpowiedzialnością za rozmiar katastrofy. To instytucjonalny bezwład, przez który widoki na szybką odbudowę drastycznie maleją. Nepalczycy przegrywają dziś nie tylko z naturą, ale przede wszystkim z paraliżem własnego państwa.

Autor: Piotr Wasik
Korekta: Maciej Ostrowski
Grafika: Oskar Pawlik
Zdjęcie: Reuters

Szczyt G20 w 2026 roku: od Karoliny Północnej do Miami i pytanie o miejsce Polski przy stoleCzym jest G20?Grupa Dwudzies...
08/09/2026

Szczyt G20 w 2026 roku: od Karoliny Północnej do Miami i pytanie o miejsce Polski przy stole

Czym jest G20?
Grupa Dwudziestu to nieformalne, coroczne forum przywódców skoncentrowane na globalnej gospodarce. Wbrew nazwie nie jest to klub 20 największych gospodarek – w składzie są Argentyna (26. gospodarka świata) i RPA (39.), a nie np. Niderlandy czy Szwajcaria, bo o członkostwie decyduje systemowe znaczenie kraju i reprezentatywność forum, a nie sama wielkość PKB. W skład wchodzi 19 państw, Unia Europejska oraz (od 2023 r.) Unia Afrykańska, a stałym gościem jest Hiszpania i instytucje międzynarodowe (np. ONZ, MFW, Bank Światowy, WTO). Razem odpowiadają za około 85 % światowego PKB i 80 % handlu.

Forum powstało w 1999 r. jako platforma ministrów finansów i szefów banków centralnych, a do rangi szczytów przywódców awansowało w 2008 r. w reakcji na globalny kryzys finansowy. Klasycznym przykładem skuteczności formatu jest szczyt w Londynie (2009 r.), gdzie skoordynowano globalną odpowiedź na kryzys.

Finance Track i brak podpisu
Równolegle do ścieżki przywódców działa Finance Track – prowadzony przez ministrów finansów i banki centralne, zajmujący się makroekonomią i regulacją finansową. Na początku września 2026 r. spotkanie tej ścieżki odbyło się w Asheville (w Karolinie Północnej), gdzie dyskutowano m.in. o inflacji, sztucznej inteligencji i napięciach geopolitycznych; sekretarz skarbu USA Scott Bessent zapowiedział, że USA staną się „supermocarstwem AI”.

Co ważne, spotkania G20 (zarówno ministerialne, jak i szczyty przywódców) z reguły kończą się niepodpisanym, wiążącym traktatem, lecz dokumentem o charakterze politycznej deklaracji: wspólnym komunikatem (joint communiqué) przyjmowanym w drodze konsensusu albo (gdy konsensusu zabraknie) „podsumowaniem przewodniczącego” (chair’s statement/summary), które opisuje przebieg dyskusji, ale nie jest formalnie zaakceptowane przez wszystkich uczestników. To rozróżnienie jest istotne: brak podpisania wspólnego komunikatu (jak zdarzało się to np. w przeszłości przy sporach o kwestie klimatyczne) nie oznacza fiaska spotkania, lecz świadczy o głębokości różnic zdań między członkami grupy. Decyzje G20 nigdy nie mają charakteru wiążącego – to rekomendacje i deklaracje, a nie prawo.

Sherpa
Sherpa to osobisty przedstawiciel przywódcy, odpowiedzialny za negocjowanie deklaracji i przygotowanie szczytu (nazwa nawiązuje do nepalskich przewodników himalajskich). Zwykle funkcję tę pełnią urzędnicy odpowiedzialni za międzynarodową politykę gospodarczą, ponieważ G20 ma charakter przede wszystkim ekonomiczny.

Nietypowa jest sytuacja Polski: sherpą został Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta, a nie przedstawiciel rządu. Wywołało to spór kompetencyjny – minister energii Miłosz Motyka krytykował brak jego doświadczenia gospodarczego, a rząd miał zaproponować podział funkcji między przedstawicieli prezydenta i rządu.

Udział w G20 jest dla Warszawy potencjalnym symbolem geopolitycznego awansu Polski oraz zwieńczeniem procesu transformacji, w wyniku którego Polska stała się państwem centrum. Polska nie jest formalnym członkiem, lecz gościem zaproszonym przez USA jako gospodarza 2026 r. (jedynym państwem spoza stałego składu dopuszczonym do wszystkich spotkań), co Biały Dom tłumaczy brakiem w G20 przedstawiciela Europy Środkowo-Wschodniej. W praktyce polska delegacja zastępuje w wielu formatach RPA, mimo że to ono pozostaje formalnym członkiem.

To nie pierwszy epizod: w 2017 r. na szczyt w Baden-Baden pojechał wicepremier i minister finansów Mateusz Morawiecki, z kolei w 2022 r. Polskę reprezentowała Anna Moskwa na spotkaniu ministrów energii w Indonezji. W grudniu 2025 r. prezydent Karol Nawrocki poinformował o zaproszeniu od Trumpa na szczyt w Miami w następnym roku.

Celem Polski w G20 jest uzyskanie stałego członkostwa, które zapewniłoby jej większy prestiż i znaczenie na arenie międzynarodowej. Członkostwo pozwoliłoby Polsce być przy stole, przy którym prowadzone są najważniejsze dyskusje i podejmowane są istotne decyzje dotyczące globalnego porządku. Jednocześnie Polska mogłaby pełnić rolę rzecznika interesów Europy Środkowo-Wschodniej wobec państw spoza regionu, a także umacniać swoją pozycję lidera w regionie.

Szefowie big techu i AI na G20
Elementem tegorocznej prezydencji USA było też mocne wejście tematu AI do agendy G20. Podczas spotkania G20 Innovation Ministerial w Chapel Hill w Karolinie Północnej, którego współgospodarzami byli sekretarz handlu Lutnick oraz dyrektor Biura Polityki Naukowej i Technologicznej Białego Domu Kratsios, Polskę reprezentował wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. W spotkaniu uczestniczyli również przedstawiciele największych firm technologicznych, w tym Musk (SpaceX), Zuckerberg (Meta), Altman (OpenAI), Huang (Nvidia), Hassabis (Google DeepMind), Karp (Palantir) oraz Brown (Anthropic). Zasadniczo opowiadali się oni za szybkim rozwojem sztucznej inteligencji i lekką regulacją. Huang porównywał znaczenie infrastruktury obliczeniowej dla AI do znaczenia wody, apelując do G20 o unikanie regulacji opartych na „teoretycznych szkodach”. Hassabis i Altman podkreślali jednocześnie potrzebę testów bezpieczeństwa i pewnego nadzoru, a Musk ostrzegał dodatkowo przed niewystarczającą podażą energii dla centrów danych. Spotkanie zakończyło się wspólnym oświadczeniem i było kontynuacją wcześniejszych prac G20 nad tematyką cyfrową.

Główny szczyt: Miami, grudzień 2026

Szczyt przywódców odbędzie się 14–15 grudnia 2026 r. w kompleksie Trump National Doral.
Na agendzie: gospodarka, handel, AI, energia i geopolityka.
Spodziewany jest Xi Jinping (byłoby to już czwarte spotkanie Trump–Xi w 2026 r.). Putin został zaproszony, ale jego udział wciąż jest niepewny (Rosja od pełnoskalowej inwazji na Ukrainę omijała szczyty przywódców, wysyłając Ławrowa). Gdyby obaj przyjechali, to podniosłoby rangę wydarzenia i sprowadziło na nie uwagę opinii światowej.

Co dalej? Jakie są perspektywy dla Polski?

Po USA prezydencję przejmą Wielka Brytania (2027) i Korea Południowa (2028) – oba kraje sprzyjające polskim aspiracjom (Londyn jako sojusznik, Seul jako inwestor i eksporter broni). G20 nie ma jednak formalnej procedury przyjmowania nowych członków, a decyzje pozostają niewiążące. Najbliższe lata pokażą, czy Polska zdoła przekuć jednorazowe zaproszenie w trwałą obecność przy stole największych gospodarek świata.

Autor: Kuba Sobiech
Korekta: Weronika Wodarczyk
Grafika: Helena Wirkus
Zdjęcie: Ministerstwo Cyfryzacji

Sauny i schronyWiększość ludzi zapytana o to, z czym kojarzy im się Finlandia, bez dłuższego namysłu odpowiedziałaby, że...
04/09/2026

Sauny i schrony

Większość ludzi zapytana o to, z czym kojarzy im się Finlandia, bez dłuższego namysłu odpowiedziałaby, że z sauną i Świętym Mikołajem. Co poniektórzy fani motorsportu odpowiedzą, że z wybitnymi kierowcami Formuły 1 jak Hakkinen czy Raikkonen. Okazuje się, że kraj śniegu i jezior może pochwalić się czymś jeszcze, a mianowicie – jednym z najlepszych systemów Obrony Cywilnej na świecie.

Historycznie rzecz biorąc, geostrategiczne położenie Finlandii, choć nie tak tragiczne jak Polski, nie należało do najłatwiejszych. Kraj dzielący ponad 1300 km granicy najpierw z ZSRR, a potem z Rosją od uzyskania swojej niepodległości musiał mierzyć się z wizją potencjalnego konfliktu z tym potężnym mocarstwem. Mimo iż Finlandia obroniła swoją niezależność w wojnie zimowej w 1939 roku, poniosła dotkliwe straty terytorialne. Od tego czasu rządzącym tym krajem przyświeca jeden cel – nie dopuścić do powtórki tych wydarzeń. Należy przyznać, że jak na razie udaje im się to wzorowo.

Finowie doskonale rozumieją, że w XXI wieku zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom wymaga wspólnych działań wszystkich sektorów życia społecznego. Obowiązująca od 2017 roku koncepcja bezpieczeństwa kompleksowego zakłada, że wszystkie podmioty społeczeństwa tworzą sieć bezpieczeństwa. Najważniejszą rolę w koordynacji działań odgrywa Komitet Bezpieczeństwa, którego członkowie reprezentują przekrojowo wszystkie sektory państwa.

Ważną częścią fińskiej strategii jest bezpieczeństwo dostaw, będące odpowiedzią na jedno z „wąskich gardeł” jakim jest zależność od transportu przez Morze Bałtyckie. Narodowa Agencja Dostaw Awaryjnych, współpracując również z sektorem prywatnym, dba o stan zapasów paliwa, zbóż i innych aktywów strategicznych, które wystarczą na wiele miesięcy w przypadku ewentualnego konfliktu.

Kluczową rolę w budowania odporności państwa odgrywają obywatele, którzy wg tzw. „koncepcji 72h” powinni być w stanie przygotować swoje gospodarstwa domowe, aby w razie kryzysu, poradzić sobie przez co najmniej 3 dni, co wiąże się ze zgromadzeniem odpowiednich zapasów.

Twórcy fińskiej strategii doskonale rozumieją, że w sytuacjach kryzysowych to liderzy lokalnych społeczności powinni stanowić przykład odpowiednich zachowań i pomagać innym. W tym celu, w ramach Kursów Obrony Narodowej kilka razy w roku politycy, ludzie biznesów, mediów, a także przedstawiciele Kościoła spotykają się na miesięczny program licznych szkoleń, wykładów i symulacji sytuacji kryzysowych przeprowadzanych przez urzędników i wojskowych.

Rdzeniem fińskiej ochrony cywilnej jest jej bezprecedensowy na skale świata system schronów. Kraj obecnie posiada 50 500 schronów, które pomieszczą aż 85% 5,5-milionowej populacji. Co ciekawe, lwia część z nich to schrony prywatne, co częściowo zawdzięcza się prawu budowlanemu, wg którego każdy budynek powyżej 1200 m² musi posiadać schron przeciwbombowy. W celu utrzymania w dobrej kondycji użytkowej tak licznych schronów w czasie pokoju, fińscy decydenci wprowadzili koncepcję podwójnego zastosowania. W rezultacie wiele z nich służy jako obiekty użyteczności publicznej, jak stacje metra, parkingi i hale sportowe oraz przestrzenie komercyjne, co sprawia, że generują one wartość dodaną w gospodarce, a przy okazji są ogrzewane, wentylowane i remontowane.

W tak niespokojnych czasach, fiński system ochrony cywilnej powinien stanowić wzór do naśladowania dla wielu państw, w tym Polski. Oczywiście, nie wszystkie jego aspekty da się przełożyć 1:1 na polskie realia, ale część z nich, jak chociażby „koncepcja 72h” czy Kursy Obrony Narodowej znacząco zwiększyłaby odporność naszego społeczeństwa i uświadomiłaby Polakom, że bezpieczeństwo ich samych i ich rodzin leży właśnie w ich rękach.

Autor: Gerard Małaszuk
Korekta: Oskar Pawlik
Grafika: Natalia Korzonek
Zdjęcie: PAP / EPA

Powrót w przeszłość – porozumienia sierpniowe roku 198031 sierpnia 1980 roku w Sali BHP Stoczni Gdańskiej im. Lenina dos...
31/08/2026

Powrót w przeszłość – porozumienia sierpniowe roku 1980

31 sierpnia 1980 roku w Sali BHP Stoczni Gdańskiej im. Lenina doszło do podpisania dokumentu, który można określić jako jeden z punktów zwrotnych XX wieku. Wicepremier Mieczysław Jagielski w imieniu władz PRL oraz L**h Wałęsa jako przewodniczący Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego (MKS) złożyli podpisy pod porozumieniem kończącym 18-dniowy strajk.

Protest, który rozpoczął się po dyscyplinarnym zwolnieniu Anny Walentynowicz (suwnicowej i działaczki opozycyjnej) szybko przekształcił się w ruch o skali ogólnokrajowej. Strajk objął kluczowe zakłady Wybrzeża, a robotnicy sformułowali 21 postulatów. Postulaty te dotyczyły nie tylko kwestii socjalnych, ale również domagano się w nich m. in. wolności słowa, ograniczenia cenzury, zwolnienia więźniów politycznych oraz transmisji niedzielnej mszy świętej w radiu publicznym.

Z perspektywy politologicznej najważniejszy był punkt pierwszy porozumienia: zgoda na tworzenie „nowych, samorządnych związków zawodowych”, niezależnych od partii komunistycznej i pracodawców. W realiach państwa monopartyjnego była to koncesja bez precedensu w całym bloku sowieckim. Wyłom ten wymusił jednak kompromis - w założeniach do statutu nowych związków (stanowiących załącznik do porozumienia) zapisano, że będą one przestrzegać zasad Konstytucji PRL i uznawać kierowniczą rolę PZPR w państwie.

Warto pamiętać, że Porozumienia Gdańskie wpisywały się w serię umów społecznych podpisanych również w Szczecinie (30 sierpnia) oraz Jastrzębiu-Zdroju (3 września). Gdańsk jednak stał się głównym symbolem zmian, dzięki charyzmie Wałęsy, obecności zachodnich mediów oraz pamięci o tragicznych wydarzeniach Grudnia 1970 roku.

Konsekwencje tych wydarzeń wstrząsnęły układem sił w Europie Środkowo-Wschodniej. 17 września 1980 roku utworzono ogólnokrajowy NSZZ „Solidarność” (zarejestrowany 10 listopada), który wkrótce przekształcił się w 10-milionowy ruch społeczny. Powstanie tej niezależnej siły masowej wywołało głęboki niepokój na Kremlu, podważając założenia doktryny Breżniewa i nienaruszalność ładu jałtańskiego. O powadze sytuacji świadczyła bezpośrednia reakcja Moskwy - nasilenie nacisków dyplomatycznych na władze w Warszawie oraz mobilizacja i manewry wojsk Układu Warszawskiego przy granicach Polski jesienią i zimą 1980 roku.

Choć wprowadzenie stanu wojennego w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku zepchnęło ruch do podziemia, mechanizmów demontażu systemu nie dało się już zatrzymać. Otwarcie przestrzeni dla pluralizmu politycznego doprowadziło do obrad Okrągłego Stołu w 1989 roku i pierwszych częściowo wolnych wyborów, inicjując proces upadku systemu komunistycznego w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

Autor: Hanna Wipler
Korekta: Oskar Pawlik
Grafika: Weronika Wodarczyk
Zdjęcie: Polska Agencja Prasowa

Rosyjskie groźby wobec Wielkiej BrytaniiW czerwcu 2026 roku Wielka Brytania zapowiedziała, że do końca roku przekaże 150...
28/08/2026

Rosyjskie groźby wobec Wielkiej Brytanii

W czerwcu 2026 roku Wielka Brytania zapowiedziała, że do końca roku przekaże 150 tys. dronów Ukrainie. W tym samym momencie Kijów przy użyciu brytyjskich dronów dalekiego zasięgu, które umożliwiają ataki w głębi Rosji, zaczął uderzać w centra rosyjskich gigantów handlu internetowego i e-commerce - Wildberries oraz Ozon. To drugie zostało w 2020 roku trzecią największą firmą internetową w Rosji, a Wildberries to największy sprzedawca detaliczny (internetowy) w Rosji. Po 2022 roku większość zachodnich firm wycofała się z Rosji, co sprawiło, że krajowe przedsiębiorstwa zaczęły kwitnąć. Wildberries jest uznawane za „rosyjskiego Amazona”, a na ich stronie można też kupić produkty stricte wojskowe - drony, kamizelki kuloodporne i wiele innych, przez co często zbroją się tam rosyjscy żołnierze. W wyniku ataków łącznie uszkodzono aż 23 magazyny, które stanowiły łącznie prawie 40% powierzchni magazynowej całej firmy oraz trafiono siedem z dziesięciu największych centrów logistycznych przedsiębiorstwa. Jak podaje Reuters, w dniach między 22 a 24 sierpnia zaatakowano aż 6 magazynów Ozon, a wartość akcji firmy spadła o prawie 30%. Brytyjskie drony w rękach ukraińskich operatorów wywołały rosyjskim zakładom miliardy strat i przeniosły koszty wojny bliżej obywatela.

Trzeba też wspomnieć o nieustannych atakach na rosyjskie rafinerie ropy, przez co w wielu regionach wprowadzono limity na zakupy benzyny. Przez te ataki imperium surowców naturalnych zostało zmuszone do importu benzyny z Indii i zakazu eksportu za granicę.

To wszystko spowodowało, że 18 sierpnia 2026 roku ambasada rosyjska w Londynie wydała oświadczenie: „Im głębsze zaangażowanie w konflikt i większe wsparcie dla kijowskiej machiny terrorystycznej, tym większą cenę zapłacą (Brytyjczycy).”. Świeżo upieczony brytyjski premier - Andy Burnham niezbyt przejął się tymi i wcześniejszymi rosyjskimi pogróżkami, oświadczając, że Wielka Brytania jest z Ukrainą „do samego końca”.

W Dniu Niepodległości Ukrainy 24 sierpnia tego roku premier Burnham złożył wizytę w Kijowie przynosząc przełomowe wieści. Wielka Brytania oficjalnie pozwala koncernowi MBDA na odtajnienie i przekazanie Ukrainie planów konstrukcyjnych brytyjskich komponentów rakiet dalekiego zasięgu Storm Shadow. Rakiety te latają poniżej horyzontu radarowego, przez co są trudniejsze do wykrycia. Decyzja ta ma umożliwić Ukrainie, przy współpracy z Francją, rozpoczęcie własnej produkcji tych pocisków i uniezależnienie Kijowa od wahań w zachodnich dostawach. Krok ten daje też Ukrainie wolność w doborze celów. Historycznie to konserwatyzm zachodu i zakazy na ataki w głąb Rosji mocno limitowały Kijów, ale wraz z niezależnością tego problemu nie ma.

W odpowiedzi na to rzecznik prasowy Putina - Dmitrij Pieskow zapowiedział, że Rosja będzie systematycznie niszczyć wszystkie fabryki produkujące rakiety Storm Shadow na Ukrainie. Powiedział również, że WIelka Brytania „uczestniczy w tej wojnie” i systematycznie „dolewa oliwy do ognia” na co Burnham jedynie zapytał „A kto rozpalił ogień?”.

Autor: Michał Świtała
Korekta: Oskar Pawlik
Grafika: Milena Wołowicz
Zdjęcie: Stringer / SOPA Images / ZUMA / Newspix

Dżihadyści Al-Kaidy i Rosja - do czego dochodzi na zachodnio-afrykańskim froncie?Współcześnie na bezpieczeństwo Polski i...
24/08/2026

Dżihadyści Al-Kaidy i Rosja - do czego dochodzi na zachodnio-afrykańskim froncie?

Współcześnie na bezpieczeństwo Polski i Europy wpływa wiele czynników. Wojna za wschodnią granicą, chaos na Bliskim Wschodzie czy konkurencja ze strony chińskiej gospodarki to tylko kilka elementów składających się na pełny obraz naszej sytuacji. Jednym z nich jest trwająca od 2012 roku wojna w Sahelu – konflikt, w który uwikłane są liczne światowe mocarstwa, a ceną za jego przegranie jest wzmocnienie wrogich nam reżimów.

Konflikt panujący na obszarze trzech państw Afryki Zachodniej: Mali, Nigru i Burkiny Faso, rozpoczął się w 2012 roku za sprawą grup bojowników Al-Kaidy. Wywodzący się z Algierii dżihadyści zostali wypchnięci do południowej Libii, skąd przeszli na terytorium Mali, tworząc tam swój kalifat. Ekspansja ekstremistów w tym regionie została jednak powstrzymana przez francuską interwencję, a następnie przez aktywność ONZ w regionie. Chociaż państwa Zachodu posiadały przewagę wojskową, to nie były w stanie na stałe odbić ziem spod władania bojowników. Pomimo wygrywania kolejnych starć, nie udawało się budować administracji państwowej, co dawało okazję do ponownej utraty regionu. Mimo ogromnych kosztów operacyjnych, sięgających miliarda euro rocznie, jak również nowoczesnej technologii, przemoc w regionie rosła.

Proces ten został przerwany na początku lat dwudziestych na skutek serii zamachów stanu w regionie. Do władzy doszły wtedy junty wojskowe, stawiające na suwerenność wobec mocarstw europejskich. Wydalając ambasadorów Francji, jak również żądając zakończenia misji ONZ, państwa pozostały same z konfliktem, tracąc architekturę wywiadowczą i wojskową tworzoną od ponad dekady. Nie będąc w stanie samodzielnie kontynuować konfliktu, pod koniec 2021 roku Mali zaprosiło na swoje terytorium rosyjskich najemników z Grupy Wagnera. Dyplomatyczna izolacja trzech państw Sahelu na arenie międzynarodowej spowodowała zacieśnienie współpracy między nimi. Początkowo zawiązanie sojuszu w 2023 roku, a następnie utworzenie konfederacji w 2024 roku, koordynującej politykę zagraniczną, z planami utworzenia wspólnej waluty, dało państwom warunki do wystąpienia ze Wspólnoty Gospodarczej Państw Afryki Zachodniej.

Mimo skutecznego utrzymania się przy władzy, junty tracą jednak kontrolę nad swoimi terytoriami. Dżihadyści zajmują coraz większe obszary wiejskie, a ich wpływy i zdolności stale rosną. Zyskuje na tym zdecydowanie zaangażowana w ten region Federacja Rosyjska. Oferując pomoc militarną państwom Sahelu, wpierw w postaci Grupy Wagnera, a następnie Korpusu Afrykańskiego, Rosjanie są w stanie dzierżawić znaczne ilości źródeł minerałów, które, sprzedawane w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, napędzają rosyjską machinę wojenną w Europie.

Upadek państw Sahelu da Al-Kaidzie szansę na dalszą ekspansję na południe. Już w tym momencie Unia Europejska inwestuje we wsparcie militarne państw Zatoki Gwinejskiej. Dojście dżihadystów do zatoki zagrozi międzynarodowym szlakom handlowym, a upadek Sahelu może spowodować kolejny kryzys migracyjny, jak również stworzyć bazę operacyjną dla dalszych operacji terrorystycznych.

Autor: Patryk Tomczyk
Korekta: Bartłomiej Świerlikowski
Grafika: Helena Wirkus
Zdjęcie: Bangkok Post PCL

Adres

SGH
Warsaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy SKN Geopolityki i Strategii SGH umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij