17/03/2026
Kiedy bycie „zwyczajnym” boli najbardziej.
Są osoby, które w terapii mówią o sobie bez dramatyzmu.
Nie przynoszą wielkich historii.
Nie opowiadają o skrajnościach.
Często zaczynają od zdania:
„U mnie nic szczególnego.”
W praktyce terapeutycznej ten moment bywa kluczowy.
Bo pod tą zwyczajnością bardzo często kryje się doświadczenie bycia niewidzialnym.
W rozmowach między terapeutami ten temat wraca regularnie.
Że cierpienie nie zawsze ma wyraźny kształt.
Czasem jest ciche, rozproszone, niemal niezauważalne.
Różne źródła pracujace nad poczuciem własnej wartości i relacyjnym rozwojem pokazują,
że brak bycia zauważonym
może być równie obciążający jak jawne zranienia.
Jeśli przez długi czas nikt nie widział,
to łatwo uwierzyć, że nie ma czego pokazywać.
W terapii takie osoby często są „bezproblemowe”.
Uważne.
Nie zajmują dużo miejsca.
Nie chcą przeszkadzać procesowi.
A jednak gdzieś w tle pojawia się pytanie,
które rzadko jest wypowiedziane wprost:
czy ja w ogóle się liczę?
Wielu terapeutów opisuje podobne doświadczenie:
przełom nie przychodzi wtedy, gdy pojawia się wielka emocja,
ale wtedy, gdy zwyczajność zostaje zauważona.
Gdy ktoś mówi:
„Widzę cię.”
Nie dlatego, że jest coś wyjątkowego.
Ale właśnie dlatego, że jesteś.
Terapia w takich momentach może nie polega na wzmacnianiu ani motywowaniu.
Może polegać na prostym, ale głębokim doświadczeniu:
że nie trzeba być kimś innym,
żeby zasługiwać na kontakt.
Czasem to wystarcza,
by coś bardzo starego
zaczęło się poruszać.
Autor: Piotr Nadulski Psychoterapia
FEM Instytut Psychoterapii
26/02/2026
15/02/2026
09/02/2026
04/02/2026
02/02/2026
28/01/2026
27/01/2026
26/01/2026
21/01/2026
14/01/2026