FEM Instytut Psychoterapii

FEM Instytut Psychoterapii

Udostępnij

FEM Instytut Psychoterapii | Warszawa | Online
🤍Odbuduj zaufanie. Do siebie. Do relacji. Do obecności.
🌀Gestalt • Terapia • Warsztaty • Wyjazdy🏔️

17/03/2026

Kiedy bycie „zwyczajnym” boli najbardziej.
Są osoby, które w terapii mówią o sobie bez dramatyzmu.
Nie przynoszą wielkich historii.
Nie opowiadają o skrajnościach.
Często zaczynają od zdania:
„U mnie nic szczególnego.”

W praktyce terapeutycznej ten moment bywa kluczowy.
Bo pod tą zwyczajnością bardzo często kryje się doświadczenie bycia niewidzialnym.

W rozmowach między terapeutami ten temat wraca regularnie.
Że cierpienie nie zawsze ma wyraźny kształt.

Czasem jest ciche, rozproszone, niemal niezauważalne.
Różne źródła pracujace nad poczuciem własnej wartości i relacyjnym rozwojem pokazują,
że brak bycia zauważonym
może być równie obciążający jak jawne zranienia.

Jeśli przez długi czas nikt nie widział,
to łatwo uwierzyć, że nie ma czego pokazywać.

W terapii takie osoby często są „bezproblemowe”.
Uważne.
Nie zajmują dużo miejsca.
Nie chcą przeszkadzać procesowi.

A jednak gdzieś w tle pojawia się pytanie,
które rzadko jest wypowiedziane wprost:
czy ja w ogóle się liczę?

Wielu terapeutów opisuje podobne doświadczenie:
przełom nie przychodzi wtedy, gdy pojawia się wielka emocja,
ale wtedy, gdy zwyczajność zostaje zauważona.

Gdy ktoś mówi:
„Widzę cię.”

Nie dlatego, że jest coś wyjątkowego.
Ale właśnie dlatego, że jesteś.

Terapia w takich momentach może nie polega na wzmacnianiu ani motywowaniu.
Może polegać na prostym, ale głębokim doświadczeniu:
że nie trzeba być kimś innym,
żeby zasługiwać na kontakt.

Czasem to wystarcza,
by coś bardzo starego
zaczęło się poruszać.

Autor: Piotr Nadulski Psychoterapia

FEM Instytut Psychoterapii

26/02/2026

Twoje ciało było genialnym architektem przetrwania.
Zbudowało pancerz tam, gdzie brakowało wsparcia.
Zatrzymało oddech tam, gdzie prawda była zbyt trudna.
Zamroziło ruch, który mógł spotkać się z odrzuceniem.

Niektóre z nas odcięły się bardzo wcześnie.
Od złości. Od smutku.
Od pragnień. Od przyjemności.

To było potrzebne. Chroniło.
Twórcza próba zachowania więzi tam, gdzie była ona zagrożona.
Najlepsza możliwa na „tam i wtedy”.

A jak jest „tu i teraz”?

Czasem ochrona, która trwa zbyt długo, zaczyna sztywnieć.

Ruch zatrzymuje się w połowie drogi.
Dłoń przestaje sięgać.
Ramiona napierać.
Oddech lekko płynąć.

W dorosłym życiu może to brzmieć jak:
„nie wiem, co czuję.”
„nie wiem, czego chcę.”
„jestem zmęczona.”

A kiedy ktoś pyta: „Co czujesz w ciele?”
pojawia się… „nic”.
Może trochę złości, irytacji — którą i tak bezpieczniej zachować w sobie.

Takie „nic”.
Może nie jako pustka…
bardziej jak cisza, która kiedyś miała ochronić, a dziś stała się tak zintegrowana z Tobą, że trudno usłyszeć coś poza nią.

W moim doświadczeniu powrót do żywego kontaktu nie polega na naprawianiu siebie,
na wielkich zmianach czy rzucaniu się na głęboką wodę.

Kto wie, może tak właśnie umiesz.
Może tak do tej pory robiłaś.

Hmmm… a może dziś spróbujesz inaczej?
Powoli.
Łagodnie.
Pozwolisz sobie.
Po kawałku.
Poczuć.
Coś.
W swoim tempie.

Napierać stopami na ziemię bardziej świadomie.
Oddychać głębiej.
Zrobić jeden mały ruch w stronę kontaktu.

W bezpiecznej obecności.
Bez „muszę”. Bez „powinnam”.

Taki moment, w którym ciało przestaje być schronem, a zaczyna być domem.

Jak to dla Ciebie brzmi?
Dasz się zaprosić?

—---------------------------------------------------------------

KOBIETA W KONTAKCIE
„Tu jestem. O czułym powrocie do siebie.”
Warszawa | 3h

O powrocie do ciała.
O odmrażaniu ruchu.
O byciu widzianą.

Możesz dołączyć.
Możesz sprawdzić.
Możesz zostać.
Możesz — dla siebie.

15/02/2026

Pracuję z kobietami tam, gdzie kontakt się urywa. 🤍

W ciele.
W relacjach.
W bliskości.
W tęsknocie.
W granicach.
W kobiecości.
W seksualności.
W byciu „z kimś” i w byciu samej.

Towarzyszę w spotkaniu z tym, co jest.

Z tym, co żywe w ciele.
Z emocjami, które nie miały gdzie się zmieścić.
Z wzorcami relacyjnymi, które wracają.
Z potrzebą bliskości.
Z lękiem przed nią.
Z kobiecością, która czasem czeka, aż będzie bezpiecznie.
Z seksualnością, która chce być przeżywana w zgodzie, a nie w napięciu.
Z miejscami, w których uczysz się być sobą przy drugim człowieku.

Pracuję w nurcie Terapii Gestalt — tu i teraz, w relacji, z dużą uważnością na ciało i to, co dzieje się między nami.

Dla wielu kobiet tematy relacji, samotności, tęsknoty, granic, kobiecości czy seksualności są bardzo delikatne.
Czasem zbyt osobiste, by wnosić je do grupy.
Dlatego pracuję również indywidualnie.

Terapia indywidualna to proces,
w którym możesz:

– zobaczyć, jak jesteś w kontakcie,
– poczuć swoje potrzeby,
– rozpoznać swoje wzorce relacyjne,
– uczyć się bliskości w bezpiecznej relacji,
– odzyskiwać kontakt z ciałem, kobiecością i seksualnością,
– robić miejsce na siebie i na relację.

W swoim tempie.
Bez presji.
Bez „muszę”.

Jeśli czujesz, że to, co poruszam w „Kobiecie w Kontakcie”, jest Ci bliskie —
a jednocześnie masz potrzebę pracy jeden na jeden —
możesz do mnie napisać.

Z ciekawości.
Z potrzeby sprawdzenia, czy to jest moment i przestrzeń dla Ciebie.

Bądźmy w kontakcie,
Monika

09/02/2026

„Miłość do siebie” nie miała zatrzymać nas w „ja”.
Może przygotować na spotkanie?
Zauważam w pracy z kobietami,
że im więcej jest obecności dla siebie,
tym częściej pojawia się pytanie o relację.

Nie z głodu.
Z gotowości.

Może miłość do siebie jest początkiem.
A nie końcem drogi?
A tęsknota bywa informacją,
że coś w nas chce „my”?

Gdyby spojrzeć z tej perspektywy?
Nie wiem, jak jest u Ciebie?

„Kiedy tęsknię” powstało właśnie z takiego miejsca —
ciekawości tego ruchu.

Warsztat jest przestrzenią by w łagodności, w swoim tempie posprawdzać w jakim momencie jesteś, jak się czujesz i czego tak naprawdę pragniesz solo w relacji.

Chcesz dołączyć?
Napisz na priv.

04/02/2026

Rodzina, w której nikt nie mówi o emocjach.
Są rodziny, w których nie było przemocy.
Nie było krzyku.
Nie było dramatów.

A jednak było… pusto.

Nie mówiło się o tym, co boli.
Nie mówiło się o strachu.
Nie mówiło się o smutku.
Czasem nawet o radości.

Nie dlatego, że ktoś zabraniał.
Po prostu nie było na to języka.

Emocje istniały, ale krążyły pod powierzchnią.
W napięciu w ciele.
W zmęczeniu.
W milczeniu przy stole.
W tematach zmienianych w pół zdania.

Dziecko w takiej rodzinie uczy się bardzo wcześnie jednej rzeczy:
o tym się nie mówi.

Nie dlatego, że to złe.
Tylko dlatego, że nikt nie wie, co z tym zrobić.

Rodzice często sami nie mieli z kim rozmawiać o emocjach.
Robili, co umieli.
Zapewniali bezpieczeństwo.
Ogarniali codzienność.

Ale emocje zostawały same.

Dziecko więc obserwuje i wyciąga wnioski:
– lepiej nie dokładać,
– lepiej nie zadawać trudnych pytań,
– lepiej radzić sobie samemu.

I z czasem staje się „bezproblemowe”.

Nie płacze za długo.
Nie złości się zbyt głośno.
Nie potrzebuje „za dużo”.

Z zewnątrz wszystko wygląda w porządku.
W środku powoli rośnie odłączenie.

Emocje, o których się nie mówi, nie znikają.
One tylko nie mają gdzie się pomieścić.

W dorosłym życiu ten brak języka zaczyna być odczuwalny.

Trudno powiedzieć partnerowi, co się dzieje.
Trudno nazwać własne potrzeby.
Trudno rozpoznać, czy to smutek, czy zmęczenie, czy złość.

Czasem łatwiej działać niż czuć.
Czasem łatwiej się wycofać niż zostać w rozmowie.
Czasem łatwiej zamilknąć niż ryzykować niezręczność.

To nie jest brak wrażliwości.
To jest brak doświadczenia bycia wysłuchanym.

Rodzina, w której nie mówi się o emocjach, nie musi być zimna.
Często jest bardzo funkcjonalna.

Ale funkcjonalność bywa mylona z bliskością.

A bliskość zaczyna się tam, gdzie można powiedzieć:
– jest mi trudno,
– nie wiem, co czuję,
– potrzebuję chwili,
– boję się.

I nie zostać z tym samemu.

Dorośli z takich rodzin często muszą nauczyć się emocji jak nowego języka.
Powoli.
Nieporadnie.
Z wieloma przerwami.

I to nie jest cofanie się.
To jest uczenie się czegoś, czego nikt wcześniej nie mógł nauczyć.

02/02/2026

Moja rozmowa ze wstydem
(dialog terapeutyczny - opis sesji)
Ja (terapeuta):
Zanim zaczniemy…
jak jest teraz dla Ciebie być tutaj, ze mną?
Wstyd:
Chciałbym się schować.
Już samo bycie widzianym jest trudne.

Ja:
Widzę, że mówisz bardzo cicho.
Zatrzymam tempo.
Jak jest dla Ciebie, gdy nie musisz się spieszyć?

Wstyd:
Trochę bezpieczniej.
Ale nadal mam wrażenie,
że zaraz zostanę oceniony.

Ja:
Zostanę przy tym.
Nie widzę potrzeby oceniania.
Co dzieje się w Tobie, gdy to słyszysz?

Wstyd:
Pojawia się nieufność.
Bo zwykle jestem zapraszany tylko po to,
żeby mnie usunąć.

Ja:
Czyli często jesteś traktowany jak coś,
czego trzeba się pozbyć?

Wstyd:
Tak.
Jak błąd.
Jak dowód na to, że coś ze mną jest „nie tak”.

Ja:
Zatrzymam się przy tym zdaniu.
Gdzie w ciele najbardziej czujesz to „nie tak”?

Wstyd:
W twarzy.
W oczach.
W potrzebie, żeby odwrócić wzrok.

Ja:
Zauważam to.
I nie proszę Cię, żebyś na mnie patrzył.
Jak jest dla Ciebie, gdy niczego od Ciebie nie chcę?

Wstyd:
To nowe.
Zwykle muszę się poprawić,
zmienić, wytłumaczyć.

Ja:
A gdybyś nie musiał się zmieniać —
kim wtedy jesteś?

Wstyd:
Informacją.
O tym, że dotykamy czegoś bardzo wrażliwego.
Granicy bycia widzianym.

Ja:
To ważne, co mówisz.
Czy dobrze rozumiem, że chronisz coś kruchego?

Wstyd:
Tak.
Chronię to, co jeszcze nie jest gotowe
na światło.

Ja:
Jak jest dla Ciebie, gdy nazywam Cię ochroną,
a nie przeszkodą?

Wstyd:
Pojawia się ulga.
I smutek.
Bo rzadko ktoś widzi we mnie sens.

Ja:
Czego najbardziej potrzebujesz w relacji?

Wstyd:
Czasu.
Delikatności.
I kogoś, kto nie odwróci się,
gdy się pojawię.

Ja:
Jak jest teraz — pod koniec naszego spotkania?

Wstyd:
Nadal jestem.
Ale nie jestem sam.
I to robi różnicę.

Ja:
Chcę to powiedzieć wyraźnie.
Doświadczam Cię jako strażnika wrażliwości.
I chcę to uszanować.

Wstyd:
Dziękuję.
Tego właśnie potrzebowałem.

Refleksja terapeuty:
Ta rozmowa uświadomiła mi, że wstyd nie jest sygnałem defektu,
lecz znakiem miejsca szczególnie wrażliwego w doświadczeniu człowieka.
Gdy próbujemy go szybko usunąć, tracimy kontakt.
Gdy potrafimy przy nim zostać,
otwiera się możliwość autentycznej relacji — najpierw z sobą, a potem z innymi.

Autor: Piotr Nadulski Psychoterapia

FEM Instytut Psychoterapii

28/01/2026

Ciało pamięta bliskość.
Skóra pamięta dotyk.
Oddech pamięta, jak to jest oddychać obok kogoś.
Układ nerwowy pamięta regulację, która dzieje się w relacji.

Ciało zaczyna wołać wcześniej, niż głowa zdąży to nazwać.
Napięciem w klatce piersiowej.
Pustką w brzuchu.
Zmęczeniem bycia cały czas „ze sobą w sobie”.

Bliskość nie jest romantycznym dodatkiem do życia…

W kulturze, która tak bardzo uczy nas samowystarczalności,
łatwo zawstydzić to wołanie.
Nazwać je słabością.
Zagłuszyć je narracją „niezależności”.

A jednak ciało pamięta.
I przypomina —
nie słowami,
ale odczuciami.

To, co nie zostało spotkane,
zawsze będzie szukało sposobu, żeby się pojawić.

Możesz z tym walczyć…
zagłuszać…
próbować sprawić, żeby zniknęło…
uciekać…
zalewać czymś „w zamian”.

Możesz też zatrzymać się i pobyć z tym.
Z miejsca, w którym naprawdę jesteś i czujesz.
W obecności, łagodności i kontakcie ze sobą.

„Kiedy tęsknię” to przestrzeń,
w której bliskość nie jest ideą,
ale doświadczeniem, uznaniem, integracją.

Najpierw w sobie.
Potem w relacji.

Chodź, usiądź z nami w kręgu.
W uznaniu, oddechu, byciu.

Bądźmy w kontakcie,
Monika

27/01/2026

Są miejsca, w których po prostu dobrze się pracuje!
W FEM stworzyliśmy właśnie taką przestrzeń.
Dla terapii, warsztatów, rozmów, które potrzebują odpowiedniej atmosfery, uważności ale też stabilnych ram.

Część gabinetów jest już współdzielona przez osoby pracujące terapeutycznie,
ale pojawia się jeszcze możliwość dołączenia do naszej przestrzeni – jeśli szukasz miejsca, w którym ważny jest nie tylko metraż, ale też klimat i współpraca.

Nie jesteśmy coworkiem.
Nie ma tu rotacji „co godzinę”.
Jest spokojna, profesjonalna przestrzeń i ludzie, którym bliska jest jakość pracy z drugim człowiekiem.

Jeśli chcesz:
– zobaczyć, jak wygląda FEM od środka,
– zapytać o dostępność,
– sprawdzić, czy to miejsce dla Ciebie,

odezwij się do nas:
📩 [email protected]
📞 +48 798 865 982 (WhatsApp)

FEM Instytut Psychoterapii i Warsztatów
Aleje Jerozolimskie 133, Warszawa
www.feminstytut.pl

Do zobaczenia w przestrzeni,
Monika i Piotr

26/01/2026

Potrzeba relacji nie jest regresją.
Jest zdrowym impulsem rozwojowym i, w moim odczuciu, gotowością „Ja” na „MY”.

Wiele kobiet solo, które spotykam i z którymi pracuję zrobiło ogromną „pracę nad sobą.”

Mają świadomość.
Autonomię.
Potrafią „być same”.
Utrzymać się.
Ogarniać życie.

I jednocześnie…
tęsknią.

Nie dlatego, że są zależne.
Nie dlatego, że są słabe.
Nie dlatego, że „z braku”
albo że „nie domknęły dzieciństwa”.

Czują, że nie są zaprojektowany wyłącznie do „ja”.

Odczuwają tęsknotę do ja-w-relacji.

I to nie jest miejsce wołania o ratunek,
tylko wołaniem o MY.
O relacyjność.

O bycie częścią czegoś większego niż ja sama.
O współregulację.
O dzielenie codzienności.
Radości.
Współodczuwanie.

Dla mnie tęsknota nie jest sygnałem braku.
Jest sygnałem gotowości.
Ważną informacją, że coś we mnie czeka,
coś we mnie chce być uznane / usłyszane / spotkane.

Warto być z tym w kontakcie,
zrobić w sobie na to miejsce,
zintegrować w ciele,
wsłuchać się w potrzeby jakie ze sobą niesie i w przyjęciu uznać, swoją relacyjną naturę.

Jeśli ten tekst porusza coś w Tobie,
to właśnie z tego miejsca powstał warsztat
„Kiedy tęsknię.” w FEM Instytut Psychoterapii

To przestrzeń, w której tęsknota przestaje być czymś, z czym jesteś sama,
a zaczyna być doświadczeniem, które porządkuje i robi miejsce na relacje jakiej pragniesz.

Zapraszam Cię!

W kontakcie!
Monika

Kobieta w kontakcie
FEM Instytut Psychoterapii

21/01/2026

Wstyd, który oddziela. O tym, jak toksyczny wstyd izoluje w relacji.

Nie zawsze oddalamy się od siebie przez konflikt.
Częściej przez coś znacznie cichszego.

Przez wstyd.

Ten wstyd nie robi hałasu.
Nie krzyczy.
Nie stawia żądań.

On pojawia się wieczorem.
Albo w nocy.
Albo wtedy, gdy partner pyta: „co się z tobą dzieje?”
— a w gardle robi się sucho.

Toksyczny wstyd bardzo rzadko mówi wprost.
On mówi szeptem.

Nie bądź obciążeniem.
Co z tobą nie tak, że sobie z tym nie radzisz?
Inni ogarniają — ty też powinieneś.
Nie przesadzaj.
Nie pokazuj tego.

Ten głos nie powstał w relacji, w której jesteś teraz.
On zwykle jest dużo starszy.

Pochodzi z momentów, w których było trudno, a obok nie było nikogo.
Z chwil, w których emocje były „za duże”.
Z doświadczeń, w których wsparcie nie przyszło albo przyszło za późno.

Z czasem ten głos staje się wewnętrznym krytykiem.
I zaczyna pilnować, żebyś nie sięgał po pomoc.

Bo pomoc oznacza odsłonięcie.
A odsłonięcie oznacza ryzyko.

W relacji ten wstyd działa szczególnie boleśnie.
Bo partner jest blisko.
Bo mógłby zobaczyć.
Bo mógłby zapytać.

I właśnie wtedy w głowie pojawia się myśl:

Jeszcze chwilę. Sam/a sobie poradzę.
Nie teraz.
To nie jest aż tak ważne.

A w środku narasta samotność.

Człowiek może być w relacji i jednocześnie czuć się kompletnie sam.
Nie dlatego, że partner nie chce być blisko.
Ale dlatego, że wstyd nie pozwala po tę bliskość sięgnąć.

W FEM często widzimy ten moment pęknięcia:
kryzys nie niszczy relacji.
Niszczy ją samotne przeżywanie kryzysu.

Sięgnięcie do partnera w takim stanie wymaga ogromnej odwagi.
Większej niż „ogarnięcie się”.
Większej niż milczenie.

To odwaga, żeby powiedzieć:
– nie radzę sobie,
– jest mi wstyd, że tak się czuję,
– boję się, że jak to zobaczysz, coś się zmieni,
– nie chcę być z tym sam/a.

To są zdania, które drżą w ustach.
Czasem nie chcą wyjść wcale.

I nie trzeba ich mówić idealnie.
Nie trzeba ich porządkować.
Nie trzeba wiedzieć, co dokładnie się dzieje.

Wystarczy jedno:
potrzebuję cię teraz.

Wstyd traci swoją siłę nie wtedy, gdy znikają trudne emocje.
Traci ją wtedy, gdy ktoś jest obok i nie odchodzi.

Relacja nie leczy dlatego, że rozwiązuje problem.
Leczy dlatego, że unosi ciężar razem.

A największym aktem odwagi w relacji nie jest bycie silnym.
Jest nim pozwolenie, żeby ktoś zobaczył, że w tym momencie nie dajesz rady.

I został.

Autor: Piotr Nadulski Psychoterapia
FEM Instytut Psychoterapii

14/01/2026

Syn to nie partner. O bliskości, granicach i trosce w samodzielnym macierzyństwie.

Od jakiegoś czasu wraca do mnie pewne zdanie, które często pojawia się w pracy z dorosłymi mężczyznami wychowanymi przez samodzielne matki. Zdanie, które bywa trudne, ale bywa też uwalniające.

Brzmi: syn to nie partner.

Widzę, jak wielu mężczyzn, którzy wychowali się tylko z mamą, dźwiga coś, co nie należy do dziecka.

Oni sami zwykle mówią o tym delikatnie: „musiałem szybko dorosnąć”, „byłem wsparciem dla mamy”, „chciałem, żeby nie była sama”.

To nie jest pretensja.
To nie jest oskarżenie.
To jest fakt o relacji, która w pewnym momencie mogła stać się zbyt bliska w obszarach, które powinny należeć do dorosłego świata.

Ostatnio wróciłem do artykułu „Bez kompasu czyli płeć psychologiczna chłopców wychowywanych przez samodzielne matki”, który pokazuje, że te mamy często robią absolutnie wszystko, by ich synowie mieli jak najlepiej, jednak z racji sytuacji naturalnie biorą na siebie obie role.

To ogromna odpowiedzialność i ogromne zmęczenie, które czasem trudno unieść bez wsparcia z zewnątrz.

I właśnie tę perspektywę, perspektywę matki, chcę tu mocno podkreślić.

Samodzielnie wychowujące synów mamy często robią więcej niż dwie osoby naraz.
Bywają zmęczone, obciążone, niewidzialne w swoim wysiłku. Często nie mają z kim podzielić się ciężarem dorosłości, więc nieświadomie powierzają część emocjonalnego balastu synowi. Nie dlatego, że chcą.
Dlatego, że nie mają, gdzie tego pomieścić.
I dlatego, że kochają.

A z drugiej strony chłopiec, który dorasta szybciej, nie zawsze ma przestrzeń, by pozostać dzieckiem.
W dorosłości wielu z nich opowiada, że trudno im później odnaleźć swoją męską tożsamość, podejmować ryzyko, ufać albo być w relacji bez poczucia, że za dużo od nich zależy.

Piszę o tym nie po to, by ktokolwiek poczuł winę.
Winę uważam za coś, co bardziej zamyka niż otwiera.
Piszę o tym, bo widzę, ile dobra dzieje się wtedy, gdy te historie dostają trochę światła, zrozumienia i troski.
Gdy matka widzi swój ogrom wysiłku, a syn widzi swoje doświadczenie.
Bez oceniania.
Bez pretensji.
Z miłością do siebie nawzajem.

Myślę sobie też o tym, że gdyby stworzyć bezpieczną przestrzeń dla kobiet, które samodzielnie wychowują chłopców, taką opartą na obecności, rozmowie i korektywnym kontakcie, mogłoby wydarzyć się wiele ulgi.
Miejsce, gdzie mogłyby odpocząć od roli „i mamy, i taty”, odzyskać trochę siebie i zobaczyć, że nie muszą wszystkiego dźwigać same.

Miejsce, w którym nikt nie ocenia …. tylko towarzyszy.

Zastanawiam się, co o tym myślicie?
Czy taka grupa wsparcia prowadzona przez mężczyznę dla kobiet byłaby wartościowa?
Czy jest przestrzeń, żeby o tym rozmawiać?

Piotr Nadulski Psychoterapia

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Warsaw?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Strona Internetowa

Adres


Aleje Jerozolimskie 133
Warsaw