Troskliwy umysł - Małgorzata Rutkowska

Troskliwy umysł - Małgorzata Rutkowska

Udostępnij

Rozgość się! Cieszę się, że jesteś!

25/02/2022

Warto rozmawiać, wyjaśniać, opowiadać. Warto być, w otwartości na pytania i wątpliwości. Istotne aby dobierać odpowiednie słowa i dopasować komunikaty oraz ich ilość do dziecka.
Polecam Wam wpis SET Psychologa Dziecięcego - Agnieszka Misiak

Pozwolę sobie nie zgodzić się z Natuli i z takim uproszczeniem.

Dorosły ma otwierać drzwi, a nie udawać, że w ścianie nie ma otworu.

Dzieci są ogniwem w systemie rodzinnym, ogniwem które zbiera całe napięcie. Jeśli chodzi o emocje i napięcie rodzina jest w pewnym sensie systemem naczyń połączonych. Jeśli dzieje się coś, co wywołuje napięcie, lęk i niepokój - dzieci zbierają to jak gąbka.

Jeśli umiera dziadek, mama w szpitalu jest w gorszym stanie, zapowiadają wichury na weekend, czekacie na wynik testu Covidowego, rozmawiacie o rozwodzie, macie kłopoty w spłacie kredytu, wybucha wojna na Ukrainie - dziecko w i e, że coś się dzieje.

Zawsze.

Bo z napięciem zerkasz w telefon i masz wtedy lęk na twarzy - nie dasz rady kontrolować się w każdej minucie.

Bo wychodzisz z łazienki z zaczerwienionymi oczami.

Bo jesteś nieuważna, niby słuchasz ale wiadomo, że nie.

Bo się sztucznie uśmiechasz.

Bo ciągle gdzieś dzwonisz, z łazienki oczywiście, a dziecko słyszy Twój smutny, napięty głos.

Bo jednak usłyszało w radiu w aucie, że spadły pociski.

Ono nie musi umieć nazwać tego napięcia właściwym słowem: rozwód, kredyt, wojna na Ukrainie.

Chociaż, jeśli mam być szczera dzieci prawie zawsze znają tę nazwę. Bo nie da się kontrolować każdej minuty rzeczywistości.

Dziecko widzi niepokój, zmianę, napięcie i nic nie mówi, bo Ty nie mówisz.

A skoro nie mówisz to może o tym nie wolno rozmawiać?
Może nie mówisz bo jest Ci zbyt trudno, więc dziecko nie chce Ci dokładać?

Tak czy inaczej zostaje samo ze swoim niepokojem, niewiedzą i łatwością w zapełnieniu niewiedzy domysłami.

Czy to przeze mnie wszyscy są poddenerwowani? Czy to dlatego, że ciocia w przedszkolu powiedziała, ze byłem niegrzeczny?

Czy dzieje się coś BARDZO złego, tak złego, że nie można mi powiedzieć?

Oczywiście, że nie zachęcam do mówienia pięciolatkowi: Hej, u sąsiadów spadają bomby.

Ale 'Nie mów dzieciom' jest klikbajtowym uproszczeniem, na które nie mam zgody.

Pięciolatka w obliczu wichury, dziadka w szpitalu, rozwodu oraz Ukrainy warto pytać często

- Jak się czujesz?
- Chesz o czymś pogadać?
- Jak tam twoje zmartwionka?

Zeby miał przestrzeń, w której powie: jesteś dużo smutna, o czymś szepczecie, czy coś się dzieje gdzieś złego?

Warto wyłączyć TV i radio, dzieciom nie są potrzebne takie obrazy i dramatyczne informacje. To oczywiste.

ALE>

Małe dziecko nawet jeśli nic nie wie o wydarzeniach na świecie - widzi, że rodzic inaczej funkcjonuje. Zamiast upraszczac Nie mów dzieciom - ja mówię - ta sytuacja wpływa na dorosłych, a ich emocje wpływają na dzieci. I o tym co się z nimi dzieje w zwązku z tym warto rozmawiać, mieć dużą uważność.

ALe przedszkolak idzie do przedszkola, w którym są dzieci z Ukrainy, które mówią o tym, że bomby spadają na ich miasto.

Starsze dzieci, które idą do szkoły, a tam rówieśnicy im mówią 'Ej, mój stary mówi, że na Ukrainie spadają bomby i tylko czekać, aż jakaś poleci na Pałąc Kultury'
warto pytać wprost:

- Czy chcesz pogadać o czymś, w związku z tym co dzieje się na świecie?
- O czym gadacie w szkole?
- Co tam twoi koledzy ciekawego dzisiaj powiedzieli?
- O czym myślisz?
- Jesteś osowiłay, czy coś cię niepokoi? Pogadaj ze mną.

Bo serio, jak realizować poradę 'NIE MÓW DZIECIOM O WOJNIE' skoro one idą do szkoły, a tam pan na historii im mówi, że nadciąga druga tura zagłady'

Natuli pisze: nie mowcie nic dziexiom, jesli nie pytają.

SERIO?????

Od dosyc dawna wiadomo, ze dzieci bardzo rzadko pytają wprost

‚Mamo w zwiazku ze strzępkami informacji z domu i w związku z tym co mówią dzieci w przedszkolu / szkole odczuwam niepokój, lęk i zalewają mnie niepokojące mysli. Czy moglabys mi to wyjasnic i zaopiekowac moje emocje?’

‚Mamo, oczuwam twoj niepokoj i nie moge sie wyciszyc przed zasniexiem, czuję nieokreślone zagrozenie, czy mozesz mi cos powiedziec?’

To się nie zadzieje.

Dziexko informuje nas, ze mu trudno, ze zalewają je lękotwórcze mysli trudnym zachowaniem, rozdraznieniem, labilnoscia emocjonalną, klopotami ze snem, pobudzeniem.

Nie pytaniami.

👉 Myślisz, że to ważne? Udostępnij. 👈

Może warto, żeby rodzicie wiedzieli co robić zamiast nierozmawiania.

PS Piszecie mi, że w co drugim przedszkolu są dzieci z Ukrainy i że jest to temat rozmowy między dziećmi po prostu

EDIT Tak długi post się nie klika ale trudne sprawy trudno jest ogarnąc prostą poradą.

EDIT 2 podsumowujacy:
Malusienkim dzieciom przedprzedszkolnym nie podajesz informacji bo co to jest emisja dwutlenku wegla i zagrozenie klimatyczne tez im nie mowisz. Badz uwazny czy nie przelewasz swoich emocji.

Z przedszkolakami i starszakami rozmawiaj: pytaj czesciej co slychac, o czym się rozmawia w grupie dzieci, pytaj o mysli, samopoczucie, o to czy cos ich nie zaniepokoilo.

PRZYKLADOWE DIALOGI Z DZIECMI W KOMENTARZACH

24/01/2022

Był czas, że niezwykle ważne było dla mnie bycie tu na bieżąco. Cały czas online. Czytałam nowe posty, przeglądałam relacje, szukałam interesujących treści - dla siebie i dla Was, tak żeby mieć możliwość udostępnienia, skomentowania. Tak, żeby wiedzieć o czym toczą się instagramowe dyskusje.
Miałam klasyczne FOMO (ang. fear of missing out) w najczystszej postaci - dłuższy brak telefonu, zasięgu powodował lekki dyskomfort, bo może dzieje się "COŚ" i mnie to omija?

Nawet nie wiecie, jak dużo napięcia generuje publikowanie w social media jako twórca. Wrzucasz post i czekasz.
Serduszka, komentarze, udostępnienia, każde oznajmione notyfikacją w telefonie. Niby nie robisz tego dla reakcji ale jednak to karmi, łechta ośrodki nagrody w mózgu, sprawia, że chciałoby się jeszcze. Każde powiadomienia to taki mini strzał przyjemności.

Jakiś czas temu wyłączyłam powiadomienia dźwiękowe ale chciałam aby nadal się pojawiały na ekranie. W efekcie bardzo często zerkałam na telefon i sprawdzałam - może ktoś, coś, gdzieś...

Od kilku tygodni jestem tu bardziej jako obserwator, potrzebuję czasu na ułożenie sobie na nowo mojej obecności w socialach.

Powiem Wam, że dobrze mi bez tego napięcia. Dobrze mi bez tego oczekiwania. Dobrze mi gdy tych powiadomień jest malutko.
Dobrze mi nie być na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się dookoła.

Jeśli są osoby, których treści Was karmią, które Wam coś dają, z których korzystacie, to zostawiajcie serducha, komentujcie, udostępniajcie. To właśnie te reakcje są walutą mediów społecznościowych.

A ja, na jakiś czas oddaję się błogiej przyjemności nie bycia na bieżąco. Joy of missing out w pełnej krasie ;)

Polecam Wam spróbować wyłączyć powiadomienia i sprawdzić, co Wam to zrobi... I nie mówię tylko do twórców ale do każdego z Was. Kto spróbuje?

09/01/2022

Pod koniec zeszłego roku zatrzymałam się i zastanowiłam czego potrzebuję. Szukałam priorytetów, tego, co dla mnie ważne, tego, co sprawia, że czuję się dobrze, bezpiecznie, spokojnie. Szukałam rzeczy, które mnie uwierają, z którymi mi trudno, takich, na które mam wpływ, które mogę zmienić.

Wynikiem moich przemyśleń - dość zaskakująco - jest decyzja o powrocie do pracy na część etatu. (Raz jeszcze dziękuję Ci Dorota Dorota Zborowska BrandKitchen za iskierkę, która ten kierunek doświetliła ✨)

Nie wiem czy wiecie ale prowadzenie swojej działalnościa to ogrom plusów ale są też sprawy cholernie trudne i niezaprzeczalne minusy, o których trudno nie myśleć.

Te minusy od jakiegoś czasu mi ciążyły i choć uwielbiam być tu, spotykać się z Wami podczas konsultacji, tworzyć wspierające treści, być w tej wspierającej instarodzinie, to jednak czułam, że coś mnie dociąża. Sprawia, że coraz trudniej być mi tu z lekkością, świeżością i łatwością. Bardzo hamował mnie brak stabilności i przewidywalności. Sprawiało to, że czułam się źle. Było mi trudno rozwijać Troskliwy Umysł, bo na karku czułam nieustanny ciężar niepewności...

Mam w sobie dużo wdzięczności, że mam wiedzę i doświadczenie zawodowe, które pozwoliło mi na ponowne znalezienie zatrudnienia i to jeszcze w wymiarze etatu, który jest dla mnie ok. Dopiero dziś przyszły do mnie słowa, którymi chciałam się z Wami podzielić. Czuję ulgę, jest mi lżej, biorę głębszy wdech i cieszę się na ten nowy etap.

Myślę sobie, że zmiany są dobre! Nawet jeśli są krokiem w tył, nawet jeśli oznaczają rezygnację z planów, które wydawały się być idealne. Warto mówić „SPRAWDZAM”, warto się zatrzymywać, słuchać siebie i decydować czy to, co robię mi służy, czy tego właśnie potrzebuję.

Będzie mnie tu trochę mniej, daję sobie czas i przestrzeń na znalezienie dobrej dla mnie proporcji pomiędzy częścią etatu, konsultacjami z rodzicami i byciem tu, jako twórczyni.

Chapeau bas dla każdego, kto łączy aktywną obecność na ig z pracą pełnoetatową!

PS. Niezmiennie zapraszam Was na konsultacje jeśli szukacie wsparcia w odnalezieniu spełnienia w rodzicielstwie! Pierwsza, wstępna konsultacja trwająca 20 minut jest bezpłatna. Link w BIO 😉

31/12/2021

Nie lubię podsumowań, tak jak nie lubię wyznaczania celów. Trudno mi się w te ramy wpisywać, określać konkrety, liczby, wymiary, ile, czego, kiedy... Jakoś mi to nie pasuje, nie jest to moje.

Z drugiej strony lubię spojrzeć wstecz i zobaczyć różnicę, zobaczyć zmianę, która się wydarzyła. Czuć postęp w moim nastawieniu, świadomości, tym jak myślę o sobie, mojej rodzinie, świecie.

Nie umiem, a może nie chcę tych różnych ulotnych i metafizycznych wartości i doświadczeń sprowadzać do odhaczonych punktów w podsumowaniu, dlatego go to nie znajdziecie ;)

Będzie za to spojrzenie na ten mijający rok z wdzięcznością. Za wszystko, co przyniósł, za to, co zabrał, za wszystkie jego odcienie, za wszystkie doświadczenia, za trudy, za łatwości, za ciepło i chłód. Za każdy uśmiech i każdą łzę, za każde spojrzenie, oddech i bicie serducha. Za staranie się każdego dnia, za f**k upy i za sukcesy, za wzloty i upadki.

Bez tego roku i każdego innego, który minął, nie byłabym tu gdzie jestem – a lubię to miejsce i siebie w nim, dlatego mam w sobie wdzięczność za wszystkie ścieżki, którymi idę.

Co przyniesie 2022? Nie wiem, ale czekam na niego pełna otwartości i ciekawości i tego życzę i Tobie!

A Ty? Za co jesteś sobie wdzięczny w mijającym roku?

#2021 #2022

Photos from Troskliwy umysł - Małgorzata Rutkowska's post 27/12/2021

Bezstresowe czyli jakie?

Czy w ogóle możliwe jest życie bez stresu? Co oznaczałoby wychowanie go pozbawione?

Zacząć warto od określenia czym jest stres. To reakcja organizmu na sytuację, gdy jest on poza równowagą. Im więcej czynników działa i im dalej od stanu równowagi jesteśmy, tym poziom stresu jest wyższy. Stresory to te właśnie czynniki, mogą być to wszelkie rzeczy od czynników biologicznych, przez emocjonalne, poznawcze, społeczne i prospołeczne. (Jeśli chcecie poczytać o nich więcej to zapraszam do wpisów z

Czym jest więc "bezstresowe wychowanie"? Powiedziałabym, że używające tego stwierdzenia osoby mówią o relacji, w której brak jest granic. Takiej, w której dziecko jest zagubione, nie ma przewodnika, nie ma bezpiecznej relacji z opiekunem. Czy jest to wychowanie bez stresu? W moim rozumieniu nie. Jest wypełnione stresem, który generowany jest przez brak wzorców, brak uwagi, więzi i granic. Taką relację charakteryzuje brak ram, w których można funkcjonować oraz zagubienie w świecie, który przecież powinien być dziecku objaśniany. Dziecko, które jest w taki sposób wychowywane ma na swoich barkach ogromne obciążenie, musi podejmować decyzje, na które nie jest gotowe. Nie ma wsparcia, przewodnictwa i wzorców. Taka sytuacja to ogromna porcja stresu.

Nasz świat serwuje nam ogrom bodźców, stresorów, które w mniejszym lub większym stopniu sprawiają, że nasze organizmy się spinają, że nie czujemy się bezpiecznie. Każdy z nas jest inny i inne czynniki mogą sprawiać, że nasze napięcie rośnie, a w ciałach kumuluje się stres. Warto być uważnym obserwatorem, warto szukać czynników, które oddziałują na nas i nasze dzieci najmocniej. Ta wiedza może okazać się bezcenna, da nam moc, sprawczość i możliwość skutecznego działania aby nasze życie było bardziej wypełnione spokojem, łagodnością i uważnością.

22/12/2021

Zewsząd wołają nagłówki, posty, karuzele o tym, aby o siebie zadbać w święta, o tym jak odpowiedzieć, gdy pytanie nam zadane będzie naruszające, gdy komunikat będzie krzywdzący. Mam taką myśl, że intensywne chłonięcie tych treści może być dociążające... Z jednej strony takie ściągi są bardzo pomocne, pomagają znaleźć słowa, pokazują różne opcje, z drugiej mogą być frustrujące, bo mogę znać słowa ale nie mieć odwagi i przestrzeni aby je wypowiedzieć.

Chciałabym przypomnieć Wam o małych krokach, bo my bardzo chcemy od razu na grubo... Odpowiedzieć, zagiąć wujków, ciocie, babcie. Wrzucić taką ripostę, że pójdzie wszystkim w pięty, a my skąpani w blasku świateł wyjdziemy przy akompaniamencie fanfarów z orderem Mistrza Asertywności... Ehh...

Może warto dać sobie czas? Już sam fakt, że zaczynamy pewne rzeczy, komunikaty, zachowania zauważać, że świadomie wybieramy, to jest już dużo! Nie wymagajmy od siebie zmiany o 180 stopni, to wymaga cholernie dużo wysiłku, odwagi, woli... Nie zawsze jest w nas na to przestrzeń i determinacja. Czasami wybieramy cichą troskę o siebie, bez spektakularnych słów i działań. Drogę, która zacznie się od małych kroczków. Od wygodniejszego stroju, od kupienia gotowych pierogów zamiast ich lepienia, ciast z cukierni, od jednego rodzinnego spotkania mniej, na rzecz leniwego, rodzinnego poranka... U każdego z nas będą to inne rzeczy, ale warto ich szukać, warto wnosić te mini zmiany, aby święta były dla nas, a nie my dla nich... Aby tworzyć własne zwyczaje, tradycje i rytuały, nie tkwić, w tych niewygodnych i nielubianych.

Ja w tym roku odpuszczam robienie makowca, a co będzie Twoim małym kroczkiem?

Photos from Troskliwy umysł - Małgorzata Rutkowska's post 13/12/2021

Zmiany kojarzą się nam często z wysiłkiem. Gdy coś zmieniamy, to niecierpliwie czekamy na efekty. Wielkie wysiłki mają przynosić wielkie zmiany. bo jeśli dociera do nas, że potrzebujemy odpocząć, to chcemy na „grubo”, najlepiej weekend w SPA, albo w ogóle miesiąc w tropikach. Jak chcemy zmiany w relacji z dzieckiem, to najlepiej cały weekend razem, bo czujemy , że się od siebie oddalamy. Jak chcemy jakoś pobyć z partnerem, to najlepiej dzieci do dziadków, a my na romantyczny weekend.

Wszyscy dobrze wiemy, jak te nasze wielkie plany i oczekiwania się kończą... Jeśli w ogóle uda się coś zaplanować, to zwykle na pokład wjeżdża gorączka, jelitówka albo jest załamanie pogody... Been there done that...

Te duże plany i projekty brzmią fajnie, ale życie płynie dzień za dniem i przychodzę do Was dziś z pomysłem na małe kroki, małe gesty, mikromomenty. Takie, które budują, które są iskierkami w codzienności. Na myśli mam drobne gesty, które mówią – Hej, jesteś ważny! Hej, widzę Cię! Cieszę się, że tu jesteś!

Ile jest takich chwil każdego dnia, gdy możemy się z łagodnością i miękkością dotknąć? Gdy możemy się pogłaskać, dać sobie buziaka? Gdy z miłością możemy spojrzeć na nasze dzieci, męża czy żonę i życzyć mu dobrego dnia...

Wiem, że to wymaga zasobów, dlatego na początku warto zadbać o relację z samym sobą. Sprawdzać, co u nas, czego nam potrzeba... Dopiero, gdy my będziemy czuć się dobrze będzie w nas przestrzeń aby szukać tych ciepłych mikromomentów w relacji z innymi.

Ciekawa jestem, czy macie swoje rytuały i zwyczaje, które ładują baterie i budują Wasze relacje ze sobą, dziećmi i partnerem?

***

Jeśli chcesz poszukać sposobów na budowanie ciepłej relacji z bliskimi to zapraszam Cię na bezpłatne 20 minutowe spotkanie. Rozwiejemy Twoje wątpliwości, ustalimy drogę do celu! – napisz do mnie [email protected]

09/12/2021

Bardzo lubimy nadawać komunikaty. Opowiadać, radzić, opisywać. Gdy w rozmowie, napotykamy na ciszę, to odruchowo chcemy ją zapełnić, zagadać, sprawić, żeby się nie wydarzała.
Zbyt często jesteśmy w nadawaniu. Chcemy wszystko szybko, już, teraz. Dokańczamy zdania rozpoczęte przez nasze dzieci, zagadujemy ich trudności i wyzwania. Trudno nam robić przestrzeń na ich myśli, emocje i przeżycia.

A gdyby tak wejść w rolę słuchacza? Takiego towarzysza, który jest obok, z ciekawością i uwagą ale bez zgadywania i wszystkowiedzenia...

Znacie takie uczucie bycia wysłuchanym? Tak prawdziwie, do końca, z ciekawością, uważnością i troską? Bycie zauważonym ze wszystkim, co w nas?

Tylko będąc w odbiorze, a nie nadawaniu możemy dowiadywać się nowych rzeczy. Tylko posiadając otwarte uszy możemy wczuć się w to, o czym opowiada nam drugi człowiek, zarówno ten mały, jak i duży.

Niezmiennie uwielbiam przepis na takie empatyczne słuchanie, który zawiera książka Cori Doerrfeld „A królik słuchał”

Bo często, gdy chcemy wysłuchać i wesprzeć, działamy jak te zwierzaki:

- kurczak, któremu przykro i ciągnie za język, żeby koniecznie opowiedzieć mu, co się wydarzyło;

- niedźwiedź, dla którego jedynym właściwym rozwiązaniem była złość i zakrzyczenie problemu;

- słoń, który najlepiej wie, co trzeba zrobić, żeby wszystko naprawić i powrócić do status quo;

- hiena, która chce obrócić wszystko w żart;

- struś, który chce udawać, że nie stało się nic;

- kangur, który twierdzi, że trzeba wszystko posprzątać;

- wąż, który chce przenieść złość i niezadowolenie dalej, na kogoś innego...

Żaden z tych sposobów, jeśli będzie narzucony z zewnątrz nie zda egzaminu.

Bądźmy królikami, które przyjdą, przytulą, dadzą ciepło, będą blisko... A gdy przyjdzie pora, w uważnym towarzyszeniu będą wspierać i podążać za potrzebą drugiego człowieka...

Może to jest właśnie sposób na dowiadywanie się nowych rzeczy o nas, naszych bliskich i świecie?

Photos from Troskliwy umysł - Małgorzata Rutkowska's post 03/12/2021

Zwykle gdy dzieją się rzeczy trudne pojawiają się emocje, a z tymi emocjami często bywa nam, dorosłym trudno. Chcemy je zgasić, przytłumić, zareagować tak, żeby szybciutko ich nie było. Często sięgamy po znane zwroty... Na przykład: „Nic się nie stało”, „Daj spokój”, „Już nie boli”...

Te sformułowania mogą wprowadzać w głowie dziecka zamieszanie. Bo przecież na tej małej skali doświadczeń i przeżyć stało się bardzo dużo. W tym kilkuletnim dorobku trudności, wydarzenie, jakie miało miejsce jest na tyle trudne, że zachowanie dziecka jest najlepszym, na co je w tym momencie stać. Zaprzeczanie emocjom, uczuciom, reakcjom może być dla dziecka niezrozumiałe. Jego reakcja nie jest wystudiowana czy zaplanowana. Zaprzeczanie i komentowanie, które umniejsza i unieważnia reakcje sprawia, że dziecko gubi się i nie wie czy wierzyć sobie, czy opiekunowi, który twierdzi, że nic się nie stało...

Dzieci, które często spotyka taka reakcja przestają sobie wierzyć, gubią kontakt z ciałem, przyjmują, że coś jest z nimi nie tak, skoro wszyscy mówią, że – Nie boli – a jego boli... Odłączają swoje głowy od ciał i powoli stają się odcięte od sygnałów z niego płynących. Nie ufają sobie.

Bardzo często to zaprzeczanie dzieje się w dobrej wierze, nie chcemy lub nie umiemy uznać emocji dzieci. Warto być uważnym, obecnym i świadomym. Warto widzieć dziecko, z całą paletą jego reakcji, emocji i przeżyć. Warto dostrajać się do tego, co przeżywa. Opowiadać, co widzimy, być, w łagodnym towarzyszeniu, z zapewnieniem, że to, co dzieci czują jest ok.

***

Jeśli chcesz porozmawiać o swoich trudnościach, poszukać sposobów na uważną obecność w rodzicielstwie to zapraszam Cię na bezpłatne 20 minutowe spotkanie. Rozwiejemy Twoje wątpliwości, ustalimy drogę do celu! – napisz do mnie [email protected]

30/11/2021

Słowa mają moc! Nie od wczoraj wiadomo, że sposób w jaki się komunikujemy wpływa na nas, nasze samopoczucie, nasz nastrój, naszą rzeczywistość. Gdy dużo jest w nas czarnowidztwa, to i spotykające nas sytuacje potwierdzają nasze wizje. Gdy na świat patrzymy bardziej przychylnym okiem, płynie do nas więcej sygnałów wskazujących, że jest nadzieja na lepszy świat.

Z tej perspektywy, warto spojrzeć na słowa, z których korzystamy, język, którym obdarzamy nasze dzieci. Dość łatwo przychodzi nam korzystanie z etykiet, zarówno tych ze znakiem plus jak i minus.

Mądrala, maruda, ślicznotka, rozrabiaka, wrażliwiec, łobuz, kujon, wstydzioch... Znacie? Kto nie zna!

Im częściej z nich korzystamy, tym mocniej się przyklejają, wrastają w nas i stają się nieodłączne. Dzieci, które słyszą o sobie, że są łamagą, z większym prawdopodobieństwem będą się przewracały. Będą chciały sprostać łatce, jaką dostały.

Rozrabiaka, będzie z większym prawdopodobieństwem posądzony o zrzucenie z półki pojemnika z kredkami... A skoro i tak, wszyscy zawsze tak o nim mówią, to będzie robił wszystko, aby tym etykietom sprostać.

Etykiety czasami stają się drugim imieniem, którego jest się bardzo trudno pozbyć, do którego chce się doskakiwać i ze wszystkich sił spełniać zaklęte w nim wymagania. Działa to również z etykietami, które mają znak dodatni. Mądrala, kujon, ślicznotka – łatwo się zagalopować w drugą stronę i wpaść w szpony perfekcjonizmu i sukcesu, za wszelką cenę...

Tożsamość dziecka kształtuje się pod wpływem doświadczeń, jeśli w oczach otoczenia dziecko widzi jedynie etykiety, to przyjmuję tę wizję siebie, jako prawdziwą. Przecież rodzic wie lepiej. Z mniejszą energią eksploruje świat, bo przecież wszystko jest już jasne.

Dziecko przegląda się w naszych oczach, jeśli widzimy niegrzeczne dziecko, które zawsze robi na złość to ono takie właśnie będzie.

Jeśli spojrzymy szerzej, zobaczymy dziecko, któremu trudno w nowej sytuacji, które potrzebuje autonomii i zrozumienia, którego potrzeby są niezaspokojone.

Czujecie różnicę?

Warto mówić o zachowaniu, nie o dziecku. Warto widzieć dziecko, nie etykietę, która została na nim umieszczona...

25/11/2021

Gdyby ktoś zadał mi to pytanie 3-4 lata temu, nad moją głową zebrałyby się ciężkie chmury...

Słowa, które by mnie najlepiej wtedy opisały to: zagubiona, zalękniona, chaotyczna.

Tak było. W rozsypce, z brakiem pomysłu na siebie, w rozczarowaniu, zagubieniu odnośnie tego, dlaczego jest jak jest, czy ze mną jest coś nie tak?

Za mną długa droga i gdy dziś myślę o tych latach, to mam w sobie dużo łagodności dla siebie sprzed lat. Wiem, że działałam najlepiej, jak umiałam. Widzę, jak poznawanie siebie i rozwój mogą wspierać w sukcesywnym przesuwaniu siebie na liście priorytetów do góry.
Można dokonać zmiany i się w niej rozgościć, bo w rolę rodzica zmiana jest wpisana na stałe. Bo jak już niemowlak złapie rytm snu, to nadchodzą wyzwania rozwojowe i po rutynie nie ma śladu. Jak już ogarniemy rozszerzanie diety, to będą szły zęby, a jak już będziemy widzieć światełko w tunelu, to przyjdą drugie urodziny i okres silnego dążenia do autonomii. Później katorgą będzie na przykład wyjście na spacer, tak ukochane, jeszcze pół roku temu... I tak dalej, i tak dalej... Nasze dziecko będzie się zmieniać, rozwijać, będzie szukać siebie, kształtować swój charakter. Zmiany będą się działy i im więcej odnajdziemy w sobie dla nich elastyczności i akceptacji tym będzie łatwiej.

Dziś, na pytanie z posta odpowiadam inaczej. Bo to, co przychodzi mi do głowy dziś, to: wystarczająca, autentyczna, świadoma.

Jestem dumna z tego, jaką przeszłam drogę i to nie o tym, że teraz jestem non stop zen, działam nieustannie w zgodzie z Self-Reg, a mówię i myślę tylko zgodnie z NVC... No nie... Nie zawsze używam pięknych słów i języka osobistego, bywam rozregulowana i bez zasobów i często zdarza mi się przeoczyć moment, za którym czeka mnie już tylko równia pochyła... I to wszystko jest częścią życia, częścią bycia człowiekiem, rodzicem, partnerem. I to ok, bo nie da się być idealnym, można być wystarczającym, ze świadomością swojego człowieczeństwa.

To teraz Twoja kolej. Zatrzymaj się, weź głęboki wdech przez nos, wypełnij powietrzem brzuch. Powoli wypuść powietrze ustami. Pomyśl o sobie w roli rodzica. Jakie 3 słowa jako pierwsze pojawiają się w Twojej głowie?

Photos from Troskliwy umysł - Małgorzata Rutkowska's post 22/11/2021

Moja macierzyńska droga była kręta. Doświadczyłam wielu odcieni trudności i wyzwań, które jawiły mi się jako takie, nie do ogarnięcia. Bywałam w totalnym zwątpieniu, smutku, beznadziei i bezsilności. Płakałam w poduszkę i myślałam, że jestem najgorszą mamą na świecie. Poznałam w dużym kalibrze, co oznacza dziecko o wysokich potrzebach, temperament wysoko wrażliwy, trudna adaptacja czy silna preferencja jednego z rodziców.

Patrzę wstecz i czasami myślę, jak wiele by się zmieniło gdybym wtedy wiedziała to, co wiem teraz. I ten wpis nie jest o tym, że żałuję, czy mam do siebie pretensje – nie. Patrzę na siebie sprzed ponad 6 lat i wiem, że robiłam wszystko najlepiej jak potrafiłam. Nie miałam pojęcia, jak ważna jest troska o siebie. Działałam dokładnie na odwrót, siebie zostawiałam na samym końcu. Zapomniałam, że mam potrzeby, że jestem ważna. Nie wiedziałam, jak mocno moje zasoby mogą wpływać na to, jak funkcjonuje moje dziecko i cała moja rodzina, nie wiedziałam jak wielką wartość ma wsparcie, wioska, inni ludzie. Z czasem, rozwojem i wiedzą, jaką zdobywałam, moje oczy otwierały się szerzej, a w sercu odnalazłam misję wspierania innych rodziców. Takich, którym z różnych powodów trudno, takich, którzy szukają wsparcia, których codzienność pełna jest zagubienia, takich, których dzieci potrzebują więcej, takich, którzy są często niezrozumiani, których uczucia, doświadczenia i emocje są umniejszane. Takich, którzy nie potrzebują rad, a akceptacji i wysłuchania. Czuję to całą sobą, wsparcie rodziców, to najlepsze, co można zrobić aby kolejne pokolenia wzrastały w harmonii i spokoju.

Jeśli Ci trudno, szukasz wsparcia, potrzebujesz wysłuchania, empatii, przyjęcia i uważnienia Twoich doświadczeń, uczuć, emocji, to zapraszam Cię na bezpłatne spotkanie wstępne.
To 20 minut dla Ciebie, na Twoje pytania, wątpliwości. Możesz sprawdzić, czy odpowiada Ci forma spotkania jaką oferuję, czy zdalna konsultacja jest dla Ciebie, czy czujesz, że pełnowymiarowe konsultacje będą dla Ciebie wspierające.

Napisz do mnie, znajdziemy dogodny termin – [email protected]

Więcej o konsultacji tu: https://troskliwyumysl.pl/konsultacja/

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Warsaw?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Adres


Ostrobramska
Warsaw
04-163