01/09/2022
Zupełnie się zgadzamy :)
– Nie chcę wstawać...
– Chciałbyś jeszcze poleżeć, co?
– Tak, tu jest tak ciepło.
– No pewnie, pod kołderką jest cieplutko i miło. To co zrobimy, żeby było ci milusio i żebyśmy zdążyli do przedszkola/szkoły i pracy?
– Jeszcze parę minut.
– Dobra, to jeszcze pięć minut, a jak cię zawołam, to co wtedy zrobisz? – Wstanę?
– Tak, wstaniesz i przyjdziesz do kuchni.
Mama kończy zadowolona, że obudziła dziecko dziesięć minut przed czasem, czyli udało jej się zatroszczyć zarówno o swoją potrzebę spokojnego poranka, jak i zadbać o komfort malucha. Może nawet czasem położyć się ze swoim dzieckiem, poprzytulać je, a dopiero potem mogą wstać razem.
Jest to zupełnie inna sytuacja niż to, co większość dzieci doświadcza w domach: „Wstawaj!”, „Jeszcze nie wstałeś?”, „Czy ty naprawdę uważasz, że ja mam ochotę codziennie rano przez to przechodzić?”.
🩳👚Następnie podchodzimy do szafy:
– Nie chcę tego włożyć. Chcę moje ulubione spodnie.
– Okej, słyszę, że chcesz swoje ulubione spodnie. Wiem, że je lubisz. Są w praniu, bo są na nich zupa i farbki, i dziś ich nie włożysz.
– Ale ja je chcę!
– Słyszę, że je chcesz. Co możemy zrobić, jeśli ty je chcesz, a są brudne?
– To mi wypierz.
– Ach, czyli masz pomysł, żebym je wyprała. Nie zdążę tego zrobić i nie zdążą wyschnąć. Jakie masz inne pomysły?
– Nie mam.
– Okej, chcesz usłyszeć moje pomysły?
– Mhmm.
– Wrzucę je teraz do prania i jak wrócimy, będą czyste, a teraz wybierzesz swoje drugie ulubione spodnie.
– Ja lubię tamte.
– Wiem, kochanie, mówiłeś, że w nich masz najlepsze przygody.
Teraz ich nie założysz. Co zrobisz?
Jeśli towarzyszycie dzieciom, którym wszystko jedno, w co się ubiorą, mam nadzieję, że to doceniacie. Bywa, że dzieciom rano nie podoba się to, co przygotowały wieczorem. Bywa, że mają swoje ulubione spodnie, buciki, sukienkę itp. Bywa, że rodzice bardzo dbają o to, by dzieci zawsze były w miarę czyste, choć czasem nie są. Ważne, by powtarzać: „Słyszę, że je chcesz...”, zamiast mówić: „Czy ty nie możesz choć raz...”, „Co w nich jest takiego specjalnego?!” (to nawet nie jest pytanie). I jednocześnie dawać do zrozumienia, że nie ma teraz na to szansy. Tak wyznaczamy warunki brzegowe mediacji.
Nie mediujemy tego, czy dziecko pójdzie w zalanych obiadem spodniach. Mediujemy to, co jest dostępne w szafie.
🥐🥞🥚Następnie lądujemy na śniadaniu:
– Nie chcę owsianki.
– Dobra, słyszę, że nie chcesz owsianki. Powiesz mi dlaczego?
– Bo mi dziś nie smakuje, chcę naleśniki.
– No pewnie, naleśniki są pyszne, wcale się nie dziwię, że masz na nie ochotę. Teraz nie zrobię naleśników. Co innego możesz zjeść, co będzie ci smakowało?
– Tęczę.
– Aha, tęcza to para wodna i światło. Może coś bardziej pożywnego? – Naleśniki.
– Okej, wiem, że chcesz naleśniki. Co możesz zjeść, co zrobię szybko?
– A to prawda, że nie dasz mi czekolady do owsianki?
– Mówisz tak, bo ostatnio się nie zgodziłam? Teraz się zgadzam.
– Juppiiiii!
Zakładam, że w waszych głowach może pojawić się myśl: „I co? Tak przez cały dzień? Przez całe życie? Czy autorka myśli, że ja mam dodatkowe godziny?”.🫣🫣🫣🫣🫣
Tak, wprowadzając mediacje, nierzadko mediujemy nieprzerwanie. Wydaje się nam, że szybciej jest po prostu nakazać, zakazać i powiedzieć, jak ma być. Zgadzam się, jest szybciej. Przynajmniej w większości przypadków.
Zakazy i nakazy zaspokajają naszą potrzebę łatwości i sprawczości. Mogą być też strategią dla wielu innych potrzeb: wpływu, bezpieczeństwa czy przewidywalności. Za to nie zapewniają wielu dziecięcych potrzeb i destrukcyjnie wpływają na relację z dzieckiem oraz jego poczucie własnej wartości.
Fragment książki "Konflikty w rodzinie"
🍀 "Konflikty w rodzinie"
📕 książka ---> https://bit.ly/Konflikty_Natuli
🎵 audiobook ---> https://bit.ly/Konflikty_audiobook
📱 ebook --> https://bit.ly/Konflikty_ebook