08/06/2024
Serce i Rozum - rozmowy dokończone
Prolog
Tak, zrobiłem to po raz kolejny. I wierzcie lub nie. Jednak coś we mnie pękło, coś przybrało na sile, wzrastało niczym fala, nim rozbije się o brzeg. Bo jak taki ktoś, hardy, twardy, nieustępliwy, szorstki, może w tak krótkiej chwili wylać z siebie potok łez? Żeby tylko! Zasmarkać się do samego pasa. Siła emocji wzięła górę. Naprzemienny krzyk, płacz, śmiech. Ogromna radość i uczucie miłości do samego siebie. Coś nowego, coś znanego a doświadczanego na nowo. Nowy, inny ja. Ponowne spotkanie z samym sobą. Tu i teraz. Z wielką świadomością, że wszystkie kamienie milowe na drodze życia (te trudne i te dobre doświadczenia) stworzyły mnie tym, kim dzisiaj jestem, a wszystko dzieje się po coś. Niezależnie od tego, na jak długo zagoszczą w naszym życiu ludzie współtowarzyszący nam. Niezależnie od doświadczeń z tym związanych, każdy bez wyjątku wnosi do niego jakąś wartość. Gdzie to tylko od nas zależy, co z tych lekcji przyjmiemy dla siebie i jak wykorzystamy je, by umacniać i budować samych siebie.
Dzisiaj serce mówi otwarcie. Uwielbiasz inspirować innych, zapalać, budować, kreować rzeczywistość. Dla naszego wspólnego dobra. Efekty tych działań, zmiana, metamorfoza, postawy, wiedzy i umiejętności, to dla mnie najwspanialsza nagroda, jaką tylko mógłbym sobie wymarzyć. A jeśli „coś poszło nie tak”, to najwyraźniej nie ja byłem najodpowiedniejszą osobą dla ciebie. I OK. Teraz to przyjmuję i akceptuję. Nic się nie stało.
Rozum i kiedyś i teraz nakręcał, nie tylko mój słowotok ale i działania. Czasem ponad miarę sił. Fizycznych i psychicznych. Nieustanne: „dawaj”, „rób”, „zapierdalaj”, „możesz i musisz więcej”, „oni tego od ciebie oczekują”, „przecież jesteś niezniszczalny i soł soł multitasking”. Motto rozumu? Wymagaj od innych, a jeszcze więcej od siebie i ciśnij innych. Dokąd. Aż do k***a efektu.
…
Tak. Zrobiłem to po raz kolejny. Zrealizowałem jedno ze swoich marzeń.
Pobiegłem w Runmageddon’ie. Dodatkowo nie sam. Z konkretną osobą. Adam. Dziękuję. To, jak i kilka innych marzeń z mojej listy związanych z konkretnymi osobami, było dla mnie cholernie ważne.
Do owej wyżej wspomnianej inspiracji nawiązując. Spotkaliśmy się kilka lat temu. Przy swoistej konfiguracji, gdzie sercem dążyłem do inspiracji, a rozumem do motywacji i owego ciśnięcia.
Synergiczny efekt jednego i drugiego jest dla mnie fantastyczny. Po kilku latach, dzisiaj, to Adam był dla mnie inspiracją do próby, działania i wsparciem. I czułem się bardzo bezpiecznie u boku człowieka, który należy dzisiaj do Elity biegów przełajowych. Czy jeszcze przed naszym spotkaniem sam o tym by pomyślał? Możliwe. Niemniej jestem wdzięczny, że i tego wspaniałego człowieka poznałem na swojej drodze. Historia w ciekawy sposób zatoczyła koło. Bez zastanowienia wziął mnie pod skrzydła, pozwalając zrealizować moje marzenie. Pokazując mi też kawałek swojego barwnego świata sportu amatorskiego, który dla mnie pozostanie na granicy wyczynowego. A może doczeka się nawet swojej olimpijskiej odsłony w przyszłości.
Rozpisany plan przygotowań do biegu wziął w łeb.
Rozum: gościu, jak mogłeś, co się z tobą dzieje, który to już raz wybierasz innych a nie siebie, d**a z ciebie nie zawodnik, do tarcia chrzanu z takim podejściem się nadajesz! Najlepiej odpuść. Znajdź jakąś dobrą wymówkę. Bo kiedyś zrobiłbyś to z palcem w nosie, a teraz? Kim ty w ogóle jesteś.
Serce: nic się wielkiego nie stało, znasz siebie, zrób co uznasz za słuszne. Nawet jeśli odpuścisz, a ktoś cię oceni, skrytykuje, to co z tego. Ty sam wiesz najlepiej kim jesteś i co masz w sobie. Nic strasznego się nie stanie.
I co się stało.
Zrobiłem to. Pobiegłem. Głównie za sprawą serca. Aczkolwiek mądrze, odrzucając niewspierające myśli rozumu. Który był mi niezbędny do oceny zasobów wewnętrznych (siła, moc i sprawność organizmu wystawiona na niebagatelny wysiłek bez przygotowania).
Wiem czym jest ból powodowany morderczym wręcz treningiem. I wiedziałem, co będę czuł po biegu i w kolejnych dniach.
A że sędziowie na trasie, przy sprawnościowych przeszkodach mogliby się mocno przyczepić, a że nie wszystkie zaliczyłem podczas tych 6,5 km biegu. A że niektóre partie ciała odmówiły mi posłuszeństwa. A że ubranie się dzisiaj to nie lada wyczyn. To nic. I na tyle kurcze lubię siebie, tego Piotrka, że to jest zwyczajnie OK.
I jestem dumny z tego, że mogłem być kiedyś małą cegiełką w czyimś planie układania własnej drogi. Tak i ja układam własną na nowo realizując swoje marzenia.
Parafrazując słowa piosenki Linkink Park.
No one knows what is like to be a good man, to be a proud man behind brown eyes.
Bo nawet jak plan się rypnie. Zawsze masz alternatywę. I to od ciebie zależy, jak masz plan B, plan C.
A co postanowisz, tak się stanie.
Ściskam.
Piotr
12/06/2022
15/05/2022