07/12/2025
Tuż przed ślubem, byłam totalnie przebodźcowana. Nie spałam nocami. Myśli o oczekiwaniach innych, rodziny, znajomych, gości, żyły we mnie własnym życiem. Chciałam wypaść jak najlepiej, zadowolić wszystkich. Aż dotarło do mnie, że to mnie wysysa. Że to nie ma sensu. Że moje święto ma być świętem miłości, a nie projektem pod cudze opinie.
Zaczęłam więc łapać momenty, w których się przejmowałam i zadawać sobie jedno, proste pytanie:
👉 „I co z tego?”
– „Nie zapewnię wszystkim hotelu… co o mnie pomyślą?”
➡️ „I co z tego? Są dorośli. Zrozumieją.”
Ogromnie pomogła mi też metoda „Let Them” Mel Robbins. Sama książka, szczerze? Kiepsko napisana. Ale koncept, oh cudeńko.
Pozwól ludziom samym decydować. Komunikuj swoje granice. Przestań kontrolować to, co i tak nie jest pod Twoją kontrolą. Bo najlepsze jest to, że nawet jeśli wszystko skontrolujesz… ktoś i tak może być niezadowolony.
A teraz moje 3 najważniejsze rady, które naprawdę zmieniły moją głowę:
1. „I co z tego?” = czyli zatrzymaj pęd myśli
Jeśli myśl wpada i zaczyna Cię stresować, zadaj to pytanie.
9/10 razy zobaczysz, że wcale nie niesie zagrożenia — tylko presję, którą sama sobie dokładasz.
2. Let Them = pozwól ludziom być dorosłymi
Ty nie jesteś centrum logistycznym świata.
Ktoś czegoś chce? Niech zapyta.
Ktoś czegoś potrzebuje? Niech powie.
Ktoś coś poczuje? Niech poczuje.
Ty rób swoje, komunikuj jasno i… pozwól innym ogarniać swoje życie.
3. Wracaj do tego, co TU i TERAZ
U mnie pomogło jedno: „Czy to, o czym myślę, dzieje się teraz tu przede mną?”
Jeśli nie, puszczam to.
Twoje ciało jest zawsze w teraźniejszości. Myśli, prawie nigdy. Naucz się wracać do ciała.
Kiedy ty się najbardziej przejmujesz opinią innych? W pracy czy w rodzinie?