14/11/2025
O BEZSTRESOWYM WYCHOWANIU SŁÓW KILKA
Od jakiegoś czasu irytuje mnie podział na wychowanie czarno-białe, czyli: albo tresura i posłuszeństwo, albo bezstresowe wychowanie. Stąd też od lat obserwuje i skrzętnie analizuję jak jest, i dlaczego tak a nie inaczej.
Wnioski z tych obserwacji mogę streścić następująco:
1. BEZSTRESOWE WYCHOWANIE jest bezpośrednia odpowiedzią na BRAK wychowania w dekadach poprzednich. Odpowiedzią na tresurę do posłuszeństwa, oczywiście tłumaczone "nie chcę by moje dzieci przechodziły to co ja,.. Więc będę im pozwalać na wszystko 🤦♀️". Ale to jest pokłosie traumy. Z jednej skrajności w drugą.
2. Prawdziwe i zdrowe wychowanie jest oparte na wzajemnym szacunku ORAZ dostosowaniu się do życia między ludźmi, jako społeczeństwa. Ze wszystkimi zasadami bezpieczeństwa, przyzwoitości, kultury osobistej oraz wzajemnego szacunku.
3. Ludzie którzy wychowują dzieci BEZSTRESOWO (w klasycznym tego słowa znaczeniu), to ludzie którzy nie mają pojęcia jak DLA SIEBIE wyznaczać granice (bo i skąd, skoro całe życie bliscy je prsekraczali i wmawiali że "tak już jest") a co dopiero uczyć tego dzieci więc one tych granic w domu wogóle nie mają.
Nie można nauczyć dziecka czegoś czego samemu się nie umie. No raczej.
Teraz widzę ładna tendencje do szukania równowagi pomiędzy tymi dwoma podejściami.
Rodzicielstwo bliskości na razie jest do tego najbardziej zbliżone ale znowu - ludzie nie wiedzą JAK okazywać szacunek czy określać i stawiać granice, więc dają sobie wejść na głowę dzieciom zapominając że one TEŻ muszą (mają ludzki obowiązek) nauczyć się SZANOWAĆ UCZUCIA INNYCH. I tu wracamy do stawiania granic.
Dzieci wychowywane bezstresowo to dzieci rodziców, którzy przeszli taką traumę, że za nic nie postawią swoim pociechom bo boją się że najmniejszy sprzeciw skrzywdzi je.. Tak jak ich skrzywdzono. A jak już wspomniałam "nie chcę by moje dzieci przechodziły to co ja".
Tylko nikt z tych ludzi nie zauważa że takie podejście (brak konsekwencji czy konfrontacja z trudnymi uczuciami dziecka) jest równie krzywdzące jak to czego oni doświadczyli. Nie widzą, że oni RÓWNIEŻ krzywdzą w ten sposób swoje dzieci.
I nie chcę nikogo obwiniać, bo ja to rozumiem, jako pedagog, jako mama, jako człowiek z niełatwym dzieciństwem. To boli. Boli gdy ktośwytknie "moje starania, moje dobre chęci, moją ja chęć ochrony dziecka". Bo to dobre. I szlachetne.
Ale to nie jest zdrowe dla dziecka, które wyrośnie na człowieka o roszczeniowym podejściu.
Jak to kiedyś ktoś ładnie napisał:
ŻYCIE JEST STRESUJĄCE. Zawsze było i raczej zawsze będzie.
Oraz że:
Wychowujemy dzieci nie dla siebie, tylko dla świata (i dla innych ludzi) - to bodajże Korczak.
I ja się w tym w pełni zgadzam.
Ten mały człowiek pójdzie w końcu między ludzi, wyjdzie z domu, znacznie tworzyć własne relacje, przyjaźnie, związki.
Chyba lepiej by ZAWCZASU zrozumiał że inni też mają uczucia i musi liczyć się z konsekwencjami ich naruszenia.
Dzieci wychowywane bez żadnych konsekwencji, będą miały JESZCZE BARDZIEJ stresujące życie. Bo nagle okaże się że nie da się życia przeżyć bez stresu.