22/06/2026
Zazwyczaj w swoje urodziny mam nastrój taki słodko-gorzki. Słodki, bo wiadomo - przyjaciele i rodzina dzwoni, życzenia, ciepłe wiadomości, wizyty i po prostu słodycz. Gorzki, bo zdaję sobie sprawę, że KOLEJNY rok życia minął, że się mój czas kurczy, że robię się coraz starsza. A to nie są jakieś mega optymistyczne myśli. Na swoje 50-te urodziny (17.06) czekałam zatem z mieszanymi uczuciami. Bo nie dość, że to co powyżej, to jeszcze koniec czwórki z przodu, pora na piątkę. A to szybko zmieni się w szóstkę, wiadomo jak ten czas leci 🫣
No i nadszedł TEN dzień. Razem z bliską memu sercu osobą, która odwiedziła mnie z bukietem kwiatów, tortem i prezentem. Oraz zaproszeniem na wycieczkę nad morze 🥰
Spędziłam cudowny, urodzinowy dzień. Pełen ciepła, życzliwości, uśmiechu i poczucia, że jednak tą magiczna pięćdziesiątka nie ma zasadniczo żadnego znaczenia. Nadal czuję się bardzo dobrze. Zarówno w swojej skórze (oj warto ćwiczyć te dwa razy w tygodniu na siłowni i przerzucać te straszne sztangi), jak i w głowie 😊
Weekend to z kolei cudowny czas z rodziną i przyjaciółmi- były eleganckie kreacje i jeszcze bardziej elegancki obiad, potem ognisko, kiełbaski i tańce do muzy Oldies Goldies 😉
Dziękuję Wam za życzenia, wiadomości i telefony z życzeniami, bardzo to byle miłe ♥️