29/06/2026
Już pojutrze w Toruniu zacznie obowiązywać nocna prohibicja i pomiędzy 22, a 6 w mieście nie będzie można kupić alkoholu. Bez względu na to czy popieramy decyzję rady warto wiedzieć, że nocna prohibicja ma Toruniu wielowiekowe tradycje. I to tradycje stricte związane z wojskiem miejskim!
Walka z pijaństwem na ulicach i dbanie o spokój po zmroku była na tyle ważnym zadaniem, że powtarzano ten warunek służby przy podpisywaniu umowy z każdym kolejnym oficerem miejskim. Oddajmy głos źródłom: “Powinien on [oficer] poprzez patrole [sprawić] aby w piwiarniach i winiarniach po capstrzyku w nocy siedzący goście do domów się udali”.
Kto był w wojsku ten na pewno kojarzy czym był capstrzyk. W osiemnastowiecznych armiach był on powszechnym sygnałem, granym na bębnie, nakazującym udać się żołnierzom do domów. W Toruniu sygnał ten rozciągał się jednakże także na mieszczan. O której go grano? Dzięki raportom z wart wiemy dokładnie, iż już o godzinie 20. O godzinie 21 wyruszał z odwachu na rogu Rynku Staromiejskiego patrol, który obchodził wyszynki w obrębie murów miejskich i dbał o to aby goście udali się do domów. Oczywiście mieszczanie nie zawsze poddawali się tym drakońskim prawom i dzięki zeznaniom sądowym wiemy jak wyglądała przykładowa interwencja wobec niepokornych karczmarzy.
Rzecz miała miejsce 1 stycznia 1770 r. Zawerbowany niedawno gefrajter Reizki, dawny pruski podoficer, wszedł do domu sługi sądowego Bawarskiego (żołnierz przekręcił jego nazwisko w zeznaniu na, nomen omen, Browarski). Człowiek ten, podobnie jak wielu innych mieszczan, prowadził w swoim domu niewielki wyszynk. Kiedy tylko patrol o 21 wszedł do przybytku - wszyscy goście uciekli tylnymi drzwiami na podwórze. Gefrajter jednakże, nie w ciemię bity, wiedział o co chodzi i od razu oznajmił gospodarzom, iż zaaresztuje wszystkich gości, jeśli przed jego kolejnym przybyciem nie odejdą.
Kolejny patrol, którym dowodził tym razem sierżant Klemann przyszedł do “Browarskiego” po godzinie 22. Z początku nie chciano żołnierzom otworzyć, lecz kiedy dostali się do gmachu zastali dalej stojące na stołach pełne kufle z piwem. Goście uciekli na piętro i próbowali raz jeszcze oszukać żołnierzy, którzy z kolei raz jeszcze zwrócili się do gospodarza. “Browarski”, widocznie pijany, obruszył się, iż jest panem w swoim domu i żaden żołnierz nie będzie mu tam rozkazywał. Był w błędzie. Po krótkiej wymianie zdań, kiedy gospodarz chciał siłowo wyrzucić sierżanta z mieszkania, jeden z szeregowych zdzielił go flintą w bok i nieborak zaprowadzony został do aresztu na odwachu. Nawet w budynku straży szynkarz nie stracił rezonu i aby utrudnić żołnierzom pracę zgasił światło w głównym pomieszczeniu. Sprawa skończyła się dlań kilkoma ciosami sierżanckim kijem i kańczugiem. Pobity zgłosił zażalenie do władz miejskich, lecz finalnie raczej nie uznano jego obiekcji. Dzięki temu wiemy jednakże jak mocno walczono o respektowanie “nocnej prohibicji” w osiemnastowiecznym Toruniu.
Nocna prohibicja już od godziny 20 brzmi niczym straszliwy reżim, lecz dla osiemnastowiecznych Torunian była codziennością. Słynne powiedzenie “kiedyś to było” nie jest wcale takie prawdziwe :D
[PP]