14/06/2026
Zapomniałam, ile emocji wiąże się z jazdą pociągiem, a już w ogóle kiedy bilet kupiony na ostatnią chwilę nie zapewnia miejsca siedzącego. Cóż, obserwowanie sytuacji z perspektywy podłogi korytarza też ma swoje zalety. Chociażby to, że jestem niedostrzegana. I uff. Mogę poobserwować i popisać.
Jeśli jednak pokusić się o relację:
Pani i pan, obcy sobie jak mniemam, w średnim wieku ludzie, po których bym się jednak kulturki spodziewała, grają w kotka i myszkę: ona wstaje, bo jej wieje, i zamyka okno, a kiedy siada, to on wstaje i okno otwiera. Oboje nie szczędzą epitetów adresowanych w swoim kierunku. Dalekie są od uwielbienia. A ile emocji włożonych w otwieranie okna, i zamykanie... A jaki komizm sytuacji, kiedy jednak pani ostentacyjnie zamyka, ale wadliwość okien nie współpracuje, więc ona tak musi trzy razy uderzyć, a on tylko raz, żeby kliknęło i było znów otwarte...
Starszy pan (inny, nie ten od okna) podróżuje z dużą walizką, i małą. A korytarz nie za szeroki. widać, że jest sytuacją skrępowany. Pewnie jak ja kupował bilet na ostatnią chwilę. Niemniej, każdego przechodzącego obok obdarza spokojem i przepraszającym uśmiechem. Nieliczni odpowiadają tym samym. Ci, którym uśmiech przychodzi z trudnością, fuczą pod nosem, werbalnie i niewerbalnie.
Jeszcze mogłabym słówko nagryzdać o panu z WARSem, o młodym człowieku słuchającym muzyki nieświadomym tego, że poza słuchawkami, o rozmowach przez telefon i reakcjach na zasłyszany język ukraiński. Ale szkoda mi literek.
Ehh...
Spuentuję tylko, nieco z rozbawieniem, chociaż bardziej z zażenowaniem:
na TUSa z nimi wszystkimi.