20/08/2026
Może problem polega na tym, że przez lata przekonywaliśmy młodych ludzi, iż świat powinien być pozbawiony wymagań.
Zbliża się koniec wakacji i coraz częściej trafiam na wpisy o tym, że młodzież już jest zestresowana powrotem do szkoły. Czytam kolejne posty i mam wrażenie, że za chwilę szkoła zostanie przedstawiona jako miejsce porównywalne z frontem wojennym. Tylko cały czas zadaję sobie jedno pytanie: co ich właściwie tak stresuje?
Naprawdę chciałbym to zrozumieć.
Żyjemy w czasach, w których szkoła stała się chyba najbardziej wyrozumiałą instytucją w państwie. Oceny można poprawiać wielokrotnie. Kartkówki są zapowiadane. Wymagania są obniżane. Nauczyciel ma przede wszystkim wspierać, motywować, budować relacje i uważać, żeby przypadkiem nie wywołać u ucznia dyskomfortu. Coraz częściej słyszymy, że nie wolno wywierać presji, że nie wolno wymagać zbyt wiele, że najważniejsze jest dobre samopoczucie.
Szczerze mówiąc, bardziej bezstresowo już chyba się nie da.
I właśnie dlatego uważam, że popełniliśmy ogromny błąd.
Przez lata wmawiano nam, że stres jest złem absolutnym. Że dziecko trzeba przed nim chronić za wszelką cenę. Efekt jest taki, że wychowujemy ludzi, którzy coraz gorzej radzą sobie z czymkolwiek, co wymaga wysiłku, systematyczności i odpowiedzialności. Każda trudniejsza sytuacja urasta do rangi problemu emocjonalnego. Każdy sprawdzian staje się źródłem ogromnego napięcia. Każde wymaganie jest odbierane jako coś niesprawiedliwego.
Czy po opuszczeniu szkoły praca będzie bezstresowa? Studia będą bezstresowe? Prowadzenie firmy będzie bezstresowe? Wychowywanie dzieci będzie bezstresowe? Rozwiązywanie problemów finansowych, zdrowotnych czy rodzinnych również nie będzie bezstresowe. Jeśli ktoś nie nauczy się radzić sobie z umiarkowanym stresem w wieku piętnastu czy siedemnastu lat, to tym bardziej nie poradzi sobie z nim później.
Najbardziej paradoksalne jest to, że im bardziej próbowaliśmy usunąć stres ze szkoły, tym więcej słyszymy o szkolnym stresie.
Bo odporności psychicznej nie buduje się przez eliminowanie wszystkich trudności. Buduje się ją przez stopniowe mierzenie się z wyzwaniami. Przez uczenie się, że nie każda porażka jest katastrofą. Że nie każda ocena definiuje człowieka. Że czasem trzeba usiąść i po prostu wykonać swoją pracę.
Mam wrażenie, że zabrnęliśmy w absurd. Z jednej strony narzekamy, że młodzi ludzie są coraz mniej samodzielni i coraz mniej odporni. Z drugiej strony robimy wszystko, żeby przypadkiem nie doświadczyli sytuacji, które tę odporność mogłyby zbudować.
Dlatego kiedy czytam kolejny wpis o tym, że młodzież już jest przerażona powrotem do szkoły, nie potrafię pozbyć się jednej myśli: może problem nie polega na tym, że szkoła jest zbyt wymagająca. Może problem polega na tym, że przez lata przekonywaliśmy młodych ludzi, iż świat powinien być całkowicie pozbawiony wymagań.
A to jest jedna z najgorszych lekcji, jaką mogliśmy im dać.
www.biologia.szkolnastrona.pl