Metal Machina

Metal Machina Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Metal Machina, Edukacja, Tarnów.

Witaj w Metal Machinie! Mam na imię Gerard, jestem nauczycielem, kompozytorem i muzykiem z wieloletnim doświadczeniem pe...
23/10/2024

Witaj w Metal Machinie!

Mam na imię Gerard, jestem nauczycielem, kompozytorem i muzykiem z wieloletnim doświadczeniem pedagogicznym, scenicznym i studyjnym.
Gitara to moja wielka pasja, dzięki której tworzę własną muzykę pod szyldem Perihellium oraz pomagam innym ją poznawać, rozumieć i kreować.

Oferuję profesjonalne i kompleksowe szkolenie adeptów gitary oparte na najskuteczniejszych metodykach nauczania gry, które od ponad 20 lat studiuję, rozwijam i stosuję w praktyce. Dzięki temu nauka jest o kilka razy szybsza, skuteczniejsza i trwalsza w porównaniu do tradycyjnych metod.

Korzystam przy tym ze zdobyczy psychologii w zakresie procesu uczenia się, psychologii osiągnięć, oraz motywacji, tak by skutecznie i szybko dotrzeć z wiedzą do każdego, pokonując zarówno bariery mentalne jak i fizyczne.
Zajęcia odbywają się zawsze w miłej i przyjacielskiej atmosferze.

𝗧𝗼, 𝗰𝗼 𝘀𝘁𝗮𝗻𝗼𝘄𝗶 𝗼 𝘂𝗻𝗶𝗸𝗮𝗹𝗻𝗼ś𝗰𝗶 𝗺𝗼𝗶𝗰𝗵 𝗹𝗲𝗸𝗰𝗷𝗶:

- szczegółowa diagnoza indywidualnych problemów w grze, naprawa, przebudowa, lub stawianie od początku właściwej techniki gry,

- pomagam uczniom stawiać własne cele, tworzę strategie i plany ćwiczeń dobrane indywidualnie według potrzeb i ambicji,
uczę mierzyć własne postępy nauki,

- stawiam na kreatywność uczniów, ich pomysły, wrażliwość, znajdowanie ich własnego głosu w muzyce poprzez tworzenie własnych melodii, piosenek, utworów, pisanie tekstów. Słowem, wszystko, co potrzebne, by kształtować unikalnych artystów i tworzyć nową jakość.

- mentoring

- wyciągam max z każdej lekcji

- teorię i technikę gry przedstawiam w przystępny sposób na przykładzie ulubionych utworów,

- uczę zaawansowanej obsługi sprzętu, doradzam w jego racjonalnym doborze i zakupie,

- pomagam zakładać i prowadzić amatorskie zespoły,

-------------------------------------------------------------------------

🔵 Realizuję własne autorskie programy z 3 poziomami:
początkujący, średnio zaawansowani i zaawansowani.

🔵 Gitary: klasyczna, akustyczna, elektryczna (6,7,8 strun)

🔵 Nauka w dwóch trybach do wyboru:

- 𝘀𝘆𝘀𝘁𝗲𝗺𝗮𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗮 - min. 1x/tydz.
cena: 70zł/lekcję 50min

- 𝗸𝗼𝗻𝘀𝘂𝗹𝘁𝗮𝗰𝘆𝗷𝗻𝗮, nieregularna np. 1x/miesiąc (ten tryb nie jest dla początkujących!)
cena: 150zł/lekcje 90 min.

🔵 Lekcje odbywają się bezpośrednio, oraz ONLINE (Skype).
Zajęcia również w języku angielskim!

🔵 Wiek uczniów: od 𝟭𝟬 r.ż.

Zapraszam wszystkich pracowitych pasjonatów, którzy chcą się rozwijać i tworzyć! 😊

8 STRUN - czyli Neandertalczyk i smartfon.Dziś nie będę szukał znaczenia tej cyfry. Przyznam, że po ostatnim razie dotar...
23/02/2020

8 STRUN - czyli Neandertalczyk i smartfon.

Dziś nie będę szukał znaczenia tej cyfry. Przyznam, że po ostatnim razie dotarłem do granicy absurdów tego, co można przypisać liczbom. Wydawać się to może śmieszne, ale znajdzie się i tak grupa fanatyków, których nie przegadasz.
Dla jednych i tak ósemka będzie kojarzyła się ze znakiem nieskończoności, ósmą klasą za czasów słusznie minionych, okularami pani od polskiego, dla innych przypominać będzie nawet cholernego bałwanka. Gdy przetniemy 8 wzdłuż powstaną dwie trójki, a gdy w poprzek, dwa... hm baloniki :D
No i tak można w nieskończoność. Wracam, bo odbiegłem za daleko w dywagacje.

Historię świata przepełniają opowieści z tzw "du...y", bez znaczenia dla nikogo innego poza autorem. Oto jedna z nich. ;)

”Paaanie, na ch...ja ci tyle strun, gdy nie masz k..wa tyle palcy...” - (tak - "palcy") - takie zdanie w dosłownym tłumaczeniu usłyszałem kiedyś u podpitego bywalca klubu po jednym z pierwszych koncertów, na których grałem na moim świeżo wystruganym 8 strunowcu, zwanym wtedy pysznie „customem”.
Nie mam tak szczegółowej pamięci do wydarzeń przeszłych. W tej kwestii wspiera mnie dzielnie mój przyjaciel Bartek, który ma niesamowity kronikarski łeb do takich rzeczy, a przy okazji spotkań wspominkowych, śmiechu jest co nie miara .
Ostatnio przypomniał mi pewną nieszablonową sytuację w krakowskim McDonaldzie, kiedy to nasz kierowca niezadowolony z niemożności zjedzenia zwykłego hamburgera w porze śniadań, poruszył ze sprzedającym kwestię zakupu bigosu, czym wywołał niezłą konsternację i poruszenie w całej kolejce do kasy. Poszedł głuchy telefon w kolejce i już myślano, że w Mac-u na prawdę dają bigos. Jestem pewny, że gdyby bigos był wtedy w menu, z pewnością poszedłby na spożycie cały gar. Często zapominamy, że tak bardzo kochamy nasze potrawy, a nie krowie placki...wróć...kotlety zza oceanu :D
No, ale to historia na inny raz, bo znów odbiegam.

Był taki czas kilkanaście lat temu, kiedy to rodzimi gitarzyści zakochiwali się w amerykańskich sprzętach, których ceny były zbliżone do cen dobrych, używanych samochodów, a które niestety rujnowały portfele. Ktoś wpadł na pomysł, by wykonać kopię danej gitary u lutników w kraju w rozsądnej cenie i zanim się zorientowaliśmy ruszył boom na wspomniane wcześniej „customy”. Lutnicy strugali ich ile się dało, lepiej lub gorzej, ale zawsze z sercem. Chłopaki mieli coraz to ciekawsze pomysły, skoro nie ograniczało ich nic, jeśli chodzi o projekty gitar szytych na miarę.
Cóż wiele mówić, sam wpadłem do tego kotła. Zamówiłem w tamtym czasie dwa projekty gitar dla siebie. Jedną 7 strunową kopię Music Mana JP7, a 2 lata później 8 strunową bestię.

Wyjaśni się w tym miejscu tytuł moich dzisiejszych wywodów.
Tak, zachowywałem się wtedy niemalże jak człowiek pierwotny. Nie miałem zielonego pojęcia o lutniczej sztuce, jakie detale, osprzęt, rozmiary mają znaczenie, więc wiele z tych decyzji podejmował lutnik, według moich nie zawsze słusznych, a w większości zwyczajnie głupich, wskazówek.
Miałem to szczęście, że współpracowałem z ogarniętym lutnikiem – panem Przemkiem Sułkowskim z PAS Guitars – profesjonalistą, cierpliwym, życzliwym, wyrozumiałym na moją niewiedzę, ale potrafiącym też postawić mnie do pionu, gdy było potrzeba. Bardzo dobrze zrobił. Przeprowadził mnie całkiem sprawnie przez proces projektowy, czego efektem kilka miesięcy później była gitara 8 strunowa - PAS Perihellium 8.
Nie zwykłem nazywać swoich gitar. Dla mnie to mają być narzędzia do pracy, a siekierom, młotkom czy przetykaczkom do kibla (zależnie od profesji) zwykle nie nadaje się imion. Nie żal potem, gdy się zepsuje, gdy chce się sprzedać lub kupuje nową.
Tu był wyjątek.

Nie, nie. Na tym nie zakończyło się moje neandertalstwo.
W tym momencie człowiek pierwotny dostał do ręki smartfona i przy braku lepszych pomysłów, oraz po teście spożywczym, zaczął nim rozłupywać orzechy, rzucać w płochliwą zwierzynę celem upolowania kolacji. To oczywiście wszystko w przenośni, bo gdzie dziś znaleźć płochliwą zwierzynę ;)
Słowem, nie wiedziałem jak na niej grać, co grać, do czego wykorzystać, jak skorzystać z multum możliwości, które dostałem do ręki. Grałem oczywiście swoje, ale poziom wykorzystania potencjału, który przecież sam chciałem by miała, był bardzo niski.

Gitarę sprzedałem... z wielkim żalem, bo to jednak szyta na miarę i taka moja gitarka, sztuk jeden na świecie. Potrzebna była jednak kasa...
W jej miejsce kupiłem dwie kompletnie nijakie „siódemki”, na których przebujałem kolejne 10 lat, czyli wiecie... kontynuacja neandertalstwa. Ósemkę chciałem odzyskać jakiś czas później, ale poszła w świat i słuch o niej zaginął...

Wyobraźcie sobie, że jej ślad znalazłem dopiero 2 miesiące temu u pewnego bardzo sympatycznego człowieka o imieniu Clement we Francji. Okazało się, że lata już na niej nie grywa, a gitarka leży i się przysłowiowo kurzy. Nikt tu nie miał wątpliwości, że musiałem ją odzyskać. Clement napisał, że nikomu innemu niż mnie - pierwszemu właścicielowi, tej gitary by nie sprzedał.
Tak musiało być!
Popłynęły mi łzy, gdy kurier zawitał do mnie z paczką z Francji. Pieprzony kawał patyka!
Dziś mam ogromną przyjemność z ponownego grania na niej. Mimo, że minęło ponad 12 lat, a sama gitara wymaga lutniczego przeglądu oraz kilku upgrade-ów.
To nie tylko nostalgia, sentymenty, to coś znacznie większego, nieuchwytnego.
W tym kawałku drewna i metalu płynie życie.
Jak u Pinokia, ale bez wydłużającego się nosa i korników ;)

Co pewien czas, wręcz cyklicznie mówi się, że w muzyce zagrano już wszystko, że nie da się już nic nowego stworzyć. Po czym przychodzi ktoś, kto o tym nie wie i to on robi coś nowego, tworzy nową wartość.
Kiedyś tak było z Johnem Petruccim z Dream Theater. Jego zagrywki, solówki, utwory były niemal nie do zagrania. Dziś, po długich latach wielu kanapowych youtuberów gra z podobnym zacięciem i techniką.
Takim kimś w obecnych czasach jest dla mnie Tosin Abasi – wirtuoz, który wycina takie rzeczy na gitarze, które zdają się niemożliwe do wykonania. On korzysta z 8 strunówek w niesamowity sposób. Zrobił kolejny wyłom w spojrzeniu na ten instrument, jego rolę i możliwości, a tym samym dał po nosie wszelkim malkontentom.

Jak widać każda taka postać generuje progres, jesteśmy lepsi, sprawniejsi, otwieramy głowy na bezmiar kreatywności.

Nie będę się tu silił na własne neandertalskie mądrości, więc odsyłam zainteresowanych tematem ERG (extended range guitars) do licznych wypowiedzi Tosina na YouTube, a przede wszystkim do muzyki, którą tworzy w zespole Animals as Leaders.

Pozdrawiam Was pierwotnie :)

Gerard

7 STRUNZaczniemy od żartu prowadzącego: Ojciec kładł już synka spać, a że zasób jego bajek - stulanek już o tej porze si...
24/10/2019

7 STRUN

Zaczniemy od żartu prowadzącego:

Ojciec kładł już synka spać, a że zasób jego bajek - stulanek już o tej porze się wyczerpał, postanowił puścić mu bajkę na płycie gramofonowej. Tak też zrobił, ucałował synka w czoło i wyszedł z pokoju.
Po 15 minutach słyszy krzyki chłopca dobiegające z pokoju: "Chcę! Chcę!"
Wpada do pokoju, a tam z gramofonu dobiega: "....Chcesz? Opowiem ci bajeczkę...zgrzyt!...Chcesz? Opowiem ci bajeczkę...zgrzyt!...Chcesz? Opowiem ci bajeczkę... :D

Tośmy się pośmiali, to teraz czas na prawdziwą bajkę, a potem jeszcze prawdziwszą:

"Gdy zrobiło się całkiem ciemno, przyszli panowie tego domku. Było to siedmiu krasnoludków, którzy kopali rudę w górach. Zapalili siedem światełek, a gdy w domku zrobiło się jasno, zobaczyli, że ktoś w nim był, bo nie wszystko było w takim porządku, w jakim zostawili dom. Pierwszy zaś powiedział: "Kto siedział na moim krzesełku?," drugi dodał: "Kto jadł z mojego talerzyka?," trzeci: "Kto wziął moją bułeczkę?"...

Podobnie jak wielu z Was, miałem to nieszczęście wejść kiedyś w stereotypowy świat baśni, gdzie piękno=dobro, brzydota=zło, gdzie przewód pokarmowy miał tylko początek, a fantazja, w szczególności braci G. - autorów powyższej bajki, prowadziła dzieci przez różne makabryczne sceny.

Nic dziwnego, że wyrośliśmy popieprzeni, ze spaczonym poczuciem rzeczywistości koniecznym do odkręcania.
A co, gdyby ta Śnieżka była brzydka i stara, a mimo to również wyżarła krasnalom jedzenie i wlazła w butach do łóżka? Ciekawe czy byli by tak pobłażliwi? ;)

Wracając do meritum...

7 - to podobno wyjątkowa liczba uważana za mistyczną, wyróżniającą się bogatą symboliką patrząc na historię.

Wikipedia opowiada jak to u Sumerów było 7 bogów, 7 mędrców, 7 wiatrów. U Greków 7 synów i 7 córek, 7 miast Homera.
Dalej wkraczamy z cyfrą na delikatny grunt religijny, gdzie siódemka również rządzi.
Nie odpuszczę sobie jednak jednego cytatu z Wiki dotyczącego ludów wschodniej Afryki:
"Najpierw narodziło się sześć córek, a po dłuższym czasie Njamwindo („matka Mwindo”) urodziła siódme dziecko-syna. W prawej ręce trzymał miotełkę konga, a w lewej siekierę."

No to ..ten..Nie wypada się naśmiewać ze zdolności rodzenia z siekierą w zestawie, bo cholera wie jak to było...

No i tak nasza 7-mka idzie przez historię, legendy, baśnie, wierzenia, astrologię, mija 7 krasnoludków, 7 wspaniałych, Seventh son of a seventh son Iron Maiden i...
kończy na gitarach.

Pierwszy raz usłyszałem tę gitarę w akcji w utworze "The Mirror" zespołu Dream Theater i absolutnie wsiąkłem. Po dziś dzień się nie mogę odsiąknąć ani z instrumentu, ani z zespołu. UWIELBIAM!

Nie mam zielonego pojęcia co siedzi w tych sprzętach takiego wyjątkowego poza logicznymi argumentami typu - poszerzenie możliwości brzmieniowych, kompozycyjnych, technicznych, a jednak coś tam siedzi...
Siedzi i gnębi muzyków oraz ich wyobraźnię. Może to rzeczywiście mistyczność samej liczby, może to nasza wyobraźnia. Jakąkolwiek bajkę na uzasadnienie sobie wymyślimy, będzie dobra dla nas.
Chociaż... cholera wie jak było, ale jak będzie zależy od nas samych.

Pozdrawiam Was bajkowo ;)

Gerard

PS. Natchnienie dzisiejszego wpisu sponsoruje afrykańska historia z siekierą, która zrobiła mi z mózgu misie "żelibą" ;) Wybaczcie jeśli uraziłem czyjeś uczucia. Peace and Love!

6 STRUN."Te, Desperado! Ku..wa, zagrajże Chabry z Poligonu" - rozległ się chrypliwy głos dochodzący ze skromnej, ale gus...
01/10/2019

6 STRUN.

"Te, Desperado! Ku..wa, zagrajże Chabry z Poligonu" - rozległ się chrypliwy głos dochodzący ze skromnej, ale gustownej osiedlowej ławeczki, którą swoim jestestwem zaszczycił półprzytomny miejscowy koloryt, delektujący się dostojnie flaszką markowego wina z jabłek.
Zaskoczenie zabrało miejsce oczekiwanej prośbie o "pisiont groszy"...

Była wietrzna jesień roku 1999. Tego roku oczekiwano przestawienia czasu na 1900r. i załamania się z tego powodu wszelkich systemów opartych na procesach elektronicznych, łącznie z detonacją reaktorów jądrowych.
Pomykałem wtedy, jakby nigdy nic, na próbę, dzierżąc gitarę w twardym futerale, rzeczywiście przypominającym ten z rzeczonego filmu. Aczkolwiek jego zawartość sporo się różniła od tej filmowej, co przy wnikliwszej kontroli, mogło by pana na ławeczce jednak lekko rozczarować.

Sytuacja rozwinęła się jednak z korzyścią dla nas obu. Ja nie zagrałem, a lokator osiedlowej ławeczki upatrzył kolejną ofiarę, wyraził się w swoim narzeczu do przechodzącej obok lekko głuchawej starowinki (zrozumiały nagły nawrót choroby w tej sytuacji), by po chwili powrócić do upragnionej degustacji i rozkoszowania się chwilą.

Próba minęła szybko, a czas powrotu do domu wypełniało mi pytanie: "co to są te chabry z poligonu?"
To zrodziło kolejne: "czemu tego nie znam?" Dalej poleciała lawina, oczywista w tej sytuacji : "to po co w ogóle grasz?", "dokąd zmierzamy?", " jaki jest sens życia?" i tak dalej i tak dalej.

Zanim dotarłem do domu znałem już wszystkie odpowiedzi na egzystencjalne pytania, poza tą o tych chabrach.
Trzeba ci wiedzieć, że minęło 20 lat od tego spotkania na wietrznej ławeczce, a ja nadal nie znam odpowiedzi na to fundamentalne pytanie. Nadal szukam... ;)

Przy okazji odpowiem, po co mam grać? Bo tego chcę!
Po co Ty masz grać? Nie wiem. Przekonaj się. Zacznij, a ja Cię poprowadzę, potem pójdziesz już sam swoją drogą, by znaleźć swoje "dlaczego".

Czemu 6 strun? A czemu nie?
Lepsze to niż wybierać marnowanie bezcennego życia w trybie stand-by na skromnej, acz gustownej osiedlowej ławeczce.

Zawsze masz wybór! Żyj i działaj! Dziś Twój pierwszy krok!

Gerard

Adres

Tarnów

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Metal Machina umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria