12/04/2026
Próba samego siebie. Jazda 🚴 w miejsca gdzie pewnie bym nigdy nie dotarł, na totalnym luzie, bez spiny, ale z ogromną chęcią odkrywania nowych kierunków. To moja podróż, taka, jakiej nie zaplanowałem, taką w jaką uwierzyłem i brnąłem po prostu przed siebie. Wcale nie licznikiem kilometrów, albo kompasem wskazującym kierunek. Nie. Z licznikiem nastawionym na mocne wrażenia, poznawanie ludzi i....po części siebie.
Jesteś co prawda w kraju ( Włochy) co to są centrum cywilizacyjnej Europy, więc zgubić się nie sposób. Ale im dalej jedziesz na południe od Rzymu, tym bardziej zdajesz sobie sprawę, że są dwie Italie. I ewidentnie ma to obraz w jakości dróg i oznaczeń. Każda podróż to lekcja, bezcenna. Nawet o samym sobie, o tym jak reagujesz jak zamknęli drogę: są 2 możliwość, zatłoczona autostrada ( nie dziękuję) , albo 40km objazd z pojazdem 600m w górę. I nie ma możliwości pośrednich, tu nie ma kompromisów, jest jazda którą sobie wybrałem i na którą się zgodziłem. Bo droga to wyzwanie, to zmaganie się z sobą, także słabościami, bo tych nie brakuje - nigdy! Każdy kilometr w słońcu, deszczu czy pod wiatr jest próbą, jak bardzo jazda na rowerze jest czymś co lubię. I wiecie co? Gdy wjeżdżam na odsłonięty od wiatru klif, gdzie po horyzont widzę przestrzeń pomalowaną kolorami zieleni, błękitu, bo nie do końca wiesz gdzie kończy się morze a zaczyna niebo, a sam już nie wiem czy oczy mi błyszczą z wrażenia czy to słońce ☀️ rozświetla je jasnym blaskiem. I pewnie wyspy rozsiane na horyzoncie, które żyją swoim życiem ( zupełnie jak ja!) , taka spokojna Ischia, pozwalają odczuć, gdzie jest granica między niebem a ziemią.
Wtedy nie mam wątpliwości, że to co robię jest właściwe... Że zarówno chłód poranka, popołudniowy deszcze, mocny podmuch wiatru, jak i szczery uśmiech przypadkowego wędrowcy są dowodem na to, że podróżować to żyć i odczuwać wszystkie emocje z tym związane: lęk, podziw, ekscytację, niepewność i radość. To buduje scenariusz prawdziwej podróży, gdzie kierunek nie do końca ma znaczenie, bo liczy się coś więcej: to jak potrafisz patrzeć i ogarniać świat, czasem totalnie go nie rozumiejąc. Jak w poszukiwaniu jakiegokolwiek, ostatniego noclegu przed Rzymem, myślisz sobie, a aby przekimać, gdzieś w przydrożnym rowie w namiocie ( tak cały czas wiozłem pełen ekwipunek), a tu spotkasz człowieka, który wita Cię jak w domu i zaprasza do siebie... bo przypadkowo też jest pasjonatem rowerowym..i wpadamy w dyskusję na wiele tematów. Rozmowa jest czymś inspirującym, pobudza i dodaje kolejną cegiełkę do budowli o nazwie podróż.
A teraz będzie trochę szczerzej: taka jazda bez trzymanki, bo ta wyprawa to coś w rodzaju budowli, a fundamenty już zbudowałem - także te finansowe, bez których to co robię byłoby niemożliwe. Ale powiedzmy sobie szczerze i bez ściemy, to co robię nie jest drogie. Wystarczy przesunąć odpowiednio priorytety i określić co w życiu się liczy. Bo nie chodzi o pogoń za pieniędzmi i wycieczki za miliony, aby zaimponować innym, ale o czas, to jest największy składnik
Jeszcze jakieś 10 lat temu, gdyby ktoś mi powiedział, że będę miał tyle wolnych dni (około 3 miesiące!) w roku, i będę podróżował niezależnie, z rodziną bądź z przyjaciółmi lub sam w miejsca o którym nawet nie słyszałem i będę czerpał z tego ogromną radość, wiarę w powodzenie, a z wielu wypraw przywiozę coś więcej niż pamiątki - ale "żywe" kontakty z ludźmi, które do tej pory wciąż kiełkują, że będę spał w namiocie gdzieś na klifie a wschodzącym słońcem ucieszę się jak dziecko prezentami,
Że podróż rowerem czy to w Alpy, do Alzacji czy na koniec włoskiego buta będzie dla mnie tylko przystankiem do tych kolejnych bo zacznie rozbudzać wyobraźnię
Że bieganie w lesie, jazda na rowerze staną się integralną częścią mojego życia, jak oddychanie
że zbuduję samodzielnie, niezależność życiową i finansową,
że nauczę się gotować, odróżniać pietruszkę od pasternaka, piec ciasta, ogarniać mieszkanie, prać, prasować, sprzątać i odkładać skarpety do szuflad
że moja szkoła stanie się jedną z najlepszych w Szczecinie, do której przyciągam bardzo ciekawych ludzi, którzy nierzadko mnie inspirują i wzbudzają podziw oraz szacunek - to cenne!
Że zacznę robić to na co mam ochotę, a nie to co wypada (oczywiście nie raniąc nikogo)
Że przestanę pracować w piątki, a wkrótce także w czwartki,
Uwolnię się od wszelkich zobowiązań ( także finansowych)
Przestanę się wpisywać w scenariusze napisane dla mnie przez innych ludzi, lecz zacznę pisać swoje
spojrzałbym się na taką osobę pewnie tak samo jak część z Was patrzy teraz na mnie - durny, czy co? Ale wiecie co, dawno oj dawno przestałem przejmować się tym co myślą o mnie inni. Dlaczego ? Ponieważ nie sposób słuchać poglądów i porad na temat drogi którą zmierzasz od osób, którzy tam nigdy nie byli. I żeby była jasność nie tyczy się to tylko decyzji o wyprawach rowerowych, ale także też tych ... życiowych.
A te rzeczy o których piszę przez ostatnie 10 lat, zupełnie niepostrzeżenie powoli stały się faktem. Dlatego właśnie każda taka podróż buduje Cię wewnętrznie i dodaje siły, a potem jeśli coś spotka Cie z zewnątrz, czy jest to odwołany pociąg, zamknięty most, rozmowa o podwyżkę z szefem, myśl aby przestać słuchać teściowej jakie masz wieszać firany, różne inne przeszkody w życiu, te sprawy zdają się być prostsze w osiągnięciu, nie mówię że łatwe, ale prostsze. Dzięki Twojej własnej drodze, e którą czasem wątpiłeś, albo podważali inni- to normalne. A Ty jechałeś pod wiatr z deszczem klnąc pod nosem: Holly s**t, what the f**k am I doing here?! Ale te uczucia i te emocje sprawiają, że jak poradziłeś sobie na tej przełęczy, i pędzisz w pocie czoła na pociąg i jeszcze uporałeś się z namolnym konduktorem, albo jak pękła Ci dętka, rozwaliło się auto, żona wystawiła Ci walizki za drzwi, a szef zredukował Twoje stanowisko, to zamiast użalać się nad sobą i biadolić nad marnym życiem, wspomnisz takie momenty gdzie dałeś radę! And that's the message worth spreading!
Bo życie Składa się z momentów, nie z sukcesów i porażek, ale z momentów i to totalnie zależy od nas czy to co nam się zdarza nazwiemy porażką czy zwycięstwem. Zwycięzca wszakże to jest ten sam przegrany, który spróbował jeszcze raz. I właśnie nie zwycięstw Wam życzę, ale... spróbowania jeszcze raz, także w podejściu do nauki angielskiego i.. podróżowania po swoje 😀. Ciao