KANGUREK-Bezpieczne Dziecko

KANGUREK-Bezpieczne Dziecko

Udostępnij

KANGUREK-Bezpieczne Dziecko zajmuje się edukacją dzieci i rodziców w zakresie bezpieczeństwa jak

Program edukacyjny KANGUREK – Bezpieczne Dziecko dostosowany jest do możliwości dzieci w wieku przedszkolnym. Pozwala wychowankom przedszkola w ciekawy i przyjemny sposób przyswoić wiedzę oraz nabyć nowe umiejętności z zakresu bezpieczeństwa. Rozwija postawy umożliwiające unikanie, zapobieganie i pokonywanie niebezpieczeństw. Uświadamia jak zmniejszyć ryzyko zaginięcia czy porwania, jak sobie radz

03/11/2019

Już za chwilę, o 10:17 widzimy się w Dzień Dobry TVN✌Opowiem o WAŻNYM PROJEKCIE!🙏🏻
Chcemy zapewnić bezpieczne schronienie grupie prześladowanych dzieci z albinizmem w Tanzanii...
SZUKAM 9 TYSIĘCY OSÓB O WIELKIM SERCU, które zainwestują swoje 50 złotych w WYJĄTKOWY DOM!!!😜
Możemy uchronić kolejne dzieciaki przed atakami i śmiercią. Dać im szansę na edukację i spokojne życie. Jestem pewna, że z Wami NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE!

Link do zbiórki👇

https://unaweza.org

Potrzebujemy 450.000 zł żeby dokończyć budowę... liczy się każda, nawet najmniejsza kwota i każde udostępnienie, by jak najwiecej osób dowiedziało się o naszej akcji!❤️🙏🏻

Tradycyjny przelew 👉 Fundacja UNAWEZA
43 1160 2202 0000 0003 8704 9430
tytułem: Darowizna na dom dla dzieci z albinizmem
KTO JEST ZE MNĄ?!✌
M.

24/10/2019

Bądźmy otwarci.

Photos 25/05/2015

Co roku dnia 25.05 Fundacja ITAKA przypomina o zaginionych dzieciach oraz o ich rodzicach, którzy nadal czekają …

Tomku (4 lata, zaginiony w 1990), Sylwio (9 lat, zaginiona 1999), Karinko (7 lat, zaginiona w 2002), Moniko (14 lat, zaginiona w 2012)… Pamiętamy o Was.

W Polsce co 2-3 dni zgłaszane jest policji zaginięcie dziecka, które nie skończyło siedmiu lat. Aż dwoje dzieci w wieku 7-13 lat zgłaszanych jest prawie codziennie. Sytuacja zaginięcia dziecka jest bardzo trudnym przeżyciem dla całej rodziny.

Tego dnia – wraz z partnerami w poszukiwaniach - mówimy o zaginięciach i o tym, jak im zapobiegać. W ramach działań profilaktycznych oraz pamięci o zaginionych dzieciach Fundacja organizuje wydarzenia towarzyszące obchodom tego dnia. W tym roku zapraszamy na Rynek w Krakowie (niedziela, 24.05 od 13 do 16). Wolontariusze Fundacji będą rozdawać zainteresowanym materiały promocyjne i broszury oraz specjalne opaski dla dzieci. W kilku przedszkolach w Polsce przeprowadzone będą zajęcia edukacyjne dla najmłodszych.

Spot filmowy Missing Children Day :
https://www.youtube.com/watch?v=to5Q_S8t-3A&feature=youtu.be

Photos 11/02/2015

SIŁA MYŚLENIA

Będąc ostatnio na pogaduszkach u koleżanki stałam się świadkiem rodzinnego nieporozumienia. Dzwoni babcia, która wraz z dwójką dzieci mojej znajomej pojechała w góry i oznajmia, że nie może znaleźć wśród bagaży chłopców szczoteczek, pasty do zębów i żelu pod prysznic . Po dość burzliwej wymianie zdań koleżanka pointuje sytuację:” Wiesz, taka im jestem wdzięczna, że są tam z synami, ale czasami się boję, czy są wystarczająco odpowiedzialni, czy chłopaki mają dobrą opiekę”. Po chwili bierze głęboki oddech i mówi: „Nie, będę myślała inaczej: czekają ich piękne, bezpieczne ferie.” W pierwszej chwili poczułam się lekko skonfundowana, bo cóż to za zaklinanie rzeczywistości? Kiedy jednak zastanowiłam się głębiej, zrozumiałam słuszność takiego podejścia i przypomniałam sobie wiele przykładów z mojego życia, kiedy sposób myślenia realnie kreował rzeczywistość. Z głębokich pokładów pamięci przypłynęły ku mnie szczątki informacji o programowaniu podświadomości, o niesłychanej sile naszego myślenia, o rozmaitych eksperymentach z tym związanych. Najbardziej zapamiętałam jeden, związany ze szkołą: dzieci w tym samym wieku podzielono równo pod względem zdolności (!) na dwie klasy, przy czym nauczycielom powiedziano, że klasa A to osoby o wysokim IQ, wybitnie zdolne, a klasa B to dzieci przeciętnie czy nawet słabo uzdolnione. Wynik eksperymentu zgodny był z oczekiwaniami pomysłodawców: klasa A uzyskała wspaniałe, ponadprzeciętne osiągnięcia, w przeciwieństwie do klasy B, choć dzieci były tak samo uzdolnione. Powód? Nauczyciele myśleli o nich inaczej, w klasie A wymagali więcej i więcej się spodziewali – dzięki temu więcej osiągnęli. Nie sposób też pominąć myślenia o sobie samych dzieci: choć nikt im tego nie powiedział, podświadomie założyły, że skoro są w klasie A, to więcej potrafią od tych z klasy B. W sumie podejście zarówno nauczycieli, jak uczniów z grupy A zaowocowało wspaniałymi wynikami. Jesteśmy tacy, jak o sobie myślimy. Inni są tacy, jak się tego spodziewamy. Czary mary? Nie, proste, sprawdzalne naukowo mechanizmy.
Oczywiście – wracając do sytuacji z feriami w górach – naiwnością i ogromnym błędem byłoby wysłać dzieci w niesprawdzone miejsce z nieodpowiedzialnym opiekunem, a potem jak mantrę powtarzać sobie: „Wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze” . Nie, najpierw musimy uczynić wszystko, co w naszej mocy , by zapewnić dzieciom dobre warunki, potem jednak wszelkie martwienie się na odległość nie tylko, że nic nie da, że nam samym przyniesie wiele niepotrzebnego stresu, ale jeszcze realnie może wpłynąć na rozmaite sytuacje. W tym kontekście spróbujmy sobie uświadomić, jak myślimy o naszych najbliższych, zwłaszcza o dzieciach? Czy wierzymy, że są wyjątkowe, że w życiu mogą wiele osiągnąć? Nie chodzi o wymuszanie na nich nie do końca zdrowego poczucia „Jestem geniuszem, jestem najlepszy”, ale o głębokie osobiste przekonanie, że świat stoi przed nimi otworem, że z tym potencjałem, który posiadają mogą osiągnąć wszystko. Kiedy moje starsze dziecko przychodzi i pyta: „Mamo, czy będę kiedyś mógł polecieć w kosmos?” odpowiadam bez wahania: „Oczywiście, synku!”. Bo…dlaczego nie? Cóż ja wiem, jakie będzie miał wykształcenie, czym się będzie zajmował, jakie będzie zarabiał pieniądze, jakich ludzi w życiu spotka? Myślę o nim, o jego przyszłości jak najbardziej pozytywnie, dodaję mu skrzydeł, kształtuję poczucie własnej wartości i głębokie wewnętrzne przekonanie: ”Mogę w życiu wiele osiągnąć”. I osiągnie, choć wcale nie musi to być lot w kosmos. Jeśli na swoje pytanie usłyszałby śmiech i komentarz typu :”No coś ty, na to trzeba mieć super znajomości i mnóstwo pieniędzy, a my ich nie mamy, ty pewnie też nie będziesz miał, to mrzonki, pomyśl o czymś innym…Przecież ty nawet na rowerze nie umiesz dobrze jeździć, a do rakiety się pakujesz?” - to jakie przekonanie w nim zaszczepiamy? Nie mogę, nie nadaję się, to nie dla mnie. Wielka jest nasza odpowiedzialność w tym względzie. Wielka jest siła naszego myślenia.

Photos 09/02/2015

FRANK SZWAJCARSKI I EDUKACJA

Nie wiem, czy jest na świecie ktoś, kto lubi być rozczarowywanym. Ja na pewno nie. Powiem więcej – nie cierpię tego! W miarę upływu lat i gromadzenia się doświadczeń życiowych zdarza mi się to coraz rzadziej, bo i poziom tolerancji na różne ludzkie dziwności wzrasta we mnie wprost proporcjonalnie do długości żywota.
Teraz częściej przeżywam rozczarowania moich bliskich i przyjaciół. Po części zawinione, po części nie. Do tej ostatniej kategorii zaczynam ostatnio zaliczać (oprócz franka szwajcarskiego:) ) także…naszą rodzimą edukację. To niebywałe, jak lawinowo wzrasta wśród moich znajomych skłonność do angażowania się w tzw. edukację domową . Zapewne stoją za tą tendencją nowe rozwiązania prawne i ustawodawcze, które w ogóle taką możliwość uczyniły dostępną. Nie mniej, gdyby powszechne szkolnictwo prezentowało dobry poziom, nikogo nie pociągałaby taka niełatwa alternatywa. Co więc się takiego dzieje w szkołach, że rodzice przestają je uważać za bezpieczne miejsce dla swoich dzieci? A może należałoby postawić pytanie inaczej: jaka powinna być szkoła, by i dzieci, i rodzice czuli się w niej bezpiecznie ?
Już Albert Einstein u początku XX wieku mawiał, że „ nauka w szkołach powinna być prowadzona w taki sposób, aby uczniowie uważali ją za cenny dar, a nie za ciężki obowiązek”. Temat ten nabrzmiewa już od czasów Marii Montessori i wszystkich tzw. „wolnych szkół”. W obecnej dobie znalazł swój wyraz m.in. w filmie „Alfabet” Erwina Wagenhofera czy niedawno wydanej książce Jaspera Juula „Kryzys szkoły”. Diagnoza obecnego systemu w oczach takich polskich autorytetów jak np. prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska, prof. Czesław Kupisiewicz czy dr Marzena Żylińska jest niewesoła: „Średni nauczyciele pracują w średnich szkołach i wychowują średnich uczniów”. Dzieci przestają się rozwijać , cofają w swoich specyficznych umiejętnościach, boja być twórcze i samodzielne. Pedagodzy, psycholodzy i neurometodycy alarmują, że „nasza obecna kultura edukacyjna bazuje na strachu. Rodzice boją się nauczycieli, nauczyciele dyrektorów , a dyrektorzy kuratoriów i Sanepidu. Uczniowie często boja się swoich nauczycieli.”
Juul, zwany „duńskim Korczakiem”, bazując na doświadczeniu zdobytym w pracy głównie w Skandynawii, Chorwacji i Niemczech stawia jeszcze inną tezę. Według niego „szkoła nie nadąża za zmianami, które zaszły w wielu rodzinach. Tu dialog, tam dryl, tu dzieci zyskały głos, tam wciąż go nie mają…” Wybaczcie tę poważną nutę. Następnym razem się poprawię. Ale dziś nie mogę, rozczarowanie za bardzo boli. Co wy na to?


Zuzanna Orłowska
www.kangurek.org

Photos 20/01/2015

Dziadkowie moich dzieci mieszkają bardzo daleko od nas, nieczęsto się widujemy, kiedy więc już nareszcie się spotykamy, córki zwyczajowo ofiarowują dziadkom narysowane dla nich laurki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wnuki przypominają sobie wszystkie zaległe i przyszłe okazje, więc nagle dziadkowie zamiast jednej, otrzymują cały stos laurek, zróżnicowanych tematycznie :) Śmiechu jest przy okazji co nie miara, bo czasem trzeba się domyślać, o jaką okazję chodzi.

Dzieci uwielbiają także zamieniać się rolami i pouczać wiekowych dziadków, gdyż wydaje im się, że pod wieloma względami przewyższają ich wiedzą. No cóż, nie są jeszcze świadome tego, że wiedza niewiele ma wspólnego z mądrością, a największa nawet ilość przyswojonych informacji - bez doświadczenia niewiele znaczy. Przeświadczone - i słusznie - o ogromnej cierpliwości dziadków zadają pytania, które wprawiają starsze osoby w zakłopotanie i konsternację. Jakby tego było mało, starsza córa zadaje pytania z szybkością karabinu maszynowego i w zasadzie nie pozostawia czasu na odpowiedź. Ostatnio zaczęło się od pytania skierowanego do dziadka, czy ma odblaski na rękę lub nogę? Osłupiały wzrok pytanego szukał u mnie ratunku, ale nie zdążyłam się odezwać, gdyż kanonada pytań nie ustawała: „Bo wiesz, dziadziu, że od 30 sierpnia 2014r można dostać mandat, jak się nie świeci w ciemności? Policjant w szkole nam mówił, że wprawdzie obowiązuje to poza obszarem zabudowanym, ale jak widziałam czasami, że mama w ostatniej chwili hamuje, bo jakiś nieoświecony (!) pieszy na poboczu nawet w mieście jest niewidoczny, to myślę, że wy z babunią powinniście nosić odblaski po zmroku nawet na waszym osiedlu. A babciu, co byś zrobiła, gdyby ktoś cię prosił o pieniądze, niby dla mnie? Wiesz, że ja bym przez kogoś nigdy nie prosiła, zawsze lepiej zadzwoń do mnie lub do mamy i upewnij się. Bo wiesz, że starsze osoby często się „łatwowiernią” (??) i tracą przez to pieniądze? A w ogóle, to powinniście robić to, co my: nigdy nie otwierać nieznajomym. Albo mieć we drzwiach taki łańcuszek, żeby nikt zły nie wszedł wam od razu do mieszkania! A znacie ten nowy numer alarmowy? Nie ten stary, za waszych dawnych czasów, tylko ten nowy, europejski? A wiesz, dziadziu, że nie wolno doczepiać sanek do samochodu, jak ty kiedyś robiłeś z wujkiem Jankiem? Fajnie by było, żeby do was czasem też przychodził ten policjant, który często bywa u nas w szkole i wszystko nam tłumaczy. Bylibyście bardziej bezpieczni. Kiedy ostatni raz rozmawiałeś z policjantem, dziadku?” Kanonada na sekundę ucichła, ale zamiast odpowiedzi rozległ się gromki śmiech wszystkich dorosłych obecnych w pokoju. W końcu dziadek opanował się i rzekł : „Kochaneczko moja, to wróćmy może do początku rozmowy albo wybierz, na które pytanie mam najpierw odpowiedzieć?”
Patrzyłam na nich dwoje, nachylonych ku sobie i uśmiechniętych, i pomyślałam, jak jest cudownie mieć wielopokoleniową rodzinę. Czasem można skorzystać z mądrości i doświadczenia najstarszych w rodzinie, a czasem role się zamieniają i gadulstwo nastolatków może sprowokować do ciekawych przemyśleń.

Zuzanna Orłowska
www.kangurek.org

Photos 11/01/2015

SŁODKIE CZASY

Za nami najcieplejsze, najbardziej rodzinne i najradośniejsze ze świąt. I nie myślę tu tylko o Bożym Narodzeniu, wszak nie dla wszystkich muszą to być dni szczególne. Tak się złożyło, że grudzień obfituje w chwile wyjątkowe : Mikołaj , Wigilia, Sylwester. Na dodatek dzieci mają kilka razy spotkanie ze św. Mikołajem, a to w przedszkolu czy szkole, a to na zajęciach dodatkowych, wreszcie w domu. Każda z tych okazji łączy się najczęściej z obdarowywaniem, a co najczęściej otrzymują nasze pociechy w podarunku – oprócz zabawek? SŁODYCZE . Góry słodyczy, powiedziałabym. Kiedyś w miejscu pracy dostałam dla każdego z moich dzieci tak wielką reklamówkę słodkości, że nie mogliśmy tego skonsumować przez kilka miesięcy (wziąwszy pod uwagę, że jemy słodycze tylko w niedzielę). Każdego grudnia nadchodzą więc słodkie czasy i to bez żadnej przenośni.
Czasami w związku z taką intensyfikacją „osładzania sobie życia” nachodzą mnie myśli niemal filozoficzne: jak to się stało? Kiedy nastąpiła taka zmiana kulturowa, że słodycze stały się synonimem daru, prezentu, czegoś wyjątkowego? Może dawniej były rarytasem z racji wysokiej ceny, ponieważ ogólnie słodyczy było mało na szeroko pojętym rynku. Ale teraz? Ilość, wybór i dostępność słodyczy przekracza ludzkie pojęcie. Nie jestem dietetyczką ani lekarzem i nie mam wystarczającej wiedzy na ten temat, ale myślę sobie, tak na zdrowy rozum: w piramidzie żywieniowej słodycze stanowią maciupeńki wierzchołek, czyli powinno być ich najmniej i powinny gościć na naszych stołach najrzadziej. Może nie byłoby tak źle, gdyby były to słodycze, jakie znały nasze babcie, na bazie miodu, prawdziwej czekolady, kakao itd. Ale wszyscy dobrze wiemy, że ogromna większość współczesnych łakoci to kolokwialnie mówiąc wysoko przetworzone świństwo, naszpikowane barwnikami i innymi niedobrymi składnikami. Jedynie nieliczni producenci mają odwagę zamieścić na opakowaniu podaną malutkim druczkiem informację, że niektóre składowe produktu powodują nadpobudliwość u dzieci. Gdybyśmy z ołówkiem w ręku i zecerską dokładnością podliczyli , ile łakoci zjada miesięcznie nasze dziecko, może poczulibyśmy pewien zbawienny niepokój. Taka ilość pustych kalorii musi gdzieś się wytracić , a my się dziwimy, że nasi milusińscy nie mogą usiedzieć spokojnie na miejscu. Wielokrotnie podnoszono kwestię likwidacji w szkołach pseudo sklepików lub automatów ze słodyczami, ostatnio nawet doszły mnie słuchy o planowanej specjalnej ustawie na ten temat.
Co się musi stać, by nastąpiła zmiana sytuacji ? Jak odwołać tę wielką wartość, jaką nadaliśmy słodyczom? Jak przywrócić równowagę w piramidzie żywieniowej ? Pytania ważkie, choć nieco niewygodne . Warto jednak, by drążyły nasz umysł i serce, nie tylko w czas świąteczny

Photos 06/01/2015

BEZPIECZNE FERIE

Wszyscy wiemy, że ferie przebiegają w Polsce w kilku terminach – w niektórych więc województwach po dość długiej przerwie świątecznej dzieci mają niecałe dwa tygodnie nauki…i znów wolne! Rozmaicie mogą spędzić ten czas – najlepiej by oczywiście było, gdyby mogły wraz z rodzicami pojechać w góry i szaleć na nartach. Niestety dość sielankowy i nierzeczywisty to obraz, gdyż po pierwsze kompletnie brak śniegu tej zimy, a po wtóre niewielu rodziców może sobie pozwolić na urlop o tej porze. Cóż więc pozostaje? Instytucja babci i dziadka, czasem świetlice środowiskowe, ogólnie nie za wiele atrakcji. Chyba, że…dziecko jest ciut starsze i może pojechać na kolonie zimowe, tzw. zimowisko. Jeśli mamy tę opcję, zadbajmy wyjątkowo troskliwie nie tylko o samo miejsce pobytu i czekające tam na naszą pociechę niespodzianki, ale przede wszystkim o drogę tam i z powrotem. Problem jest na tyle poważny, że Policja uruchomiła nawet program Bezpieczne Ferie, by pomóc organizatorom takich wyjazdów przeprowadzić je jak najbezpieczniej. Na początek warto wiedzieć, ilu opiekunów przypada na konkretną grupę dzieci, czy są to osoby przypadkowe, czy przeszkolone. Następnie warto się zainteresować, czy autobus, przewożący dzieci, ma pełne i aktualne badanie techniczne - policyjne oględziny powinny odbyć się dzień przed wyjazdem. Nigdy nie wolno z nich rezygnować z powodów np. kurtuazyjnych („bo firma taty Jasia, która za darmo nam wypożyczyła busa może się poczuć dotknięta”). Niezbędne jest ocenienie przed samym wyjazdem poziomu trzeźwości kierowcy. W przypadku dzieci młodszych niż 10 lat zasadne jest pytanie o foteliki, a w każdym przypadku o pasy bezpieczeństwa. Jak częste i gdzie planowane są postoje? Na piśmie trzeba zażądać potwierdzenia, że autokar nie stanie w miejscu przypadkowym, niebezpiecznym itp. W przypadku dalszych, wielogodzinnych podróży koniecznie trzeba się zainteresować, czy w pojeździe zainstalowany jest tachograf i zapoznać się ze szczegółowymi przepisami dotyczącymi czasu, jaki wolno kierowcy spędzić jednorazowo za kierownicą. O tak oczywistych i ważnych sprawach jak odpowiednio wyposażona apteczka przypominać - ufam – nie trzeba. Musimy mieć spokojną pewność, że nasze dzieci dojadą na obóz zimowy i wrócą z niego całe i zdrowe.
Kiedyś już przypominałam w tym miejscu, że dzieci pozostające w domu i bawiące się na powietrzu samodzielnie, muszą koniecznie być świadome, że absolutnie nigdy nie wolno im ślizgać się na innej powierzchni, niż wylewane lodowisko. ŻADEN akwen zamarznięty zimą nie może służyć za miejsce zabaw!!! Podobnie musimy mieć pewność, że miejsca do zjeżdżania saneczkami są bezpieczne i odpowiednio oddalone od ulicy/szosy.
Jeśli zabezpieczymy odpowiednio miejsca zabaw dzieci, możemy ufać, że czas zimowego odpoczynku minie im zdrowo i owocnie. Dobrze jest znaleźć nieco więcej czasu, by spędzić go z córką czy synem, w serdecznej zażyłości. Może leżą gdzieś w domu gry planszowe? Nic nie daje dzieciom więcej szczęścia, niż czas spędzony z rodzicami. Od tego nigdy nie będzie urlopu :) :) :)

Photos 31/12/2014

WDZIĘCZNOŚĆ

Minęły piękne, rodzinne Święta, dzisiaj wchodzimy w nowy, 2015 rok. Niby nic takiego, umowna data, ale – jak by nie patrzeć – pewien znaczny przedział czasu za nami. To dobra chwila, by spojrzeć wstecz, podsumować, przemyśleć, co było złe, co nie wyszło, nie udało się, co warto zmienić, naprawić, udoskonalić. Ale także bardzo odpowiedni moment, by zobaczyć, co było dobre, piękne, co warto kontynuować, rozwinąć, za co warto podziękować. Osobiście nawet wydaje mi się, że spojrzenie wstecz z wdzięcznością rodzi lepsze owoce, niż modne czasami postanowienia noworoczne. Postanawiać można wszystko…tylko kto nam dawewnętrzną siłę i motywację, by powziętych postanowień dotrzymać? A dostrzeżenie czegoś, co było wspaniałe, co udało się osiągnąć - rodzi pełną wiary nadzieję, że możliwe jest powtórzenie sukcesu, że możliwe jest dalsze rozwijanie dobra w nas i wokół nas. W ogóle sama umiejętność odczuwania wdzięczności jest ogromnym darem. Nie każdy potrafi dostrzec w minionym czasie coś, co rodzi wdzięczność. Czasami widzimy tylko to, co złe, narzekamy. A od cudów aż się roi w naszej codzienności. Urodziło się nam dziecko, ociepliły relacje w małżeństwie, odzyskaliśmy szacunek, mogliśmy zaopiekować starszymi rodzicami – to cudowne sprawy ! Czasami uważamy zdrowie, powodzenie w pracy, dobre relacje w rodzinie za coś oczywistego – a przecież po krótkiej chwili refleksji każdy wie, że to oczywistość nie jest. To dobrze, że jeździliśmy autem nie łamiąc przepisów, dbając o bezpieczeństwo najbliższych, których woziliśmy do pracy, szkoły, przedszkola. Ale to, że ktoś inny w nas nie wjechał, jest elementem szczęścia i warto to zauważyć. To dobrze, że dbaliśmy o zdrowie własne i najbliższych, ale jeśli ominęły nas jakieś poważne choroby, to również jest za co dziękować. Można także pójść dalej i odnaleźć powody do wdzięczności nawet w sytuacjach trudnych , których w ostatnim roku doświadczyliśmy. Może zmagaliśmy się z chorobą, ale ją pokonaliśmy. Może przeczekaliśmy kryzys, pokonaliśmy przeciwności, ocaliliśmy nadzieję i miłość. Może trudne sytuacje trwają nadal, ale my mamy w sobie moc i siłę, by zmagać się o lepsze życie. Może nasza wytrwałość jest godna podziwu i pomaga innym ludziom odbić się od dna. Jakże warto patrzeć optymistycznie na świat , życie i ludzi ! A kiedy już z wdzięcznością oglądniemy przeszłość i z nadzieją spojrzymy w przyszłość, ucieszmy się dniem dzisiejszym, dajmy sobie czas na zabawę Zadbajmy o bezpieczeństwo sylwestrowych zabaw naszych dzieci – od zwykłych zimnych ogni, poprzez petardy i fajerwerki…Mniejsze skarby oświećmy, jak dbać o bezpieczeństwo w kontekście choinki, prądu, świeczek…Dbajmy o to, gdzie i z kim bawią się starsze pociechy, ustalmy, kiedy i jak wrócą do domu…Niby takie proste rzeczy, a jakże ważne, dające nam spokój ducha, że robimy wszystko, co w naszej mocy, by w kolejny rok wejść w zdrowiu i radości. Niech nam się darzy w nowym, 2015 roku, niech żadna radość nas nie omija, niech żyje się nam pełną piersią ! Tego życzę i sobie , i Państwu, i naszym dzieciom – całym sercem !

www.kangurek.org

Szkolenia 08/12/2014

OBUDŹ OLBRZYMA

Znajoma nauczycielka opowiedziała mi przed wakacjami historię chłopca z czwartej klasy szkoły podstawowej, który przyszedł zapisać się do niej na kółko plastyczne. Nie byłoby w tym niczego szczególnego, gdyby Kuba nie chciał zapisać się na zajęcia…w maju, pod koniec roku szkolnego. Koleżanka, lekko zaskoczona, zapytała go o motywy takiej decyzji. Na to chłopiec: „Kiedy ostatnio oglądała pani nasze prace...

http://kangurek.org/szkolenia

Szkolenia "KANGUREK Bezpieczne dziecko" - Karta Identyfikacyjna Dziecka zaprojektowana tak, by dostarczyć rodzicom i Policji bezcennych informacji na wypadek zaginięcia dziecka.

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Szczecin?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Telefon

Strona Internetowa

Adres


Szczecin
70-340