28/05/2026
**„Pogoń śledzie” — śpiewali i mieli trochę racji.** Szczecin od wieków był silnie związany z handlem śledziem, który dla wielu ludzi był kiedyś podstawowym i tanim źródłem pożywienia. Ciekawe jest też to, że poniższy tekst ukazał się w 1931 roku w „Marbacher Zeitung”, gazecie z Badenii-Wirtembergii, a więc daleko od Szczecina — był to obraz naszego miasta pisany dla Niemców, którzy często nie mieli z nim bezpośredniej styczności.
Marbacher Zeitung 27.06.1931:
# # Giełda śledziowa w Szczecinie
# # # „Pachnąca” sprawa
Śledź i Szczecin — te dwa pojęcia od wielu stuleci należą do siebie. Kto na przykład przybywa do starego kościoła św. Jakuba w Szczecinie, ten może tam, w niektórych rzędach ław, znaleźć osobliwy znak cechowy. Są to trzy skrzyżowane śledzie, które wraz z kilkoma innymi ornamentami połączone są na sposób herbu. Są one także herbem. Mianowicie herbem gdańskich kupców śledziowych, którzy tutaj przed wielu stuleciami utworzyli dla siebie gildię kupiecką. Warstwa ludności, która dawniej żyła ze śledzia — i to wyłącznie ze śledzia — była wówczas jeszcze znacznie szersza niż dziś.
Kto przechodzi przez szczecińskie Stare Miasto, a potem dalej przez wielki Most Długi, widzi całą dzielnicę z długimi, niskimi szopami, które zaczynają się przy wodzie i najczęściej są ze starymi, gnijącymi deskami połączone. To są szopy śledziowe, a tutaj raz po raz jeszcze dziś handluje się śledziem, którego Niemcy pożerają każdego roku. Pomiędzy wodą i szopami znajdują się kadzie śledziowe, ustawione jedna na drugiej w ładnej piramidzie, i czekają tylko na to, pogardzane i lekceważone, aby zostać przewiezione. Beczki przybywają z wielkich, kopcących statków, które tu przy nabrzeżu leżą w niepowtarzalnych szeregach.
Tutaj odbywa się w określonych okresach handel śledziem całych Niemiec i szczecińska giełda śledziowa. Są to ci biedni, prawie pożałowania godni ludzie, którzy z drobnoziarnistą, lecz solidną starannością oddają się śledziowi. Cóż jednak chce się robić — ci biedni ludzie są rozsiani po całym świecie, a pogardzany śledź byłby całkowicie nieprzydatnym obiektem handlowym.
Handlarzem śledzi nie zostaje się z dnia na dzień; do tego zawodu trzeba się niejako urodzić. Widać to od razu przy „próbie śledzia”. Próba śledzia polega na tym, że trzeba wgryźć się w surowego śledzia. Przy śledziach obowiązuje bowiem także stara zasada, że nie kupuje się kota w worku — chcę powiedzieć: śledzia w beczce. Beczka zostaje więc, zanim oferty się rozpoczną, otwarta przez robotnika; ten wyjmuje szczególnie pięknego i tłustego śledzia i pozwala zainteresowanym mocno się w niego wgryźć. Śledź zostaje potem, po zakończonej próbie kosztowania, wyrzucony.
Ta próba kosztowania przeprowadzana jest przez dziesięciu do dwunastu handlarzy, a potem następują rozmaite oferty. Gdy tylko nastąpi przybicie/udzielenie zakupu, dana partia w beczkach zostaje załadowana na wóz i wtoczona na kolej. Przy śledziach, choćby były jeszcze tak świeże, nigdy nie wolno tracić wiele czasu.
Trzeba jednak także, jeśli chce się być prawdziwym handlarzem śledzi, znać się na różnych oznaczeniach. Słyszy się najdziwniejsze wyrażenia świszczące w powietrzu: „Mathies”, „Matfulls”, „Mediums”, „Shetlands” itd.; i wszystkie te tajemnicze słowa mówią znawcy, z jakim gatunkiem ma do czynienia.
Na giełdzie śledziowej krytykuje się niemiłosiernie — i często jest rzeczą niemożliwą podsunąć starym, wyrafinowanym handlarzom coś gorszego. Można by wypełnić cały zabawny leksykon tymi wyrażeniami, które tutaj są używane wobec złego albo niewystarczającego towaru. Miłe te wyrażenia bynajmniej nie są, a salonowe — tym bardziej nie.
Kiedy giełda się kończy, handlarze i licytatorzy udają się do prastarych knajp śledziowych w okolicy i rozpoczynają handel. Można tu siedzieć godzinami i prawie nie usłyszy się innego tematu rozmowy niż śledź — i jeszcze raz śledź. Śledź znaczy tutaj wszystko, z niego wszyscy żyją i wokół niego wszystko się kręci. Zły rok śledziowy dotyka wszystkich jednakowo, a dobry połów podnosi w normalnych czasach otuchę życiową wszystkich.
Szczecin jest wciąż głównym placem handlowym śledzi solonych. Nie są to bynajmniej tylko Niemcy, które przede wszystkim konsumują szczecińskiego śledzia solonego. Cały wschód Europy zaopatruje się w swoje śledzie solone w Szczecinie. Kto w Rumunii, Jugosławii, Polsce, Bułgarii i Grecji je śledzie, jest klientem Szczecina.
To, że handel śledziami w obecnych warunkach gospodarczych cierpi dokładnie tak samo jak każda inna gałąź przemysłu, jest samo przez się zrozumiałe. Pewien zbyt jest jednak mimo wszystko zagwarantowany, ponieważ śledź jest w wysokim stopniu środkiem wyżywienia ludu, na który mogą sobie pozwolić jeszcze także najubożsi.
Godne obejrzenia są także ogromne magazyny aukcyjne szczecińskich importerów śledzi. Tutaj śledzie solone utrzymują się przez rok i dłużej całkowicie świeże i nadające się do spożycia. Z powodu niedostatecznego zbytu te chłodnie są obecnie oczywiście bardzo przepełnione, i na nowy połów patrzy się z pewną troską, ponieważ znaczne zapasy z poprzedniego roku jeszcze zalegają.
Aby w pełni docenić znaczenie Szczecina jako miejsca przeładunku śledzi, trzeba pozwolić przemówić kilku liczbom. W ubiegłym roku przez Szczecin przeszło nieco ponad milion beczek. Ponieważ każda beczka zawiera około tysiąca śledzi, wynika z tego, że przez Szczecin nie mniej niż miliard śledzi znalazło drogę do konsumenta. To jest około 7000 ładunków statkowych, które — zebrane w jednym miejscu — dałyby ogromną flotę.
cdn.
zdj. widokówka Ebay, koloryzacja i korekta graficzna Szczecin 100 lat temu.
artykuł "Marbacher Zeitung"