01/02/2026
Elementem odróżniającym przedmioty w szkole jest człowiek - nauczyciel. To parafraza słów dr. Marka Kaczmarzyka, które usłyszałam podczas grudniowego wykładu na Uniwersytecie Pomorskim. Mówił o lubieniu i nielubieniu przedmiotów, o motywacji zewnętrznej - tej, którą nauczyciel wciąż może budzić, nawet w epoce obecnej edukacji.
I słowa te wróciły do mnie z niezwykłą mocą, gdy analizowałam ankiety ewaluacyjne po pierwszym półroczu. Jedno z pytań brzmiało:
Co najbardziej motywuje Cię do nauki polskiego?
W przeważające części ankiet powtarzało się jedno słowo - „Pani”. Nie „ocena”. Nie „nagroda”.
Tylko człowiek.
Jedna odpowiedź szczególnie mnie poruszyła:
"Że mam bardzo fajną panią od polskiego i robię to dla niej, żeby jej nie zawieść." 🥺
Uczę te dzieci od września. Dopiero się poznajemy. Dopiero budujemy nasze pierwsze wspólne rytuały, pierwsze historie, pierwsze doświadczenia współpracy. A już poczuli, że warto się starać dla kogoś - nie z obowiązku, nie z przymusu, ale dlatego, że relacja z nauczycielem jest dla nich ważna.
W innej ankiecie pojawiło się zdanie:
"Fajna pani, lubi mnie."
Ankiety były anonimowe, ale poznałam pismo.
Pismo ucznia, który w codziennym kontakcie mógłby nazwać mnie „wredną”. Ucznia, który potrzebuje granic, jasno wyznaczonych zasad, konsekwencji. Ucznia, który czasem testuje granice, a czasem obserwuje dorosłego z dystansem i rezerwą. A jednak - on czuje się lubiany.
I tu właśnie zaczyna się rola nauczyciela - nie tylko jako prowadzącego lekcję, ocenianego według wyników czy rubryk. Rola nauczyciela jest o wiele głębsza i trudniejsza. To tworzenie przestrzeni, w której dziecko doświadcza bezpieczeństwa, szacunku i akceptacji. To umiejętność bycia obecnym, prawdziwym, spójnym. To także zdolność stawiania granic, które uczą odpowiedzialności, a jednocześnie nie odbierają poczucia własnej wartości.
W socjoterapii mówimy, że relacja leczy. W szkole łatwo o tym zapomnieć. Łatwiej patrzeć na wyniki, statystyki, tabele, podstawę programową. A jednak to także relacja sprawia, że dziecko chce się uczyć.
Bycie nauczycielem to paradoksalnie bycie jednocześnie przewodnikiem i obserwatorem, wymagającym i wyrozumiałym, konsekwentnym w granicach i elastycznym w zrozumieniu. To balans między tym, co musimy wymagać, a tym, co chcemy dać. Nauczyciel widzi więcej niż zadanie, więcej niż test, więcej niż oceny. Widzi emocje, dynamikę relacji, niewypowiedziane pytania i lęki. Widzi człowieka.
Dlatego tak często przypominam sobie: dzieci rzadko pamiętają, czego dokładnie ich uczyliśmy, ale pamiętają, jak się przy nas czuły. I czasem, już na początku wspólnej drogi, te małe słowa - „robię to dla niej, żeby jej nie zawieść” - stają się dowodem na to, że edukacja to nie tylko przekazywanie wiedzy.
Nie przedmiot decyduje o motywacji. Nie lekcja, nie test, nie książka. Decyduje człowiek stojący w klasie. I być może to właśnie ta obecność, ta relacja, jest największym darem, jaki możemy dać dzieciom.
---
Jeśli podoba Ci się to, co tworzę, możesz mnie wzmocnić kawą! Link w komentarzu.