25/08/2022
"Taniec ze śmiercią" - mój autorski artykuł 😃
Wspólny rozbiór Czechosłowacji, dobre rokowania dyplomatyczne - nic z tych rzeczy nie wskazywało na skierowanie agresji niemieckiej na Polskę. Przyjrzyjmy się ówczesnemu rozwojowi wydarzeń i ostatnim krokom do grobu II Rzeczypospolitej.
„Między Niemcami a Rosją”
1 września 1939 roku historia Polski zaczęła być pisana na nowej karcie, prawdopodobnie jednej z najczarniejszych w dziejach. Atak hi**erowski wcale nie został łatwo odparty, a przedwojenne głośne zapowiedzi polskich elit politycznych okazały się być trefne. Polskie wojsko, pomimo mężnej walki i nierzadkiego bohaterstwa, nie miało żadnych szans w starciu z najeźdźcą niemieckim, który dodatkowo od 17 września miał jakoby ułatwione zadanie, bowiem na kierunku wschodnim Polska została zaatakowana przez Sowietów.
Dokonało się wówczas to, przed czym przestrzegali najwięksi myśliciele polskiej strategii, na czele z Józefem Piłsudskim, który otwarcie mówił, że wojna na dwa fronty jest niemożliwa do wygrania przez Polskę. Z kolei Adolf Bocheński w swoim dziele pt. „Między Niemcami a Rosją” dostrzegł zagrożenie płynące z - wydawałoby się wówczas - niemożliwego aliansu między Berlinem a Moskwą. To, że Hi**er uwzględniał Polskę w swoich planach „krucjaty wschodniej”, wcale nie wykluczało zmiany jego polityki i zawarcia sojuszu ze Związkiem Sowieckim. Niestety w roku 1939 zrealizowany został najgorszy możliwy scenariusz dla Polski, a jego skutki odczuwamy do dziś.
Oczywiście naturalnym jest, że pojawi się tutaj pytanie z serii: „co by było, gdyby?”. Konkretyzując moją myśl, oczywiście chodzi o ewentualny atak Niemiec na Związek Sowiecki, przeprowadzony wespół z Polską. Temat ten skłócił już ze sobą niejedną polską rodzinę i nie wydaje się, aby kiedykolwiek rozważania nad nim miały mieć swój kres.
Adwersarze decyzji polskich polityków, którzy odrzucili propozycje i żądania III Rzeszy, najczęściej powołują się na to, że wspólny atak na ZSRS musiałby zakończyć się zwycięstwem, a taka kolej rzeczy oszczędziłaby cierpienia milionom P***ków, którzy zginęli pod hi**erowskim i sowieckim pręgierzem. Niestety, ale tego nigdy się już nie dowiemy. Historia alternatywna rządzi się swoimi prawami, przez wielu jest krytykowana, aczkolwiek często niesłusznie. Oczywiście wiele z wysnutych wizji jest oderwanych od rzeczywistości, ale jedynie znając alternatywy, które mieli przed sobą ówcześni decydenci, historycy mogą dokonać dzisiaj rzetelnej oceny danej decyzji i jej skutków.
Z kolei obrońcy postanowień władz polskich z lat 30. XX wieku stosunkowo często odwołują się do twierdzenia, iż nie miały one już wyboru, a Hi**er zaatakowałby Polskę, nawet pomimo przyzwolenia na budowę „korytarza” oraz formalnego przyłączenie Gdańska do Niemiec. Rozważając ten scenariusz należy mieć z tyłu głowy fakt, iż zdecydowaną większością mieszkańców miasta byli Niemcy, nierzadko nastawieni prohi**erowsko. Według badań Henryka Stępniaka Polacy stanowili zaledwie od 9% do 13% ogółu wszystkich osób zamieszkujących Wolne Miasto Gdańsk, więc ciężko jest obronić opinię o rzekomej ówczesnej polskości tego miasta.
„Nie ma dobrych dróg”
W musicalu pt. „Piloci” (upamiętniał on polskich pilotów walczących w Anglii) można usłyszeć utwór zatytułowany „Nie ma dobrych dróg”. Tytuł ten bardzo dobrze ]oddaje sytuację Polski w przededniu II wojny światowej, bowiem przywódcy kraju faktycznie nie mieli zbyt wielu dobrych alternatyw, tym bardziej po fiasku negocjacji z Niemcami. Wówczas przekreślone zostały wszelkie nadzieje na alians polsko-niemiecki, a Polska stała się „niespełnionym sojusznikiem Hi**era”, jak to zgrabnie ujął dr Krzysztof Rak w tytule jednej ze swoich prac.
Należy zatem rozważyć, dlaczego Polska znalazła się w tak fatalnej sytuacji. Jasno można stwierdzić, że za jej ogół odpowiadała imperialistyczna polityka Adolfa Hi**era, jednakże diabeł tkwi w szczegółach. Kluczem do rozwiązania tej zagadki zdaje się być rok 1938, a konkretnie - układ monachijski. Niemcy, którzy realizowali swoje coraz śmielsze żądania terytorialne, skrzętnie wystawili na próbę państwa Zachodu. Politycy niemieccy w mądry sposób wykorzystali zasadę samostanowienia narodów, według której to mieszkańcy Kraju Sudetów mieli zadecydować o przynależności terytorialnej tych ziem, co oczywiście miało być tylko pretekstem. W tym momencie warto postawić tezę, iż dyktat monachijski, będący namacalnym przykładem polityki appeasementu, nie złagodził wcale roszczeń Hi**era, a wręcz przeciwnie - spowodował ich rozrost, w dłuższej perspektywie doprowadzając do rozpoczęcia się II wojny światowej.
Warto pochylić się nad strategicznym znaczeniem de facto rozbioru Czechosłowacji. Najpierw pod lupą znajdzie się perspektywa niemiecka. Zachodni sąsiad Polski zyskał na zapisach traktatowych bardzo dużo, bowiem prócz Kraju Sudetów w przeciągu kilku miesięcy pod rządami narodowych socjalistów znalazła się praktycznie cała Czechosłowacja. Rządzący w kraju mogli wówczas odtrąbić kolejny z sukcesów na arenie międzynarodowej, po remilitaryzacji Nadrenii i anschlussie Austrii. Były to spore osiągnięcia, budzące podziw nawet wśród politycznych przeciwników Hi**era. Nastrój panujący podczas konferencji, jak i po niej, dobrze (choć nie bez przesady) oddają zapiski z dzienników ministra propagandy Rzeszy Josepha Goebbelsa:
Niesłychanie wzrósł prestiż Niemiec. Teraz znów jesteśmy światowym mocarstwem […] Berlin tworzy dla Führera jeden ogromny szpaler ludzi. Nastroje jak nigdy dotąd, uroczyste, podniosłe i radosne podniecenie. Wszyscy są zachwyceni utrzymaniem pokoju. (J.Goebbels, "Dzienniki tom 1: 1923-1939", 1-2 października 1938 r., oprac. prof. E. C. Król).
Niemcy bez wątpienia dostali ogrom paliwa do swojej propagandowej machiny, ale kraje Zachodu oraz Polska także nie pozostały bez niczego, oczywiście tylko na papierze. Znane są przecież wielu osobom słynne zdjęcia brytyjskiego premiera Neville’a Chamberleina, który po powrocie z konferencji w Monachium, uroczyście oświadczył, że przywiózł on pokój. W krótkiej perspektywie może tak, ale długofalowe skutki jego polityki okazały się być zgubne dla Europy, bardzo delikatnie to ujmując.
"Czeski błąd"
Polska natomiast w wyniku układu monachijskiego „wzbogaciła się” o Zaolzie. Opinia publiczna oczywiście była uradowana powiększeniem się kraju, jednakże prawdopodobnie był to pierwszy krok do grobu dla II RP, a samą decyzję o przejęciu Zaolzia ciężko usprawiedliwić, chyba że propagandowymi mrzonkami i chęcią utworzenia z Polski mocarstwa. Mylili się wówczas nawet stratedzy uważani nierzadko za fachowców, jak na przykład Władysław Studnicki. Zachłanność wygrała nad zdrowym rozsądkiem. Polska w ten sposób miała granicę z mocarstwem (wtedy już przynajmniej lokalnym) o długości 1912 kilometrów, w dodatku bez oparcia jej o jakieś naturalne punkty (rzeki, pasma górskie itp.), które w razie agresji byłyby przeszkodzą dla wojsk lądowych najeźdźcy.
Entuzjaści decyzji o aneksji Zaolzia mogliby mi teraz zarzucić wymądrzanie się po szkodzie, jednakże od polityków powinno się wymagać dalekowzroczności, pewnego zmysłu, co do podejmowanych decyzji, a nie poruszania się niczym dziecko we mgle. Dla Polski wydarzyła się wówczas rzecz bardzo zła, bowiem przywódcy państwa zaczęli wierzyć w to, że z kraju można uczynić mocarstwo. Z rozmowy, którą przeprowadziłem jakiś czas temu z dr. Krzysztofem Rakiem, można dowiedzieć się, że istnieją liczne dokumenty świadczące o rozmowach polsko-węgierskich na temat wspólnej granicy i to na długo przed konferencją monachijską. Do tego mogło dojść tylko w jeden sposób - poprzez rozbicie Czechosłowacji. Pozbywanie się bufora w sytuacji, gdy oddziela on państwo od o wiele potężniejszego kraju, jest absurdem i strzałem wprost we własne kolana. Nie dość, że granica z Niemcami została wydłużona, to został tym samym otwarty nowy kierunek operacyjny, co na pewno nie ułatwiało dowództwu Wojska Polskiego przygotowywania planów obronnych na wypadek agresji ze strony III Rzeszy.
Minister Józef Beck, wraz ze swoją świtą, przegrał ten intelektualny pojedynek. Niestety ale po jego działaniach wnioskować można, że po prostu nie zrozumiał gry, w którą wciągał go Hi**er. Rozbierając wespół z Niemcami Czechosłowację, dał Hi**erowi kartę, której brakowało mu do objęcia władzy na terenach Europy Środkowej. O ile do 1938 roku Polska mogła próbować to wszystko równoważyć, przeciągać i lawirować, o tyle po konferencji w Monachium stało się to niemożliwe, a perspektywa wojny wbrew pozorom zaczęła się bardzo zbliżać, a nie oddalać. Zresztą świadczy o tym jedno znamienne zdanie z dziennika Josepha Goebbelsa:
A w ogóle to jasne i zagwarantowane granice w Europie Środkowej nie są dzisiaj w naszym interesie. (J. Goebbels, "Dzienniki tom 1: 1923-1939", 10 października 1938, oprac. E. C. Król).
"Korytarzem do wojny"
Entuzjazm, z jakim Polacy przyłączyli się do rozkładu państwa czechosłowackiego, był dla Hi**era sporym prezentem, ale także zaskoczeniem. Z dokumentów i wspomnień wynika, że raczej oczekiwał cichej zgody, a w razie potrzeby reakcji zbrojnej - neutralności Polski. Z racji obopólnej chęci uregulowania kwestii granicy, w roku 1938 dochodziło do częstych spotkań dyplomatów na różnych szczeblach, podczas których strona niemiecka wysuwała sugestie dotyczące paktu antykominternowskiego, „korytarza gdańskiego” i przynależności Wolnego Miasta Gdańsk.
W styczniu 1939 roku doszło do ostatecznej rozgrywki, która miała zadecydować o losie relacji polsko-niemieckich. Hi**er, podczas spotkania z ministrem Beckiem, zdominował go tak, jak miał to w zwyczaju. Z relacji i notatek krystalizuje się obraz ukazujący Becka niepodejmującego poważniejszych prób odparcia tego „ataku”, a raczej wsłuchującego się w tyradę niemieckiego kanclerza. Według polskiej notatki minister po prostu odrzucił wszelkie niemieckie sugestie, nie pozostawiając przy tym żadnego manewru przywódcom Rzeszy, prosząc też o chwilę czasu na namysł i ostateczną odpowiedź.
Właśnie wtedy najprawdopodobniej polscy przywódcy zaczęli wnioskować, że ryzyko niemieckiego ataku wzrasta w bardzo niebezpiecznym tempie. Pakt o nieagresji, zawarty w 1934 roku, otworzył nowy rozdział w stosunkach polsko-niemieckich, jednak ten wówczas zdawał się właśnie zamykać. 26 stycznia 1939 roku w Warszawie doszło do spotkania ministrów: von Ribbentropa i Becka. Nie doszli oni jednak do porozumienia, a następne rozmowy również nie przynosiły rozwiązania.
Sprawy wydawały się coraz bardziej przeciągać, jednakże Hi**er postanowił wyrazić swoją ostateczną dominację nad Europą Środkową poprzez zlikwidowanie Czechosłowacji i zajęcie Czech przez oddziały Wehrmachtu 15 marca 1939 roku, a także przejęcie portu w Kłajpedzie. Oznaczało to, że Hi**er będzie szedł dalej, a kluczowym elementem w tej układance jest to, po czyjej stronie stanie Polska. Przyłączenie Polski do koalicji antyhi**erowskiej prawdopodobnie wówczas oznaczałoby skierowanie uwagi Hi**era właśnie na ten kraj, który miał stanowić ostateczną zaporę przed wybuchem wojny na Starym Kontynencie.
Polityka appeasementu zawiodła, a państwa Zachodu rozumiały, że Hi**er swoje uderzenie skieruje na Polskę. 21 marca 1939 roku Joachim von Ribbentrop wezwał do swojego gabinetu polskiego ambasadora - Józefa Lipskiego i wystosował szereg żądań wobec Polski, która wciąż nie udzieliła jednoznacznej odpowiedzi na wcześniejsze propozycje. Jednakże 26 marca 1939 roku von Ribbentrop otrzymał od Lipskiego memorandum, w którym polski rząd odrzucił niemalże wszystkie niemieckie żądania. Od tego momentu historia zaczęła znacznie przyspieszać, a droga do wojny była już naprawdę krótka. Na spotkaniach z niemieckimi dygnitarzami Adolf Hi**er wyraził się jasno na temat ewentualnego wejścia polskich oddziałów do Gdańska. Zdaniem kanclerza byłby to oczywisty punkt zapalny do wojny, bo Niemcy nie mogliby pozwolić na takie pogwałcenie swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Co prawda pozostawiał on sobie jeszcze nadzieję na polityczne rozwiązanie tego konfliktu, ale równocześnie zwiększał nacisk na Polskę, a to zmniejszało taką ewentualność do zera.
Sytuacji na lini Polska-Niemcy nie polepszały rokowania P***ków z Brytyjczykami, które zakończyły się wyrażeniem obustronnych gwarancji na przełomie marca i kwietnia (przyłączyła się do nich także Francja). Większość z tych rozgrywek miała miejsce w kuluarach, bez wiedzy opinii publicznej, której pozostawały jedynie domysły. Hi**er podczas swoich przemówień dotyczących aliansu polsko-brytyjskiego wracał do pierwszowojennej retoryki, wskazującej na okrążanie Niemiec różnymi państwami wrogo nastawionymi wobec tego kraju. Była to ogromna pożywka dla machiny propagandowej Josepha Goebbelsa, która od razu zaczęła podburzać ludzi przeciwko Brytyjczykom, nierzadko wzbudzając spory lęk przed angielskim zagrożeniem.
„Uwaga, nadchodzi”
Kolejny song z „Pilotów”, który tytułem idealnie wpasowuje się w atmosferę ostatnich przedwojennych dni 1939 roku. 3 kwietnia Hi**er wydał rozkaz do przygotowania ataku na Polskę (operacja Fall Weiss). Oczywiście rząd niemiecki zachowywał pozory normalności, lecz bez problemu można było wyczuć zarzuty kierowane w stronę P***ków, Brytyjczyków i Francuzów. Zachodniemu sąsiadowi III Rzeszy szczególnie zależało na wciągnięciu Polski do paktu antyhi**erowskiego, bo w taki sposób można było zniwelować ryzyko agresji Hi**era na Francję.
Ewentualna wojna z Polską miała sprawić, że państwo to przestanie istnieć. Wehrmacht miał rozbić wszelkie polskie siły zbrojne, a Hi**er jeszcze przed ogłoszeniem brytyjskich i francuskich gwarancji stwierdził, że:
Musimy Polskę wtedy zmiażdżyć tak, żeby przez następnych kilkadziesiąt lat nie musieć się z nią liczyć jako z czynnikiem politycznym. (Za: V. Ullrich, "Hi**er. Upadek zła. 1939-1945", str. 22).
Ciekawa jest opinia Petera Longericha, który stwierdził, że Hi**er nie zamierzał wyczekiwać na realne zagrożenie wobec państwa niemieckiego ze strony Polski, a chciał wykorzystać każdą możliwą okazję, aby wcielić swoje wojenne plany w życie. Także według analizy Longericha, Hi**er podjął finalną decyzję o ataku po ostatecznym odrzuceniu jego żądań przez P***ków.
Klamka zapadła, a Europa przeżywała ostatnie tygodnie pokoju. Perspektywa roztaczająca się przed mieszkańcami Starego Kontynentu w najśmielszych przewidywaniach nie mogła prezentować tego, co niebawem miało się tam wydarzyć. Wyścig zbrojeń ruszył, lecz ta wojna miała dotknąć cywilów tak, jak jeszcze żadna dotychczas. Jednakże największe zaskoczenie miało dopiero nadejść, a to ze względu na „niemożliwy” pakt zawarty 23 sierpnia 1939 roku między Hi**erem a Stalinem. Jego tajne zapisy dzieliły Polskę i państwa bałtyckie miedzy dwóch okupantów, tworząc tym samym nową mapę Europy.
Hi**er swoimi imperialistycznymi zapędami sprowadził wiele krajów do narożnika, z którego ciężko było znaleźć dobre wyjście. Zwodzenie go za nos nie mogło działać w nieskończoność, a polska polityka balansowania również musiała kiedyś się skończyć. Można było już jedynie ludzi przed wojną ostrzegać, krzycząc przy tym: „Uwaga, nadchodzi!”.
„Nie obiecuj nic”
Polska znalazła się w potrzasku. Będąc zwornikiem geopolitycznym (państwem o braku potencjału mocarstwowego, ale kluczowym w międzynarodowej rozgrywce) musiała zmierzyć się z próbą, z której niestety obronną ręką wyjść było trudno. Decydujący okazał się być rok 1938, który zapędził kraj w niebezpieczne miejsce. Hi**er z względną łatwością osiągał kolejne cele, podczas gdy kolejne państwa europejskie zaczynały sobie uświadamiać prawdziwe zagrożenie płynące z jego polityki ekspansjonizmu.
W tekście tym celowo pomijałem ważny wątek Związku Sowieckiego. Skąd taki zabieg? Właśnie w taki sposób ignorowano możliwość paktowania III Rzeszy z tym krajem. Wykluczono w Polsce scenariusz połączenia sił tych dwóch państw, co było katastrofalnym ruchem, jakby zapomniano o tym, że polityka potrafi zaskoczyć. Sprawa polityki polsko-sowieckiej wymaga osobnego artykułu, może nawet i książki. Oczywiście kwestią sporną pozostaje ewentualny brak udziału Sowietów w kampanii przeciw Polsce. Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy Polacy byliby w stanie poradzić sobie „tylko” z Niemcami. Odpowiedź zdaje się być negatywna. Niemiecka przewaga militarna i taktyczna, pomimo wielu niedociągnięć, była zbyt duża.
W Wojsku Polskim zawiodło dowództwo, zbytnia jego centralizacja. W wyniku błyskawicznej utraty łączności z poszczególnymi oddziałami, obrona stała się wręcz niemożliwa, bowiem ich dowódcy nie wiedzieli w jakiej de facto znajdują się sytuacji. Z pewnością konsternację wywołało także zaskoczenie, że polska armia jednak nie jest w stanie w mgnieniu oka przepędzić Niemców. Pretensji nie można mieć do szeregowych żołnierzy, lecz do głównych dowódców i polityków, którzy w dużej mierze zawiedli swój kraj i obywateli. Obrazem nędzy i rozpaczy pozostanie już na zawsze ucieczka Naczelnego Wodza Edwarda Rydza-Śmigłego, który na dodatek zabronił strzelać do atakujących wówczas Sowietów…
Chciałbym zakończyć ten artykuł w sposób pozytywny, lecz jest to niesłychanie trudne. „Optymizm nie zastąpi nam Polski”, bowiem tylko realne i rozważne działania mają polityczną moc. Do hurraoptymistów można rzec jedynie: „Nie obiecuj nic”…
Bibliografia
Wywiady i strony internetowe
Historia Zwyczajna, "DROGA DO WRZEŚNIA '39 | dr Krzysztof Rak i Dawid Baśniak" (dostęp na 22.08.2022), https://www.youtube.com/watch?v=3exMaEnl7ss&t=2120s
Jan Daniluk, "Ilu było P***ków w wolnym mieście" (dostęp na 22.08.2022),
http://www.jandaniluk.pl/.../176-ilu-bylo-polakow-w...
Teatr Muzyczny ROMA, "Piloci (Original Music Soundtrack)", (dostęp na 22.08.2022),
https://open.spotify.com/album/6uLmCe0C3JRfRstpl0akt7...
Publikacje książkowe
Adolf Bocheński, "Między Niemcami a Rosją", Ośrodek Myśli Politycznej, 2009.
Joseph Goebbels, "Dzienniki tom 1: 1923-1939", oprac. E. C. Król, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2021 (wydanie II).
Krzysztof Rak, "Polska - niespełniony sojusznik Hi**era", Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2019
Peter Longerich, "Hi**er. Biografia", Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.
Piotr Zychowicz, "Germanofil. Władysław Studnicki - P***k, który chciał sojuszu z III Rzeszą", Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2020 (Wydanie I).
Piotr Zychowicz, "Niemcy. Opowieści niepoprawne politycznie cz.III", Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2017 (Wydanie II rozszerzone).
Piotr Zychowicz, "Pakt Ribbentrop-Beck, czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki", Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2020 (Wydanie I dodruk).
Volker Ullrich, "Hi**er. Upadek zła 1939-1945", Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.