12/11/2025
To nie potwór. To człowiek, który dawno temu odciął się od siebie.
Ktoś, kto nigdy nie nauczył się czuć — tylko udawać, że czuje.
Cała jego pewność siebie to makijaż nałożony na wstyd, którego nie potrafi zmyć.
Cała jego kontrola to desperacka próba utrzymania się nad przepaścią własnego lęku.
Psychologowie nazwaliby to projekcją.
Jung powiedziałby: „utonął w swoim cieniu.”
Brené Brown dodałaby: „to wstyd w przebraniu siły.”
Tak - oni mieliby rację.
Ale to nie znaczy, że on jest ofiarą.
Bo trauma nie jest usprawiedliwieniem dla przemocy.
Ból nie daje prawa do ranienia innych.
Nie.
Nic ich nie broni.
Nie dzieciństwo, nie przeszłość, nie „trudny charakter”.
Każdy z nich w pewnym momencie dokładnie wie, co robi.
Wie, że rani, że manipuluje, że kręci, że kłamie —
i robi to mimo wszystko, bo tak jest mu wygodniej.
Bo jego sumienie jest martwe, a jego ego — głodne.
Narcyz nie potrzebuje twojego zrozumienia.
Potrzebuje twojej reakcji, żeby wciąż istnieć.
Potrzebuje twojego bólu, żeby nie czuć swojego.
Potrzebuje cię tylko wtedy, gdy może coś z ciebie wziąć.
Ale kiedy przestajesz grać w jego teatr,
kiedy milkniesz i wychodzisz z sali —
jego scena zapada się pod nim.
Bo bez widowni nie ma spektaklu.
Bez ofiary nie ma kata.
Nie jesteś jego lustrem.
Nie jesteś jego historią.
Nie jesteś tym, kim on cię nazwał,
kiedy nie potrafił znieść tego, kim naprawdę jesteś.
Więc nie tłumacz. Nie usprawiedliwiaj. Nie analizuj.
Nie szukaj logiki w chaosie człowieka, który karmi się cudzym spokojem.
Po prostu odejdź.
Z ciszą, która mówi wszystko.
Bo nic nie przeraża narcysty tak bardzo,
jak ktoś, kogo nie udało się zniszczyć —
i kto już nigdy nie wróci.