18/08/2026
Strzelasz 2000 razy mniej. Czy powinieneś trenować tak samo?
Jestem bardzo daleki od podważania kompetencji wybitnych strzelców, ale czasem staram się zestawić pewne fakty, po prostu obiektywnie zestawić. I tu mi przyszło pewne pytanie do głowy.
Niedawno słuchałem ciekawej rozmowy z wybitnym strzelcem, który, jak sam mówi, strzela 80–100 tysięcy sztuk amunicji rocznie. Rozmowa zeszła oczywiście na trening, zawody i porównywanie „skilla”. Według niego właśnie rywalizacja i wynik są dobrą miarą umiejętności, również tych, które chcielibyśmy później odnosić do strzelania bojowego.
I tu pojawiła mi się pewna wątpliwość.
Nie chodzi nawet o to, czy sport strzelecki rozwija umiejętności. Oczywiście, że rozwija. Pytanie brzmi: czyjego strzelania jest miarą?
Bo spójrzmy na to z perspektywy zwykłego użytkownika broni.
Nawet rekreacyjne strzelectwo dynamiczne nie jest tanim hobby. 500–700 sztuk amunicji miesięcznie (300 zawody, 200 (?!) - 400 trening), opłaty za strzelnicę, opłata startowa, dojazd, hotel, broń, wyposażenie i eksploatacja sprzętu powodują, że 2000 zł miesięcznie można potraktować raczej jako budżet rekreacyjny niż wyczynowy.
A teraz zestawmy to z realiami.
Nie ma statystyki pokazującej, ilu mężczyzn w Polsce może regularnie przeznaczać 2000 zł miesięcznie wyłącznie na własne jedno hobby. Możemy jedynie szacować. Jeżeli jednak mówimy o człowieku będącym w związku, do tego dzieci, kredyt i normalne koszty utrzymania rodziny, prawdopodobnie mówimy o kilku, kilkunastu procentach, a przy założeniu, że są to rzeczywiście „wolne” pieniądze, być może o 5–10%. To oczywiście jedynie bardzo przybliżony szacunek.
I absolutnie nie chodzi mi tutaj o zaglądanie komukolwiek do portfela ani ocenianie ludzi poprzez wysokość zarobków. Zarobki nie są dla mnie żadną miarą wartości człowieka.
Chodzi wyłącznie o dostępność określonego modelu treningu.
Strzelectwo dynamiczne, szczególnie uprawiane intensywnie, jest w praktyce hobby relatywnie małej grupy ludzi.
Oczywiście singlowi będzie łatwiej. I tu widać potencjalny rozwój strzelectwa 🤣
Skąd przeciętny policjant, funkcjonariusz czy żołnierz zarabiający 7–8 tys. zł ma wziąć środki, żeby zbliżyć się treningowo do człowieka strzelającego dziesiątki tysięcy sztuk amunicji rocznie?
I tutaj pojawia się pewien paradoks.
Policjant niespecjalnie ma możliwość stworzenia sobie takich warunków. Gdyby chciał radykalnie zwiększyć swoje możliwości finansowe, musiałby zacząć robić coś innego, lepiej płatnego. Tyle że w pewnym momencie musiałby przestać być policjantem – a wtedy znika również zawodowa potrzeba osiągania wysokiego poziomu w posługiwaniu się bronią.
A przecież, jak powiedzą „młode wilki” – sama amunicja i trening to jeszcze nie wszystko. Trzeba przecież kupić kamizelkę, wkłady, pas, ładownice, Safarilanda za około tysiąc, dobre szkolenie i całą resztę taktycznego wyposażenia. Rachunek rośnie, zanim jeszcze padnie pierwszy dodatkowy strzał.
Podobnie wygląda sytuacja żołnierza czy funkcjonariusza innych służb mundurowych.
Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia woli, motywacji i chęci trenowania. Jeden człowiek będzie inwestował swój czas i pieniądze, drugi nie. Ale do prywatnego treningu również nikogo nie można zmusić. A to, że zarobione pieniądze wydaje na rodzinę, nie może być negowane.
I dlatego odpowiedzialności za poziom wyszkolenia zawodowego nie można przerzucać na prywatną pasję funkcjonariusza.
Jeżeli służba określonego poziomu wymaga, służba musi stworzyć warunki, żeby ten poziom osiągnąć – zapewnić szkolenie, czas, amunicję, wyposażenie i możliwość regularnego treningu.
Inaczej tego poziomu po prostu nie będzie.
A jeżeli służba sama nie dysponuje odpowiednią ilością czasu, amunicji, instruktorów czy pieniędzy, to również tego poziomu nie zapewni. Możemy więc przez kolejne lata dyskutować o tym, jak należałoby trenować i do jakiego poziomu należałoby dojść, ale bez odpowiednich zasobów to tylko bicie piany.
Bo między 50 strzałami rocznie czy u przeciętnego cywila 500 strzałami miesięcznie, a 80–100 tysiącami rocznie nie ma różnicy wyłącznie ilościowej. To są właściwie dwa różne światy treningowe.
I właśnie dlatego interesuje mnie coś innego.
Jeżeli ktoś dzięki ogromnej liczbie powtórzeń, tysiącom godzin treningu, zawodom i doświadczeniu osiągnął wybitny poziom, to oczywiście warto analizować jego umiejętności.
Czy punkt widzenia na to, jak powinno się trenować, dla przeciętnego użytkownika broni, będzie równie wartościowy?
Bo typowy strzelec nigdy nie będzie dysponował jego czasem, budżetem ani liczbą powtórzeń.
I tutaj warto bardzo wyraźnie rozdzielić dwie rzeczy. Nie podważam kompetencji ani wiedzy o tym, jak osiągnąć bardzo wysoki poziom sprawności strzeleckiej. Pytanie dotyczy wyłącznie transferu jego modelu szkoleniowego na ludzi funkcjonujących w zupełnie innych warunkach. Ogromna wiedza o tym, jak osiągnąć mistrzowski poziom przy dziesiątkach tysięcy strzałów rocznie, nie musi automatycznie oznaczać równie dużej wiedzy o tym, jak zaprojektować optymalne szkolenie dla człowieka dysponującego ułamkiem tych zasobów.
Jeżeli więc system szkolenia działa znakomicie przy 50, 80 czy 100 tysiącach strzałów rocznie, ale jego efektywność wymaga właśnie takiego wolumenu, pojawia się pytanie o jego praktyczną użyteczność dla człowieka, który może wystrzelić góra kilka tysięcy sztuk rocznie.
I tu dochodzimy do sedna.
Bo jeżeli mistrzowska skuteczność jest poza zasięgiem, a możliwości szkoleniowe są ograniczone, można przecież trenować inaczej - w sposób bardziej adekwatny, nota bene, do zupełnie innego środowiska, w którym te umiejętności mają być wykorzystane.
Może szkolenie powinno być projektowane na miarę realnych możliwości ludzi, dla których jest przeznaczone.
Jeżeli policjant czy żołnierz ma do dyspozycji określoną liczbę godzin i określoną liczbę sztuk amunicji rocznie, to system powinien odpowiadać właśnie na pytanie: jak przy tych ograniczonych zasobach osiągnąć możliwie najwyższą skuteczność?
Nie ma sensu projektować modelu szkolenia w oparciu o możliwości mistrza świata, a później dziwić się, że przeciętny funkcjonariusz nie osiąga jego poziomu.
Nie osiągnie. I nie ma się co łudzić, że osiągnie. W tym systemie, licząc same sztuki amunicji, trenuje 2000 razy mniej!
I to nie jest deprecjonowanie. To zwykłe uznanie ograniczeń czasu, pieniędzy i liczby możliwych powtórzeń.
Sport może być w pewnym zakresie znakomitym laboratorium umiejętności i pokazywać, do jakiego poziomu można doprowadzić sprawność strzelecką.
Ale laboratorium nie zawsze odzwierciedla warunki, w których później ma działać przeciętny użytkownik.
Dlatego być może największym błędem jest ocenianie szkolenia bojowego z perspektywy możliwości wybitnego strzelca.
System przeznaczony dla przeciętnego policjanta, żołnierza czy cywilnego użytkownika broni powinien być oceniany nie według tego, co potrafi zrobić człowiek po 100 000 strzałów rocznie, lecz według tego, jaką skuteczność możemy uzyskać u przeciętnego człowieka przy realnym dla niego czasie, budżecie i liczbie powtórzeń.
Może więc zamiast pytać:
„Jak dobrze można nauczyć człowieka strzelać?”
warto zapytać:
„Jak dobrze możemy nauczyć go strzelać przy zasobach, którymi realnie dysponuje?”
Bo szkolenie musi być adekwatne i na miarę możliwości. Nie ma się co łudzić, że przy ułamku czasu, amunicji i liczby powtórzeń otrzymamy rozsądną jakość na poziomie mistrza świata.
Proste.
I warto przy tym pamiętać, że nawet jeśli rozwiążemy problem dostępności treningu, nadal pozostaje nierozwiązana kwestia silnego stresu oraz całkowicie odmiennego środowiska realnej samoobrony, którego nie da się sprowadzić wyłącznie do poziomu strzeleckiego "skilla" na zawodach dynamicznych.
Mad Leaf
Współpraca:
Personal - Defence
Piekarnia Kabur Gniezno
GunDay.pl
Carpatia Arms
ARMOR Defense&Security
Andrzej Idzikowski
DST Malbork
PIRO KOBE Brzeg
KRAV MAGA Pomorze