18/08/2026
W sklepach z rękodziełem, (poza spodniami zachowanymi we wspomnieniach i wpisanymi na dream list) można spotkać motanki. Urocze laleczki motane ze słomy, kawałków tkanin, wełny. Oczywiście koszyk pełen motanek mnie zachwycił, bo każda była inna. Ta, którą sfotografowałam, szczególnie urzekła mnie swoją niebanalną fryzurą.
Przy okazji wyczytałam w książce Michała Chomiuka „Z puszczy i bagien. Podlaskie opowieści ludowe” wydawnictwa Paśny Buriat o ich znaczeniu. Bo w wielu przypadkach mogły być po prostu laleczkami, które od pokoleń służyły dzieciom do zabawy.
Ale z rozdziału poświęconego motankom wynika, że przypisywano im także znaczenie obrzędowe. I tu zrobiło się mniej słodko, niż zapowiadał uroczy koszyk.
W zebranych opowieściach laleczki nie zawsze miały chronić, pomagać czy przynosić szczęście. Czasami, a nawet często, przypisywano im moc szkodzenia innym. I nie zawsze chodziło o zemstę czy wyrównanie krzywd. Bywała to zwyczajna ludzka zawiść.
Właściwie ten motyw powraca w książce częściej. Wystarczyło, że ktoś był zadowolony, cieszył się tym, co ma, pokazywał światu pogodne oblicze, a już znajdował się ktoś, kto koniecznie chciał mu tę radość zepsuć. Bez wielkiego powodu. Czasem chyba po prostu po to, żeby na chwilę poczuć się lepiej. Smutna to prawda o ludzkiej naturze.
Ale wracając do motanek — niektóre ich zastosowania były znacznie bardziej wzruszające. W opowieściach pojawiają się wzmianki o motankach przygotowywanych przez przyszłe mamy jako pierwsze zabawki dla dziecka.
Znalazłam też krótki artykuł Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi o motankach, szmaciankach i kukiełkach. Umieszczę link w komentarzu, bo to materiał, który można wykorzystać także podczas lekcji.
Przypomniało mi to zwyczaj, o którym usłyszałam na Podlasiu — haftowanie przez kobietę oczekującą potomstwa chusty, zwanej ręcznikiem obrzędowym. Widziałam takie ręczniki. Misternie haftowane, związane z ważnymi momentami życia. Narodziny. Chrzest. Ślub. Śmierć.
Tkanina, która towarzyszyła człowiekowi przez kolejne etapy życia. I nagle zwykły kawałek płótna staje się zapisem troski i więzi. Także tej budowanej jeszcze przed pierwszym spotkaniem.
Dziś motanki są również elementem rękodzielniczej promocji regionu. I przyznam, że chętnie umotałabym sobie taką laleczkę. Mają urocze stroje, koraliki, ozdoby… Choć nie mają twarzy. Swoją drogą, jakie ciekawe mogłoby być wykonywanie kukiełek przez uczniów, ze ścinków, rzemyków, gałązek i paciorków. A potem zrobienie z tego teatrzyku.
U mnie byłaby oczywiście tylko kolorowym eksponatem na półeczce. Szkodzić nikomu nie zamierzam, a kandydatów jakoś nie widzę. W funkcję odstraszającą jednak poniekąd wierzę. Cena tego cudeńka skutecznie mnie odstraszyła.
Na razie zostaję więc przy fotografowaniu.
Ale ta biedaczka — nie dość, że nie ma twarzy, to jeszcze nie ma swojego imienia. Choć może miała? Nie dopytałam.
Poproszę więc Was o propozycje imienia dla tej panny. Czekam na pomysły!