13/08/2026
Nie lubię pożegnań. Ale wiem, po co są. ❤️
Znowu nadszedł ten moment.
Jutro kolejne dzieci wyjdą z Latarni trochę większe, trochę bardziej samodzielne i gotowe na swój kolejny krok.
A ja zostanę z pustymi miejscami przy stole, małymi śladami codzienności i ogromnym wzruszeniem.
Dzisiaj były podziękowania, upominki, uściski i rozmowy z rodzicami. Były też pytania:
„Co my teraz zrobimy bez Was?”
A ja w takich chwilach myślę sobie, że właśnie po to tu jestem.
Nie po to, żeby zatrzymać dziecko przy sobie.
Tylko żeby przez kawałek jego drogi być obok.
Pomóc mu poczuć się bezpiecznie.
Nauczyć, że można powiedzieć „nie”.
Przeżyć złość.
Pocieszyć po upadku.
Cieszyć się z pierwszych sukcesów.
Patrzeć, jak z dnia na dzień robi się bardziej samodzielne.
A potem… puścić.
I to „puścić” jest chyba najtrudniejsze.
Bo przecież przez te miesiące zdążyłam się przywiązać. Do głosu, śmiechu, małych rytuałów, powiedzonek, przytulania.
Dlatego pożegnania trochę bolą.
Ale ten ból jest też dowodem na to, że wydarzyło się coś ważnego.
Była relacja.
Było zaufanie.
Było dzieciństwo, którego mogłam być częścią.
Drodzy Rodzice — dziękuję Wam za to zaufanie. Za każde dobre słowo, za prezenty, które będę przechowywać z sentymentem, i przede wszystkim za to, że pozwoliliście mi być częścią Waszego życia❤️
A Wam, moje małe Latarniowe Dzieciaczki, życzę, żebyście zawsze patrzyły wysoko, bo tam zaczynają się marzenia✨
Odważnie.
Z ciekawością.
Po swojemu.
A ja?
Ja będę tutaj.
Znowu zacznę od początku.
Z nowymi małymi ludźmi, nowymi historiami, nowymi pierwszymi razami.
I pewnie znowu będę się przywiązywać.
I pewnie znowu będę się wzruszać przy pożegnaniach.
Bo taka właśnie jest moja praca.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo ją kocham.
Ciocia Monia♥️