24/07/2026
Cześć wszystkim!
Tym razem nie będę przedstawiał Wam kolejnego członka mojej akademii. Zamiast tego chciałbym pochylić się nad paletą barw sportu bilardowego. Będzie to wpis z kategorii bilardowych autorefleksji. Już na wstępie dziękuję każdemu, kto poświęci chwilę na jego przeczytanie.
Przyjrzyjmy się głębiej temu, co przynoszą regularne treningi gry w bilard. W świecie coraz częściej mówi się o inwestowaniu w samorozwój, zrozumieniu własnych potrzeb i emocji. Czy uwierzylibyście, że o to wszystko można zadbać przy niebieskim stole?
Wielokrotnie spotykam się ze stwierdzeniami: „Bilard to nie sport” albo „To tylko rozrywka do piwa”. Większość osób wypowiadających te słowa tkwi w bezrefleksyjnym przekonaniu, które trudno jest zmienić. I wiecie, co jest w tym najlepsze? Po jedenastu latach spędzonych w świecie bilarda doskonale rozumiem ich punkt widzenia.
Wchodząc do jakiegokolwiek klubu bilardowego, pierwsze, co pojawia się w zasięgu naszego wzroku, to komercyjna lodówka z logo kompanii piwowarskiej. Niebieskie sukno i szesnaście bil schodzą na drugi plan. Powstaje więc pytanie: czy my, jako społeczeństwo, nadal przypadkiem nie oceniamy książki po okładce? Czy naprawdę świat i jego strukturę widzimy w tak banalnych barwach? Czy nie podążamy owczym pędem, zapisując nasze pociechy na kolejne zajęcia z piłki nożnej czy koszykówki?
Oczywiście wymienione przeze mnie dyscypliny są równie ciekawe i fascynujące. Sam jeszcze kilka dni temu z wypiekami na twarzy śledziłem mecze finałowe Mundialu 2026. Nie jest to próba negowania ani podważania korzyści płynących z ich uprawiania, lecz chęć pokazania szerszej grupie odbiorców schematów myślowych, którymi często się kierujemy.
Podczas prowadzenia treningów zauważyłem pewien wspólny mianownik. Ludzie często nie potrafią rozpoznawać emocji, które im towarzyszą. Wszystko idzie po myśli trenującego do momentu, w którym celowo milknę, a zawodnik musi wykonać tzw. single shot – na przykład dziesięć prób tego samego uderzenia. Każdy rezultat jest zapisywany na białej tablicy, znajdującej się bezpośrednio przed nim. Wynik najczęściej oscyluje w granicach trzech lub czterech udanych powtórzeń na dziesięć możliwych trafień.
Warto również zaznaczyć, że wcześniej celowo ustawiam dokładnie taki sam układ bil, pozwalając uczniowi zapoznać się z konkretną sytuacją na stole. Wówczas wykonuje to samo uderzenie z powtarzalnością zbliżoną do stu procent.
Co więc się zmieniło? Jakie reakcje wystąpiły? Jakie mogą być przyczyny tak wyraźnego spadku skuteczności?
Odpowiedź jest wielowątkowa, jednak jedno słowo z pewnością będzie pojawiało się w większości diagnoz trenerskich – emocje.
Co więc przychodzi mi do głowy na zakończenie tego wpisu? Bilard z pewnością ma swoje drugie dno o podłożu psychosomatycznym, a obserwowanie reakcji zawodników na pojawiające się bodźce zewnętrzne świetnie wpisuje się w założenia terapii poznawczo-behawioralnej (CBT), która zwraca uwagę na zależności między myślami, emocjami i zachowaniem.
Warto więc czasem „wysunąć głowę poza szlaban” i, biorąc łyk piwa pomiędzy uderzeniami, zadać sobie pytanie: Dlaczego uderzenie, które jeszcze przed chwilą wykonywałem bez problemu, tym razem nie przyniosło zamierzonego efektu?
Będę bardzo zadowolony, jeśli choć jedna osoba po przeczytaniu tego wpisu odwiedzi najbliższy klub bilardowy i zamiast kupować kolejne chłodne piwo, spróbuje spojrzeć na ten sport z zupełnie innej perspektywy. Być może odkryje, że bilard nie jest jedynie grą, lecz także narzędziem do lepszego poznania samego siebie.
Zapraszam do podzielenia się swoją opinią!