23/08/2026
Czy też już czujecie wrzesień na karku? Ja tak. 😉 Szkolne zakupy za mną. Pobuszowałam w papierniczym. W tym roku było skromnie. Poprzednie lata kończyły się tak, że po zakupach mogłam spokojnie otwierać swój własny sklep albo szkołę. 😉
Skoro więc o wyprawce mowa, to ja dołączam do zestawu ucznia zasady skutecznego i aktywnego uczenia się. Żeby to wszystko miało jakiś sens. 😉
Pamiętajmy, że samo siedzenie nad książką jeszcze nauką nie jest. Nawet bardzo długie, z zakreślaczem w dłoni. Bo mózg lubi wiedzieć, po jakiego grzyba czegoś się uczy. Lubi sens, kontekst, związki między informacjami i logiczną całość. Znacznie bardziej niż wpychanie do głowy luźnych faktów. Teraz to wyobraziłam sobie rodzica upychającego dziecku butem wiedzę przez uszy do głowy. Brrrr.
Mózg lubi też, kiedy coś z tą wiedzą robimy. Na przykład pytamy, tłumaczymy własnymi słowami, rysujemy, budujemy mapę. Fajnie jest też, kiedy wymyślamy przykład, eksperymentujemy, opowiadamy komuś historię. A już szczególnie się podnieca, kiedy dyskutujemy i łączymy nowe ze starym. Przydają się też notatki Cornella, a czasem po prostu próba wyjaśnienia komuś tematu bez zaglądania do książki. Niewygodne, co nie? 😉
Jeszcze lepiej, kiedy próbujemy sobie coś przypomnieć, zanim ponownie to przeczytamy. Testujemy się, wracamy do materiału po czasie, mieszamy różne typy zadań, popełniamy błędy i sprawdzamy, skąd się wzięły. Nauka wymagająca wysiłku często jest mniej przyjemna niż piąte czytanie tego samego akapitu, ale za to ma jedną zaletę. Ma szansę zostać w głowie.
Co jeszcze może nam pomóc? Małe porcje, regularność i przerwy. Naszym sprzymierzeńcem jest też sen. Wspiera nas porządek, dopasowane do naszych preferencji miejsce, wywietrzone pomieszczenie, woda pod ręką, a telefon to już niekoniecznie pod ręką. Pomaga też zwykła organizacja pracy, bo prokrastynacja jest kreatywna, serio, i zawsze znajdzie coś pilniejszego niż nauka.
Dobrze, kiedy uczymy się w spokojnej, przyjaznej atmosferze i kiedy temat choć trochę nas ciekawi. Jeszcze lepiej, kiedy umiemy tę ciekawość sami uruchomić. Przez obraz, historię, pytanie, skojarzenie, rozmowę, ruch, doświadczenie. Im więcej sensownego przetwarzania, tym mniej bezmyślnego zapamiętywania. Można też korzystać z mentora, mnemotechnik czy metod sprawniejszego czytania.
No i mamy AI. AI może być tutorem, który tłumaczy temat na pięć sposobów. Może być zaciekawiaczem, który połączy fotosyntezę z Minecraftem, a matematykę z końmi. Może być naszym sparingpartnerem albo może zrobić wszystko za nas. 😉
I teraz pytanie do rodziców: Drogi Rodzicu, Twoje kochane i najmądrzejsze na świecie dziecko dostało piątkę, a niech będzie nawet szóstkę, za pracę, którą prawie w całości zrobiło AI. Cieszysz się czy martwisz?
I to nie jest żadna aluzja do popularnego teraz na LinkedIn raportu. 😉
A 30 września zapraszam na trzygodzinny warsztat online „Ucz się z AI tak, żeby naprawdę rozumieć | Autoedukacja 2.0”: https://app.evenea.pl/event/910818-11/