Olimpiada Teologii Katolickiej

Olimpiada Teologii Katolickiej Olimpiada Teologii Katolickiej (OTK) to trójstopniowe zawody o zasięgu ogólnopolskim, których celem jest zainteresowanie młodzieży wiedzą religijną. bł. ks.

Olimpiada Teologii Katolickiej kontynuuje tradycje dotychczasowej Olimpiady Wiedzy Religijnej, organizowanej przez Komisję Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski, oraz poprzednich edycji Olimpiady Teologii Katolickiej, organizowanych przez Warszawskie Towarzy-stwo Teologiczne im. Romana Archutowskiego.

19/07/2026

16. niedziela zwykła / rok A
19 VII 2026

1. „Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł”.
Ewangelia przekazuje nam kolejną przypowieść Jezusa. Po przypowieść o siewcy słuchamy dzisiaj przypowieści o zbożu i chwaście. Ma ona nam, uczniom Jezusa, wyjaśnić problem, z którym zmagamy się nieustanne: Dlaczego, skoro Bóg jest dobry, istnieje w świecie zło? To zło ludziom wierzącym w Boga towarzyszyło zawsze, ono było pochwalane lub usprawiedliwiane przez pogański świat, ono przychodziło od wewnątrz do człowieka w postaci pokusy. To jest problem, który dotyka każdego z nas. I drugie pytanie: Co czynić, by zła nie było? Bo przecież chcemy dobra.

Gospodarz w przypowieści daje odpowiedź nieoczywistą: „Pozwólcie obojgu rosnąć aż do żniwa”. Zbożu i chwastowi. Nie jest to jednak uznanie siły zła, tchórzliwe wycofanie się lub zacieranie różnicy między dobrem i złem. Przyjdzie czas sądu – owszem Sądu Ostatecznego – gdy sprawiedliwość objawi się; zresztą i na tym świecie jest wielu ludzi gotowych cierpieć dla sprawiedliwości, a ci, którzy niesłusznie zostali pozbawieni praw, nierzadko tej sprawiedliwości mogą się doczekać. Jednakże w tej odpowiedzi Jezusa zawarta jest podstawowa zasada: nie wolno dopuścić do sytuacji, by sprawiedliwy został ukarany, do linczu, gdy ci, co walczą o sprawiedliwość, każdy pozór, każde oskarżenie, traktują jako wyrok. To zasada, o której zwłaszcza uczniowie Jezusa, zwłaszcza należący do Kościoła, muszą pamiętać.

2. „Twoja moc jest podstawą Twej sprawiedliwości, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz”.
W Księdze Mądrości czytamy o tym, że Bóg pokazuje swoje oblicze. Bóg jest mocny i wszechwładny, dlatego nie musi ubierać się w szaty mocy tego świata; On oszczędza ludzi, bo wie, jakie jest ich przeznaczenie, bo chce naszego dobra. Jednocześnie ta prawda o Bogu jest wezwaniem skierowanym do nas, byśmy prawdę o Bogu przenieśli do naszego życia: „Nauczyłeś lud swój tym postępowaniem, że sprawiedliwy powinien miłować ludzi. I wlałeś synom swym wielką nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie”.

Tekst z Księgi Mądrości powstał w sytuacji diaspory: Żydzi mieszkali w środku żywiołu pogańskiego. Stąd problem, jaki podejmuje autor natchniony, jest istotny: sprowadza się do pytania, co czynić, by w morzu bezbożności zachować wierność Bogu. Ten problem staje dzisiaj także przed nami w Polsce. Co mamy czynić, by pozostać wierni Bogu, gdy otaczający nas świat pogrąża się w odmętach szaleństwa, chce wymusić bezwzględny szacunek dla życia zwierząt, odbierając to prawo ludziom starym, chorym, nienarodzonym, chce niszczyć małżeństwo i rodzinę pod pozorem troski o ludzi, którzy swoje nieuporządkowane życie chcą przedstawiać jako model? W starożytności chrześcijańskiej pojawiło się określenia diabła jako małpy Boga. Dlatego prawo do zabicia bezbronnego człowieka, uznania za małżeństwo życia bez zobowiązań, często wbrew naturze, uzasadnia się względami miłosierdzia i humanitaryzmu. Cóż za hipokryzja! Sądzę, że odpowiedź, co mamy w takiej sytuacji czynić, możemy znajdować w naszej polskiej tradycji tolerancji: tolerując błąd, nie oznaczała jednak zgody na nieporządek społeczny, na niszczenie fundamentalnych wartości, wyraźnie wiązała się z określaniem, co dobre i prawdziwe, nie oznaczała zgody na mieszanie dobra i zła.

Potrzebna jest błądzącym cierpliwość. Ale ta cierpliwość nie oznacza akceptacji dla zła i kłamstwa. Dziś, gdy kłamstwo stało się sposobem komunikacji społecznej w wielu środowiskach, ludzie w nich żyjący nie są w stanie zrozumieć wartości prawdy. Reagują oni na prawdę agresją, chcą ją siłowo zdławić; temu trzeba się przeciwstawić, a każdy z nas ma przede wszystkim przestać bać się mówić rzeczy oczywistych i prawdziwych, że życie jest święte, że małżeństwo, związek mężczyzny i kobiety, winno być chronione, bo człowiek ma prawo do miłości, a dzieci prawo do wychowania w rodzinie. Przestańmy milczeć o tym i wycofywać się z dyskusji społecznej. Wzorem dla naszej cierpliwości ma stać się cierpliwość Boga: On nie zaciera różnicy między dobrem i złem, prawdą i fałszem, jednocześnie oczekuje na nasze nawrócenie, wspomagając nas, pokazując, gdzie jest prawdziwe szczęście. Zobaczmy w tej cierpliwości Boga wielką szansę dla nas, ale także dla tych naszych bliskich i przyjaciół, którzy zeszli na manowce.

3. „Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami”.
Taka postawa naśladowania Boga w cierpliwości nie jest łatwa. Dlatego potrzebujemy Jego nieustannej pomocy. Dlatego winniśmy otworzyć się na Ducha: nie tylko na nadzwyczajne działania, ale również te bardzo zwyczajne, nazywane darami Ducha Świętego. Jest ich siedem: dar mądrości pozwala dostrzec duchowy sens życia i oceniać wszystko z Bożej perspektywy; dar rozumu, który pomaga głębiej rozumieć prawdy wiary i sens Bożych przykazań; dar rady wspierający nas w codziennych wyborach i wskazujący, co jest zgodne z wolą Bożą; dar męstwa, który daje siłę do przeciwstawiania się złu i odwagę w wyznawaniu wiary; dar umiejętności pozwalający dostrzec relację między stworzeniem a Stwórcą oraz właściwie korzystać z rzeczy materialnych; dar pobożności, który buduje postawę ufnej miłości do Boga jako Ojca; wreszcie dar bojaźni Bożej uświadamiający wielkość Boga i pomagający unikać grzechu z miłości do Niego, a nie ze strachu przed karą.

Niech łaska Ducha Świętego pomoże nam być ludźmi, którzy radykalnie bronią prawdy i dobra, ale na Bożych warunkach, więc w tej obronie unikają wchodzenia na drogę podstępu i nienawiści. To ważna modlitwa dziś, modlitwa o pokój i pojednanie oparte na miłości i prawdzie. Bez tej Bożej pomocy nie damy rady, bo nieprzyjaciel wciąż rozsypuje chwast.
Amen.

28/06/2026

13. niedziela zwykła / rok A
28 VI 2026

1. „Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”.
W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus podaje regułę zachowania życia. Znaleźć życie, zachować je – to znaleźć szczęście, wolność i miłość, które nadają życiu sens i kierunek. Jeśli człowiek sam chce decydować, czym jest szczęście, czym jest wolność, czym jest miłość, to wszystko to zapewne utraci. Bowiem z powodu naszej słabości, naszego egoizmu, szczęście stanie się szybko realizowaniem własnych potrzeb – bez oglądania się na innych, wolność zatrzyma się na etapie możliwości wyboru – bez niezbędnej refleksji, czemu ona służy, miłość będzie w takim świecie pustym słowem.

Słowa, które Jezus wypowiada na temat szukania życia i tracenia go, winny być koniecznie odniesione do miłości. Pan Jezus wcześniej wskazał na miłość Boga jako źródło. Mamy kochać Jego, Zbawiciela, bardziej niż rodziców, bardziej niż dzieci, bardziej niż rodzeństwo, bardziej niż przyjaciół. Mamy to czynić, by nasza miłość do nich nie była egoistyczna, by przyniosła nam prawdziwe szczęście, na zawsze, nieprzemijające, by dawała nam wolność, która wybiera dobro. Dzieje się tak, bo źródłem miłości jest Bóg, a my, chrześcijanie, mamy doświadczenie tej miłości w Jezusie Chrystusie. On nie szukał własnego szczęścia, dobrostanu, On z wielkim, ludzkim wysiłkiem ruszył na niewygodne drogi, by znaleźć człowieka, by go przyprowadzić do prawdy Ewangelii, by odnaleźć na nowo lud wybrany i stać się jego pasterzem. Jezus nie szukał własnej wolności, ale złożył z niej ofiarę, gdy pozwolił się pojmać złym ludziom, gdy pozwolił się biczować i cierniem koronować, gdy niósł na Golgotę krzyż i umierał za nas. Dlatego miłość Jezusa Chrystusa staje się dla nas, chrześcijan, apelem o wdzięczność: na Jego miłość mamy odpowiedzieć miłością, mamy z Nim tracić życie, by je zyskać na wieczność, jako ludzie szczęśliwi, wolni, bo kochający. I nie może to być konstrukcja teoretyczna: ona domaga się konkretnych życiowych wyborów, motywowanych miłością, czyli pragnieniem dobra bliźnich, na wzór Chrystusa, który pierwszy okazał nam miłość.

2. „Umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie”.
Tak uczy św. Paweł o sakramencie chrztu. Odpowiedź dawana Bogu, dzięki Chrystusowi, jest łatwiejsza: sakrament chrztu wprowadza nas w sam środek tajemnicy Chrystusa, Jego posłuszeństwa Ojcu, które wyraziła pełna wolność Syna Bożego. Przyczyną naszego złego rozumienia wolności i szczęścia jest grzech: chrzest uwalnia nas z fatalnej zależności od grzechu, pozwala nam wyjść do nowego życia z Chrystusem. Dzieje się tak, o ile nie traktujemy chrztu jako wydarzenia z zamierzchłej przeszłości naszego życia, ale gdy rozumiemy, że chrzest uzdalnia nas do przyjmowania Bożej łaski obecnej w innych sakramentach. To chrzest, owo umieranie z Chrystusem, jak to dziś ujmuje św. Paweł, daje nam możliwość powstawania z Nim z martwych. Chrzest pozwala zatem wziąć krzyż wraz z naszym Panem, czyli być zdecydowanym na wszystko, nawet na pohańbienie w oczach świata, nawet na umieranie dla świata, właśnie, na tracenie życia na tym świecie, by je zachować, skoro rozumiemy, że prawdziwe życie jest tylko w Bogu.

Kiedy bł. kardynał Stefan Wyszyński planował przygotowanie naszego narodu do tysiąclecia chrztu w roku 1966, opracował wielki program odnowy naszego społeczeństwa, rozpinając go między rocznicą ślubów lwowskich Jana Kazimierza, a rocznicą chrztu za Mieszka I. Owa Wielka Nowenna Prymasa Tysiąclecia poświęcona była odnowie duchowej narodu ochrzczonego i podejmowała ważne i palące tematy, jak: wierność małżeńska i obrona życia nienarodzonych, wychowanie młodzieży, walka z wadami narodowymi, zwłaszcza z pijaństwem i rozwiązłością. Ten program czeka na realizację wciąż, on jest wciąż aktualny. Dlatego, skoro teraz przygotowujemy się w sposób naturalny do Wielkiego Jubileuszu Odkupienia, 2000 lat – to nastąpi w roku 2033, to warto wciąż pytać, jak my traktujemy nasz chrzest, co wynika z tego, że nasz chrzest jest wszczepieniem naszego życia w los Jezusa Chrystusa. Warto o to pytać, prowadzić taki osobisty program odnowy naszej relacji z Bogiem, nawet gdyby nie zauważono tego dość jasno w programach duszpasterskich, układanych ostatnimi laty z roku na rok. Potrzeba każdemu z nas bowiem szerszego spojrzenia na naszą wiarę i nasze wspólne z Chrystusem dążenie ku szczęściu.

3. „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał”.
Przyjąć Chrystusa to przyjąć wspólnotę ludu Bożego, której Panem jest Jezus Chrystus. Ta uwaga Jezusa jest bardzo ważna dzisiaj z powodu co najmniej dwóch okoliczności. Po pierwsze, jutro Kościół obchodzi uroczystość św. Piotra i Pawła: to apostołowie, którzy stali się filarami. Kościół opiera się na wierze Piotra: deklarowanej, choć ulegającej pokusie lęku, nawróconej, a przez to wiernej do końca. Kościół opiera się na nauczaniu Pawła: radykalnym i wiernym, popartym doświadczeniem własnego nawrócenia. Potrzeba nam takiego realistycznego spojrzenia na nasze życie: nie wszystko w nim idzie, jakbyśmy chcieli, nie zawsze mamy dość sił, by sprostać wysokim wymaganiom prawdy Ewangelii, ale zawsze jest możliwość powrotu, o ile będziemy dość radykalni w naszym nawracaniu się, jak Święci Apostołowie. Przyjmijmy ich przykład, przyjmujmy Kościół przychodzący do nas w posłudze Biskupa Rzymskiego, uczyńmy to, by prawdziwie przyjąć Jezusa Chrystusa.

Z posługą Biskupa Rzymskiego łączy się druga kwestia bieżąca, która winna być przedmiotem naszej modlitwy. Oto na najbliższy tydzień zapowiedziane są w Bractwie św. Piusa X święcenia biskupów bez zgody Papieża. Taki akt oznacza schizmę, zerwanie jedności kościelnej. Módlmy się, by te dramatyczne wydarzenia nie spowodowały jeszcze większego zła, nie tylko formalnego, ale realnego i przebiegającego wskroś wspólnot kościelnych zerwania łączności z miłością Chrystusa, zawsze bowiem w takich wypadkach pojawia się chęć osądzania, odwetu, poniżenia; takie postawy były, są, a winny ustać, jeśli rozumiemy, że jesteśmy braćmi w Chrystusie. Módlmy się, by wierni przywiązani do starszego rytu rzymskiego byli traktowani jako bracia, ale też by mieli świadomość, że przyjąć Chrystusa znaczy przyjąć wolę tego, którego Chrystus ustanowił Piotrem.

Módlmy się za siebie nawzajem, byśmy – zgodnie z wolą Pana – „stanowili jedno”.
Amen.

Nie kończ swojej przygody z teologią! Zapraszamy na studia  na Wydział Teologiczny UKSW :)
09/06/2026

Nie kończ swojej przygody z teologią! Zapraszamy na studia na Wydział Teologiczny UKSW :)

❗️Drodzy Kandydaci, dziś rusza rekrutacja na wszystkie kierunki na naszym Wydział Teologiczny UKSW 😃

📌 NOWOŚCIĄ od roku akademickiego 2026/2027 jest TURYSTYKA RELIGIJNA W FORMIE NIESTACJONARNEJ (zjazdy raz w miesiącu, w weekendy).

🟡 Ponadto: teologia (stacjonarna i niestacjonarna) oraz specjalistyczne studia teologiczne w języku polskim i angielskim, turystyka religijna stacjonarna.

🟢 Bogata jest też nasza oferta kursów i studiów podyplomowych.

Szczegóły na stronie Biura Rekrutacji:

https://irk.uksw.edu.pl/pl/offer/BRE_2026_27/registration/

Oraz na stronie Wydziału:

https://wt.uksw.edu.pl/



***

➡️ Najważniejsze terminy rekrutacji:

9 czerwca (wtorek) od godziny 12:00 – początek rejestracji i wnoszenia opłaty rekrutacyjnej
13 lipca (poniedziałek) do końca dnia – ostatni dzień rejestracji i wnoszenia opłaty rekrutacyjnej
21 lipca (wtorek) – wyniki rekrutacji dla studiów niestacjonarnych
22 lipca (środa) – wyniki rekrutacji dla studiów stacjonarnych
23, 24, 27 lipca (czwartek, piątek poniedziałek) – przyjmowanie dokumentów od kandydatów na studia – I termin
28, 29 lipca (wtorek, środa) – przyjmowanie dokumentów od kandydatów na studia – II termin
30, 31 lipca (czwartek, piątek) – przyjmowanie dokumentów od kandydatów na studia – III termin

07/06/2026

10. niedziela zwykła / rok A
7 VI 2026

1. „Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: ‘Pójdź za Mną!’ A on wstał i poszedł za Nim”.
Dzisiejsza Ewangelia opisuje powołanie celnika Mateusza do grona apostołów. Mateusz wykonywał pogardzany zawód: z jednej strony celników podejrzewano o pobieranie wyższych opłat, aniżeli wynikające z prawa, które to podejrzenie nie było bezpodstawne; z drugiej natomiast – celnicy współpracowali z okupacyjną władzą pogańską, zatem ich praca była formą kolaboracji. Z obu tych powodów opinia kształtowana przez faryzeuszów i uczonych w Piśmie była bardzo nieprzychylna celnikom, warto podkreślić, że nie bez powodu. I właśnie do takiego człowieka, mijając miejsce jego pracy na rogatkach Kafarnaum, przychodzi Pan, by go powołać do grona apostołów.

Coś, co jest szczególnie zastanawiające w tym opisie, to natychmiastowość reakcji Mateusza. On wstaje, odchodzi o swoich zajęć, idzie za Jezusem. Podobnie zresztą stało się z innymi apostołami, rybakami znad Jeziora Galilejskiego: Szymon i Andrzej, Jakub i Jan także odeszli od swoich sieci, wyskoczyli ze swoich łodzi, w których pracowali, i poszli za Jezusem. Reakcja Mateusza na słowo Pana: „Pójdź za Mną” nie jest jednak nierefleksyjnym impulsem chwili: w jego życiu dokonuje się cud podobny do tego, którego doświadczył paralityk podniesiony z łoża; Ten sam, który jednym słowem uzdrowił chorego człowieka, jednym słowem uwolnił Matusza od przywiązania do pieniędzy. Odtąd mógł Matusz zacząć nowe życie i je zaczął; możemy bowiem przypuszczać, że to, które wiódł dotychczas nie odpowiadało mu przez swoją dwuznaczność, przez to, że musiał znosić słuszne negatywne opinie rodaków o sobie, sam zaś był zanurzony w nieuczciwości i materializmie. Jego problemem bowiem nie było bogactwo, ale to, w jaki sposób do niego dochodził, jaką moralną cenę za nie płacił. W tym jednym momencie, gdy Pan powiedział do niego: „Pójdź za Mną”, zrozumiał, że może zmienić wszystko, że może trwale przejść na stronę Boga. Św. Augustyn wysunął koncepcję, że każdy człowiek należy do jednego z dwóch państw: ziemskiego lub Bożego; pisał tak: „Dwojaka miłość dwojakie państwo uczyniła. Ziemskie państwo uczyniła miłość własna posunięta aż do pogardy Boga, niebieskie państwo uczyniła miłość Boża posunięta aż do pogardy samego siebie. Ziemskie w sobie szuka chwały, niebieskie w Panu. Bo ziemskie szuka jej u ludzi, dla niebieskiego Bóg, sumienia świadek, jest chwałą najwyższą”. Mateusz wybrał państwo Boże, co później przypieczętował trudem apostolskim i oddaniem życia za Jezusa.

2. „Abraham wbrew nadziei uwierzył nadziei”.
Św. Paweł pokazuje nam inną postać – człowieka, który zaufał Bogu. To protoplasta narodu wybranego – Abraham. Jego wiara, wedle ludzkich rachub, była niedorzeczna: był stary, a uwierzył, że zostanie ojcem wielkiego narodu, planował, a Bóg jego plany wciąż przekreślał. On jednak nie zwątpił w Boga, wierzył w pełni i do końca, ufał Bożej obietnicy, uchwycił się Bożego słowa, jak kotwicy nadziei. I nie zawiódł się, a jego wiara stała się dla nas wzorem.

Ale nie tylko wzorem. Wiara bowiem usprawiedliwia, jak powiada św. Paweł: czyli nas, niesprawiedliwych, czyni sprawiedliwymi i godnymi. Mimo naszych słabości i grzechów, mimo odstępstw od przymierza chrzcielnego, mamy wciąż możliwość powrotu, wystarczy zaufać i uwierzyć, że Bóg uczyni to, co obiecał. Istotą wiary Abrahama było zrozumienie, że Bóg jest Bogiem rzeczy niemożliwych, ale jednocześnie to, że Bóg jest Panem, więc wypełni to, co obiecał, lecz w taki sposób, w jaki On zamierzył, a nie, jak my sobie życzymy. Warto o tym pomyśleć w oktawie Bożego Ciała, gdy w naszym kościele odbywają się codzienne procesje, przypominające nam o pielgrzymce wiary, jaką ma być nasze życie, stawiające przed nami problem: czy chcemy iść za ludzkimi pomysłami, należąc do „państwa ziemskiego”, czy też będziemy iść za wolą Boga, należąc do „państwa niebieskiego”.

3. „Poznajmy (…) Pana; Jego przyjście jest pewne jak poranek, jak wczesny deszcz przychodzi On do nas, i jak deszcz późny, co nasyca ziemię”.
Prorok wzywa do poznania Pana, operując przenośnią, która dla Izraelitów była bardzo ważna, ale i dla nas, w obecnej sytuacji stanu natury, też jest istotna. Zwraca uwagę na deszcz jako znak Bożej łaski. Woda człowiekowi jest do życia nie tylko przydatna, nie tylko potrzebna, ale wręcz konieczna. Deszcz wczesny to deszcz wiosenny, który pozwala zasianym roślinom wzrastać; bez niego wszystko by uschło. Widzimy, jak takiego deszczu oczekiwaliśmy, jak go wciąż za mało; rozumiemy zatem, dlaczego prorok porównuje go do przyjścia Pana: gdzie przejdzie taki deszcz, pustynia i step stają się ogrodem.

Prorok budzi nadzieję, zapewniając, że Pan przyjdzie. Ale jest jeden warunek: mamy poznać Pana, dążyć do poznania Go. W języku biblijnym „poznać” znaczy przeniknąć, wejść w najbardziej intymną i wewnętrzną relację. Jesteśmy wezwani, by być blisko Serca Pana: wtedy wszystkie katastroficzne wizje, którymi na co dzień jesteśmy karmieni, nie spełnią się; wszak tam gdzie już chrześcijaństwo obumarło, przyjdzie deszcz późny, jesienny, pozwoli zakiełkować nowemu zasiewowi.

Pan przychodzi nieustannie. Jego przejście jest pewne. Powołuje grzeszników, takich jak Mateusz, i czyni z nich apostołów. Umacnia serca ufających Mu, jak towarzyszył Abrahamowi w jego długiej i trudnej historii życia. Chce, byśmy Go poznawali, byśmy w Jego Sercu przebitym za nasze grzechy, doznali ukojenia i pozostali z Nim na zawsze.
Amen.

31/05/2026

Trójcy Przenajświętszej / rok A
31 V 2026

1. „Mojżesz, wstawszy rano, wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan, i wziął do rąk tablice kamienne”.
Czytamy fragment z Księgi Wyjścia opowiadający o tym, co wiązało się z odnowieniem przymierza na Synaju. Bóg dał już przedtem Mojżeszowi kamienne tablice, na których zostały zapisane przykazania Dekalogu. Te tablice Mojżesz potłukł, kazał zetrzeć na proch, zmieszać z wodą, którą Izraelici mieli pić, pokutując za grzech stworzenia złotego cielca i oddawania mu czci. Grzech ten wywołał zarówno gniew Mojżesza, jak też gniew Boga, który chciał wyniszczyć Izraela, pozostawiając jedynie potomków Mojżesza. Mojżesz wstawił się za Izraelem, wstawił się skutecznie, jednak uważał, że konieczna była pokuta.

I oto widzimy, jak Bóg ponownie spotyka się z Mojżeszem. Każe mu najpierw wyciosać nowe tablice z kamienia, napisać to, co uprzednio zostało napisane ręką Boga – słowa Dekalogu, a następnie udać się ponownie na górę Synaj, by odnowić przymierze. Mojżesz modli się o przychylność Boga, wołając: „Niech pójdzie Pan pośród nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz nasze winy i nasze grzechy, a uczynisz nas swoim dziedzictwem”. Mimo grzechów, mimo niestałości, mimo niewdzięczności, potrzeba temu ludowi Boga. Przymierze jest potrzebne temu ludowi, który przecież Bóg był wybrał, lecz warunek jest ten, by ów lud w Bogu uznał swego Pana, by już nie tworzył własnych wyobrażeń Boga. Ta myśl jest bardzo ważna dla nas: jeśli nie mamy prawdziwego, rzeczywistego obrazu Boga, to oddajemy cześć nie Bogu, ale naszym wyobrażeniom, to przestajemy rozumieć, że mamy być Mu posłuszni; raczej od Boga sami oczekujemy wypełniania naszych pragnień. W ten sposób zamiast iść drogą, którą daje nam kochający Bóg, wszechwiedzący (to jest istotne!), wchodzimy na ścieżki wiodące na manowce, bo poddajemy się impulsom i pokusom, bo przecież nie jesteśmy w stanie ogarnąć całości świata i jego przeznaczenia. To jest doświadczenie tego, że pycha kroczy przed upadkiem. Czy warto podejmować takie ryzyko?

2. „Pan, Pan, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność”.
Tak mówi o sobie Bóg. To jest objawienie Jego istoty: On jest wielki i potężny, jest ponad ziemią, gwiazdami, całym światem, przenika każdą myśl, a bez Jego woli nic się nie dzieje. A jednocześnie jest to Bóg przebaczający i dający wolność, Ktoś radykalnie inny od satrapów ówczesnego świata.

To była ważna informacja dla Żydów, którzy szli do ziemi obiecanej. Im się wydawało, że idą po to, by mieć ziemię, dobrobyt, spokój; a Bóg dawał ziemię, by tam przestrzegali przymierza, bo prawdziwa obietnica znajduje się za granicą śmierci. To jest też bardzo ważne dla nas. Bóg nie jest po to, byśmy byli spokojni, byśmy mogli wieść życie dostatnie. Bóg tym wszystkim może nas obdarzyć, o to możemy prosić, zresztą wołamy o chleb powszedni codziennie. Ale w tle jest coś dużo ważniejszego: życie wieczne, mimo naszych niewierności i mimo naszego grzechu – przebywanie z Bogiem na zawsze. Bóg zapłacił ogromną cenę, by tak właśnie się stało, cenę Krwi Jezusa, o czym On sam mówi dzisiaj w Ewangelii: „Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”.

3. „Radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, bądźcie jednomyślni, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju będzie z wami”.
Św. Paweł wyjaśnia, co mamy czynić, by odnowić przymierze z Bogiem. Wskazuje mianowicie na motyw naszego życia – radość. Jak do tej radości dojść? Oto kolejne kroki: dążenie do doskonałości, pokrzepianie się na duchu, bycie jednomyślnymi, zachowywanie pokoju. Na te sprawy nie możemy patrzeć jednostronnie. Dążenie do doskonałości nie oznacza bezbłędności – Bóg nie znuży się przebaczeniem nam, jeśli my sami to dążenie, by być świętymi podtrzymamy. Pokrzepianie się na duchu nie oznacza naiwnego przekonania, że wszystko będzie dobrze; czasem bowiem jest źle i trzeba takim sytuacjom zaradzić – z Bożą pomocą i na Bożych drogach. Jedność jest ważna, ale musi uwzględniać wymagania prawdy i nie dążyć do tego, że wszyscy będą nam wokół przytakiwać. Pokój ma być Boży, czyli taki w którym Bóg będzie uwielbiony, Jego wola znaleziona i wypełniana. Bo skutkiem tych działań ma być obecność Boga miłości i pokoju.

Oddajemy dzisiaj cześć Bogu w Trójcy. To podstawa naszej wiary, to wyznanie, że „Bóg jest miłością”, a my w tej miłości chcemy uczestniczyć.
Amen.

24/05/2026

Zesłanie Ducha Świętego / rok A
24 V 2026

1. „Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też jakby języki ognia, które się rozdzielały, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym”.
Zesłanie Ducha Świętego miało miejsce w trakcie żydowskiego święta żniw – Pięćdziesiątnicy. Religia Izraela w tym dniu wspominała przymierze zawarte na Synaju: Bóg ustanowił pod tą górą lud wybrany, który wcześniej wyzwolił z niewoli egipskiej, i nadał mu Prawo. To święto wypadało 50 dni po święcie Paschy: podczas Paschy ludzie łamali niekwaszone chleby i wspominali nędzę życia niewolniczego w Egipcie, podczas Pięćdziesiątnicy dziękowali za dobra, w jakie opływali, z wdzięcznością zwracali się ku Bogu, który dał im przymierze i wszelkie dobro. I w takim kontekście trzeba patrzeć na to święto, na które też oczekiwali apostołowie, spodziewając się, że spełni się obietnica Jezusa wstępującego do nieba: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami”.

Obietnica ta spełnia się w dniu Pięćdziesiątnicy. Uczniowie Pana doświadczyli tego, co zapowiadali prorocy: w miejsce przymierza Synaickiego – nowe przymierze, zapisane nie na kamiennych tablicach, ale w sercach wierzących. To nowe przymierze od razu pojawia się w nauczaniu apostołów, ale też w sercach ich słuchaczy, bo przekracza granice języka. Dar Ducha Świętego nie polega na mówieniu niezrozumiałymi językami, ale właśnie polega na rozumieniu tego, co najważniejsze, że Bóg kocha, że Bóg zbawia, że chce być z nami na zawsze. Ten Duch objawia się jako wiatr i ogień: jako wiatr nie jest ograniczony w swoim działaniu, „Duch tchnie, kędy chce”; jako ogień przepala to, co jest nieświęte, tak, jak oczyszcza się złoto.

W scenie Zesłania Ducha Świętego objawia się Kościół. Mówi on wszystkimi językami, jest powszechny czyli katolicki, bo Dobra Nowina o zbawieniu skierowana jest do każdego człowieka i do wszystkich narodów. To w ten sposób – w Kościele – Duch Święty otwiera granice, daje pokój jedność i miłość, łącząc ludzi. W dalszym ciągu mają oni swoje indywidulane i narodowe tożsamości, bo Duch Święty nie odbiera człowiekowi wolności, nie odbiera tożsamości, nie roztapia w magmie jednorodności; On różnorodność przeprowadza ku jedności. To jest bardzo ważne przypomnienie szczególnie dzisiaj, gdy człowiekowi wydaje się, że jest samowystarczalny, że ma władzę nad sobą i nad naturą; zatem nie potrzebuje Boga, sam może zbudować swoje niebo; nie potrzebuje też zbawienia, bo sam może zaplanować samorozwój. Pozornie człowiek może wszystko, ale nie może jednak robić tego, co najważniejsze: nie może kochać, poznawać prawdy, która dotyka istoty, a w ten sposób nie jest w stanie żyć w świecie miłości i prawdy. Bo, aby prawdziwie kochać, człowiek potrzebuje źródła miłości, którym jest Bóg, który miłość oczyszcza ze złogów egoizmu i interesowności; aby dotknąć istoty życia, człowiek potrzebuje spotkanie z Tym, który życie dał, który je podtrzymuje w każdej chwili, potrzebuje wiary w Tego, o którym apostoł Paweł napisał, że „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”. Świat bowiem buduje nie pycha człowieka i infantylne przekonanie o jego samowystarczalności, nie jego władza i wiedza, ale Bóg, który w pokorze daje nam siebie. A ludzkość może przetrwać tylko dlatego, że w oceanie przemocy i ubóstwa duchowego, wiara buduje wyspy miłości. Dzisiejsze święto przypomina nam o naszej powinności wynikającej z zawarcia nowego przymierza, byśmy budowali wyspy miłości – w ten sposób Ewangelia się rozszerzy, a nasze życie odzyska sens.

2. „Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: ‘Panem jest Jezus’”.
Św. Paweł pokazuje, jak takie budowanie ma wyglądać. Poucza o darach Ducha Świętego, o tym, że nie są to pozory, ale coś, co autentycznie przyjmujemy i szczerze realizujemy. Apostoł wyjaśnia, że język ognia, jaki daje Duch Święty, to Boże słowo w prowadzane w czyn, to słowo, które działa mocą tego „Słowa, które stało się Ciałem”, mocą Chrystusowego zwycięstwa nad szatanem i śmiercią.

„Jezus jest Panem” to podstawowa forma wyznania wiary Kościoła. To wyznanie, że wierzymy w zwycięstwo Boga i w tym zwycięstwie chcemy uczestniczyć. Uczestniczyć w zwycięstwie nie oznacza triumfalizmu: Pan zwyciężył miłością i pokorą, a my, którzy w tym zwycięstwie mamy uczestniczyć, musimy wejść na drogę pokory i miłości. To wyznanie „Jezus jest Panem” dla każdego z nas oznacza wypowiedzenie tego, czego prawdziwie doświadczamy: On ma władzę nad całym człowiekiem i każdym aspektem jego życia, tylko On może przeprowadzić ze śmierci do życia, z niewoli do wolności, z kłamstwa do prawdy, z egoizmu do miłości. To trudne, dlatego właśnie bez pomocy Ducha Świętego nie można tego uczynić, dlatego moc Ducha Świętego mamy w sobie odnowić, by prawdziwie słowa „Jezus jest Panem” stały się naszym wyznaniem wiary.

3. „‘Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam’. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: ‘Weźmijcie Ducha Świętego’”.
Ewangelia przenosi nas do dnia Zmartwychwstania. Już wtedy Jezus przekazuje apostołom Ducha Świętego, czyniąc to w bardzo specyficzny sposób; mianowicie tchnie na nich i wypowiada słowa: „Weźmijcie Ducha Świętego”. Wtedy, kiedy Bóg stwarzał człowieka, tchnął w jego nozdrza tchnienie życia; gest Jezusa w Wieczerniku jest znakiem, że przekazanie Ducha Świętego jest nowym stworzeniem; oddechem Zmartwychwstałego jest Duch Święty.

Mamy zatem nowe przymierze i nowe stworzenie. Czy rozumiemy powagę tego, o czym poucza dzisiejsze święto? Pan przebacza apostołom ich winy, przebacza także nam, daje Kościołowi władzę rozwiązywania więzów, w które zaplątał nas grzech. Jezus jest blisko nas, Jego Duch to wiatr, który pojawia się nieoczekiwanie i daje orzeźwienie, to ogień, który oczyszcza zło naszych uczynków i rozgrzewa serca. Pozwólmy Mu działać i wołajmy o Ducha:
„Obmyj, co nieświęte,
oschłym wlej zachętę,
ulecz serca ranę.
Nagnij, co jest harde,
rozgrzej serca twarde,
prowadź zabłąkane.
Daj Twoim wierzącym,
w Tobie ufającym,
siedmiorakie dary”.
Amen.

17/05/2026

Wniebowstąpienie Pańskie / rok A
17 V 2026

1. „Jedenastu uczniów udało się do Galilei, na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon”.
Uczniowie spotykają Zmartwychwstałego i oddają Mu pokłon. Witają Go jako Pana, zaś grecki czasownik użyty w tym tekście oznacza także adorować. Witają Boga i Zwycięzcę, Tego, który w triumfie wraca z Otchłani, gdzie pokonał szatana i śmierć. Jego ciało jest prawdziwe, ale jest uwielbione, nie podlega już marności doczesnego świata. Po bolesnej lekcji krzyża, gdy uczniowie doświadczyli własnej słabości, zobaczyli swój grzech, przeżyli wstyd, że tchórzliwie uciekli, spotykają świetlistego Pana, który pokonał to całe zło, przebaczył im, wniósł w ich życie światło, radość i pocieszenie.

Radość spotkania ze Zmartwychwstałym zostaje dopełniona w wydarzeniu Wniebowstąpienia, które w liturgii dzisiaj świętujemy. Zmartwychwstały Pan wraca do chwały swego Bóstwa, ale jednocześnie do tej chwały wynosi ludzką naturę, która przez Zmartwychwstanie została odnowiona. To dlatego Wniebowstąpienie jest świętem nadziei dla każdego z nas: Pan otwiera nam drogę do Nieba, to wydarzenie to zapowiedź naszego pójścia do Pana. Jednocześnie Jezus, wstępując do Nieba, pozostaje obecny wśród swoich uczniów: On nie przestaje być z nimi, pojawia się tylko nowy sposób bycia z uczniami. Z tej obecności Pana zasiadającego po prawicy Ojca wciąż korzystamy: On nie zostawił nas sierotami, On przez swoje słowo wciąż czyni nas uczniami Boga, przez swoje sakramenty umacnia nas na Bożej drodze, nieustannie daje nam „łaskę po łasce”. Czy zatem my sami potrafimy oddawać Mu pokłon w naszym życiu, wsłuchując się w słowo Boże, szukając Jego woli, robiąc dobry użytek z Jego sakramentów? Czy potrafimy być Jego uczniami?

2. „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”.
Słowa, jakie Jezus wypowiada do uczniów, są wezwaniem do misji. Nie wystarczy się tylko uczyć od Jezusa, On bowiem nas uczy, byśmy stali się Jego świadkami, byśmy nieśli Dobrą Nowinę tym, którzy jej nie usłyszeli, także tym, którzy usłyszeli ją w zniekształconej formie. Nakaz misyjny to ostatnie polecenie Pana, to wskazanie, co wynika z nauczania Jezusa, Jego zbawczego dzieła, z Jego triumfu, ale też z Jego nowej formy obecności wśród uczniów. Warto zatem przemyśleć te słowa nieco dokładniej.

Pan Jezus mówi o władzy, jak jest Mu dana. Mówi o władzy wszelkiej, czyli absolutnej, nie ma na świecie niczego, co tej władzy nie podlega. Tę władzę Jezus otrzymuje od Ojca, to suwerenna władza Boga nad światem, wynikająca z aktu stworzenia, który nie tylko dokonał się u początku czasów, ale który jest ciągle ponawiany. Tę władzę Jezus dzierży, bo okazał posłuszeństwo Ojcu, bo złożył Ofiarę dla zbawienia ludzi i świata, swoją Krwią nabył nas. To jest bardzo ważne, bowiem pokazuje, że nie ma niczego na tym świecie, co nie podlega władzy Boga, że wolność człowieka, jeśli ma nam służyć, winna odnosić się do dobra, a to dobro znajduje się w zamyśle Boga. To nie jest ograniczenie naszej wolności, to jest jej wykorzystanie dla naszego dobra.

Co zatem zawiera nakaz misyjny? Pan wzywa, by iść: nie zamykać się w bezpiecznych schematach życia, nie cieszyć się małą stabilizacją, często hodującą nasz egoizm; mamy iść do tych, którzy Dobrej Nowiny o wolności, władzy Boga i zbawieniu nie znają. Mamy ich nauczać, dokładniej – bo tak jest w tekście greckim – mamy ich czynić uczniami, a to jest możliwe, o ile sami stajemy się uczniami, o ile sami chcemy się uczyć tego, co Jezus nam mówi. To czynienie uczniami to uczenie wszystkiego, co Jezus powiedział, czyli dążenie do tego, by przyjąć całą Ewangelię: nie tylko te jej fragmenty, które są dla nas wygodne, ale także te, które domagają się wysiłku i ofiary. Wreszcie mamy to działanie odnosić do wszystkich narodów: to jest dzisiaj bardzo ważne, bo najpierw domaga się pozbycia się uprzedzeń wobec innych, nie należących do naszej kultury, a – po drugie – winniśmy widzieć wartość, że całe narody oddają Bogu chwałę, szukają Jego woli, przyjmują Ewangelię, która jest nie tylko dla jednostek, ale dla narodów. Można powiedzieć, że nakaz misyjny jest wezwaniem, by budować cywilizację chrześcijańską, w której spotkają się wszystkie kultury i języki.

3. Jest jednak w tym Mateuszowym opisie pożegnania się uczniów z Jezusem pewien szczegół, który Ewangelista oddaje słowami: „Niektórzy jednak wątpili”.
Oto uczniowie oddają Jezusowi pokłon, adorują Go, a jednak niektórzy wątpią. Powinniśmy dostrzec, jak bardzo Ewangelia jest różna od przekazów propagandowych, z którymi stykamy się na co dzień. Tam, jeśli jest pokłon, adoracja, to musi być jedna forma, to nie powinno być wątpliwości, a jeśli są, to nie warto o nich mówić, to nie wolno ich ujawniać. Ewangelia natomiast oddaje realizm sytuacji: ci ludzie mają przed sobą jaśniejącego chwałą zwycięstwa Pana, mogą Go dotknąć, słyszą Jego głos, ale to wszystko – po dramacie Golgoty – jest dla nich tak niesamowite, że wątpią. Taką sytuację pięknie oddaje Psalm 126: „Gdy Pan odmienił los Syjonu, wydawało się nam, że śnimy”. To Psalm, który przedstawia uczucia narodu wracającego z niewoli, wyzwolonego nagle interwencją Boga; jest jak sen, a przecież jest rzeczywistością. I takie też było doświadczenie uczniów w dniu Wniebowstąpienia.

Warto pytać o powody wątpienia, które przecież może dotyczyć każdego z nas. Wątpliwości nie musza przyjmować formy głoszenia herezji, odrzucania konkretnych przykazań czy artykułów wiary. One – tak bywa nierzadko – przejawiają się jako zmęczenie, zniechęcenie, osłabienie gorliwości, brak pewności co do własnych możliwości i uzdolnień. Wynikiem takiej postawy jest apatia, zgoda na to, by pozbyć się wyższych aspiracji, żyć z dnia na dzień. Tu nie chodzi o jakieś nadmierne ambicje, ale o to, że człowiek, by działać skutecznie, winien widzieć sens w tym, co robi; doświadczenie własnej słabości i kruchości ten sens niekiedy odbiera. I dlatego Pan obiecuje swoją obecność: nic sami z siebie nie zrobimy – to jest prawda, ale możemy wszystko czynić „w Tym, który nas umacnia”, jak uczył św. Paweł. Powodem tych wątpliwości jest często fakt, że od razu nie widzimy wymiernych skutków tego, co robimy: doświadczają tego rodzice, doświadczają duszpasterze, także nauczyciele. Ogólnie, rzadko przychodzi nam dostrzegać skutki dobra, jakie czynimy w tym życiu, nazbyt często boleśnie doświadczamy tego, że „jeden sieje, a drugi zbiera”. Jednak, jeśli zależy nam na dobru, to nie będziemy w czynieniu dobra szukać siebie. Tak zapewne będzie patrzeć na te sprawy dobra matka, dobry ojciec, dobry duszpasterz, czy wychowawca.

Na razie jednak wiele naszych działań wydaje się nam plątaniną frustracji i porażek. Ale przecież przyjdzie dzień – mamy taką nadzieję – gdy z wnętrza domu Ojca spojrzymy na rozświetlony Światłem świata witraż, na którym dostrzeżemy to wszystko dobro, jakie – z łaską Boża – uczyniliśmy. Ku temu dniowi Pan nas prowadzi za rękę, wspiera nas i podnosi z upadków. Tak, On nas zapewnia o swej stałej obecności i mówi dzisiaj: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.
Amen.

Adres

Ulica Mariacka 9
Sandomierz
27-600

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Olimpiada Teologii Katolickiej umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Olimpiada Teologii Katolickiej:

Skróty

Udostępnij

Kategoria