Pływanie zimowe, trekking, swim run w wydaniu zimowym… A gdyby tak to wszystko połączyć w jednej podróży? Tak zrodził się pomysł, który właśnie się ziścił, w wiosenno-zimowej Finlandii. SWIM-TREK – to będzie pewnie adekwatna nazwa. Od wyspy do wyspy wpław, ciągnąc za sobą cały trekkingowy dobytek w plecaku-boi freedivingowej i bojce asekuracyjnej. A potem trekking przez fińskie lasy, gdzie omszałe głazy raz po raz wydają z siebie westchnienia. A może to wzdychają jakieś małe istnienia.
Zabrałem lekką, „mokrą” piankę triatlonową, lekkie skarpety i rękawice nurkowe i czepek neoprenowy – kilometr w wodzie o temp. 4 st. C (to był jednorazowo najdłuższy dystans) to dla mnie jeszcze za dużo – w sposób naturalny. I tak było ciężko, ale formuła się sprawdziła. W wersji letniej będzie to samą przyjemnością. To moje podróżnicze odkrycie.
Ta 18-minutowa relacja to nie tylko trekking i pływanie, ale też sekrety fińskich biwaków, fińska przyroda, pogoda (śnieżyce pierwszego dnia), spokój, bezludne wyspy…
I to kolejny dowód na to, że korzystając ledwie z kilku dni, niedużym kosztem, można przenieść się w inny świat, mniej lub bardziej zbliżyć się do swoich granic, poczuć przestrzeń wokół wieloma zmysłami, intensywniej. Zapisać sobie w pamięci siebie mocniej w świecie, w czasie, w różnych wymiarach, jak tam komu w sercu gra.
Między szlakami
Odkrywanie światów między szlakami. Ekspedycje, wyprawy. Podróżowanie i pomaganie Kolejna podróż i inicjatywa to Himalaje. Listopad 2017!
Między szlakami, jeszcze jako Islandzkie wyzwanie, przyszło na świat w marcu 2016 r. Podróż przez skute mrozem odludzia Islandzkiego interioru, na nartach biegowych, z saniami (10 dni, 250 km) była połączona ze zbiórką na podopiecznego Fundacji Jaśka Meli Poza Horyzonty. Nepal, w 2016 r. - przejazd rowerowy wokół Annapurny, a przy okazji, dostarczenie środków medycznych i... pluszaków! - do małych
01/05/2021
📖 Dostałem niezwykły prezent: „Atlas wysp odległych” Judith Schalansky, Wydawnictwo Dwie Siostry (dziękuję, Dagny Lu!). To chyba najwspanialsza podróżnicza księga, którą przyszło mi sczytać, do ostatniej literki. I zoglądać do ostatniej kreski, bo wzbogacona jest pięknymi grafikami map (uwielbiam mapy!).
🗾 Są tam historie wysp, na których stopę postawiło mniej ludzi, niż na Księżycu. I takich, na których nikt jeszcze nie wylądował, nieprzyjaznych, stromych, skutych lodem. Wysp ze snu, ale takiego na jawie (przeczytasz na końcu wpisu). Wysepek zasiedlonych przez małe społeczności. Wysp-luster, w których przeglądała się ludzka natura, ludzkie zbrodnie, szaleństwo, gen unicestwiania i samounicestwienia, marzenia o wolności. Wysp zanikających i takich na skraju świata, którymi trzeba się opiekować, dbać o dziewiczy las, a opiekunem… możesz być Ty (to za chwilę).
🗺 O tym wszystkim autorka pisze snując historie, czasem składane ze strzępków dzienników, czasem bielejących kości, czasem z opowieści mieszkańców, legend, fragmentów badań. Układa się z tego niezwykły, niespodziewany kalejdoskop refleksji nad kondycją nas, naszej natury, dążeń, paranoi, marzeń, ulotności, naszej – krótkiej przecież – historii. Nie tyle pisanej, co już zapisanej – trochę tak, jak w „Stu latach samotności” Marqueza, na ostatnich kartach powieści. Wiele w tych krótkich, stronicowych kolażach prawdziwej prozy poetyckiej, zamyślenia i nostalgii właściwej osobie piszącej o wyspach „na których nigdy nie byłam i nigdy nie będę”.
✍️ Jeśli to nie wystarczy na zachętę, wybrałem kilka wysp (z 50, które są tematem książki), streściłem lub zarysowałem kilka historii, czasem oddając głos samej autorce.
A zatem, jakie wyspy tworzą pejzaż tego niezwykłego „Atlasu…”?
🌏 Wyspy takie jak Banaba, niewielki punkcik na Oceanie Spokojnym, który stworzyły ptaki: fregaty. Gnieżdżąc się na niewielkim wzniesieniu „zostawiały tam odchody, które spływały do wody i na rafie twardniały w zawierającą fosfor skałę. Ich gruba warstwa wznosiła się stopniowo ponad poziom wody, by z czasem stworzyć wyspę z czystych fosforytów.” Kobieta z głową ptaka jest tu bogiem, który żywi się tatuażami zmarłych, dając w zamian duchowe oczy – drogę do zaświatów. Prawdziwe ptaki, prawdziwi stwórcy, są za to obiektem zabaw młodych mężczyzn, którzy tańcząc na tarasach, które skrywają głowy przodków, obrzucają je kamieniami, aż spadną na ziemię.
🌋 Wyspy niezamieszkałe, jak Pagan, którą pokrywa 20 mln ton wulkanicznego turfu. Te 20 mln ton można przeliczyć na 40 lat bez obecności mieszkańców, którym udało się uciec popiołom i lawie...
💀 …lub jak Wyspa Clippertona, raj, który stał się piekłem zapomnianym podczas wojennej zawieruchy, którego samozwańczy król, jedyny pozostały przy życiu mężczyzna, gwałcił i zabijał, dopóki młotkiem nie zatłukły go cztery pozostałe przy życiu kobiety. Zjadły go kraby, a może te kilka przywleczonych tam świń, które żywiły się krabami: żywym, chrzęszczącym pod stopami płaszczem wyspy...
🌊 …lub jak Semisopochnoi (z ros. – O Siedmiu Wzgórzach). Dla Amerykanów to „Wyspy Szczurze”, to ich najdalszy przyczółek na zachodzie, o ile można powiedzieć tak o państwie, dla którego nie ma właściwie kierunków świata. Jest wszędzie. A wyspa? „Nic nie jest tu naprawdę ważne. Nikt tu nigdy nie mieszkał. Nie było ku temu powodu. Czasem tylko przypływa kilku badaczy (…). Kilka lisów polarnych czai się w zaroślach, obserwując nieznane ludzkie istoty, przed którymi w ogóle nie czują strachu. Ich futra są nieskazitelnie błękitnie (…). Tutaj, pod ognistym pierścieniem Pacyfiku, Ziemia mówi sama do siebie, żaden człowiek jej nie słyszy. Bez przerwy wybuchają wulkany, które dla nikogo nie stanowią zagrożenia (…). Z kraterów co jakiś czas wznoszą się smugi dymu, choć może to tylko chmury, które zahaczyły o szczyty.”
🌬 Wyspy tak małe jak Tikopia, na której nie da się nie słyszeć oceanu, gdziekolwiek się jest. Pilnowanie liczby populacji kilku plemion, które żyją tu od 3000 lat, to element kultury i zasad przetrwania małej społeczności. Gdy cyklon lub susza niszczą uprawy, mieszkańcy popełniają samobójstwa: niezamężne kobiety wieszają się lub skaczą do morza, mężczyźni, zabierając synów, wyruszają czółnem w podróż bez powrotu. Tylko starsi synowie mogą zakładać rodziny. Żeby zapobiegać narodzinom mężczyźni przerywają akt, „a kobiety – jeśli to nie przynosi efektów – przed porodem przyciskają do brzucha gorące kamienie.” A jeśli na świecie pojawi się niechciane dziecko „noworodka kładzie się na brzuchu – w tej pozycji sam dusi się i umiera. Takim dzieciom nie robi się pogrzebu, bo nie brały udziału w życiu na Tikopii.”
🏝 Wyspy zanikające, jak Takuu, powoli zatapiana przez coraz wyższe lustro wody, wraz z całym miniaturowym atolem. Metr nad poziom przypływu – tyle ma jeszcze Takuu na oddech wśród fal. Na wyspie można by zmieścić obok siebie trzy państwa – pod warunkiem, że byłyby wielkości Watykanu. I że nie byłby to Watykan: na Takuu nie mają wstępu misjonarze. Ani badacze. Piasek udeptuje tu tylko tysiąc ludzkich stóp. „Starzy nie wierzą w zagładę” – są wierni wyspie, przodkom i duchom, które „kiedyś zbudowały ten atol z kości oceanu”. Natomiast młodzi – „nie myślą o niczym – ani o przyszłości, ani o przeszłości. Całymi dniami piją sok kokosowy, który sfermentował w promieniach słońca (…). Takuu zniknie w morzu: za miesiąc lub za rok.”
⛰ Wyspy takie jak Wyspa Zwodnicza, w której czerwonej od krwi toni przeglądała się niegdyś ludzka natura. Teraz przegląda się tylko cisza i duchy wielorybniczej gorączki. Była tu niegdyś przystań, flota, harpuny z dynamitem, gnijące na brzegu mięso tysięcy ciał płetwali błękitnych, bo liczył się tran, białe złoto. Kadzie opalano nie węglem, a pingwinami, które miały tu kolonię. Człowiek, to brzmi… Na szczęście, tutaj już nie brzmi.
🏞 Wyspy takie jak Raoul, z dziewiczym lasem, o który trzeba dbać, zajmować się wyplenianiem nieendemicznych roślin, pielęgnacją ścieżek. A dbać o nią możesz… Ty. Przez 12 miesięcy. Jeśli tylko pozytywnie przejdziesz rekrutację nowozelandzkiego Department of Conservation (PO Box 474, Workworth). Jeśli nie straszne Ci są częste, wulkaniczne trzęsienia ziemi i monotonna praca na krańcu świata.
🗿 Wyspy, których historia jest jednocześnie wizją końca świata, zbliżającego się nieuchronnie, takie jak Wyspa Wielkanocna: obraz „łańcucha nieszczęśliwych przypadków doprowadzających do samozniszczenia, leming na Oceanie Spokojnym.”
🌠 Wyspy takie jak Pingelap, na której 10% populacji nie rozróżnia kolorów, ale, jak sami twierdzą, widzą rzeczy, których nie dostrzegają inni. Niektórzy „nocą są w stanie dostrzec nawet ryby płynące ławicą w głębokiej wodzie, rozpoznać je w słabym świetle księżyca odbijającym się w płetwach.” Według nich kolory „odwracają tylko uwagę od tego, co istotne: bogactwa kształtów i odcieni, struktur i kontrastów.”
💭 Wyspy takie jak Rapa Iti – ze snów. Tych na jawie. Rapa Iti, niewielka plamka na Pacyfiku, to epilog historii chłopca o imieniu Marc, mieszkającego w górach wschodniej Francji, który we śnie nauczył się obcego, nikomu nie znanego języka. I potrafił się nim posługiwać także na jawie. Lata później wielkie maszyny liczące próbowały bezskutecznie odszyfrować te dźwięki, a rozpoznał je w końcu w jakimś portowym barze były marynarz. Na dodatek, znał kobietę, Polinezyjkę mieszkającą we Francji, byłą żonę pewnego wojskowego. Język Marca okazał się ojczystym rapa tej kobiety. Wzięli ślub. Zamieszkali na wyspie ze snów.
06/03/2021
Poprzednio Nowy Rok na pokładzie Malaiki witałem na El Hierro, na starym końcu świata, gdzie kiedyś przebiegał południk zero. W malutkiej marinie ktoś odpalił wtedy z jachtu kilka fajerwerków.
Teraz, w porcie w Kadyksie, fajerwerków nie było, za to okręt straży przybrzeżnej odpalił racę ratunkową, a następnie zawyły syreny okrętowe. 2020 rok się odmeldował dość apokaliptycznie, nomen omen. Ale jednocześnie - tańce na pokładzie i świetna atmosfera z wyjątkową załogą - z Oktawia Nowacka ON-włącz siebie, Krzysztof Kuruc Creative Photography, Kilą, Ulfem i - oczywiście - dzielnym kapitanem.
Dobrze było po całym tym roku wyrwać się na chwilę do innego świata, nabrać oddechu. Gdy w 2019 r. byłem w Lizbonie do słynnego tramwaju nr 28 ciągnęła się długa kolejka turystów. Teraz jechało kilku mieszkańców. Pustkami świeciła też urocza Cafe do Electrico, znana z kadrów "Imagine". Ale o tym następnym razem, a teraz trochę jachtowego życia.
📷 Kila Zamana
24/02/2021
Olo na mapie Atlantyku zakreślił trzy ślady wielkich kajakowych ekspedycji. Wyobrażam je sobie jako wycięte między kontynentami ruchem szpady, w kształt litery Z, jak Zorro - bo był to podróżnik-superbohater, wobec Oceanu zawadiacki, szelmowaty, choć pełen szacunku, a przy tym uśmiechnięty, o wielkim sercu. Widząc, ile wpisów, wspomnień, pożegnań złapało się w sieć internetu, myślę, że jeszcze więcej śladów zostawił w sercach tych, którzy go poznali, bo dobroć, życzliwość, szacunek i ogromna dawka inspiracji - to wszystko, i wiele więcej, zostało w niezliczonych sercach.
Z serca właśnie jest ten rysunek. I z Atlantyku. Z pokładu jachtu Malaika. Kila Zamana przeniosła swój ślad w sercu, ślad w pamięci, na papier. Malarka i podróżniczka - pamięci podróżnika. Żeglarka - pamięci żeglarza. To jakby zaproszenie, by popłynąć przez życie jego śladem: nie bać się wyzwań. Próbować. W końcu to i tak podróż w nieznane.
Olo miał tyle energii, że wydawało się, iż mógłby góry przenosić. I na swój sposób robił to: przenosił siłą własnych rąk swój kajak, przez przestrzeń oceanów, jezior, rzek i mórz. Na koniec, siłą własnych nóg, wszedł na górę, która łączy Afrykę z niebem, która twardo stoi na lądzie, której nie kołysze fala. I ta góra ukołysała go do snu, przeniosła gdzieś na tamtą stronę. Na pewno są tam oceany do przebycia.
Tu, na ziemi, można już tylko podziękować mu za wszystkie, nie tylko podróżnicze wzruszenia, mądre słowa, inspiracje, których źródłem Olo będzie na zawsze, a te podziękowania włożyć w wyobraźni jak list, do butelki, i puścić w ślad za nim na wyimaginowane fale. Może kiedyś, gdzieś w zaświatach, brzdęknie o burtę jego kajaka.
22/07/2020
🏞 Przemierzając leśne i górskie szlaki zawsze jesteśmy gośćmi - czasem tylko pani wiewiórki, a czasem... pana niedźwiedzia 🐻
W takiej sytuacji przede wszystkim trzeba zachować spokój. Ale przy takim spotkaniu oddawać się stoickiej filozofii 🧘♀️ rzecz niełatwa!
PS - za Wikipedią: stoicyzm to m.in. odcięcie swoich emocji od zdarzeń zewnętrznych, czyli utrzymywanie stanu spokojnego szczęścia niezależnie od zewnętrznych warunków 🙃
29/05/2020
Marcowo-kwietniowa beskidzka izolacja, kilkaset kilometrów w biegu i marszu (najciekawsze miejsca mają dane GPS w opisach do zdjęć oraz bardziej szczegółowe informacje).
Te szlaki nigdy nie były bardzo uczęszczane, choć łatwiejsze ścieżki upodobali sobie w ostatnich latach (niestety) quadowcy. Kilka proponowanych tras:
1. Pcim (duży, bezpłatny, ale niestrzeżony parking obok hurtowni Bzomex). Zawsze jest miejsce. Niedaleko wyjście na żółty szlak, przez pola, 300 m wsi (odbicie w lewo między domy niecałe 100 m za mostkiem) i od razu do góry, po chwili zaczyna się ścieżka. Po drodze Wielki Kamień (naprawdę wielki), czarny szlak odbijający z żółtego, dobrze oznaczony skręt w lewo. Potem Działek i skręt w prawo czerwonym szlakiem do Kudłaczy, stamtąd na Lubomir, powrót żółtym szlakiem przez Patryję i z odbiciem na dziko 1,5 km wzdłuż strumienia na wysokości Kiczory (nieco dalej w kierunku Raby) do Pcimia. Ok. 25 km.
2. Do Lubomira tak samo, ale odbicie żółtym szlakiem w drugim kierunku, stromo w dół do Suchej Polany (stacjonował tam garnizon AK, jest pomnik, jest duża wiata), stamtąd na Kamiennik Południowy i dalej do Północnego, ale mamy do wyboru: albo przez Północny zejść do Poręby, a stamtąd wrócić na Działek i do Pcimia (ponad 20 km), albo zejść żółtym szlakiem do Lipnika, stamtąd udać się na Ostrysz i Trupielec z kurhanami z VII - IX w n.e. i okrężną drogą wrócić na Działek, przez Trzemeśnię i stamtąd do Pcimia. To długa trasa, ok. 45 km.
3. Z Pcimia, spod kościoła (parking) żółtym szlakiem na pasmo Kotonia. Po drodze, ok. 3,5 km od kościoła, żółty szlak się odgałęzia w prawo i dochodzi do Diabelskiego Kamienia. Warto! Za Kotoniem odbijamy zielonym szlakiem stromo w dół do Trzebunii (albo wcześniej dzikimi ścieżkami do Jopkowej Skały (skalne uroczysko), wtedy wypadnie się w Stróży, niedaleko Trzebunii, stamtąd na kolejne pasmo - Sularzowej i Babicy (czerwony szlak). Z tego pasma można odbić prostopadle, dzikimi ścieżkami w dół do cmentarza ofiar epidemii z 1847 r. (ciekawe miejsce na "te czasy"), w dół do Trzebunii, chwilę przez wieś i dzielnicy Francuzowa do góry, między domami do początku żółtego szlaku i pasma Kotonia (po drodze uroczyska skalne) i stamtąd do Pcimia. Długa trasa, ok. 40 km.
28/05/2020
Gratka dla młodzieniaszków z zapałem do podróży i pisarskich wyzwań! Można przygarnąć prawie 4️⃣ tys. zł i polecieć do Tokio 🇯🇵⛩
Do piór i klawiatur!
10/04/2020
FREEDIVING. ODSŁONA PIERWSZA.
🗺 Początek podróży w głąb historii i prehistorii nurkowania na wstrzymanym oddechu. Przez głębie całego świata: od Bałtyku po Azję, śladami cywilizacji nordyckich, poławiaczek Ama, rzymskich urinatores i współczesnych freediverów, wyznaczających coraz głębiej granice ludzkich możliwości. Na tropie atawizmów, i w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy można… porozmawiać z kaszalotem?
🥽 Dlaczego freediving? W ubiegłym roku, po kursie, zdaniu teorii i egzaminie na wodach otwartych, otrzymałem międzynarodowy certyfikat padi freediver. Wkroczyłem w niezwykły świat, z niezwykłą (pre)historią, i postanowiłem go, nomen omen, zgłębić. Ta-dam!
📜 W tym rozdziale (pierwszym z trzech) m.in.: starożytni nurkowie nad Bałtykiem. Posejdon, który z zachwytu utopił nurka. Podwodne legiony Cesarstwa Rzymskiego, starożytni poszukiwacze starożytnych skarbów, pierwsze proto-akwalungi. I Ama – „syreny” z Japonii i Korei. W kolejnych odcinkach: co pozawala człowiekowi zejść nawet poniżej 200 m na jednym wdechu? Co się z nami dzieje pod wodą? Jak freediving stał się dyscypliną sportową i co nas łączy z… kaszalotami? Wsiadamy do wehikułu czasu.
🦑 Gdzie zaczyna się znana nam historia nurkowania? W ciepłych wodach Morza Śródziemnego? A może Czerwonego? Nie. Nad Bałtykiem. To tutaj, na terenie dzisiejszej Danii, w okresie od ok. VI do IV tysiąclecia p.n.e. rozwinęła się kultura Ertebølle (określana niekiedy cywilizacją „zjadaczy małży”). Nazwa pochodzi od miejscowości, w pobliżu której paleontolodzy odkryli pierwsze kuchnie młodszej epoki kamienia (Køkkenmødding), a przy nich wielkie złoża skamieniałych skorup. Miejsca te były oddalone od osad mieszkalnych najprawdopodobniej ze względu na… smród bijący od wyrzucanych resztek. Starożytni rybacy posiadali wiedzę i umiejętności, dzięki którym nurkowali i zbierali małże z morskiego dna.
💎 W starożytnej Mezopotamii i Egipcie (od ok. 4500 do 3200 lat p.n.e.) odkryto resztki licznych przedmiotów wykonanych z masy perłowej. Nie dało się jej zdobyć inaczej, niż nurkując.
🌍 Nurkowano także w Basenie Morza Śródziemnego, i dotyczy to wszystkich kultur zamieszkujących ten region. W tym przypadku są już świadectwa pisane, w literaturze greckiej i łacińskiej. I bez nich jednak wiedzielibyśmy o tym, że nurkowanie było powszechne – chociażby dzięki wiedzy o handlu purpurą, której używano do barwienia szat królów, cesarzy (a potem także kardynałów). Barwnik uzyskuje się z gruczołów rozkolców, mięczaków żyjących na dnie Morza Śródziemnego.
🧜♂️ Odbiciem tej nurkowej codzienności były mity i legendy, jak choćby o Glaukosie, „zielonym marynarzu”, rybaku, który żył pod wodą (mitologia minojska). Mit zawędrował do Grecji, Glaukos podczas tej „wędrówki” stał się bogiem wybrzeża, wskrzeszał martwe ryby i odpowiadał w portach na pytania dotyczące morza. Sama historia zagęściła się też od intryg miłosnych i perypetii (jak to w mitologii greckiej bywa). Na scenę wkroczyli: Kirke, Ariadna, Tezeusz, Dionizos…
🌊 O Glaukosie pisali lub czynili go jednym z bohaterów swoich dzieł m.in. Owidiusz i Dante. W jednej z wersji mitu niezwykłe nurkowanie Glaukosa tak spodobało się Posejdonowi, że ściągnął go na swój dwór, gdzie mityczny nurek zabawił chwilę w towarzystwie nereid i syren. Chwilę za długo. Gdy jego ciało w końcu wypłynęło na powierzchnię, oblepione było małżami, a broda miała kolor morza.
🌬 Historia nurkowania z tzw. proto-akwalungami też sięga starożytności. Babilonia, 1885 r. p.n.e. Wtedy właśnie powstaje, najstarsza z dotychczas odnalezionych miedziana płaskorzeźba przedstawiająca człowieka oddychającego przez trzymaną w ustach cienką rurkę. Rurka przymocowana była do butli, a butla do piersi nurka. O takim ekwipunku pisze też Arystoteles (przywołując jego nazwę: lebeta). Opowiada historię greckich nurków, którzy zniszczyli podwodne barykady portu w Tyrze. Grecki filozof i uczony pisze też o odwróconym do góry dnem, uszczelnionym garnku, w którym człowiek trzyma głowę oraz o przypadłościach nurków (ból w uszach, krwawienie z nosa). Jeden z pierwszych projektów czegoś, co można nazwać prototypem stroju nurkowego i akwalungu stworzył – a któż by inny – Leaonardo da Vinci. Naszkicowany przez niego ustnik przypomina te stosowane obecnie.
🏴☠️ Wracając do czasów starożytnych – Rzymianie stworzyli podwodne „legiony” (IV w. p.n.e.). Określano ich mianem urinatores (od łacińskiego słowa oznaczającego „schodzić pod wodę”). Rozbierali albo zakładali podwodne barykady i zasieki, a z zadań „cywilnych” m.in. uwalniali kotwice, które utknęły w dnie. Oddziały urinatores zbudowały podwodne barykady, które doprowadziły do zatopienia kartagińskich okrętów (tryrem), przyczyniając się do zdobycia ostatniego punickiego bastionu na Sycylii i podboju wyspy. Jeden z tych okrętów został nie tak dawno odnaleziony i wydobyty.
🎣 Z nurkowaniem starożytnym wiążą się nawet anegdoty: jedna z nich głosi, że Kleopatra zrobiła dowcip Markowi Antoniuszowi, zapalonemu wędkarzowi: poleciła nurkom, aby przymocowali do haczyka jego wędki skamieniałą rybę. Podwodnego świata miał również według legendy doświadczyć Aleksander Wielki, opuszczając się na dno w czymś w rodzaju prymitywnego batyskafu, na całe trzy dni. I miał to zrobić w celach badawczych. Tak, w tej historii pojawiają się potwory.
⛵️ Już w starożytności nurkowie poszukiwali w zatopionych okrętach… starożytnych skarbów. Historyk Tytus Luwiusz zanotował, że na Rodos, za panowania macedońskiego króla Perseusza (212–166 r. p.n.e.) istniało prawo określające część łupu, którą zachowywał nurek. Zależała ona także od ryzyka, jakie podejmował. Gdy schodził poniżej 7 metrów, zgarniał połowę z tego, co wydobył! Nurkowie wydobywający skarby w czasach Cesarstwa Rzymskiego stawali się często zamożnymi obywatelami.
🌏 Historie z naszego regionu kulturowego są najlepiej udokumentowane, ale nurkowanie rozwinęło się niezależnie od siebie w różnych częściach świata. Doskonałymi nurkami byli i dalej są rybacy z Polinezji, poławiacze pereł z Indii, Jemenu, Zatoki Perskiej… I w wielu innych miejscach. Mieszkańcy Antyli wydobywali skarby z zatopionych galeonów, o czym Hiszpanie pisali z podziwem dla ich umiejętności.
海女 Umiejętności i wytrzymałość japońskich i koreańskich Ama, nurkujących „kobiet morza”, poławiaczek ostryg, homarów, wodorostów, ośmiornic i jeżowców do dziś zdumiewają. Od ok. 2000 lat stosują tę samą technikę połowu, który trwa około 8–10 godzin dziennie. Kiedyś Ama ubrane były zazwyczaj tylko w przepaskę biodrową (fundoshi) i bandanę (tenugui), w wodzie, której temperatura może nie przekraczać 10 stopni. Nurkują często do późnych lat. Pierwsza zapisana wzmianka o Ama pojawia się w wierszu z najstarszej antologii poezji japońskiej – Man’yōshū (万葉集 – dosł. „Dziesięć tysięcy liści”) z VIII w. n.e.
🍤 Białe stroje, z którymi kojarzy się obecnie Ama, pochodzą z późniejszego okresu, z XX w. i wiążą się wyłącznie z pracą na fermach pereł. W latach 50. poławiaczki fotografowali m.in. Fosco Maraini i Yoshiyuki Iwase, ale wyobraźnię Japończyków (a potem i Europejczyków) półnagie nurkinie rozpalały od dawna, o czym świadczą choćby japońskie drzeworyty z XIX w. i japońska twórczość erotyczna. Legendy Ama wkraczały też jednak do kultury wyższej, m.in. do jednego z dramatów tradycyjnego teatru nō. Dziś to zamierająca profesja, ale oprócz przyjęcia kilku udogodnień (maski, pianki), Ama wciąż nurkują na wstrzymanym oddechu. Uważają, że ułatwienia doprowadzają do przeławiania, a morze trzeba szanować i dać mu odpocząć.
🐡 Gdyby globalna gospodarka traktowała planetę z takim samym podejściem, jakie mają Ama – świat byłby lepszym miejscem...
Materiały:
U. Pelizzari, S. Tovaglieri, „Podręcznik freedivingu”, zwany biblią freedivingu (https://bit.ly/2VkS9Qa), strona Muzeum Narodowego Danii (https://natmus.dk), pulsazji.pl, Wikipedia.
09/04/2020
Powiadają, że śmiech to najlepsze lekarstwo. Czas więc na podróż z przymrużeniem oka. Które zakątki tej krainy zwiedziliście? Ja chętnie zatrudniłbym się w Library of Buckwheat Recipes (w oczekiwaniu na księżniczkę z respiratorem na białym koniu).
Znalezione w czeluściach internetów.
24/03/2020
Kto zabierze się za mną na… Księżyc? - w podróż wehikułem czasu, trochę filmową, bardzo muzyczną. Przełącz wyobraźnię w tryb ON, podkręć głośniki (linki poniżej), ruszamy 🛰
100 lat temu, 1920 rok. Mający korzenie francuskie Lew Siergiejewicz Termen (nazwisko rodowe: Theremin), uzdolniony wynalazca, elektrotechnik, absolwent konserwatorium w Piotrogradzie, powołuje do życia niezwykły instrument: theremin 🎶 To nieoczekiwany efekt pracy nad czujnikami zbliżeniowymi, a sama technologia została wykorzystana przy konstruowaniu alarmów.
Theremin (tammin) to elektroniczny eterofon, składa się z dwóch anten i gra się na nim bez fizycznego dotyku. Jedna ręka kontroluje wysokość tonów, druga – głośność. Dźwięk jest tajemniczy, zawodzący, obcy, przywołuje na myśl przestrzeń, pustkę. Lew skonstruował potem podobny instrument, „świetlną” wiolonczelę Teremana. W latach dwudziestych XX wieku!
Spod jego rąk wyszły jeszcze m.in. wysokościomierz magnetyczny i przyrząd do podsłuchu – ten najsłynniejszy, wbudowany w pamiątkową pieczęć USA zawisł w domu ambasadora i został odkryty przypadkiem dopiero po 7 latach. Niezły był z niego gagatek. Szpieg. I oryginał. W 1991 r., mając 95 lat, zapisał się do KPZR, czyli do partii, która – musiał już o tym wiedzieć – niedługo potem została rozwiązana. Na pytanie, dlaczego, miał odpowiedzieć – „Bo obiecałem Leninowi”. Dwa lata później zmarł.
Ale co z tą podróżą na Księżyc? Zaraz dolecimy! Najpierw jednak przyleci do nas obcy w spodku kosmicznym. Pierwszym w historii kina. W „Dniu, w którym zatrzymała się Ziemia” (1951) dźwięki kosmicznego spodka powstały na thereminie. Nie tylko dźwięki. Kompozytor muzyki do filmu, Bernard Herrmann stworzył coś w rodzaju elektronicznej partytury, wykorzystując m.in. dwa eterofony i elektryczną wiolonczelę. Brzmiało to tak: https://bit.ly/2xZbFd0.
Jesteśmy już blisko Księżyca 👩🚀 Neil Armstrong, w przeszłości zdolny muzyk, był fanem – oczywiście! – thereminu. Dzięki niemu kosmiczna muzyka znalazła się na pokładzie Apollo 11. The theremin that went to the Moon. Niespełna pół wieku później na Księżyc „rusza” Ryan Gosling. A z nim ponownie muzyka wykonana – a jakże – na thereminie. Kompozytorem tej niezwykłej ścieżki dźwiękowej jest Justin Hurwitz. Tutaj motyw z filmu „Pierwszy człowiek” zagrany na oryginalnym instrumencie: https://bit.ly/2wDbh3J.
Tym motywem podróż na Księżyc się kończy. Ale to nie tylko „mały krok człowieka i wielki krok dla ludzkości”. To wiele bolesnych kroków do celu, którym towarzyszą trudne emocje i tłumione, głębokie przeżywanie żałoby po stracie dziecka, i to jest motyw, który w „Pierwszym człowieku” towarzyszy nam przez cały film: https://bit.ly/2xkuiYE.
To już! Wylądowaliśmy 🌕 Podobało Ci się? Podaj historię dalej!
PS - czujesz thereminowy niedosyt? Jego możliwości pokazuje wykonanie „Once upon a time in the west” Ennio Morricone, gdzie zastępuje kobiecy wokal.
https://bit.ly/3bmXtcf.
Materiały: Filmmusic.pl (https://bit.ly/3dttt0k), Wikipedia, Qz.com (https://bit.ly/2JbA55F), moscsp.ru.
25/02/2020
👇👇👇 UWAGA KONKURS! 👇👇👇
Pisarska podróż przez Karaiby dla... piszących podróżników 🧳 ✍️
Przygoda życia za 700 słów? Warto spróbować! 🕐 Zgłoszenia do 11 marca.
🇬🇧 World Nomads writing competition! ✍️ Deadline is 11th of March. 700 words max. You can choose one of 3 story themes:
☑️ A leap into the unknown
☑️ Making a local connection
☑️ I didn't expect to find
Prize: 14-day Caribbean trip and a workshop with NY Times contributor Tim Neville.
Konkurs dla piszących podróżników | Informacja europejska dla młodzieży
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Lokalizacja
Strona Internetowa
Adres
Słuzew