01/05/2021
📖 Dostałem niezwykły prezent: „Atlas wysp odległych” Judith Schalansky, Wydawnictwo Dwie Siostry (dziękuję, Dagny Lu!). To chyba najwspanialsza podróżnicza księga, którą przyszło mi sczytać, do ostatniej literki. I zoglądać do ostatniej kreski, bo wzbogacona jest pięknymi grafikami map (uwielbiam mapy!).
🗾 Są tam historie wysp, na których stopę postawiło mniej ludzi, niż na Księżycu. I takich, na których nikt jeszcze nie wylądował, nieprzyjaznych, stromych, skutych lodem. Wysp ze snu, ale takiego na jawie (przeczytasz na końcu wpisu). Wysepek zasiedlonych przez małe społeczności. Wysp-luster, w których przeglądała się ludzka natura, ludzkie zbrodnie, szaleństwo, gen unicestwiania i samounicestwienia, marzenia o wolności. Wysp zanikających i takich na skraju świata, którymi trzeba się opiekować, dbać o dziewiczy las, a opiekunem… możesz być Ty (to za chwilę).
🗺 O tym wszystkim autorka pisze snując historie, czasem składane ze strzępków dzienników, czasem bielejących kości, czasem z opowieści mieszkańców, legend, fragmentów badań. Układa się z tego niezwykły, niespodziewany kalejdoskop refleksji nad kondycją nas, naszej natury, dążeń, paranoi, marzeń, ulotności, naszej – krótkiej przecież – historii. Nie tyle pisanej, co już zapisanej – trochę tak, jak w „Stu latach samotności” Marqueza, na ostatnich kartach powieści. Wiele w tych krótkich, stronicowych kolażach prawdziwej prozy poetyckiej, zamyślenia i nostalgii właściwej osobie piszącej o wyspach „na których nigdy nie byłam i nigdy nie będę”.
✍️ Jeśli to nie wystarczy na zachętę, wybrałem kilka wysp (z 50, które są tematem książki), streściłem lub zarysowałem kilka historii, czasem oddając głos samej autorce.
A zatem, jakie wyspy tworzą pejzaż tego niezwykłego „Atlasu…”?
🌏 Wyspy takie jak Banaba, niewielki punkcik na Oceanie Spokojnym, który stworzyły ptaki: fregaty. Gnieżdżąc się na niewielkim wzniesieniu „zostawiały tam odchody, które spływały do wody i na rafie twardniały w zawierającą fosfor skałę. Ich gruba warstwa wznosiła się stopniowo ponad poziom wody, by z czasem stworzyć wyspę z czystych fosforytów.” Kobieta z głową ptaka jest tu bogiem, który żywi się tatuażami zmarłych, dając w zamian duchowe oczy – drogę do zaświatów. Prawdziwe ptaki, prawdziwi stwórcy, są za to obiektem zabaw młodych mężczyzn, którzy tańcząc na tarasach, które skrywają głowy przodków, obrzucają je kamieniami, aż spadną na ziemię.
🌋 Wyspy niezamieszkałe, jak Pagan, którą pokrywa 20 mln ton wulkanicznego turfu. Te 20 mln ton można przeliczyć na 40 lat bez obecności mieszkańców, którym udało się uciec popiołom i lawie...
💀 …lub jak Wyspa Clippertona, raj, który stał się piekłem zapomnianym podczas wojennej zawieruchy, którego samozwańczy król, jedyny pozostały przy życiu mężczyzna, gwałcił i zabijał, dopóki młotkiem nie zatłukły go cztery pozostałe przy życiu kobiety. Zjadły go kraby, a może te kilka przywleczonych tam świń, które żywiły się krabami: żywym, chrzęszczącym pod stopami płaszczem wyspy...
🌊 …lub jak Semisopochnoi (z ros. – O Siedmiu Wzgórzach). Dla Amerykanów to „Wyspy Szczurze”, to ich najdalszy przyczółek na zachodzie, o ile można powiedzieć tak o państwie, dla którego nie ma właściwie kierunków świata. Jest wszędzie. A wyspa? „Nic nie jest tu naprawdę ważne. Nikt tu nigdy nie mieszkał. Nie było ku temu powodu. Czasem tylko przypływa kilku badaczy (…). Kilka lisów polarnych czai się w zaroślach, obserwując nieznane ludzkie istoty, przed którymi w ogóle nie czują strachu. Ich futra są nieskazitelnie błękitnie (…). Tutaj, pod ognistym pierścieniem Pacyfiku, Ziemia mówi sama do siebie, żaden człowiek jej nie słyszy. Bez przerwy wybuchają wulkany, które dla nikogo nie stanowią zagrożenia (…). Z kraterów co jakiś czas wznoszą się smugi dymu, choć może to tylko chmury, które zahaczyły o szczyty.”
🌬 Wyspy tak małe jak Tikopia, na której nie da się nie słyszeć oceanu, gdziekolwiek się jest. Pilnowanie liczby populacji kilku plemion, które żyją tu od 3000 lat, to element kultury i zasad przetrwania małej społeczności. Gdy cyklon lub susza niszczą uprawy, mieszkańcy popełniają samobójstwa: niezamężne kobiety wieszają się lub skaczą do morza, mężczyźni, zabierając synów, wyruszają czółnem w podróż bez powrotu. Tylko starsi synowie mogą zakładać rodziny. Żeby zapobiegać narodzinom mężczyźni przerywają akt, „a kobiety – jeśli to nie przynosi efektów – przed porodem przyciskają do brzucha gorące kamienie.” A jeśli na świecie pojawi się niechciane dziecko „noworodka kładzie się na brzuchu – w tej pozycji sam dusi się i umiera. Takim dzieciom nie robi się pogrzebu, bo nie brały udziału w życiu na Tikopii.”
🏝 Wyspy zanikające, jak Takuu, powoli zatapiana przez coraz wyższe lustro wody, wraz z całym miniaturowym atolem. Metr nad poziom przypływu – tyle ma jeszcze Takuu na oddech wśród fal. Na wyspie można by zmieścić obok siebie trzy państwa – pod warunkiem, że byłyby wielkości Watykanu. I że nie byłby to Watykan: na Takuu nie mają wstępu misjonarze. Ani badacze. Piasek udeptuje tu tylko tysiąc ludzkich stóp. „Starzy nie wierzą w zagładę” – są wierni wyspie, przodkom i duchom, które „kiedyś zbudowały ten atol z kości oceanu”. Natomiast młodzi – „nie myślą o niczym – ani o przyszłości, ani o przeszłości. Całymi dniami piją sok kokosowy, który sfermentował w promieniach słońca (…). Takuu zniknie w morzu: za miesiąc lub za rok.”
⛰ Wyspy takie jak Wyspa Zwodnicza, w której czerwonej od krwi toni przeglądała się niegdyś ludzka natura. Teraz przegląda się tylko cisza i duchy wielorybniczej gorączki. Była tu niegdyś przystań, flota, harpuny z dynamitem, gnijące na brzegu mięso tysięcy ciał płetwali błękitnych, bo liczył się tran, białe złoto. Kadzie opalano nie węglem, a pingwinami, które miały tu kolonię. Człowiek, to brzmi… Na szczęście, tutaj już nie brzmi.
🏞 Wyspy takie jak Raoul, z dziewiczym lasem, o który trzeba dbać, zajmować się wyplenianiem nieendemicznych roślin, pielęgnacją ścieżek. A dbać o nią możesz… Ty. Przez 12 miesięcy. Jeśli tylko pozytywnie przejdziesz rekrutację nowozelandzkiego Department of Conservation (PO Box 474, Workworth). Jeśli nie straszne Ci są częste, wulkaniczne trzęsienia ziemi i monotonna praca na krańcu świata.
🗿 Wyspy, których historia jest jednocześnie wizją końca świata, zbliżającego się nieuchronnie, takie jak Wyspa Wielkanocna: obraz „łańcucha nieszczęśliwych przypadków doprowadzających do samozniszczenia, leming na Oceanie Spokojnym.”
🌠 Wyspy takie jak Pingelap, na której 10% populacji nie rozróżnia kolorów, ale, jak sami twierdzą, widzą rzeczy, których nie dostrzegają inni. Niektórzy „nocą są w stanie dostrzec nawet ryby płynące ławicą w głębokiej wodzie, rozpoznać je w słabym świetle księżyca odbijającym się w płetwach.” Według nich kolory „odwracają tylko uwagę od tego, co istotne: bogactwa kształtów i odcieni, struktur i kontrastów.”
💭 Wyspy takie jak Rapa Iti – ze snów. Tych na jawie. Rapa Iti, niewielka plamka na Pacyfiku, to epilog historii chłopca o imieniu Marc, mieszkającego w górach wschodniej Francji, który we śnie nauczył się obcego, nikomu nie znanego języka. I potrafił się nim posługiwać także na jawie. Lata później wielkie maszyny liczące próbowały bezskutecznie odszyfrować te dźwięki, a rozpoznał je w końcu w jakimś portowym barze były marynarz. Na dodatek, znał kobietę, Polinezyjkę mieszkającą we Francji, byłą żonę pewnego wojskowego. Język Marca okazał się ojczystym rapa tej kobiety. Wzięli ślub. Zamieszkali na wyspie ze snów.