Polski Rulez

Polski Rulez Filolożka języka polskiego o specjalności kulturoznawczej, nauczycielka, socjoterapeutka, logopedka, edukatorka nowej generacji.
(2)

Odczarowuję lektury w kreatywny sposób. https://buycoffee.to/polski-rulez

21/09/2026

„Co mi pani zrobi?”

Nic.

Absolutnie nic.

Po prostu spojrzę.

W końcu jestem nauczycielem-millenialsem. Gimnazjum skończyłam, przeżyłam i właśnie teraz odkrywam, że było to szkolenie z zakresu komunikacji niewerbalnej w sytuacjach kryzysowych.

Uczeń: „Co mi pani zrobi?”

Ja: 👁️👁️

Uczeń po 7 sekundach: „Dobra, już.”

21/09/2026

Kto by pomyślał, że tyle lat po ukończeniu szkoły nadal będę do niej wstawać.

Los miał bardzo specyficzne poczucie humoru. 😂

No dobrze. Obejrzałam „Lalkę” na Netflixie.I... nie jestem po żadnej stronie.Nie jestem ani w obozie zachwytu, ani w obo...
20/09/2026

No dobrze. Obejrzałam „Lalkę” na Netflixie.

I... nie jestem po żadnej stronie.

Nie jestem ani w obozie zachwytu, ani w obozie oburzenia. Nie przyłączam się do tych, którzy piszą o cudowności, arcydziele i najlepszej rzeczy, jaka przydarzyła się polskiej klasyce, ale też zupełnie nie rozumiem potrzeby pisania, że to katastrofa, profanacja i nie wiadomo co jeszcze.

Obejrzałam. Przyjęłam tę wersję taką, jaką mi zaproponowano. Nie siadałam przed ekranem z oczekiwaniem, że zobaczę wierne odwzorowanie powieści Prusa, więc nie tropiłam każdego odstępstwa od książki. Kilka rzeczy naprawdę mi się podobało, kilka mniej. Do serialu raczej nie będę wracać, ale też absolutnie nie mam poczucia, że był to czas zmarnowany. Najbardziej podobał mi się ostatni odcinek.

Jednak dużo bardziej niż sam serial interesuje mnie to, co dzieje się wokół niego.

Mamy wielkie zachwyty, cudowność, genialność, przełom, najlepszą „Lalkę”, jaką można było zrobić.
A potem długo, długo nic… i nagle wyzwiska, wulgarne obelgi, obrażanie twórców, aktorów, widzów, a nawet tych, którzy o serialu mają zupełnie inne zdanie.

I to płynie z różnych stron.

Jedni obrażają drugich, drudzy odpowiadają tym samym. Ktoś zachwyca się bardzo ekspresyjnie, ktoś bardzo ekspresyjnie krytykuje, a pod jednym i drugim pojawia się lawina języka, którego momentami aż trudno przypisać do rozmowy o serialu.

Jak to się dzieje, że sześć odcinków serialu uruchamia w nas jakieś nienazwane, niemal mordercze instynkty? Że wystarczy napisać „mnie się nie podobało”, żeby ktoś poczuł potrzebę udowodnienia nam, że jesteśmy głupi, zacofani, pozbawieni gustu albo przeciwnie - że niczego nie rozumiemy, skoro serial nam się podobał?

Przecież możemy się różnić. Możemy zobaczyć w tej samej scenie coś zupełnie innego lub uznać, że twórcy poszli za daleko. Możemy stwierdzić, że właśnie dzięki temu zabiegowi „Lalka” stała się dla nas ciekawsza, być zachwyceni lub rozczarowani.

To, co się dzieje teraz w social mediach, nie przypomina dyskusji i nie wystarcza nam już nawet własne zdanie. Potrzebujemy jeszcze, żeby wszyscy wokół uznali je za jedyne słuszne.A przecież stać nas na coś więcej, zwłaszcza przy rozmowie o kulturze, która z założenia powinna otwierać przestrzeń do rozmowy, a nie zamykać ją w dwóch obozach.

Po co obrażać człowieka, który właśnie przed chwilą zobaczył w tym samym ekranie coś zupełnie innego niż my? Dlaczego nie potrafimy
porozmawiać o tym wszystkim bez wzajemnego rozszarpywania się na kawałki?

Tutaj zatrzymuję się najdłużej, bo skoro jeden serial potrafi wywołać aż tak skrajne emocje, to może warto zapytać nie tylko, co zobaczyliśmy na ekranie, ale także co ten ekran uruchomił w nas.

Czy to jest tylko spór o Prusa, Wokulskiego, Izabelę, język, seks, scenariusz i sposób pokazania XIX-wiecznej Warszawy?
Czy może dotykamy przy okazji czegoś znacznie bardziej osobistego - naszych wyobrażeń o tym, jaka powinna być „Lalka”, czym powinna być klasyka, co wolno zmieniać, czego trzeba bronić, a przede wszystkim jak bardzo potrzebujemy, żeby inni widzieli to samo, co my?

Jedni zachwycają się aż do granic egzaltacji, a inni reagują aż do granic agresji. Może ten serial nie stworzył tych emocji. Może tylko nacisnął odpowiedni przycisk.

Bardzo jestem ciekawa, co właściwie nacisnął u Was? Podzielcie się wrażeniami.

20/09/2026

Kiedy czytam takie komentarze, zawsze zastanawiam się, czy osoba, która je pisze, ma świadomość, jak wygląda dzisiaj nauczycielski rynek pracy.

Bo tak, oczywiście. Nauczyciel może zmienić pracę.

Tak samo jak system może sobie zmienić nauczycieli.

Tylko że tych nauczycieli jakoś z każdym rokiem ubywa. Jedni odchodzą ze szkoły na dobre, inni zmieniają zawód, kolejni rezygnują z wychowawstwa, ograniczają etat albo próbują po prostu dotrwać do końca roku bez dodatkowego uszczerbku na zdrowiu psychicznym i fizycznym.

A w międzyczasie szkoły kombinują, jak zapełnić wakaty. Szukają ludzi do prowadzenia lekcji, zastępstw, wychowawstw i zajęć, których przecież „zawsze można komuś dołożyć”. Kiedy ktoś choruje, zaczyna się klasyczne szkolne sudoku: kto ma okienko, kto może przejąć klasę, kto zamieni lekcję, kto właśnie nie ma sprawdzianu i kto jeszcze nie powiedział „nie”.

I wtedy pojawia się komentarz:

„Jak się nie podoba, to zmień pracę”.

I człowiek siedzi, patrzy…

…i zaczyna się zastanawiać, czy autor komentarza wie, że szkoła nie jest korporacją, w której wystarczy wrzucić ogłoszenie na LinkedIna i następnego dnia o 8:00 pojawi się 30 nowych nauczycieli gotowych przejąć plan.

Więc jasne.

Nauczyciel może zmienić pracę.

Tylko może się okazać, że zanim szkoła znajdzie jego następcę, będzie musiała znaleźć jeszcze następcę następcy, kogoś na zastępstwo za zastępstwo i osobę, która w piątek na drugiej godzinie ma wolne.

Dziękujemy za tę niezwykle kompleksową analizę rynku pracy. 😉

Nauczyciele, co jest dla Was największym luksusem w tej pracy?Nie pytam o pensję ani wakacje. 😉Mam na myśli tę jedną dro...
20/09/2026

Nauczyciele, co jest dla Was największym luksusem w tej pracy?

Nie pytam o pensję ani wakacje. 😉

Mam na myśli tę jedną drobną rzecz, która potrafi nagle sprawić, że człowiek myśli:

„Ooo, jak dobrze.”

Wolna godzina? Pusta sala? Cisza w pokoju nauczycielskim? Odwołane zastępstwo? Uczniowie, którzy przyszli przygotowani?

A może coś zupełnie innego?

U mnie chyba wyglądałoby to tak:

1. Wszystkie lekcje w jednej sali.
Absolutny luksus, który ze względu na liczbę uczniów, sal i nauczycieli jest często właściwie nieosiągalny. Podejrzewam, że w wielu szkołach w Polsce nauczyciel, który ma cały dzień w jednej sali, czuje się trochę jak człowiek na all inclusive.

2. Brak zastępstw.
Wiem, wiem - zastępstwa są potrzebne i bez nich szkoła nie mogłaby normalnie funkcjonować. Ale każde dodatkowe zastępstwo potrafi nieźle przemeblować dzień, szczególnie kiedy trzeba nagle zmienić plan, przygotować się do innej klasy, przemieścić się na drugi koniec szkoły, a czasem jeszcze stracić okienko, podczas którego człowiek miał nadrobić własne rzeczy.

3. Spokojny tydzień bez żadnych niespodzianek.
Bez nagłych próśb, dodatkowych dokumentów, telefonów, zastępstw, pilnych spraw i słynnego: „A jeszcze tylko jedna rzecz…”. Tydzień, który po prostu sobie płynie zgodnie z planem.

Jestem ciekawa Waszych luksusów. Czekam na rzeczy oczywiste, nieoczywiste i takie, o których człowiek spoza szkoły nawet by nie pomyślał. 😄

20/09/2026

Małe przypomnienie dla tych z nas, którzy czasem łapią się na tym, że szkoła zaczyna przypominać miejsce ciągłego napięcia.

W pracy z dziećmi bardzo łatwo wejść w tryb: „muszę zapanować”, „muszę wymagać”, „muszę pokazać, kto tu jest dorosłym”. Zwłaszcza wtedy, kiedy klasa jest głośna, ktoś podważa nasze granice, a kolejne zachowanie uruchamia w nas przekonanie, że za chwilę wszystko wymknie się spod kontroli.

Tymczasem dziecko, które czuje zagrożenie, nie potrzebuje jeszcze większej presji. Potrzebuje dorosłego, który sam pozostaje regulowany.

Z perspektywy socjoterapii szczególnie ważne jest to, że zachowanie ucznia zawsze dzieje się w jakimś kontekście. Za krzykiem może stać napięcie. Za wycofaniem – lęk. Za prowokacją – potrzeba sprawdzenia, czy dorosły wytrzyma. Za kolejnym „nie” – doświadczenie, że świat dorosłych wcześniej nie był przewidywalny.

Nie oznacza to pobłażania. Wręcz przeciwnie. Dzieci potrzebują granic, konsekwencji i przewidywalności. Potrzebują dorosłych, którzy potrafią powiedzieć „nie” bez upokarzania i zatrzymać zachowanie bez zatrzymywania relacji.

Relacja w szkole jest jednym z warunków, w których nauczanie w ogóle może się wydarzyć.

Warto przyjrzeć się nie tylko temu, co robi uczeń, ale również temu, jakie przekonanie o dzieciach uruchamia się we mnie, kiedy robi się trudno.

Niektóre nauczycielskie przekonania działają jak niewidzialny plecak. Nosimy go codziennie, dziwiąc się, dlaczego po kilku lekcjach tak bardzo bolą nas plecy.

A czasem wystarczy jeden moment zatrzymania i pytanie:

Czy moje przekonanie pomaga mi prowadzić tę klasę, czy sprawia, że każdego dnia walczę z dziećmi, które przecież przyszły do szkoły razem ze mną?

Wracaliśmy ze szkoły, kiedy starszy syn zapytał mnie:- Mamo, a ty jak zadajesz pytanie w klasie, to bierzesz pierwszą os...
19/09/2026

Wracaliśmy ze szkoły, kiedy starszy syn zapytał mnie:
- Mamo, a ty jak zadajesz pytanie w klasie, to bierzesz pierwszą osobę, która się zgłosi, czy dajesz czas na zastanowienie się?

Zaczęliśmy rozmawiać.
Opowiadał mi o lekcjach, które naprawdę go angażują. Ostatnio dużo mówi o fizyce, bo lubi ten moment, kiedy nie wystarczy przypomnieć sobie gotowej odpowiedzi. Trzeba coś zrozumieć, połączyć, wywnioskować, czasami chwilę pobyć z problemem. Powiedział mi, że zdarzają się sytuacje, kiedy już prawie ma odpowiedź. Jeszcze jej nie wypowiedział, ale zaczyna widzieć rozwiązanie. Układa sobie w głowie kolejne elementy. I akurat wtedy nauczyciel udziela głosu komuś, kto podniósł rękę kilka sekund wcześniej.

Zatrzymałam się przy tym „prawie”, bo w procesie uczenia się jest to niezwykle ważne miejsce.

Często patrzymy na ucznia z zewnątrz. Zadajemy pytanie, widzimy podniesione ręce albo ich brak i po chwili wyciągamy wniosek: ten wie, ten nie wie.
Tymczasem pomiędzy pytaniem a odpowiedzią dzieje się bardzo dużo.

Uczeń musi najpierw zrozumieć, czego właściwie od niego chcemy. Jeśli pytanie wymaga wykorzystania wcześniejszej wiedzy, potrzebne informacje trzeba odnaleźć w pamięci długotrwałej. Nie wystarczy przecież wiedzieć, że coś kiedyś było na lekcji, trzeba tę informację wydobyć i zastosować w nowej sytuacji.

Mam tu na myśli retrieval practice, czyli praktykę wydobywania informacji z pamięci.

Kiedy pytamy ucznia i pozwalamy mu samodzielnie poszukać odpowiedzi, angażujemy proces, który ma znaczenie dla późniejszego zapamiętywania. Uczeń nie tylko pokazuje nauczycielowi, co pamięta, ale też sam ćwiczy drogę prowadzącą do tej wiedzy.

A ta droga czasami trwa, zwłaszcza kiedy pytanie wymaga czegoś więcej niż prostego odtworzenia faktu. Pamięć robocza ma przecież swoje ograniczenia. W danym momencie możemy aktywnie operować ograniczoną ilością informacji. Jeśli uczeń jednocześnie próbuje zrozumieć pytanie, przypomnieć sobie wiadomości, połączyć je z wcześniejszą wiedzą, odrzucić błędny trop i jeszcze przygotować wypowiedź, kilka sekund ciszy może mieć dla niego ogromne znaczenie.

W tym czasie odpowiedź dopiero się konstruuje.

Dlatego od lat mam w klasie prostą zasadę. Kiedy zadaję pytanie, często mówię:
„Jeszcze nie podnoście rąk. Najpierw się zastanówcie. Pomyślcie. Kiedy powiem «proszę», możecie się zgłosić”.

I czekam.
Czasami obserwuję wtedy bardzo ciekawe rzeczy.

Ktoś patrzy w zeszyt. Ktoś marszczy brwi. Ktoś zaczyna coś zapisywać. Ktoś jeszcze przez moment wygląda, jakby zupełnie nie wiedział, o co chodzi, aż nagle podnosi głowę, bo właśnie udało mu się połączyć dwie informacje.

Ta chwila z zewnątrz może wyglądać jak przerwa w lekcji. W rzeczywistości może być jej najbardziej intensywnym poznawczo fragmentem.

Badania nad tak zwanym wait time, czyli czasem oczekiwania nauczyciela po zadaniu pytania, od dawna pokazują, że długość tej pauzy ma znaczenie dla przebiegu rozmowy w klasie. Kiedy nauczyciel nie oczekuje odpowiedzi natychmiast, zwiększa się liczba uczniów podejmujących próbę odpowiedzi, a ich wypowiedzi mogą być dłuższe i bardziej rozwinięte. Pojawia się również więcej odpowiedzi wymagających wyjaśnienia, uzasadnienia czy wnioskowania.

Trudno się temu dziwić.

Jeżeli nauczyciel daje uczniowi dwie sekundy, uczeń, który potrzebuje dziesięciu sekund, nawet nie dostaje szansy, żeby pokazać, co potrafi. W takiej sytuacji lekcja zaczyna premiować szybkość reakcji, a ona nie jest przecież tym samym co głębokość rozumienia.

Uczeń, który odpowiada pierwszy, może świetnie znać materiał. Może też po prostu szybko wydobywać informacje i szybko formułować wypowiedzi.

Uczeń, który potrzebuje więcej czasu, może mieć dokładnie tę samą wiedzę, ale potrzebować dłuższej drogi, żeby ją odnaleźć i ubrać w słowa.

W klasie łatwo jednak pomylić te dwie rzeczy. Lekcja ma swoje tempo, dzwonek już za kilkanaście minut, trzeba zrealizować temat, a cisza zaczyna być dla nauczyciela niekomfortowa.
Mamy wtedy naturalną pokusę, żeby ją wypełnić.
Tymczasem czasami najlepszym ruchem metodycznym jest właśnie powstrzymanie się od tego ruchu.

Pozostawienie pytania w przestrzeni. Pozwolenie, żeby uczeń wykonał własną pracę poznawczą.
Szczególnie że pytania, które naprawdę mają rozwijać myślenie, potrzebują zupełnie innego tempa niż pytania sprawdzające prostą znajomość faktów.

Jeżeli pytam o to, kto napisał „Pana Tadeusza”,
nie oczekuję od ucznia rozbudowanego procesu interpretacyjnego.

Jeżeli jednak pytam:

„Dlaczego Mickiewicz rozpoczyna epopeję właśnie w taki sposób i jaki wpływ może mieć ten początek na odbiór całego utworu?”

proszę ucznia o znacznie więcej.

Musi przywołać wiedzę, dokonać interpretacji, połączyć elementy, stworzyć własną hipotezę i znaleźć sposób, żeby ją uzasadnić. I tutaj kilka sekund więcej może oznaczać różnicę między „nie wiem” a całkiem dobrą odpowiedzią.

Lubię myśleć o ciszy na lekcji nie jako o pustce, lecz jako o przestrzeni, w której uczeń może przypominać sobie, sprawdzać, porównywać, wnioskować, zmieniać pierwszą intuicję i dopiero na końcu zdecydować, że jest gotowy powiedzieć coś na głos.

Zanim odpowiedź pojawi się na głos, często przez chwilę istnieje tylko w głowie.

Tę chwilę powinniśmy w szkole częściej chronić.

Pamiętacie mój post ze zdjęciem długopisu Fiorello, pod którym pojawił się komentarz firmy? 😉No więc… komentarz nie skoń...
19/09/2026

Pamiętacie mój post ze zdjęciem długopisu Fiorello, pod którym pojawił się komentarz firmy? 😉

No więc… komentarz nie skończył się tylko na komentarzu.

Właśnie dotarła do mnie paczka z produktami firmy KW trade, właściciela marek Klej AMOS i Fiorello - kreatywnie dla małych i dużych oraz bardzo miłym listem, a ja będę Wam co jakiś czas pokazywać, co się w niej znalazło i przede wszystkim - jak sprawdza się to w prawdziwym, szkolnym życiu.

Bo wiecie, że jeśli coś pojawia się tutaj, to najchętniej pokazuję to z perspektywy nauczycielki. To głównie rzeczy, które naprawdę mogą znaleźć swoje miejsce w klasie, świetlicy czy nauczycielskiej szufladzie.

Ciekawa jestem, które z tych rzeczy najszybciej znajdą swoje miejsce w mojej szkolnej rzeczywistości.

19/09/2026

Trzeba przyznać, że jak na osoby z doświadczeniem zawodowym, nadal jesteśmy zaskakująco łatwowierni.

Co roku człowiek wchodzi w nowy rok szkolny z przekonaniem, że tym razem będzie spokojniej. Że już wiemy, jak to wszystko ogarnąć. Że nie damy się wciągnąć w milion dodatkowych rzeczy. Że będziemy wychodzić ze szkoły o normalnej porze. Że będziemy odpoczywać w weekend.

Cudowna jest ta nasza wiara w siebie.

Naprawdę.

Wrzesień oczywiście ma na ten temat własne zdanie.

Po trzech tygodniach wyglądamy tak, jakbyśmy wrócili z bardzo intensywnej wyprawy, podczas której jedynym źródłem pożywienia była kawa, a przewodnikiem Librus.

Ale spokojnie.
To dopiero początek roku.
Jeszcze tyle pięknych niespodzianek przed nami. 😂

Dobrego weekendu ❤️❤️❤️

U nas na tapecie w ten weekend jelitówka i przeziębienie.Dom działa więc trochę na zwolnionych obrotach. Są paluszki, co...
19/09/2026

U nas na tapecie w ten weekend jelitówka i przeziębienie.

Dom działa więc trochę na zwolnionych obrotach. Są paluszki, cola, będzie rosół, odpoczywanie i próba dojścia do siebie, a pomiędzy tym wszystkim - jak to w nauczycielskim domu po trzech tygodniach września - jeszcze papierologia, przygotowanie zebrania i planowanie lekcji na cały kolejny tydzień.

Czyli mamy czwarty wrześniowy weekend, a ja po raz kolejny nie bardzo mam szansę nie pracować.
Mocno zatrzymują mnie też Wasze wiadomości z ostatnich dni.

Piszecie, że wrzesień Was przeciągnął. Że jesteście zmęczeni bardziej, niż się spodziewaliście. Że dopiero minęły trzy tygodnie, a Wy macie poczucie, jakby trwały co najmniej trzy miesiące.

Przypomina mi się coś, co dla osób spoza szkoły jest właściwie niepojęte.
Ten memiczny obrazek, który krąży w internecie: masz zawód, w którym przed pracą i po pracy wykonujesz swoją pracę, ponieważ w czasie pracy nie masz możliwości wykonać całej pracy.

Tyle w tym prawdy. Kiedy jesteśmy na lekcji, robimy przecież to, co jest sednem naszego zawodu. Uczymy, rozmawiamy z uczniami, tłumaczymy. Prowadzimy ich przez kolejne treści, reagujemy na sytuacje, które pojawiają się w klasie. Budujemy relacje i rozwiązujemy konflikty. Podejmujemy dziesiątki małych decyzji, których nikt później nie wpisze do żadnego dokumentu.

A równocześnie gdzieś obok rośnie stos rzeczy, których podczas tej lekcji zrobić nie zdążyliśmy.

Trzeba sprawdzić prace. Przygotować materiały. Zaplanować kolejne zajęcia. Uzupełnić dokumentację. Napisać wiadomość. Odpowiedzieć rodzicowi. Przygotować zebranie. Zastanowić się nad uczniem, z którym coś się dzieje. Przeczytać kolejne informacje. Ogarnąć to, co wydarzyło się dzisiaj, zanim jutro wydarzy się następne. Przeczytać lekturę, z którą w tym roku będziemy pracować po raz pierwszy.

I tak powstaje osobliwa konstrukcja tego zawodu: pracujemy, żeby wykonać pracę, której nie zdążyliśmy wykonać, ponieważ pracowaliśmy.
Brzmi absurdalnie, dopóki nie zacznie się pracować w szkole.Wtedy przestaje być żartem.

Bardzo potrzebujemy dzisiaj rozmawiać nie tylko o tym, co należy zmienić w systemie, bo oczywiście, że wiele rzeczy wymaga zmiany. Organizacja pracy, liczebność klas, dokumentacja, zakres obowiązków, sposób planowania szkoły i oczekiwania wobec nauczycieli - to wszystko ma ogromne znaczenie.

Ale potrzebujemy też rozmawiać o nas samych. O tym, ile pracy uznajemy za „normalne”. O tym, ile rzeczy dokładamy sobie sami, bo przecież można jeszcze lepiej, jeszcze dokładniej, jeszcze bardziej.
O tym, czy naprawdę każda lekcja musi być dopieszczona do ostatniego szczegółu. O tym, czy każdy problem ucznia musi znaleźć swoje rozwiązanie właśnie dzisiaj. O tym, czy nauczyciel, który po całym tygodniu szkoły potrzebuje po prostu odpocząć, rzeczywiście ma powód do wyrzutów sumienia.

Może czasem najbardziej profesjonalną rzeczą, jaką możemy zrobić, jest przyznać: na dzisiaj wystarczy. Wiemy, że praca nie kończy się w momencie, kiedy wychodzimy z budynku.

A jeśli czujecie, że Wasz wrzesień również zaczął się zbyt intensywnie i zastanawiacie się, jak nie doprowadzić do tego, żeby zmęczenie z początku roku narastało przez kolejne miesiące, to zapraszam Was już w czwartek, 24 września, o godzinie 19:00 na webinar, który poprowadzę razem z Pauliną z O polskim po polsku PJ.

Naszą gościnią będzie Natalia Boszczyk Szkoła Dobrej Relacji - polonistka, psycholożka, tutorka, mediatorka, trenerka i mentorka nauczycieli.
Porozmawiamy o tym, jak możemy sami sobie pomóc, jak zadbać o siebie w czasie narastającego zmęczenia, jak stawiać granice i jak nie dopuścić do tego, żeby wrześniowe przeciążenie przerodziło się w wypalenie.

Wszyscy potrzebujemy nauczyć się trochę lepiej o siebie zadbać. Link do wydarzenia w komentarzu.

Planujemy z Pauliną organizować taki webinar raz w miesiącu, więc już zbieramy pomysły na kolejne tematy. Co chcielibyście, żeby znalazło się w następnych webinarach? Piszcie w komentarzach - tematyka może być naprawdę szeroka.

Przez najbliższe trzy dni będę też partiami wysyłać kolejny newsletter. Jeśli ktoś jeszcze się nie zapisał, a ma ochotę go dostać, można dołączyć do poniedziałku, mniej więcej do godziny 16:00. Wtedy planuję wysłać trzecią partię.

Adres

Słupsk

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Polski Rulez umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij