Polski Rulez

Polski Rulez

Udostępnij

Filolożka języka polskiego o specjalności kulturoznawczej, nauczycielka, socjoterapeutka, logopedka, edukatorka nowej generacji.

Odczarowuję lektury w kreatywny sposób. https://buycoffee.to/polski-rulez

17/06/2026

Kilka karteczek. Kilka zdań. Kilkanaście minut.
Właśnie w tych prostych rzeczach kryje się coś niezwykle ważnego - zatrzymanie się przy drugim człowieku i powiedzenie mu: „Widzę Cię”.

Dzisiaj przeprowadziłam z uczniami działanie „Podaruj tę karteczkę komuś…”.

Przygotowałam zestaw zdań, które kolejny raz miały pomóc im dostrzec innych. Nie przez pryzmat ocen, wyników czy tego, kto jest najbardziej popularny, ale przez cechy, zachowania i małe rzeczy, które często pozostają niezauważone.

„Podaruj tę karteczkę komuś, kto potrafi słuchać innych.”
„Podaruj tę karteczkę komuś, komu można powierzyć sekret.”
„Podaruj tę karteczkę komuś, kto zawsze pomaga innym.”
„Podaruj tę karteczkę komuś, kto sprawia, że inni czują się dobrze.”

I zanim pojawią się pytania: „A co, jeśli ktoś nie dostanie żadnej karteczki?” - odpowiem swoim doświadczeniem. Nawet jeśli ktoś nie jest częścią najbliższej grupy, to prawie zawsze jest ktoś, kto coś w nim zauważa. Ktoś, kto docenia jego poczucie humoru. Ktoś, kto pamięta, że pomógł mu w trudnym momencie. Ktoś, kto widzi, że potrafi słuchać. Ktoś, kto zauważył jego cierpliwość, dobroć albo zwykłą codzienną życzliwość.

Dzisiaj szczególnie piękne było dla mnie to, że uczniowie nie wybierali wyłącznie swoich najlepszych przyjaciół. Karteczki trafiały także do osób spoza najbliższego kręgu znajomych.

I właśnie wtedy dzieją się najciekawsze rzeczy.
Jedna z uczennic - bardzo spokojna, raczej cicha, taka, która nie zawsze znajduje się w centrum uwagi - zaczęła otrzymywać kolejne karteczki.

Czytała, że potrafi słuchać innych. Że nie przerywa rozmówcom. Że można jej zaufać. Że jest osobą, przy której inni czują się dobrze.

Patrzyłam na jej twarz. Położyła rękę na sercu, zrobiła głęboki wdech i zobaczyłam w niej coś niezwykle prawdziwego - autentyczne wzruszenie.

Być może po raz pierwszy usłyszała od kilku osób jednocześnie to, co inni już dawno w niej zauważyli. Pomyślałam o tym, jak często dzieci (i dorośli również) noszą w sobie wiele dobra, ale nie zawsze mają okazję usłyszeć, że ktoś je widzi.

Była też inna sytuacja.

Uczeń, który akurat pokłócił się z kolegą, otrzymał od niego karteczkę. Ten kolega wybrał zdanie, które mówiło o czymś dobrym. O cesze, którą nadal w nim dostrzegał. To było jednym z najpiękniejszych momentów tego działania.

Bo docenienie drugiego człowieka nie oznacza, że nigdy się nie różnimy. Nie oznacza, że zawsze wszystko jest idealnie. Możemy mieć trudniejszy dzień, możemy się pokłócić, możemy się na siebie zdenerwować, a mimo to nadal widzieć w drugim człowieku coś wartościowego.

Później przyszedł czas na drugi zestaw karteczek - tym razem dla nauczycieli. Tutaj również wydarzyło się coś, czego się nie spodziewałam.

Przy pierwszym podejściu popełniłam mały błąd. Kiedy uczniowie wylosowali karteczki, okazało się, że bardzo wielu z nich chciało wręczyć je mnie. 😊

Dlatego tym razem powiedziałam:
„Pomyślcie o kimś innym niż wychowawczyni. O nauczycielu, któremu naprawdę chcecie coś powiedzieć. O osobie, która zostawiła w Was coś ważnego”.

I rozpoczęła się niezwykła wędrówka po szkole.
Wyszliśmy z klasy, uczniowie zaglądali do sal, otwierali drzwi i wręczali nauczycielom przygotowane karteczki.

Były uśmiechy, zaskoczenie, wzruszenie. Były chwile, w których nauczyciele zatrzymywali się na moment i czytali te kilka zdań. Później zajrzałam do gabinetu koleżanki, która pokazywała mi otrzymane karteczki ze wzruszeniem i dziękowała za pomysł. Jedna szczególnie ją poruszyła. Była od ucznia, który wybrał zdanie:
„Podaruj tę karteczkę nauczycielowi, do którego chciałbyś wrócić za 10 lat i powiedzieć: dziękuję”.

W tym zdaniu ukryta jest cała istota pracy nauczyciela. Często nie widzimy od razu efektów swojej pracy. Nie wiemy, które słowo zostanie zapamiętane, która rozmowa okaże się ważna, który gest ktoś zabierze ze sobą dalej. Czasami, zupełnie niespodziewanie, ktoś nam o tym przypomina.

Nie zmienimy całego świata jedną karteczką, ale możemy sprawić, że dla jednej osoby ten dzień będzie trochę lepszy.

A czasem właśnie od takich chwil zaczynają się najważniejsze rzeczy.

---
Oba zestawy - „Podaruj tę karteczkę komuś…” dla uczniów oraz zestaw zdań wdzięczności dla nauczycieli - znajdziecie w linku w komentarzu.

17/06/2026

Muszę się Wam do czegoś przyznać.

Niecałe dwa lata temu założyłam Polski Rulez, bo byłam przekonana, że zbliżam się do wypalenia zawodowego.

Nie wydarzyło się nic spektakularnego. Nie było jednego trudnego dnia, który wszystko zmienił. To był raczej proces. Powolne narastanie zmęczenia, coraz częstsze pytania zadawane samej sobie. Coraz mniej pewności, że robię to tak dobrze, jak kiedyś.

Pamiętam, że zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie tracę tego, co przez lata było moją największą siłą.

Czy nadal umiem budować relacje?
Czy nadal potrafię zaciekawiać uczniów?
Czy nadal jestem nauczycielką, którą sama chciałabym spotkać na swojej drodze?

Rok temu miałam poczucie, że doszłam do ściany.
A potem zupełnie nieplanowanie zmieniłam szkołę i stało się coś, czego się nie spodziewałam.
Nie odzyskałam pasji, bo ona wcale nie zniknęła.

Odzyskałam dostęp do niej.

Psychologowie od dawna zwracają uwagę, że wypalenie zawodowe nie jest wyłącznie cechą człowieka. Powstaje na styku człowieka i środowiska, w którym funkcjonuje. To nie jest kwestia odporności, charakteru czy kompetencji. Ogromne znaczenie mają relacje, kultura organizacyjna, poczucie wpływu, możliwość działania zgodnie z własnymi wartościami i sposób, w jaki funkcjonuje dane miejsce.

Dlatego czasem, gdy coś zaczyna w nas gasnąć, odruchowo szukamy przyczyny w sobie.

Myślimy:
„Może już się nie nadaję”.
„Może inni radzą sobie lepiej”.
„Może straciłam talent do tej pracy”.

Tymczasem prawda bywa znacznie bardziej złożona.

Szkoły są różne. Tak samo jak różne są dzieci, zespoły nauczycielskie, dyrekcje, codzienne rytmy pracy i sposoby budowania relacji. To, co w jednym miejscu okazuje się trudne, w innym może stać się źródłem energii. Ten sam nauczyciel może doświadczać zupełnie innego poziomu satysfakcji, zaangażowania i poczucia sensu w dwóch różnych szkołach.

Poprzednią szkołę wspominam z ogromnym sentymentem. Spędziłam tam wiele lat. To tam zdobywałam doświadczenie, poznawałam uczniów, budowałam swoją nauczycielską tożsamość. Mam stamtąd mnóstwo dobrych wspomnień i znajomości, za które do dziś jestem wdzięczna.

Z początków w nowym miejscu pracy zapamiętałam jeden z pierwszych dyżurów we wrześniu. Stałam na korytarzu szkoły niemal trzy razy większej od tej, którą znałam wcześniej. Wśród nowych twarzy, nowych zasad, nowych dźwięków. I nagle pomyślałam: „Naprawdę to zrobiłam”. Zostawiłam miejsce, które znałam od lat. Swoją rutynę, własną salę, poczucie bezpieczeństwa, które daje oswojona codzienność. Pozycję, na którą pracowałam przez długi czas.

A jednak niemal od razu poczułam się tutaj jak u siebie. Dzisiaj, także stojąc na dyżurze, wróciłam myślami do tamtej chwili. I uświadomiłam sobie, że jest czerwiec. Za chwilę minie rok.
Rok, który uświadomił mi coś bardzo ważnego.

Po zmianie miejsca pracy nie stałam się inną osobą, a jednak przypomniałam sobie, dlaczego świadomie wybrałam ten zawód. Przypomniałam sobie, jak bardzo lubię wymyślać nowe lekcje. Jak wiele radości dają mi rozmowy z uczniami. Jak bardzo cenię codzienne spotkania z młodymi ludźmi. I jak mocno wierzę, że szkoła może być miejscem rozwoju, a nie tylko realizacji programu.

Piszę to dla wszystkich, którzy zaczynają w siebie wątpić.

Jeśli czujesz, że coś zgrzyta, nie zakładaj od razu, że problemem jesteś Ty. Jeśli jest Ci trudno, nie traktuj tego automatycznie jako dowodu własnej niekompetencji. Jeśli od dawna nosisz w sobie poczucie, że coś przestało działać, pozwól sobie przyjrzeć się temu z ciekawością zamiast z oskarżeniem.

Czasem rzeczywiście potrzebujemy odpoczynku.
Czasem wsparcia. Czasem zmiany sposobu pracy.
A czasem nowego miejsca. Warto ufać sobie na tyle, by sprawdzać różne możliwości.

I bywa, że dopiero zmiana przestrzeni pozwala znów usłyszeć siebie wyraźnie.

Czy mieliście taki moment, w którym jakaś decyzja przywróciła Wam energię i sens działania? Podzielcie się w komentarzu 🙂.

17/06/2026

Na końcówkach ostatnich lekcji zrobiłam z uczniami bardzo proste ćwiczenie. Na tablicy napisałam zdanie:

„Gdybym był/była nauczycielem, to…”

Każdy otrzymał karteczkę samoprzylepną i miał dokończyć myśl.

Liczyłam na kilka zabawnych odpowiedzi, trochę śmiechu i luźną rozmowę na koniec roku. Nie zawiodłam się, były karteczki, które rozbawiły mnie od pierwszego przeczytania.

„Rzuciłbym tę pracę po tygodniu.” „Zarabiałbym grosze.” „Codziennie brałbym wolne.” „Dawałabym wszystkim szóstki.” „Nie sprawdzałbym kartkówek.” „Pozwalałabym jeść na lekcji.” „Potrzebowałbym ogromnych ilości kawy.” „Miałbym nerwy ze stali.” „Nie wytrzymałbym z takimi uczniami jak my.”

Przy tej ostatniej śmialiśmy się chyba najgłośniej.
Widziałam też, że za humorem kryje się coś jeszcze. Uczniowie obserwują nas każdego dnia. Widzą znacznie więcej, niż czasem przypuszczamy. Widzą nauczyciela, który tłumaczy ten sam temat po raz piąty. Widzą nauczyciela, który próbuje pogodzić potrzeby dwudziestu kilku osób jednocześnie. Widzą także człowieka, który czasem jest zmęczony, ale mimo to przychodzi do klasy i zaczyna od nowa.

Pomiędzy żartami pojawiły się też odpowiedzi, które zatrzymały mnie na dłużej.

„Starałbym się wszystkich wysłuchać.” „Chciałabym, żeby uczniowie nie bali się mówić o swoich problemach.” „Dbałabym o to, żeby nikt nie był sam.” „Próbowałbym zrozumieć, dlaczego ktoś zachowuje się źle.” „Chciałabym, żeby uczniowie lubili przychodzić do szkoły.”

Bardzo często dzieci nie mówią o swoich potrzebach wprost. Nie powiedzą: „chcę być zauważony”, „potrzebuję poczucia bezpieczeństwa”, „chcę, żeby ktoś mnie wysłuchał”. Często pokazują to właśnie w takich krótkich zdaniach, pozornie prostych ćwiczeniach i spontanicznych odpowiedziach.

Kiedy uczeń pisze, że zadbałby o to, by nikt nie był sam, słyszę w tym potrzebę przynależności. Kiedy pisze, że chciałby wysłuchać każdego ucznia, widzę, jak ważne jest dla niego bycie usłyszanym. A kiedy marzy o szkole, do której chce się przychodzić, przypominam sobie, że dobre relacje są fundamentem edukacji.

Lubię takie ćwiczenia, bo pokazują coś, czego nie znajdziemy w ocenach, statystykach ani wynikach egzaminów - jak uczniowie widzą szkołę i ludzi, którzy w niej pracują. A czasem pokazują też, że nawet najbardziej żartobliwa odpowiedź jest w gruncie rzeczy wyrazem uznania. Bo kiedy uczeń pisze: „Nie wytrzymałbym z takimi uczniami jak my”, to być może właśnie przyznał, że dostrzega wysiłek, którego na co dzień nie nazywa.

W świecie pełnym liczb, wyników i rankingów te małe karteczki przypomniały mi coś bardzo prostego: dzieci nie oceniają nas po tym, ile materiału zrealizowaliśmy, tylko jak się przy nas czuły.

17/06/2026

Czerwiec w szkole to nie finisz. To seria fałszywych finiszów.

„Jeszcze tylko klasyfikacja.” „Jeszcze tylko rada.” „Jeszcze tylko świadectwa.” „Jeszcze tylko porządkowanie dokumentów.”

A potem pojawia się kolejne „jeszcze tylko...”.

I tak krok po kroku zbliżamy się do wakacji.

Na jakim etapie tego czerwcowego maratonu jesteście?

16/06/2026

Co roku dzieje się to samo. Zbliżają się wakacje, a w internecie zaczynają krążyć artykuły, memy i komentarze o nauczycielach, którzy „zaraz będą mieli dwa miesiące wolnego”.

Za każdym razem zastanawia mnie jedno.
Dlaczego tak wielu ludzi próbuje przekonać nauczycieli, że powinni czuć się winni z powodu urlopu?

Przecież nie jest tajemnicą, że nauczyciel nie wybiera terminu swojego wypoczynku. Nie może wziąć ani jednego płatnego dnia urlopu w październiku, przedłużyć sobie majówki ani zaplanować wolnego wtedy, gdy akurat tego potrzebuje. Jego urlop jest wpisany w organizację roku szkolnego.

To nie przywilej, a sposób organizacji tej pracy. I nie, wakacje nie oznaczają, że przez dwa miesiące nauczyciel nic nie robi. Wielu z nas w połowie sierpnia wraca do przygotowań, planowania i organizowania kolejnego roku szkolnego.
Nie widzę powodu, dla którego nauczyciele mieliby tłumaczyć się z odpoczynku osobom, które nie spędziły ani dnia pod tablicą.

Po miesiącach pracy z ludźmi, emocjami, odpowiedzialnością, hałasem, setkami decyzji i nieustanną obecnością dla innych mamy prawo odpocząć.
Bez udowadniania swojej wartości i bez wysłuchiwania, że ktoś inny ma ciężej.

I tego właśnie życzę wszystkim nauczycielom na progu wakacji. Spokoju, regeneracji i przekonania, że nie muszą nikomu uzasadniać prawa do własnego urlopu.

PS Nauczyciele przedszkola - dobrze wiemy, że Wy dalej na placu boju. Niech moc będzie z Wami ❤️.

16/06/2026

Nie jestem „fajną wychowawczynią”. I nigdy nie próbowałam nią być.

Jestem wychowawczynią, która stawia granice.

Nie zgadzam się na wyśmiewanie innych. Nie zgadzam się na poniżanie, obrażanie, celowe ranienie słowami. Nie udaję, że nic się nie stało, gdy ktoś przekracza granice drugiego człowieka. Reaguję, rozmawiam, wyciągam konsekwencje.

I wiem, że nie wszystkim dzieciom się to podoba, bo dzieci, podobnie jak dorośli, nie zawsze lubią granice. Czasem się na nie złoszczą, podważają, sprawdzają, czy tym razem odpuszczę.

Nie odpuszczam.

Ale granice bez relacji są tylko kontrolą, dlatego zawsze staram się, żeby obok wymagań było wsparcie. Jeśli wymagam więcej, daję więcej. Więcej rozmów, uwagi,czasu, szans na naprawienie błędu. Więcej wiary w to, że dziecko jest czymś więcej niż swoim najtrudniejszym zachowaniem.

Przez lata pracy widziałam setki dzieci zmagających się z emocjami, złością, odrzuceniem, poczuciem niezrozumienia. Ich zachowania są częścią większej historii: relacji, komunikatów, doświadczeń i wzorców, które otrzymują od dorosłych. Dlatego tak często powtarzam, że w pracy nad trudnym zachowaniem wspólny front domu i szkoły jest fundamentem.

Pamiętam jednego ucznia. Już jako młodsze dziecko prezentował bardzo silne zachowania opozycyjno-buntownicze. Było w nim dużo złości, dużo walki z zasadami, dużo potrzeby stawania przeciwko wszystkim.

Pamiętam spotkania z rodzicem i pedagogiem, rozmowy, wspólne ustalenia, szukanie rozwiązań. Przez pewien czas wydawało się, że naprawdę gramy do jednej bramki. A potem rodzic zaczął się wycofywać.

Coraz częściej słyszałam od dziecka zdania, które nie były jego własnymi słowami. Powtarzało opinie zasłyszane w domu, komentarze o nauczycielach. O szkole i o mnie jako wychowawczyni.

Dziecko nie potrafi jednocześnie ufać człowiekowi i słuchać codziennie, że ten człowiek jest zły, niesprawiedliwy albo niekompetentny.
To wewnętrznie sprzeczne. Jeżeli codziennie wysyłamy dziecko do szkoły, a jednocześnie regularnie podważamy ludzi, którzy tam pracują, stawiamy je w bardzo trudnej sytuacji.

Bo ono ma budować relacje z nauczycielami. Ma przyjmować od nich wskazówki. Ma korzystać z ich wsparcia, a jednocześnie słyszy, że nie warto ich szanować, ufać im albo traktować poważnie.
To trochę tak, jakbyśmy codziennie prowadzili dziecko przez most, przekonując je przy okazji, że ten most za chwilę się zawali.

Jak ma czuć się bezpiecznie i budować zdrowe relacje? Jak ma przyjmować granice od ludzi, których autorytet został wcześniej podważony?

Oczywiście szkoła nie jest idealna. Nauczyciele nie są idealni. Ja również nie jestem. Rodzic ma prawo się ze mną nie zgadzać, mieć inne zdanie, zadawać pytania.

Ale czym innym jest rozmowa dorosłych, a czym innym budowanie w dziecku przekonania, że wszyscy wokół są przeciwko niemu. Bo wtedy ono nie uczy się odpowiedzialności.
Uczy się szukania winnych.

Lata mijały. W ósmej klasie rodzic przyszedł do mnie załamany. Naprawdę załamany. Mówił, że stracił wpływ na własne dziecko. Że nie wie już, jak do niego dotrzeć. Że nie ma kontroli nad tym, co robi.

Opowiadał o łamaniu zasad, o zachowaniach stwarzających zagrożenie dla siebie i innych.
Pamiętam jego bezradność i słowa skierowane do nastolatka:
„Przynosisz mi wstyd”.

A ja widziałam wtedy przede wszystkim ogromne cierpienie rodzica, który zrozumiał, że problem nie zniknął dlatego, że przestaliśmy o nim mówić.
Każde zachowanie rozwija się w jakimś kierunku.
Także to trudne.

Kilka lat później spotkałam mamę tego ucznia.
Zapytałam, co u jej dorosłego już dziecka. Nie potoczyło się dobrze, pojawiły się szkodliwe substancje, problemy z prawem.

Wracałam wtedy do domu z ciężarem w sercu.
Nie myślałam o szkolnych uwagach ani o ocenach z zachowania. Myślałam o tym, jak często dorośli nieświadomie toczą między sobą spór, którego największym przegranym staje się dziecko.

Po latach pracy nauczycielskiej i socjoterapeutycznej, jestem jeszcze bardziej przekonana, że dzieci potrzebują dwóch rzeczy jednocześnie.

Ciepła i granic.

Akceptacji i odpowiedzialności.

Wsparcia i konsekwencji.

Potrzebują dorosłych, którzy nie będą walczyć ze sobą o rację, lecz współpracować dla dobra dziecka. Wspólny front oznacza komunikat:
„Jesteśmy po twojej stronie, ale nie po stronie zachowań, które krzywdzą ciebie lub innych.” To nie nauczyciel i rodzic są przeciwnikami.
Przeciwnikiem jest problem, z którym mierzy się dziecko.

I im szybciej wszyscy to zrozumiemy, tym większą szansę damy młodemu człowiekowi na dobrą przyszłość.

---
Na zdjęciu fragment jednej z ankiet ewaluacyjnych, jakie przygotowałam na koniec roku szkolnego. Link w komentarzu.

15/06/2026

Wyszukiwanie treści w sieci opanowane do perfekcji. Wyszukiwanie długopisu - brak postępów. Zwłaszcza w czerwcu 😉.

15/06/2026

Po wystawieniu ocen szkoła zaczyna cichnąć w sposób, który zawsze mnie porusza. Znika codzienna gonitwa z programem, zamykają się dzienniki, odkłada się intensywność kontaktu z uczniami. W ich miejscu pojawia się coś, co z jednej strony nazywamy odpoczynkiem, a z drugiej - bardzo wyraźną zmianą rytmu życia.

Dzieci wychodzą w wakacje z różnym doświadczeniem tego samego roku. Jedne niosą w sobie satysfakcję, inne zmęczenie, jeszcze inne ulgę. I wszystkie mają do niego pełne prawo. Nauka powinna mieć swój cykl, a odpoczynek nie jest nagrodą, tylko naturalną potrzebą.

Jednak w tym właśnie czasie zaczyna się proces, który od lat opisują badania edukacyjne: tzw. summer learning loss, czyli wakacyjna utrata części kompetencji poznawczych, szczególnie w obszarze czytania i rozumienia tekstu.

I tu warto doprecyzować, skąd w ogóle biorą się takie wnioski. Często przywołuje się dwa typy źródeł. Pierwszym są klasyczne prace K. L. Coopera i zespołu, którzy nie prowadzili jednego eksperymentu, ale dokonali meta-analizy - czyli zestawienia i porównania wyników wielu różnych badań prowadzonych przez lata. Taki „widok z góry” pokazał spójny obraz: po dłuższej przerwie wakacyjnej uczniowie, szczególnie młodsi i ci bez regularnego kontaktu z książką, wracają z wyraźnym spadkiem osiągnięć w czytaniu i matematyce.

Drugim ważnym źródłem są raporty instytucji edukacyjnych, takich jak NWEA (Northwest Evaluation Association). To ogromne, systematycznie zbierane dane z tysięcy szkół, które mierzą postępy uczniów w cyklu roku szkolnego. W tych analizach widać bardzo praktyczny wymiar tego zjawiska: porównanie wyników z końca roku i początku kolejnego pokazuje, że część uczniów wraca po wakacjach z wyraźnym spadkiem umiejętności czytelniczych, szczególnie wtedy, gdy przez lato nie mają kontaktu z tekstem.

Co ważne, nie jest to „utrata wiedzy” w potocznym sensie, a o osłabienie automatyzmów językowych: płynności czytania, tempa dekodowania, łatwości wchodzenia w sens tekstu.

Zauważam to co roku, we wrześniu - w sposobie, w jaki dziecko wraca do tekstu, jak szybko odzyskuje rytm czytania, jak długo musi „rozgrzewać” język, zanim zacznie płynąć sens.
Z perspektywy filologicznej czytanie jest formą obcowania z językiem, który organizuje myślenie. Z perspektywy socjoterapeutycznej - jest także formą regulacji emocji, koncentracji i wewnętrznego porządku. Dziecko, które czyta, uczy się nie tylko liter, ale także zatrzymania, wytrzymania napięcia narracji i wejścia w cudzą perspektywę.

Latem ten proces nie musi się zatrzymać, ale bardzo łatwo go wyciszyć. Wystarczy kilka tygodni, w których język zostaje zastąpiony wyłącznie skrótem, bodźcem, szybkim komunikatem, grą, która nie wymaga ciągłości narracyjnej. To naturalna część współczesnego dzieciństwa. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy nie ma równowagi.

Nwet niewielka, regularna ekspozycja na tekst literacki działa ochronnie. Kilkanaście minut czytania dziennie potrafi utrzymać, a często także wzmocnić kompetencje językowe, które w przeciwnym razie uległyby osłabieniu. Nie potrzebujemy więc wielkich programów. Potrzebujemy rytuału: książki w plecaku, opowieści czytanej wieczorem, kilku stron w podróży, historia, do której można wrócić bez presji czasu.

Literatura nie jest dodatkiem do edukacji, tylko jednym z jej najgłębszych fundamentów. Szkoła może się na chwilę zatrzymać, ale język - jeśli ma przestrzeń - nie musi.

---
Jeśli podoba Ci się to, co tworzę, możesz mnie wzmocnić kawą! Link w komentarzu.

15/06/2026

Oceny wystawione, dokumenty prawie dopięte, a poziom energii jest tak nieprzewidywalny, że można jednocześnie tańczyć z radości i zastanawiać się, po co weszło się do pokoju nauczycielskiego.
Kto dotrwał do tego poniedziałku, temu należy się medal. 🏅

14/06/2026

Jedną z najważniejszych części mojej pracy jest ewaluacja. Uważam, że trudno rozwijać się jako nauczyciel, jeśli nie pyta się uczniów i rodziców o ich perspektywę.

Dlatego regularnie zbieram informacje zwrotne. Na koniec pierwszego semestru, na zakończenie roku szkolnego, po ważnych projektach, działaniach wychowawczych czy wydarzeniach klasowych. Tworzę ankiety dla uczniów, ankiety dla rodziców, ankiety przedmiotowe, wychowawcze, a czasem także takie, które dzieci zabierają do domu, aby wspólnie z rodzicami podzielić się swoimi refleksjami. Nigdy nie korzystam z tego samego formularza dwa razy w tym samym zespole.

Wiem, że dla niektórych ankieta jest tylko formalnością. Dla mnie nie.

To jedno z najcenniejszych źródeł informacji o tym, jak uczniowie przeżywają szkołę, bo choć nauczyciel obserwuje bardzo dużo, nie wszystko jest w stanie zobaczyć. Czasem pojedyncze zdanie zapisane przez ucznia mówi więcej niż tygodnie obserwacji. Czasem pokazuje coś, co umknęło w codziennym biegu między lekcjami, sprawdzianami, wycieczkami, projektami i rozmowami na korytarzu.

Dlatego co roku czytam te odpowiedzi z ogromną ciekawością. Dowiedziałam się między innymi, że najbardziej podobały im się działania realizowane w ramach innowacji „Polski poza ławką”. To akurat bardzo mnie ucieszyło, bo właśnie ten projekt powstał z przekonania, że język polski nie musi być zamknięty między czterema ścianami klasy i podręcznikiem.

Uczniowie napisali też, że lubią nasze dyskusje. To dla mnie szczególnie ważne, bo od lat mam poczucie, że szkoła powinna być miejscem rozmowy, a nie tylko miejscem przekazywania informacji. Lubię słuchać ich opinii, nawet jeśli się ze mną nie zgadzają. A może właśnie wtedy najbardziej.

Wśród rzeczy, które zapamiętali najbardziej, pojawiło się wspólne pisanie opowiadania o spotkaniu z Posejdonem. Z lektur podobała im się „Dynastia Miziołków” i czytanie „Dziadów” przy świecach.

Pojawiły się również odpowiedzi dotyczące samych lekcji. Uczniowie napisali, że podoba im się sposób ich prowadzenia. Były też cytaty, które natychmiast zapisałam sobie na pamiątkę.

Mój ulubiony brzmi:
„Jest pani odpowiednim nauczycielem polskiego.”

Nie wiem, czy istnieje piękniejsza definicja nauczycielskiego sukcesu.

Kilka odpowiedzi dalej przeczytałam:
„Jest pani wybitna.”
Muszę przyznać, że moje nauczycielskie ego poczuło się tego dnia wyjątkowo zaopiekowane.
Na szczęście uczniowie zadbali o zachowanie równowagi. Jedni napisali, że jestem zbyt wymagająca.Inni, że jestem zbyt miła. Pojawiły się również rady dotyczące dalszego rozwoju zawodowego. Jeden z uczniów zasugerował, że powinnam czasem krzyknąć, tak jak inni nauczyciele. 😁
Najwyraźniej nie wszyscy są przekonani do mojej strategii rozwiązywania problemów przy pomocy rozmowy.

Absolutnym zwycięzcą tegorocznej ankiety okazały się jednak gratisowe komentarze dotyczące mojego wyglądu. Jeden uczeń napisał, że wyglądam jak Taylor Swift. Chwilę później przeczytałam w innej, że czasem wyglądam jak Annabelle...

I właśnie dlatego uwielbiam pracować z dziećmi.

Nie znam wielu osób, które potrafiłyby w odstępie kilku minut porównać tę samą osobę do światowej gwiazdy muzyki i nawiedzonej lalki z horroru.
Najwyraźniej każdy uczeń widzi to, czego akurat potrzebuje. 😎

Śmiech śmiechem, ale właśnie dlatego tak bardzo cenię ankiety. One pokazują nie tylko to, co uczniowie zapamiętali. Pokazują także, co było dla nich ważne. Co ich zaciekawiło. Co wywołało emocje. Co sprawiło, że poczuli się zauważeni.

Dzięki nim mogę zobaczyć klasę szerzej. Dowiedzieć się, czego potrzebują więcej, czego mniej, co warto kontynuować, a z czego zrezygnować. To nie jest dla mnie obowiązek do odhaczenia na liście zadań, ale element rozmowy z uczniami, który mieści się w kilku anonimowo zapisanych zdaniach.

Jeśli również lubicie kończyć rok szkolny refleksją, przygotowałam pakiet czterech różnych ankiet dla uczniów i rodziców. Takich, które pomagają zebrać informacje nie tylko o nauce, ale także o relacjach, emocjach i doświadczeniach szkolnych.

Link znajdziecie w komentarzu.

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Słupsk?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Strona Internetowa

Adres


Słupsk