Polski Rulez

Polski Rulez

Udostępnij

Filolożka języka polskiego o specjalności kulturoznawczej, nauczycielka, socjoterapeutka, logopedka, edukatorka nowej generacji.

Odczarowuję lektury w kreatywny sposób. https://buycoffee.to/polski-rulez

22/04/2026

Imię to pierwszy znak, że ktoś nas zauważa. Nie „klasa”, nie „grupa”, nie „wy” - tylko konkretna osoba, z własną historią, tempem, emocjami i sposobem przeżywania świata.

Zdarza się, że uczeń potrafi przejść przez cały dzień szkolny bez jednego momentu, w którym dorosły wypowie jego imię. A przecież w edukacji nie chodzi wyłącznie o treści, metody i efekty. Zaczyna się ona tam, gdzie ktoś zostaje zauważony.

Zwracanie się do ucznia po imieniu to sygnał: widzę cię, jesteś dla mnie kimś konkretnym, nie anonimową częścią zbiorowości. W tym roku widzę to szczególnie wyraźnie. Zwykle bardzo szybko zapamiętywałam imiona uczniów nowych klas. Po zmianie szkoły zajęło mi to więcej czasu i właśnie ten moment uświadomił mi, jak istotne jest świadome, uważne wchodzenie w relację od samego początku.

---

22/04/2026

W pracy z klasą łatwo jest zauważyć charakterystyczny moment, w którym napięcie między uczniami przestaje być pojedynczym zdarzeniem, a staje się procesem. Zaczyna się od drobnych naruszeń - komentarza, gestu, pominięcia, a potem narasta. Kiedy rozmawiam z dziećmi, często okazuje się, że trudno wskazać początek. Każde z nich ma poczucie, że reaguje, że e odpowiada, że tylko „oddaje”.
To ważne słowo.

Coraz częściej słyszę je wprost, jako coś uprawnionego. Dzieci mówią, że nie powinny się dawać, że mają prawo odpowiedzieć wulgaryzmem na wulgaryzm. Te przekonania są przyniesione z doświadczenia, z komunikatów, które dziecko uznaje za obowiązujące. W efekcie wyznaczanie granicy zostaje utożsamione z działaniem, które ma zatrzymać drugą osobę poprzez siłę - słowną lub fizyczną.

Tymczasek granica i wykluczenie pełnią zupełnie inne funkcje psychologiczne. Granica jest komunikatem ochronnym, odnosi się do własnego doświadczenia, nazywa to, co dla mnie trudne, i wskazuje, czego potrzebuję, by zachować poczucie bezpieczeństwa. Jej celem jest regulacja kontaktu.

Wykluczenie jest działaniem skierowanym na drugą osobę. Ma charakter reaktywny, często odwetowy. Służy obniżeniu napięcia poprzez odsunięcie, odrzucenie, zawstydzenie lub odebranie miejsca w grupie. Daje krótkotrwałe poczucie kontroli, ale długofalowo nasila konflikt i wzmacnia wzorce przemocy.

Dzieci nie rozróżniają tego automatycznie, trzeba je tego nauczyć. Pierwszym krokiem jest zatrzymanie sytuacji i nazwanie zjawiska w kategorii procesu: „między wami narasta napięcie”. Nie obwiniamt żadnej ze stron, a zauważamy problem. To obniża poziom eskalacji i pozwala przejść z reakcji do refleksji.

Drugim krokiem jest praca na emocjach. Dzieci, które działają impulsywnie, najczęściej nie mają dostępu do własnego stanu wewnętrznego. Uczą się więc identyfikować, co poprzedza ich zachowanie: złość, wstyd, poczucie niesprawiedliwości, zagrożenia.

Trzecim elementem jest wydobycie potrzeby - granica bez niej nie istnieje. Pytanie „czego potrzebujesz, żeby było ci bezpieczniej?” kieruje uwagę z drugiej osoby na siebie i przywraca sprawczość bez użycia przemocy.

Dopiero na tym fundamencie budowany jest komunikat graniczny. W pracy z dziećmi upraszczam go do trzech komponentów:
- odniesienie do konkretnej sytuacji,
- nazwanie własnego doświadczenia,
- wskazanie oczekiwania lub decyzji.

Przykładowo: „Nie chcę, żebyś mnie poprawiał przy innych, bo czuję się zawstydzony. Chcę, żebyś mówił mi to na osobności.” „Nie będę teraz z tobą pracować, bo jestem zdenerwowany. Potrzebuję czasu.”

To są komunikaty, które nie atakują, a jednocześnie jasno wyznaczają granicę. Równolegle bardzo wyraźnie oddzielam granice od przemocy. W klasie obowiązuje zasada bezpieczeństwa: brak zgody na działania raniące - niezależnie od tego, co je poprzedziło. Dla dzieci, które mają przyzwolenie na „oddawanie”, jest to często pierwsze doświadczenie innego porządku. Dlatego ta zasada musi być spójna, przewidywalna i egzekwowana bez wzmacniania wstydu.

Istotnym elementem pracy jest również analiza konsekwencji. Uczniowie potrzebują zobaczyć, co dzieje się w relacji, kiedy pojawia się wykluczenie: jak szybko rozszerza się na grupę, jak utrwala role, jak pogłębia poczucie krzywdy. I odwrotnie - co zmienia się, gdy ktoś komunikuje granicę: pojawia się możliwość zatrzymania, negocjacji, czasem wycofania się bez utraty godności.

Nie każdy konflikt kończy się pojednaniem i nie każda relacja musi być podtrzymana. Granica może oznaczać również decyzję o dystansie. Różnica polega na tym, czy jest to decyzja wynikająca z troski o siebie, czy działanie mające zranić drugą osobę.

Jeśli nie nauczymy dzieci stawiać granic, będą sięgać po wykluczenie. A wtedy konflikt przestaje być sytuacją do rozwiązania - staje się sposobem funkcjonowania.


---
Na zdjęciu: Ustka

21/04/2026

Są dwa typy nauczycieli.

Ten pierwszy ma wszystko: zalaminowane, opisane, posegregowane kolorami. Plan lekcji wygląda u niego jak dzieło sztuki, a markery ustawione są w idealnym spektrum tęczy.
Inni zazdroszczą mu tej dopieszczonej sali, szuflad z przegródkami w biurku i tematycznych segregatorów, w których wszystko ma swoje miejsce.

Ten drugi… znajduje kartę pracy na podłodze i myśli: „To znak. Dzisiaj pracujemy na tym.”
Inni nauczyciele zazdroszczą mu luzu w podejściu do pracy, lekkości, z jaką wchodzi w improwizację, i tej szczególnej weny, która pozwala z „przypadku” zrobić dobrą lekcję.

Bo obaj potrafią zrobić dobrą lekcję.

Ja przez większość roku bywam typem pierwszym, ale czasem także gdzieś pomiędzy. Z jedną ręką w laminatorze, a drugą ratującą sytuację tym, co akurat „się znalazło”. I to też jest w porządku.

A Ty? 😉


---
Grafika: AI, inspiracja: Teachersfollowteachers

21/04/2026

Zwykły wtorek w pracy 😎.

20/04/2026

Uwielbiam, gdy uczniowie wykazują się kreatywnością. Szkoda tylko, że czasem jest to nie w tym miejscu, w którym potrzeba. Bo naprawdę doceniam rozmach. Doceniam odwagę interpretacyjną i próby „pójścia własną drogą”.

Tylko że najczęściej gdzieś po drodze znika polecenie. A razem z nim - kryteria sukcesu, które jednak nie były ozdobą strony, tylko drogowskazem.

Rolka z przymrużeniem oka 😉.

20/04/2026

Jak sprawić, by uczniowie poznali się lepiej?

Trzeba im oddać głos. Godzina wychowawcza ma w sobie potencjał, który łatwo przeoczyć. Bywa traktowana jak margines - coś do „zrobienia”, wypełnienia, odhaczenia. A przecież to jedna z nielicznych przestrzeni w szkole, w której można zdjąć z uczniów ciężar bycia ocenianym i pozwolić im po prostu być. Powiedzieć: „to jest czas dla was”.

Poprosiłam uczniów o przygotowanie krótkiej wypowiedzi o swoim talencie lub hobby i zaprezentowanie jej na forum klasy. Proste zadanie. Bez skomplikowanych kryteriów, bez formalnego napięcia. Ale z czymś, co w szkole wcale nie jest oczywiste - z prawem do mówienia o sobie.

Uczniowie, którzy spędzają ze sobą godziny każdego dnia, nagle zaczęli się sobie odsłaniać. Nie jako „ten, co dobrze się uczy”, „ta, co zawsze przeszkadza”, „ten cichy z ostatniej ławki”. Tylko jako ludzie z historią, wysiłkiem, pasją, czasem nieoczywistą, czasem zaskakującą. Ktoś przyniósł puchary i medale z piłki nożnej. I to nie były tylko przedmioty - to była opowieść o drodze, o konsekwencji, o treningach, które zaczynały się wtedy, gdy inni mieli wolne. Były historie o piłce ręcznej, o pływaniu, o rysowaniu - o świecie, który istnieje równolegle do szkolnych zeszytów.

Było też coś, co zatrzymało mnie szczególnie - zachwyt nad matematyką. Wypowiedziany bez skrępowania, bez lęku przed reakcją innych. W przestrzeni, w której często boimy się pokazać, że coś naprawdę nas fascynuje, uczeń opowiedział, że rachunki matematyczne i ułamki są dla niego jak ciekawe zagadki do rozwiązania lub nowy poziom gry do przejścia. Kosmos 🤯😉.

Pojawiły się opowieści o grach, o tym, co daje odpoczynek, co buduje poczucie sprawczości, co pozwala złapać oddech. Ktoś przyniósł swoją kolekcję książek o Harrym Potterze i opowiedział o czytaniu - nie jako obowiązku, ale jako świecie, do którego chce się wracać. Te małe fragmenty codzienności nagle nabrały znaczenia, bo zostały wypowiedziane i usłyszane. A potem wydarzyło się coś, co wykracza poza „zadanie na godzinę wychowawczą”. Występ wokalny.
Odwaga, by zaśpiewać przed rówieśnikami - tego nikt się nie spodziewał.

Patrzyłam na nich i miałam poczucie, że dzieje się to coś. Buduje się relacja, która nie powstaje od poleceń ani zasad, tylko od doświadczenia bycia zobaczonym i wysłuchanym. Zachwyciła mnie ich lekkość mówienia o sobie. Brak sztuczności, brak potrzeby „dopasowania się”. Jakby dostali przestrzeń, w której nie trzeba grać żadnej roli. Potrafią mówić - mądrze, czasem z humorem, czasem z powagą.

Uczniowie naprawdę chcą się pokazać, chcą być usłyszani - tylko potrzebują do tego warunków.
Często mówimy, że „oni się nie integrują”, że „klasa jest trudna”, że „nie ma relacji”. A jednocześnie rzadko zatrzymujemy się, żeby stworzyć sytuację, w której te relacje mogą się wydarzyć naprawdę - nie przez przymus wspólnej pracy, ale przez spotkanie.

Klasa nie buduje się sama od siedzenia w jednej sali. Buduje się z momentów takich jak ten. Z odwagi jednego ucznia i uważności pozostałych. Z historii, które zaczynają krążyć między nimi. Z drobnych odkryć: „nie wiedziałem, że on to robi”, „nie wiedziałam, że ona to lubi”.

Zaczyna się od głosu, ale zostaje coś więcej - poczucie, że obok mnie siedzi ktoś, w kim można odkryć wiele.

---
Jeśli podoba Ci się to, co tworzę, możesz mnie wzmocnić kawą! Link w komentarzu.

20/04/2026

Stoję na dyżurze i patrzę na papierek leżący na środku szkolnego korytarza. Niepozorny, lekki, niemal przezroczysty wobec pośpiechu. Mijają go kolejne osoby. Jedni naprawdę go nie zauważają. Inni widzą i wybierają, by nie reagować. Ten drobny moment staje się dla mnie jedną z najbardziej wymownych lekcji codzienności szkolnej.

Podobnie jest w klasie. Wystarczy chwila pracy z nożyczkami, kartkami, klejem i pod ławkami zaczyna się gromadzić to, co „nie należy już do nikogo”. Przypominam o porządku, o odpowiedzialności za swoje miejsce. Czasem to działa. Czasem potrzebna jest miotła i konkretne działanie. A czasem - szybkie, nerwowe spojrzenie przed dzwonkiem i wskazywanie tego, co „jeszcze trzeba”. Wtedy pojawia się dobrze znany dialog: „to nie moje”, „to on”, „to już tu było”. Zdarzyło mi się też kiedyś usłyszeć zdanie, że uczeń nie będzie wykonywał pracy za panią woźną.

Jednocześnie dwa razy w roku organizujemy akcję sprzątania świata i ci sami uczniowie, często z dużym zaangażowaniem, zbierają śmieci z terenów wokół szkoły. Potrafią działać razem, potrafią zobaczyć sens, zaangażować się. Co więc sprawia, że w codzienności szkolnej ten sam odruch zanika?

Ważny jest tu sposób rozumienia wspólnej przestrzeni i granicy między „moje” a „czyjeś”. Czy widzimy szkołę jako miejsce, za które współodpowiadamy, czy jako przestrzeń usługową, w której ktoś zawsze „powinien” posprzątać po nas.

Zastanawiam się czasem, jak wygląda codzienność tych uczniów poza szkołą. Czy wykonują domowe obowiązki bez sprzeciwu? Czy odkładają rzeczy na miejsce, reagują, gdy coś wymaga działania? Czy może funkcjonują w świecie, w którym porządek pojawia się „sam”, bo ktoś inny zawsze go przywraca?

Na szczęście obok tego wszystkiego są też inni uczniowie. Ci, którzy nie czekają na polecenie. Którzy podnoszą papierek mimochodem, ścierają tablicę bez przypomnienia, pomagają ustawić klasę i nie robią tego dla pochwały. Robią, bo tak rozumieją bycie częścią wspólnoty. I mam wrażenie, że dziś to właśnie oni są wyjątkiem.
Kiedyś czymś niezwykłym było zostawienie po sobie bałaganu. Dziś niezwykłe staje się dbanie o porządek.

Coraz częściej słyszę też głosy dorosłych, że dzieci „nie dadzą się wykorzystywać”. To niepokojące w tym kontekście, bo czym innym jest stawianie granic, a czym innym rezygnacja z odpowiedzialności za najprostsze, wspólne sprawy. Podniesienie papierka nie jest pracą za kogokolwiek. Jest decyzją o tym, kim się jest w relacji do świata wokół.

W tych wszystkich sytuacjach widzę punkt wyjścia do rozmowy o odpowiedzialności, która nie kończy się na własnej ławce, o uważności, która wykracza poza własne sprawy i o wspólnocie, która nie istnieje bez drobnych, codziennych gestów.
Bo wychowanie - wbrew pozorom - bardzo często zaczyna się od papierka na podłodze.

A jak Wy to widzicie - czy również obserwujecie niechęć uczniów do sprzątania po sobie i dbania o wspólną przestrzeń? Z czego, Waszym zdaniem, to wynika?

---
Jeśli podoba Ci się to, co tworzę, możesz mnie wzmocnić kawą! Link w komentarzu.

20/04/2026

Pani Zuzia w Słupsku! 🤯❤️

Jedyna taka okazja, która na pewno zbyt szybko się nie powtórzy - warsztaty RUCH+MUZYKA=MATEMATYKA w Słupsku

19/04/2026

Na nowy tydzień w szkole życzę sobie: minimum chaosu, maksimum kawy i żeby „cisza w klasie” nie była zjawiskiem paranormalnym.
Dziękuję, odbiór w piątek 😉.

19/04/2026

Na nauczycielskich grupach co jakiś czas wraca to samo pytanie, tylko w różnych odsłonach.

Czy można wyjść poza podstawę programową?
Czy wolno wprowadzać lektury spoza listy?
Czy trzeba pracować z podręcznikiem?
Czy można zrezygnować z ćwiczeń?
Czy nauczyciel ma prawo wymagać konkretnego sposobu prowadzenia zeszytu?
Czy oceny cyfrowe są jedyną dopuszczalną formą?

Obok tych pytań pojawia się druga perspektywa - rodziców, którzy obserwują szkołę „z zewnątrz” i widzą różnice: między klasami, nauczycielami, stylami pracy. Te różnice bywają źródłem niepokoju, czasem sprzeciwu, a czasem przekonania, że „ktoś robi to inaczej, więc chyba nieprawidłowo”.

W tle wszystkich tych dyskusji powraca jedno zasadnicze pytanie: ile realnej autonomii ma nauczyciel?

I tu warto odwołać się do ram systemowych. W polskim prawie oświatowym - w tym w Karcie Nauczyciela (art. 12) - podkreśla się, że nauczyciel w ramach realizacji zadań dydaktycznych i wychowawczych ma prawo do doboru metod pracy, środków dydaktycznych oraz sposobów realizacji programu nauczania, adekwatnie do potrzeb uczniów i warunków pracy.

To nie jest zapis dekoracyjny. On definiuje istotę zawodu: nauczyciel jako profesjonalista podejmujący decyzje dydaktyczne. Wspierają to również współczesne badania nad efektywnością nauczania. W literaturze pedagogicznej i raportach OECD (m.in. TALIS) autonomia nauczyciela jest jednym z kluczowych czynników powiązanych z:
- większą skutecznością nauczania,
- lepszym dopasowaniem metod do uczniów,
- wyższym zaangażowaniem zawodowym nauczycieli,
- poczuciem odpowiedzialności za proces dydaktyczny, a nie jedynie jego „realizację”.

Jednocześnie badania edukacyjne są tu zgodne w ważnym doprecyzowaniu: autonomia nie działa w oderwaniu od ram. Najlepsze efekty pojawiają się wtedy, gdy nauczyciel ma przestrzeń decyzyjną, ale działa w oparciu o wiedzę dydaktyczną, refleksję i cele programowe, a nie intuicję oderwaną od struktury.

W tym sensie kilka rzeczy warto uporządkować bardzo jasno.
Po pierwsze - podstawa programowa nie jest scenariuszem lekcji. To dokument wyznaczający cele i wymagania, a nie opisujący drogę ich realizacji. W praktyce oznacza to, że nauczyciel nie „odtwarza programu”, tylko go interpretuje i przekłada na działania dydaktyczne.

Po drugie - podręcznik jest narzędziem, nie strukturą obowiązkową w sensie metodologicznym. Może być podstawą pracy, może być jednym z wielu źródeł, a może być świadomie zastąpiony innymi materiałami - o ile proces uczenia się prowadzi do realizacji wymagań edukacyjnych.

Po trzecie - różnice między nauczycielami są naturalną konsekwencją profesjonalnej autonomii.
W każdej klasie pracuje inna grupa uczniów, o innym tempie uczenia się, zasobach, dynamice relacyjnej. Edukacja nie jest procesem jednolitym, dlatego jednolitość metod bywa często mniej skuteczna niż ich różnorodność.

Po czwarte - autonomia nie oznacza dowolności.
Nauczyciel nie działa „według uznania”, lecz w ramach odpowiedzialności zawodowej, wiedzy pedagogicznej i celów edukacyjnych. To autonomia ekspercka, a nie swoboda bez kryteriów.

I wreszcie - najważniejsze, co często ginie w tych dyskusjach: ta przestrzeń wyboru istnieje jako warunek sensownego nauczania.

Klasa nie jest systemem liniowym, nie jest też zbiorem identycznych jednostek realizujących ten sam harmonogram w tym samym tempie.
Jest żywym, zróżnicowanym środowiskiem uczenia się, w którym nauczyciel podejmuje dziesiątki mikrodecyzji: kiedy zwolnić, kiedy przyspieszyć, kiedy zmienić narzędzie, kiedy odejść od planu, a kiedy go utrzymać mimo trudności. Tak wygląda profesjonalna adaptacja - jedna z najważniejszych kompetencji współczesnego nauczyciela.

Zamiast pytania „czy nauczyciel może?”, warto więc postawić pytanie ważniejsze: „co w tej decyzji realnie wspiera uczenie się uczniów?”. Ono zmienia perspektywę całej rozmowy.

---
Jeśli podoba Ci się to, co tworzę, możesz mnie wzmocnić kawą! Link w komentarzu.


---
Źródło fragmentu KN: prawnik.cc

19/04/2026

Moja babcia skończyła 80 lat. Jest w dobrej formie, samodzielna, energiczna. Zapytałam ją, czy czas jeszcze bardziej przyspiesza z wiekiem. Czy dni zaczynają się zlewać, a tygodnie znikać szybciej, niż jesteśmy w stanie je nazwać.
Odpowiedziała:
- Nie. Są dni, kiedy się dłuży. Kiedy jestem sama.

A potem opowiedziała o tych drugich. O dniach, kiedy po szkole przychodzą do niej prawnuki, moi synowie. Kiedy w przedpokoju pojawiają się plecaki, kiedy ktoś woła jeść, kiedy trzeba nalać zupy, podać kompot, wysłuchać opowieści.

- Wtedy dzień mija szybciej - powiedziała. - Ale lepiej.

Świętowaliśmy dziś jej urodziny. Najpierw w restauracji, potem w domu. Życie w najprostszej, najprzyjemniejszej formie, bo rodzinnej. Wracałam z tej rozmowy z myślą, że czas nie płynie równomiernie. Nie jest linią, którą można odmierzyć odcinkami i uznać za jednakową dla wszystkich. On się zagęszcza i rozrzedza. Przyspiesza albo zwalnia w zależności od tego, czy jesteśmy w nim naprawdę obecni.

W szkole tak często operujemy czasem jak jednostką do zagospodarowania. Czterdzieści pięć minut, temat, cele, punkty do zrealizowania. A przecież każdy nauczyciel zna to doświadczenie: są lekcje, które ciągną się niemal boleśnie, w których każde zdanie opada ciężko i bez odpowiedzi. I są takie, które kończą się za szybko, jakby ktoś przyspieszył wskazówki zegara, bo pojawiło się skupienie, zaciekawienie, wspólny rytm.

To nie czas się wtedy zmienia, a jego jakość. Moja babcia, nie używając wielkich słów, powiedziała dziś coś, co mogłoby być punktem wyjścia do całej filozofii uczenia: że czas wypełniony obecnością drugiego człowieka staje się lżejszy, pełniejszy, bardziej „nasz”.

Myślę o tym, kiedy stoję przed klasą. O tych momentach, kiedy nagle coś „zaskakuje”, kiedy spojrzenia się spotykają, kiedy zdanie wypowiedziane przez ucznia zmienia kierunek całej lekcji. To są te chwile, które nie poddają się planowaniu, ale nadają sens wszystkim planom.
Nie przyspieszają czasu. One sprawiają, że przestajemy go mierzyć.

I ważne jest - nie tylko w edukacji, ale w życiu - żeby zbierać takie chwile. Żeby mieć odwagę czasem „stracić” kilka minut na rozmowę, która nie była w planie, ale była potrzebna. Żeby nie bać się zatrzymać wtedy, gdy coś zaczyna być naprawdę ważne, nawet jeśli oznacza to, że nie wszystko zostanie „zrealizowane”.

Najcenniejsze w tym wszystkim nie jest to, co zdążymy przerobić, ale to, co zdąży w kimś zostać.
A czas - ten, który zapamiętujemy - i tak zawsze mierzy się nie w minutach, tylko w obecności.

19/04/2026

Ile myśli mieści się w jednej minucie prowadzenia lekcji?

Wchodzę do klasy, witam się z uczniami, sprawdzam obecność i zaczynam wprowadzać uczniów w temat. Jedno zdanie, drugie, szukam wspólnego rytmu, momentu, w którym uwaga przestaje być rozproszona i zaczyna się zbierać. W tym samym czasie uruchamia się drugi plan, który rejestruje moja uwaga.

Ktoś nie ma zeszytu.
Ktoś pisze ołówkiem i wiem, że za chwilę będzie ślad, który łatwo zniknie.
Ktoś jeszcze się nie rozpakował.
Ktoś buja się na krześle, muszę zareagować.
Ktoś buduje włócznię z długopisów z koncentracją, której życzyłabym sobie przy interpretacji tekstu.
Ktoś rozmawia półgłosem.
Za oknem lata pszczoła i nagle połowa klasy przenosi uwagę w zupełnie inny świat.
Ktoś chce do toalety.
Ktoś pyta, która strona, mimo że numer od początku jest na tablicy.
A ja próbuję nie zgubić wątku.

To taki moment, w którym prowadzenie lekcji staje się jednocześnie zarządzaniem uwagą - swoją i dwudziestu kilku osób jednocześnie. Uwaga nie jest czymś stałym. Przesuwa się, odpływa, wraca. Czasem wystarczy drobny bodziec, żeby całe skupienie się rozsypało. Czasem jedno dobrze zadane pytanie zbiera klasę w całość.
W tej jednej minucie dzieje się bardzo dużo.

Skanuję klasę. Wyłapuję napięcia i mikro-sygnały.
Decyduję, na co reagować od razu, a co może poczekać. Reguluję tempo - przyspieszyć, zwolnić, powtórzyć, zostawić przestrzeń. Sprawdzam, czy jeszcze jesteśmy razem, czy już obok siebie.

Te drobne drobne wybory podejmowane są jeden po drugim, często bez pełnej świadomości, ale z ogromnym znaczeniem. Każda reakcja coś wzmacnia albo coś wygasza. Każde „zostawiam” i każde „zatrzymuję” buduje określony klimat pracy.
W pracy socjoterapeutycznej mówi się o tym, jak ważne jest „czytanie grupy” - nie tylko słuchanie tego, co pada wprost, ale dostrzeganie tego, co dzieje się pomiędzy: w gestach, spojrzeniach, tempie reagowania. Klasa jest systemem, który nieustannie się reguluje i dzieje się to zarówno z naszym udziałem, jak i bez niego. Czasem wystarczy jeden impuls, żeby zmienić dynamikę całej grupy.

W trakcie lekcji nauczyciel działa jednocześnie na kilku poziomach:
- prowadzi treść,
- utrzymuje strukturę,
- buduje relację,
- reaguje na to, co nieprzewidziane.

To wszystko dzieje się stale, na każdej lekcji, która jest ciągłym procesem wyborów. Z tych setek drobnych decyzji podejmowanych bez przerwy pojawia się zmęczenie decyzyjne. Prowadzenie lekcji umiejętność gospodarowania własną uwagą i energią. Świadome wybieranie, co jest naprawdę ważne w danym momencie, a co może zostać w tle. Bo nie da się zareagować na wszystko. I nie trzeba.

Doświadczenie przychodzi między innymi z tym, że zaczynamy widzieć, które interwencje coś realnie wnoszą, a które tylko mnożą napięcie. Że mniej reakcji oznacza więcej przestrzeni na pracę i że nie każda pszczoła za oknem musi zatrzymać lekcję. Z czasem coraz mniej chodzi o to, żeby zdążyć z tematem, a coraz bardziej - żeby być w kontakcie z tym, co właśnie się dzieje.


---
Na lekcji: słoiki dobrych słów.

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Słupsk?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Strona Internetowa

Adres


Słupsk