02/05/2026
"Protokół
Spisany w Magistracie m. Rzeszowa dnia 12 maja br.
Obecni: pp Dr Wachtel i p. Czuchnicki (?)
Staje p. Tuchfeld Naftali i zeznaje następująco:
Jestem zarządcą bóżnicy zwanej Klaus. Dnia 3 bm. O godzinie ½ 11 przed południem, gdy czytano Torę, zaczęto rzucać z ulicy do bóżnicy kamieniami, potem tłum wpadł do bóżnicy, bili obecnych i zniszczyli przedmioty takie jak lampy, Tory, świeczniki i wyłamali drzwi do arki, wyjęli Torę, po oddarciu płaszczyków (?) wyrzucali je oknami. Tak samo zdarto zasłony z arki i zasłony, które leżały pod arką przechowane. Poraniono około 40 osób, z których ciężko ranni są: Salomon Tannenbaum, Salomon Teitelbaum i zięć Botha Aron, tudzież kantor nazwiskiem Mendel Fink, Józef Reich, Mozes Teper. Ponieważ wyrzucono i bardzo cenne Tory, poszczególni Żydzi znalazłszy je na ulicy, wzięli w przechowanie i zwracają je teraz, przeto dokładne obliczenie szkody będę mógł podać dopiero za dni kilka. Zauważam, że kilka Tor znalezionych było całkiem podartych.
Tak zeznałem
Naftali Tuchfeld
Staje p. Lewin Chaskiel i zeznaje następująco:
W sobotę około ½ do 11 tłum, złożony przeważnie z młodych chłopców i kolejarzy, otoczył dom modlitwy „Klaus” i rzucali w okna kamienie wielkości głowy. Zebrani na nabożeństwo schowali się pod stoły i ławki, chcąc uniknąć przedostania drzwi od środka zamknęli. Gdy jednakowoż bombardowanie okien nie ustawało, postanowiła część obecnych wyjść z domu modlitwy i otworzywszy drzwi przeszli rzez tłum. Ci, którzy szli po bokach, zostali poranieni. Tłum wpadł do środka, gdzie zastali kilku modlących obecnych tamże z dziećmi, pobili ich, zerwali zasłony z arki, wyłamali drzwi i poczynili (…) już wyżej opisane. Do domu modlitwy Bet Chamidrasz nie dostali się, wybili tylko szyby, podobnie jak w domu modlitwy Stowarzyszenia Krawców. Natomiast do bóżnicy głównej, która była już zamknięta, wdarli się rzez okna i wyrzucili tam dwie Tory na ziemię – tam zaś, gdzie Torę się odczytuje, zrobili nieporządek.
Równocześnie dom nasz był otoczony ze wszystkich stron i wybito u nas szyby. Wieczorem, około ½ do 9 znowu otoczono nasz dom, lecz do mieszkania nie weszli, natomiast wyrabowano zegarmistrza Ragera. Dopiero w niedzielę o godzinie ½ do 11 rano wdarto się do naszego mieszkania, lecz szkody żadnej nie zrobiono, wyjąwszy uszkodzenie bramy i wybicia szyb. Równocześnie jednak wyrabowano powtórnie zegarmistrza Ragera.
Imieniem ojca rabina Natana Lewina pobieram jako szkodę:
10 dużych szyb
2 małe szyby
drzwi i brama wjazdowa
(...)"
Oryginalne zeznania osób poszkodowanych w rozruchach antyżydowskich w maju 1919 roku pochodzą z Archiwum Państwowego w Rzeszowie.
24/04/2026
"Rzeszów, 8 II 1944 r.
Rano poszłam jak co dzień po mleko dla dziecka i omal nie miałam podobnej historii jak Mieciu. Ta wystawa o „zarazie żydowskiej” przewróciła wszystkim ulicznikom w głowie. Jesteśmy już tu przeszło rok, a nigdy nie słyszałam, żeby tyle gadali o Żydach, co dziś. Dziś na każdym kroku słychać tylko „Żyd, Żyd i Żyd”. A to jest dla nas zgubne. Przechodząc przez burzę, która jest na tylu rogach ulic, że nie podobna jej uniknąć, słyszałam, jak malcy, wskazując palcami na przechodniów, wykrzykiwali „Ta niepodobna na Żydówkę, ten niepodobny na Żyda” itd., a gdy ja przechodziłam, jeden smyk, zadzierając główkę do góry, zawołał, wskazując na mnie „Ta jest podobna na Żydówkę” a drugi zaraz dodał: „Jak podobna, to pewnie jest…” Serce zaczęło mi walić jak młotem i nieznacznie przyspieszyłam kroku, udając, że nie słyszę. Całe szczęście, że żaden niemiec nie przechodził tamtędy. Bo wtedy byłabym stracona…"
Fragment dziennika Szyfry Majranc, która wraz z rodziną ukrywała się w Rzeszowie. Wystawa, o której wspomina Szyfra została owtarta przez Niemców w Rzeszowie 5 lutego 1944 r. Jej tytuł brzmiał: "Światowa zaraza żydowska" i była elementem niemieckiej propagandy, która miała usprawiedliwić i przekonać o słuszności zbrodni dokonywanych na ludności żydowskiej.
Opis wystawy zamieścił "Goniec Krakowski" - tzw. gadzinówka, czyli niemiecka propagandowa gazeta wydawana w latach okupacji 1939 - 1945.
17/04/2026
"Rzeszów 6 II 1944 rok.
Ażeby uratować się od pewnej śmierci, weszliśmy na tę jedyną, dość śliską zresztą drogę. Porobiliśmy sobie za dużo pieniędzy papiery aryjskie, wyjechaliśmy do obcego miasta i zaczęliśmy żyć życiem aryjczyków. (…)
„My” składamy się z 8-miu osób (...) i zajmujemy dwa mieszkania na innych ulicach. Mieszkania nasze składają się z pojedynczych pokojów.(…) Nie jesteśmy sublokatorami, jak inni, tylko lokatorami i dlatego, choć w pokoju możemy być zupełnie swobodni.
Stosunkowo jesteśmy dość dobrze urządzeni i już przeszło rok siedzimy na tym samym miejscu, co innym się prawie nie zdarza. Ale mimo to, do szczęścia nam daleko.
Przede wszystkim mamy złamane serca.
Każdy z nas stracił najbliższą rodzinę w okropny, morderczy sposób. Mama syna (…) Tadek, Mieciu i Ludwik ślicznego, kochanego brata; Marysia straciła dwóch braci, młodych chłopaków, siostrę, szwagra i ich dziecko (…) Ja i Krysia straciłyśmy wszystkich. Rodziców, jedynego brata, i siostrę.
W bezsennych nocach, z ciemności wyłaniają się przed nami ich najdroższe nam cienie. Wyobraźnia przywołuje każdy szczegół ich ukochanych twarzy, które w myślach całujemy i ściskamy, a serca nam krwawią bez ustanku… A potem zapadamy w sen pełen koszmarów, z którego budzimy się zlani zimnym potem i zmordowani.”.
Fragment dziennika Szyfry Majranc, rękopis znajduje się w archiwum USHMM. Zdjęcie Szyfry, jej córeczki Marylki i męża Nechemii ze zbiorów USHMM, wszyscy przeżyli wojnę w ukryciu.
13/04/2026
„W Sądzie tutejszym złożone jest „tałes” z materyi białej w czarne paski pochodzące z kradzieży na szkodę niewiadomego właściciela popełnionej w marcu br.
Wzywa się właściciela, aby w przeciągu jednego roku zgłosił się i wykazał swoje prawo własności.”
Sąd Okręgowy Oddział IX, Rzeszów dnia 9 sierpnia 1920.”
10/03/2026
„Poza tym w mieście toczyło się bardzo żywe życie. Istniały wszystkie ruchy młodzieżowe. Był także duży „Dom Ludowy”, który ufundował ktoś o nazwisku Tenenbaum. Jednak ludziom religijnym nie wolno było tam wchodzić, ponieważ budynek został zbudowany w szabat.
Byli też właściciele młynów, były tartaki pracujące w szabat – ale dzięki różnym interpretacjom religijnym można było jakoś to obejść. Prawdopodobnie w tych przypadkach znaleziono rozwiązanie, natomiast do Domu Ludowego nie wolno było wchodzić. Oczywiście w praktyce ludzie tam chodzili, bo nie zawsze liczyli się z religijnymi rodzicami.
Na przykład moja siostra należała do Ha-Shomer Hacair (lewicowego syjonistycznego ruchu młodzieżowego), a ich lokal mieścił się właśnie w tym Domu Ludowym. Rodzice w zasadzie nie mieli wyboru – co ojciec mógł zrobić, nawet jeśli się sprzeciwiał? Myślę, że wielu członków tego ruchu, przynajmniej wśród znajomych mojej starszej siostry, pochodziło z religijnych rodzin.” - wspominał, pochodzący z Rzeszowa Zelig Altman, w wywiadzie dla Yad Vashem.
Na zdjęciu grupa młodzieży z rzeszowskiego oddziału organizacji syjonistycznej Hanoar Hazioni.
09/03/2026
Pozostając w temacie zabaw purimowych, prezentujemy opis hucznej zabawy kostiumowej, jaka miała miejsce w 1932 r. w Beit Haam!
04/03/2026
„Maskarady trwały przez kolejny dzień po święcie, a także w szabat po Purim. W te dni przebierała się młodzież z lepszych domów. Robili tak nie po to, aby zbierać pieniądze, ale dla przyjemności. Kiedy miałem 17-18 lat i nie chodziłem już do klojzu, przyłączyłem się do grupy młodzieży syjonistycznej. Przebieraliśmy się w kostiumy, zakładaliśmy maski i odwiedzaliśmy domy pewnych najważniejszych Żydów w mieście, zwłaszcza te, w których były młode dziewczęta w naszym wieku. Nigdy nie zdradziliśmy naszej tożsamości. „Mówiliśmy” jedynie przy pomocy rąk, aby nas nie rozpoznano. Mieliśmy przy tym świetny ubaw. Wszędzie gdzie przychodziliśmy, częstowano nas alkoholem i słodkościami.
W szabat po Purim rynek i główne ulice Rzeszowa pełne były spacerowiczów chcących zobaczyć zalewające ulice grupy zamaskowanych postaci. Wyglądało to jak konkurs na najlepsze przebranie. Jedna grupa piękniejsza od drugiej. Również dla chrześcijan maskarada ta była atrakcją. Rynek wyglądał jak podczas miejskiego święta, w którym chcieli wziąć udział wszyscy mieszkańcy.”
Fragment wspomnień pochodzi z książki „Rajshe Jidn” autorstwa Cwi Symchy Ledera, z j. jidysz specjalnie na potrzeby tej strony tłumaczyła Magdalena Siek.
Fot. Dzieci w przebraniach purimowych, Kolbuszowa, okres międzywojenny; Yad Vashem
03/03/2026
Wczoraj po zmroku rozpoczęło się radosne święto Purim. A jak obchodzono je w Rzeszowie?
„Odliczano minuty do zapadnięcia zmroku aby można było iść do klojzu na modlitwę, zakończyć post i zacząć czytać megilę (Księgę Estery). Pulpit stojący na środku klojzu był oblężony przez Żydów wpłacających po pół szekla. Tradycyjnie każdy kładzie na tacy pół szekla pod postacią jednego grajcara za każdego członka rodziny. Na twarzy każdego spoczywa ukryty uśmiech zadowolenia. Młodzi siedzą niespokojnie zaopatrzeni w różne przyrządy do robienia hałasu, jak odgrywające tu główną rolę grzechotki. Skończyła się już modlitwa maariw i przygotowujemy się do czytania megili. Przewodzący modlitwie, reb Hirsz Szochet, odmawia błogosławieństwo z wielką intencją i zaczyna czytać „A było to za dni Aswerusa” z pięknym zaśpiewem, który wnosi radość w serca wszystkich w obecnych w klojzie, a zwłaszcza dzieci, które z niecierpliwością czekają na słowo „Haman”. Jak tylko przewodzący modlitwom doczytuje do tego słowa, jeszcze zanim zdoła wypowiedzieć imię Hamana, podnosi się straszliwa wrzawa, młodzież potrząsa grzechotkami i dmucha w gwizdki, a starsi, ojcowie i dziadkowie, pomagają tupiąc nogami i waląc rękami w stoły i ławki. Wrzawa ta przeciąga odczytywanie megili, aż w końcu przewodzący modlitwom kończy. Wszyscy spieszą się do domów przekąsić coś po całym dniu postu. Taka sama ceremonia odbywa się następnego dnia podczas odczytywania zwoju. Ale największe święto zaczyna się w purimowy wieczór. Tego wieczoru nikt nie idzie do klojzu na modlitwę. Myjemy się przed wieczerzą purimową, jeszcze za dnia, po czym odmawiamy maariw w domu.
Jako że Purim to dzień rozdawania podarunków i dawania jałmużny wielu bogatych Żydów zbiera wtedy pieniądze na cele dobroczynne. Już kiedy miałem 12 lat zostałem razem z moim kolegą zwerbowany w klojzie (chasydzki dom modlitwy) do chodzenia w Purim po domach i zbierania pieniędzy na introligowanie świętych ksiąg. W klojzie co roku wybierano dwóch młodych ludzi, którzy zostawali gabajami (pomocnik w sprawach organizacyjnych) odpowiedzialnymi za naprawę ksiąg. Przydzielano nam pewien obszar w mieście, a my chodziliśmy od domu do domu, od mieszkania do mieszkania. Wszędzie dawano nam po kilka grajcarów. Robili to również wszyscy miejscowi żyjący z jałmużny oraz miejscy biedacy.
Już około południa na ulicach pojawiały się grupki młodych ludzi ubranych w maski. Byli to ubodzy chłopcy, wśród nich również pomocnicy z chederów (religijna szkoła dla chłopców w wieku 3-13 lat), którzy chodzili po domach, śpiewali piosenki i dostawali za to kilka grajcarów. Ale najważniejszy czas dla przebierańców i kwestujących na różne cele był wieczorem, kiedy najbogatsi Żydzi siedzieli przy purimowych wieczerzach. Wtedy zamaskowani młodzi ludzie setkami wychodzili na ulice. Wielu z nich należało do dobrze zorganizowanych grup mającymi przygotowane przedstawienia, które często trwały kwadrans albo dłużej. Inni śpiewali jidyszowe piosenki i tańczyli. Drzwi żydowskich domów, zwłaszcza bogatszych rodzin, nie zamykały się. Wciąż przychodził ktoś po jałmużnę albo z przedstawieniem.
Purim, święto radości. Święto, w które nawet najbardziej pobożni Żydzi pozwalają sobie na napicie się wódki. Purim – święto, w które każdy ma obowiązek pić tak długo, aż nie będzie w stanie rozróżnić między wyklinaniem Hamana i błogosławieniem Mordechaja. Purim – święto, które nigdy nie minie. Purim – święto wysyłania podarunków.”
Fragment wspomnień pochodź z książki „Rajsze Jidn” autorstwa Cwi Symchy Ledera, z j.jidysz specjalnie na potrzeby tej strony przetłumaczyła Magdalena Siek.
Fot. Megilat Ester - Księga Estery odczytywana podczas święta Purim, w ozdobnej oprawie; zbiory Muzeum Krakowa.
20/02/2026
Czy ktoś z Państwa wybiera się na ferie do Krynicy?
Gdyby wyjazd odbył się 100 lat wcześniej, może natknęlibyście się na Józefa Tuchmana, portiera w którymś z tamtejszych hoteli bądź pensjonatów…
Zdjęcia i dokumenty pochodzą z archiwum we Lwowie, zostały zarekwirowane Józefowi Tuchmanowi po aresztowaniu przez NKWD.
29/01/2026
Bardzo ciekawy dokument w jidysz z archiwum we Lwowie:
Informacja o pochowaniu zmarłej 18 Tamuz 5691 (3 lipca 1931 r.) Gizeli Freundlich na cmentarzu żydowskim w 2 rzędzie sekcji II pod numerem 7. Do tego adnotacja, że macewa nie może przekraczać 70 cm szerokości i nie może posiada numeru.
Dokument wystawiło Stowarzyszenie Chewra Kadisza w Rzeszowie a podpisał je zarządca cmentarza. Druk w drukarni Goldberga.
Dokument znaleziono w rzeczach osobistych adwokata dr. Juliusza Freundlicha, aresztowanego w 1940 r. przez NKWD za nielegalne przekroczenie granicy z ZSRR i zesłanego do tzw. obozu poprawczego na Syberii.
Gizela była jego matką.